Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W szóstej kolejce Ekstraligi piłkarki pokonały na wyjeździe KKP Sportis Bydgoszcz 2:0 (1:0). Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze, korzystając z przerwy reprezentacyjnej zmierzyli się na Bukowej, w meczu sparingowym z Sandecją Nowy Sącz. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 (1:0).

Przygotowująca się do startu sezonu drużyna siatkarzy wzięła udział w Turnieju o Puchar Złotego Kiwona. Po przegranym pierwszym meczu z Czarnymi Radom 1:3, w drugim nasza drużyna pokonała serbski zespół OK Ribnica Kraljevo 3:1 i zajęła trzecie miejsce. W najbliższy piątek, o godzinie 17:30, siatkarze rozpoczną sezon 2022/23 meczem wyjazdowym z Jastrzębskim Węglem.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania, ze zmiennym szczęściem: w piątek pokonali Energę Toruń 5:2, w niedzielę przegrali z Ciarko Sanok 1:4. W tym tygodniu drużyna rozegra trzy wyjazdowe spotkania: we wtorek z Unią Oświęcim, w piątek z Zagłębiem Sosnowiec i w niedzielę z Podhalem Nowy Targ.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Anita Turkiewicz zapewnia zwycięstwo GieKSie Katowice

Sportis KKP Bydgoszcz przegrał na własnym boisku z GKS-em Katowice 0:2 po dwóch trafieniach Anity Turkiewicz. Dzięki zwycięstwu Katowiczanki awansowały na pozycję wicelidera Ekstraligi.

Katowiczanki do Bydgoszczy przyjechały w roli faworytek i po zakończeniu spotkania mogły cieszyć się z kompletu punktów. Wynik spotkania w 21.minucie otworzyła Anita Turkiewicz. W drugiej części spotkania Weronika Helińska nie wykorzystała rzutu karnego, a w doliczonym czasie gry grająca w osłabieniu GieKSa po czerwonej kartce Anny Konkol podwyższyła prowadzenie za sprawą Turkiewicz dla której było to drugie trafienie w spotkaniu.

 

sportdziennik.com – Stadion drożeje…

Ponad 21 tysięcy metrów sześciennych odpadów znaleziono na budowie stadionu miejskiego w Katowicach, powstającego w rejonie ulic Upadowej, Dobrego Urobku i Bocheńskiego.

Jak poinformował portal infokatowice.pl, nie ustalono jeszcze, ile kosztować będzie ich utylizacja. Zdaniem okolicznych mieszkańców pochodzą one z czasów budowy autostrady A4 i są pozostałością po prowadzonych tu pracach – dętki, gumy, żelbet.

Na posiedzeniu Komisji Rozwoju rady miasta Katowice radni usłyszeli, że koszty powstania blisko 15-tysięcznego stadionu i 3-tysięcznej hali idą w górę. Już w lipcu rada miasta wyraziła zgodę na wzrost ceny z 248 do 285 mln zł brutto. Dyrektor Jarosław Łuczyński z „Katowickich Inwestycji” mówi, że na pewno nastąpi kolejny wzrost.

Stadion buduje firma NDI, na razie deklarując zakończenie prac w pierwotnie ustalonym terminie 31 sierpnia 2024. Zaczęła 7 września ub. roku. Obecnie na terenie budowy trwają roboty drogowe, stabilizowanie drogi dojazdowej od ul. Bocheńskiego, przygotowywanie podłoża do wykonania parkingów, przygotowanie do robót konstrukcyjnych, wykonywanie sieci kanalizacji deszczowej i sanitarnej oraz prace wodociągowe. Miasto już wydało na stadion ponad 31 mln zł brutto, czyli ponad 15 procent całości inwestycji.

 

Debiut młodzieżowca z Lipska

Katowiczanie zremisowali przy Bukowej grę kontrolną z zamykającą I-ligową tabelę Sandecją, a pierwszy występ w ich barwach zanotował Daniel Krasucki.

Tydzień „przerwy reprezentacyjnej” plasująca się na 9. pozycji I-ligowej tabeli GieKSa wykorzystała nie tylko na pracę, ale też integracyjne wyjście na… paintball, a zwieńczyła go sobotnim sparingiem z Sandecją Nowy Sącz przy Bukowej. Przystąpiła do niego bez przebywającego na zgrupowaniu kadry U-20 pomocnika Daniela Dudzińskiego, rekonwalescenta Daniela Tanżyny oraz leczących urazy Patryka Szwedzika (staw skokowy) i Michała Kołodziejskiego (mięsień dwugłowy).

