Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion
Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W szóstej kolejce Ekstraligi piłkarki pokonały na wyjeździe KKP Sportis Bydgoszcz 2:0 (1:0). Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze, korzystając z przerwy reprezentacyjnej zmierzyli się na Bukowej, w meczu sparingowym z Sandecją Nowy Sącz. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 (1:0).
Przygotowująca się do startu sezonu drużyna siatkarzy wzięła udział w Turnieju o Puchar Złotego Kiwona. Po przegranym pierwszym meczu z Czarnymi Radom 1:3, w drugim nasza drużyna pokonała serbski zespół OK Ribnica Kraljevo 3:1 i zajęła trzecie miejsce. W najbliższy piątek, o godzinie 17:30, siatkarze rozpoczną sezon 2022/23 meczem wyjazdowym z Jastrzębskim Węglem.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania, ze zmiennym szczęściem: w piątek pokonali Energę Toruń 5:2, w niedzielę przegrali z Ciarko Sanok 1:4. W tym tygodniu drużyna rozegra trzy wyjazdowe spotkania: we wtorek z Unią Oświęcim, w piątek z Zagłębiem Sosnowiec i w niedzielę z Podhalem Nowy Targ.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Anita Turkiewicz zapewnia zwycięstwo GieKSie Katowice
Sportis KKP Bydgoszcz przegrał na własnym boisku z GKS-em Katowice 0:2 po dwóch trafieniach Anity Turkiewicz. Dzięki zwycięstwu Katowiczanki awansowały na pozycję wicelidera Ekstraligi.
Katowiczanki do Bydgoszczy przyjechały w roli faworytek i po zakończeniu spotkania mogły cieszyć się z kompletu punktów. Wynik spotkania w 21.minucie otworzyła Anita Turkiewicz. W drugiej części spotkania Weronika Helińska nie wykorzystała rzutu karnego, a w doliczonym czasie gry grająca w osłabieniu GieKSa po czerwonej kartce Anny Konkol podwyższyła prowadzenie za sprawą Turkiewicz dla której było to drugie trafienie w spotkaniu.
sportdziennik.com – Stadion drożeje…
Ponad 21 tysięcy metrów sześciennych odpadów znaleziono na budowie stadionu miejskiego w Katowicach, powstającego w rejonie ulic Upadowej, Dobrego Urobku i Bocheńskiego.
Jak poinformował portal infokatowice.pl, nie ustalono jeszcze, ile kosztować będzie ich utylizacja. Zdaniem okolicznych mieszkańców pochodzą one z czasów budowy autostrady A4 i są pozostałością po prowadzonych tu pracach – dętki, gumy, żelbet.
Na posiedzeniu Komisji Rozwoju rady miasta Katowice radni usłyszeli, że koszty powstania blisko 15-tysięcznego stadionu i 3-tysięcznej hali idą w górę. Już w lipcu rada miasta wyraziła zgodę na wzrost ceny z 248 do 285 mln zł brutto. Dyrektor Jarosław Łuczyński z „Katowickich Inwestycji” mówi, że na pewno nastąpi kolejny wzrost.
Stadion buduje firma NDI, na razie deklarując zakończenie prac w pierwotnie ustalonym terminie 31 sierpnia 2024. Zaczęła 7 września ub. roku. Obecnie na terenie budowy trwają roboty drogowe, stabilizowanie drogi dojazdowej od ul. Bocheńskiego, przygotowywanie podłoża do wykonania parkingów, przygotowanie do robót konstrukcyjnych, wykonywanie sieci kanalizacji deszczowej i sanitarnej oraz prace wodociągowe. Miasto już wydało na stadion ponad 31 mln zł brutto, czyli ponad 15 procent całości inwestycji.
Debiut młodzieżowca z Lipska
Katowiczanie zremisowali przy Bukowej grę kontrolną z zamykającą I-ligową tabelę Sandecją, a pierwszy występ w ich barwach zanotował Daniel Krasucki.