Pierwszy raz na boisku w barwach katowickich pojawił się za to Daniel Krasucki. Pomocnik z rocznika 2003 trafił na Bukową w lipcu, mając za sobą pobyt w RB Lipsk, gdzie trenował nawet z pierwszą drużyną, notował epizody w sparingach, był zgłoszony do Champions League, a ostatnio leczył kontuzję. Ponad dwa tygodnie temu podjął wreszcie treningi z nowym zespołem, a teraz przyszedł czas na premierowy sparingowy występ.

W 75 minucie spotkania z Sandecją zastąpił Alana Bróda i… już po kilkudziesięciu sekundach miał bramkową okazję, gdy spudłował głową po dośrodkowaniu Dawida Brzozowskiego. Poza tym, zanotował występ raczej gorszy niż lepszy, odpuszczając pojedynek w bocznym sektorze z Giorgi Merebaszwilim, niecelnie dośrodkowując do Jakuba Araka, przegrywając dwa pojedynki na połowie przeciwnika czy niecelnie podając wszerz boiska. Miał też jednak zagrania udane, jak „klepka” z Grzegorzem Rogalą czy rozprowadzenie akcji precyzyjnym podaniem w tłoku, mając na plecach obrońcę.

Krasucki był ustawiony jako jeden z trzech ofensywnych zawodników, obok Araka i Adriana Błąda, będąc najbliżej lewej strony. Często schodził szeroko do boku, ale zbiegał też do środka, robiąc miejsce wahadłowemu: Rogali albo Zbigniewowi Wojciechowskiemu. – Cieszymy się, że Daniel do nas dołączył, trenuje z nami, w końcu rozegrał jakieś minuty. Oczekujemy więcej – przyznał Oskar Repka, pomocnik GieKSy, która objęła prowadzenie już w 5 minucie. Wtedy to Marko Roginić zagrał lewą nogą w pole karne, a tam – również lewą nogą – płaskim strzałem wstrzelił się Marcin Wasielewski, ustawiony tym razen na lewej, a nie swojej nominalnej prawej stronie.

Wspomniany Krasucki ma zaostrzyć rywalizację wśród młodzieżowców. W poprzedniej kolejce – derby z GKS-em Tychy (1:1) niespodziewanie rolę tę pełnił bramkarz Patryk Szczuka, który „posadził” pewniaka Dawida Kudłę. Z powodu drobnej choroby w ostatnich dniach nie trenował, w sparingu pojawił się na ostatnie pół godziny, a od pierwszego gwizdka trener Rafał Górak wystawił dwóch młodzieżowców: Brzozowskiego i Alana Bróda.

Sandecja wyrównała niemalże równo z ostatnim gwizdkiem, gdy Michał Walski pokonał Szczukę strzałem pod poprzeczkę sprzed pola karnego. Sędzia dwie sekundy później zakończył mecz. GKS raczej nie poprawił sobie zatem humorów przed sobotnim wyjazdem do Bełchatowa na konfrontację ze Skrą Częstochowa.

– Fajnie, że zagraliśmy ten sparing. Boli stracona bramka, jest niedosyt, bo przez całe 90 minut przeważaliśmy i prowadziliśmy – przyznał Oskar Repka. Sądeczanie z kolei, wciąż czekający na pierwsze w sezonie zwycięstwo i zamykający I-ligową tabelę, na Śląsk wrócą już w niedzielę, bo zmierzą się z liderującym stawce beniaminkiem z Chorzowa.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Radomianie zagrają w finale Turnieju o Puchar Złotego Kiwona

W turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice przegrał z Czarnymi Radom 1:3 i  tym samym zespół z Górnego Śląska zagra o trzecie miejsce. Rywalem katowiczan będzie OK Ribnica Kraljevo. Drużyna z Radomia będzie rywalizowała o pierwsze miejsce.

[…] W ramach rozgrywanego w Kobylance koło Gorlic towarzyskiego Turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice mierzył się z Cerrad Enea Czarnymi Radom pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego. Była to przedostatnia sparingowa próba przed startem rozgrywek PlusLigi. Z powodu choroby do Kobylanki nie mógł przyjechać trener Grzegorz Słaby, którego zastąpił Damian Musiak. Lepiej mecz zaczęli radomianie, którzy po bloku na Quirodze prowadzili 5:2 w pierwszym secie, a potem wypracowali sześć punktów przewagi, co skłoniło trenera Musiaka do wzięcia czasu. GKS starał się wrócić do meczu, ale na drodze stały szczelne punktowe bloki rywali dobrze reagujących na siatce, do tego  katowiczanie mieli problemy w odbiorze zagrywki. Błędy po stronie GieKSy i zdecydowanie lepsza gra Czarnych po własnym przyjęciu sprawiły, że losy seta rozstrzygnęły się dość szybko, choć impuls dała podwójna zmiana w połowie partii. Radomianie wygrali 25:14 i zmusili zawodników  z Górnego Śląska do wytężonej koncentracji po słabym początku spotkania.

Katowiczanie szybko wrócili na dobre tory i po asie Quirogi prowadzili 5:2, wchodząc w mecz od nowa z animuszem. Rywale zmniejszyli straty, GKS utrzymał korzystny wynik, korzystając z czytania gry oponentów. Specyficzne warunki gry na szkolnej hali dawały się we znaki obu ekipom, co widać było w liczbie błędów w polu serwisowym. Ustrzegł się ich Jakub Lewandowski, po którego zagraniach było 15:11 dla katowiczan. Radomski zespół odpowiedział zagrywkami Bartosza Firszta i wyrównał przez to wynik (17:17), ale GKS chwilę później prowadził trzema punktami po serii dobrych zagrywek Wiktora Mielczarka. Katowiczanie mieli w górze cztery piłki setowe po dobrej postawie w końcówce, jednak zagrywający Timo Taamemaa zmusił trenera Musiaka po skorzystania z przerwy. Ostatecznie do remisu doprowadził po ataku z wysokiej piłki Jakub Szymański (25:23).

Poziom meczu wyrównał się w partii numer trzy, w której radomianie prowadzili 9:6 po punktach Borgesa i Firszta. Katowiczanie nie znajdowali odpowiedzi na grę Pawła Woickiego po dobrym przyjęciu przeciwników, dlatego ciężar gry w ataku na swoje barki wzięli Szymański i Jarosz, co pomagało GKS-owi prowadzić grę punkt za punkt (14:12, 19:16). Katowiczanie wyrównali wynik po autowym ataku Gąsiora i bloku Georgiego Seganowa, przełamując tym samym napór radomian. Gracze trenera Nawrockiego byli dokładniejsi w końcówce seta, zespół z Katowic obronił jeszcze dwie piłki setowe. Zagrywka w siatkę Szymańskiego zamknęła seta na korzyść Czarnych.

Początek czwartego seta przyniósł skuteczną grę obu drużyn na skrzydłach, ta seria została przełamana przez blok na Jaroszu i nieudane ataki z lewej strony siatki, które dały rywalom wynik 7:4. Wejście na boisko Tomasa Rousseaux pomogło katowiczanom w dogonieniu rywala, w którego szeregach szczególnie dawali nam się we znaki Gąsior i Firszt. Po asie atakującego Czarnych było 16:12 dla Czarnych. GKS opowiedział efektownym blokiem belgijskiego skrzydłowego potwierdzającym swoje ambicje. Siatkarze z Radomia po serii dobrych reakcji w obronie doprowadzili do wyniku 21:17, a ostatecznie wygrali całe spotkanie w czterech setach (25:18) po ataku Lemańskiego.

Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 3:1 (25:14, 23:25, 25:23, 25:18)

 

Czarni Radom wygrali Turniej o Puchar Złotego Kiwona

W terminie 22-23 września rozegrany został Międzynarodowy Turniej Piłki Siatkowej o Puchar Złotego Kiwona w Gorlicach. W imprezie udział wzięło pięć zespołów, w tym dwa plusligowe: VK Mirad Unipu Presov, OK. Ribnica Kraljevo, Vegyesz RC Kazncbarcika, Cerrad Enea Czarni Radom i GKS Katowice. Drugiego dnia turnieju odbył się mecz o 3. miejsce i finał.

[…] Inauguracyjny set był bardzo wyrównany, jednak ostatecznie padł łupem GKS-u, który wygrał go do 23. W drugiej odsłonie lepiej poradziła sobie drużyna z Serbii, która po ciężkiej walce pokonała GKS Katowice do 22. Zespół OK. Ribnica Kraljevo tym samym wyrównał wynik meczu 1:1. W trzeciej partii świetnie radzili sobie zawodnicy Grzegorza Słabego świetnie radzili sobie na zagrywce. Wywierali nią nieustanną presję na swoich przeciwnikach. Set zakończył się wygraną siatkarzy z Katowic 25:19. W czwartej odsłonie zawodnicy GKS-u kontynuowali dobrą grę, co doprowadziło zakończenia spotkania takim samym wynikiem. Wygrana dała katowiczanom 3. miejsce w turnieju.