Tydzień „przerwy reprezentacyjnej” plasująca się na 9. pozycji I-ligowej tabeli GieKSa wykorzystała nie tylko na pracę, ale też integracyjne wyjście na… paintball, a zwieńczyła go sobotnim sparingiem z Sandecją Nowy Sącz przy Bukowej. Przystąpiła do niego bez przebywającego na zgrupowaniu kadry U-20 pomocnika Daniela Dudzińskiego, rekonwalescenta Daniela Tanżyny oraz leczących urazy Patryka Szwedzika (staw skokowy) i Michała Kołodziejskiego (mięsień dwugłowy).
Pierwszy raz na boisku w barwach katowickich pojawił się za to Daniel Krasucki. Pomocnik z rocznika 2003 trafił na Bukową w lipcu, mając za sobą pobyt w RB Lipsk, gdzie trenował nawet z pierwszą drużyną, notował epizody w sparingach, był zgłoszony do Champions League, a ostatnio leczył kontuzję. Ponad dwa tygodnie temu podjął wreszcie treningi z nowym zespołem, a teraz przyszedł czas na premierowy sparingowy występ.
W 75 minucie spotkania z Sandecją zastąpił Alana Bróda i… już po kilkudziesięciu sekundach miał bramkową okazję, gdy spudłował głową po dośrodkowaniu Dawida Brzozowskiego. Poza tym, zanotował występ raczej gorszy niż lepszy, odpuszczając pojedynek w bocznym sektorze z Giorgi Merebaszwilim, niecelnie dośrodkowując do Jakuba Araka, przegrywając dwa pojedynki na połowie przeciwnika czy niecelnie podając wszerz boiska. Miał też jednak zagrania udane, jak „klepka” z Grzegorzem Rogalą czy rozprowadzenie akcji precyzyjnym podaniem w tłoku, mając na plecach obrońcę.
Krasucki był ustawiony jako jeden z trzech ofensywnych zawodników, obok Araka i Adriana Błąda, będąc najbliżej lewej strony. Często schodził szeroko do boku, ale zbiegał też do środka, robiąc miejsce wahadłowemu: Rogali albo Zbigniewowi Wojciechowskiemu. – Cieszymy się, że Daniel do nas dołączył, trenuje z nami, w końcu rozegrał jakieś minuty. Oczekujemy więcej – przyznał Oskar Repka, pomocnik GieKSy, która objęła prowadzenie już w 5 minucie. Wtedy to Marko Roginić zagrał lewą nogą w pole karne, a tam – również lewą nogą – płaskim strzałem wstrzelił się Marcin Wasielewski, ustawiony tym razen na lewej, a nie swojej nominalnej prawej stronie.
Wspomniany Krasucki ma zaostrzyć rywalizację wśród młodzieżowców. W poprzedniej kolejce – derby z GKS-em Tychy (1:1) niespodziewanie rolę tę pełnił bramkarz Patryk Szczuka, który „posadził” pewniaka Dawida Kudłę. Z powodu drobnej choroby w ostatnich dniach nie trenował, w sparingu pojawił się na ostatnie pół godziny, a od pierwszego gwizdka trener Rafał Górak wystawił dwóch młodzieżowców: Brzozowskiego i Alana Bróda.
Sandecja wyrównała niemalże równo z ostatnim gwizdkiem, gdy Michał Walski pokonał Szczukę strzałem pod poprzeczkę sprzed pola karnego. Sędzia dwie sekundy później zakończył mecz. GKS raczej nie poprawił sobie zatem humorów przed sobotnim wyjazdem do Bełchatowa na konfrontację ze Skrą Częstochowa.
– Fajnie, że zagraliśmy ten sparing. Boli stracona bramka, jest niedosyt, bo przez całe 90 minut przeważaliśmy i prowadziliśmy – przyznał Oskar Repka. Sądeczanie z kolei, wciąż czekający na