OK. Rinmica Kraljevo – GKS Katowice 1:3 (23:25, 25:22, 19:25, 19:25)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa wygrywa w Toruniu. Trzy asysty Bartosza Fraszki

Hokeiści KH Energi Toruń przegrali w 6. kolejce Polskiej Hokej Ligi z GKS Katowice 2:5. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Brandon Magee a trzy asysty odnotował Bartosz Fraszko. Katowiczanie odnieśli czwarte zwycięstwo w swoim czwartym spotkaniu w tym sezonie.

Gospodarze przystąpili do meczu osłabieni nieobecnością Michała Kalinowskiego, co spowodowało, że trener Teemu Elomo musiał dokonać korekt w formacjach ataku. Od początku meczu obydwie drużyny starały się atakować, jednak to katowiczanie oddawali więcej celnych strzałów i byli dokładniejsi w rozgrywanych atakach. W 7 minucie „GieKSa” rozegrała ładną trójkowa akcję, którą po podaniu zza bramki wykończył Matias Lehtonen. Goście niedługo nacieszyli się z prowadzenia, bo czwarty atak KH Energii Toruń błyskawicznie odgryzł się katowiczanom. Michał Zając sprzed bramki doprowadził do remisu po podaniu Jakuba Wenkera. Później katowiczanie długimi momentami potrafili zamknąć gospodarzy w ich tercji obronnej, co przyniosło skutek dwie minuty przed końcem tercji. Spod niebieskiej uderzył Niko Mikkola, a lot krążka zmienił Joona Monto.

Druga tercja rozpoczęła się od otwartej gry, ataki sunęły z obydwu stron. Toruńska drużyna już nie pozwalała zamykać się we własnej tercji i wróciła do gry, którą prezentowała we wcześniejszych meczach. Gospodarze kilkukrotnie mogli wyjść z groźnymi kontrami i stanąć oko w oko z Murrayem jednak centymetry dzieliły ich od wykorzystania błędów w obronie gości. Z czasem „Stalowe Pierniki” zaczęły łapać kary, co mocno utrudniło im pokazanie swojego ofensywnego potencjału. KH Energę Toruń w wielu sytuacjach ratowało Ervīns Muštukovs. W końcówce tercji gospodarze ponownie na chwilę przycisnęli, ale z opresji obronną ręką wyszedł czujny John Murray. Ta tercja należała do bramkarzy.

W trzeciej początkowo żadna z drużyn nie zdobyła przewagi, ale do głosu coraz częściej dochodził GKS Katowice. Na wysokie obroty na swoim macierzystym lodowisku wszedł Bartosz Fraszki. W 44 minucie goście wyprowadzili szybki atak. Fraszko wycofał gumę do Brandona Magee, a ten trafił w samo okienko bramki, dając komfort przyjezdnym. Od tego momentu goście nie forsowali już tak tempa. Wydawało się, że gospodarzom, którzy zagrali trzecie mecz w ciągu pięciu dni brakuje sił, a w konsekwencji pomysłu na grę. Co prawda przeprowadzili kilka indywidualnych akcji, ale gdy nadarzyła się okazja na złapanie kontaktu, stracili bramkę w grając w przewadze. Po złym rozegraniu na niebieskiej Bartosz Fraszko przejął krążek, wypuścił Grzegorza Pasiuta, który w sytuacji sam na sam pokonał toruńskiego bramkarza. Gospodarze nie poddali się, do końca mieli swoje sytuacje, jedną z nich wykończył Niki Koskinen dobijają strzał swojego kolegi. Na nic nie zdało się zdjęcie bramkarza przez gospodarzy, Bartosz Fraszko szybko przejął krążek i podał do Brandona Magee, który strzelił do pustej bramki.

 

Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!

Hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok w 7. kolejce Polskiej Hokej Ligi pokonali GKS Katowice 4:1. Zwycięskiego gola zdobył w drugiej tercji Kalle Valtola, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy GieKSy. To pierwsza porażka mistrzów Polski w tym sezonie.

Pierwsze minuty spotkania to spokojna gra z obu strony. Widać było, że nikt nie chce się otworzyć i narzucić swojego stylu gry. Dopiero w połowie meczu przycisnęli katowiczanie, lecz na posterunku był Dominik Salama. Po jednej z kontr sanoczanie objęli prowadzenie w 13. minucie. Gdy na lodzie zrobiło się więcej miejsca, bo na ławce kar usiedli Konrad Filipek i Matias Lehtonen, trójkową akcję Tamminen – Valtola – Heikkinen ten ostatni zakończył strzałem z ostrego kąta. Goście mogli szybko wyrównać za sprawą Marcina Kolusza, który zmienił lot krążka po strzale Pulkkinena ale ten zatrzymał się na poprzeczce. Czym bliżej było syreny kończącej pierwszą z tercji, tym coraz mocniej buzowała w zawodnikach adrenalina i było coraz więcej przepychanek. Próby Fraszki i Pasiuta nie były w tej odsłonie zbyt precyzyjne. Kapitan GieKSy rozgrywał 200 mecz w barwach katowickiej drużyny.

Już na początku drugiej tercji na ławkę kar trafił Mateusz Rompkowski i sanoczanie zakończyli przewagę golem. Katem okazał się Kalle Valtola, który jeszcze w zeszłym sezonie występował w drużynie rywali. Fiński defensor w swoim stylu przymierzył z nadgarstka i John Murray był bezradny. Katowiczanie próbowali się szybko odgryźć, lecz potężny strzał w 24. minucie Maciej Kruczka ostemplował poprzeczkę. W bramce też świetnie spisywał się Salama, który wybronił w sytuacji sam na sam strzał Hitosato. Sanoczanie zaś zmarnowali sytuację, gdy do pustej bramki nie trafił Lahtinen po wymianie krążka Ahoniemiego i Filipka. Poświęcenie gospodarzy było wielkie, gdy Władysław Łysenko zatrzymał ciałem strzałem Grzegorza Pasiuta i utykając dokończył zmianę, w której cisnęli hokeiści z Katowic. Jeszcze w końcówce tercji sytuacji sam na sam nie wykorzystał Sami Tamminen a goście nie mieli pomysłu jak w przewadze pokonać Salamę.

W trzeciej odsłonie meczu wreszcie padła bramka dla GieKSy. W przewadze, gdy na ławce kar siedział Bogusław Rąpała, po składnej akcji Grzegorza Pasiuta z Marcinem Koluszem trafił Bartosz Fraszko. Katowiczanie jeszcze dwukrotnie grali w tej tercji w przewadze, jednak na wysokości zadania stał Dominik Salama i ofiarnie broniący się partnerzy z drużyny. W końcówce do pustej bramki dwukrotnie trafili zawodnicy STS-u. Celnie przymierzył Timi Lahtinen i Niko Ahoniemi.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

MŠK Žilina rywalem GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W rewanżowym meczu pierwszej rundy kwalifikacji do Ligi Europy MSK Żilina – Hajduk Split, gospodarze wygrali 2:1. Do dalszej rundy awansował jednak Hajduk Split, gdyż Chorwaci wygrali pierwszy mecz 2:0 i w dwumeczu okazali się lepsi o jedną bramkę. Słowackiej drużynie pozostał udział w eliminacjach Ligi Konferencji, w drugiej rundzie których zespół ten zmierzy się z GKS Katowice. Hajduk w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy zagra z cypryjskim Pafos.

Pierwszą bramkę w tym meczu zdobyli goście, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Simuna Hrgovića precyzyjną główką popisał się Alec Van Hoorenbeeck. Do szatni Hajduk schodził z prowadzeniem. W drugiej połowie Szoszoni przypuścili atak. Prostopadłe podanie Františka Kosy skutecznym strzałem wykończył Marko Roginić. Sędzia początkowo bramki nie uznał myśląc, że jest spalony, jednak powtórki wykazały, że Chorwat grający w słowackim zespole na ofsajdzie nie był. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem na strzał z dystansu zdecydował się Fabian Bzdyl, a bramkarz tak niefortunnie piąstkował, że nabił Dario Melnjaka, a ten wpakował piłkę do własnej siatki.

Pierwsze spotkanie pomiędzy MŠK Žilina i GKS Katowice odbędzie się na Słowacji w czwartek 23 lipca o 20:30. Rewanż na Nowej Bukowej rozpocznie się dokładnie tydzień później, czyli czwartek 30 lipca o 20:30.

MŠK Žilina – Hajduk Split 2:1
Bramki: Roginić (52), Melnjak (90-sam.) – Van Hoorenbeeck (45).
Žilina: Badžgoň – Pališčák (46. Okál), Minárik, Narimanidze, Hranica, Adang (82. Florea), Káčer (66. Bzdyl), Bari, Kóša (66. Faško), Roginić, Iľko (72. Ďatko).
Hajduk: Silić – Acapandié, Skelin, Van Hoorenbeeck, Hrgović (75. Sanyang), Brajković (75. Huram), Pajaziti, Pukštas, Skoko (64. Dalisson), Melnjak, Šego (84. Livaja).
Ż.kartki: Adang, Florea – Hrgović, Van Horenbeeck.
Sędzia: Horațiu Mircea Feșnic.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga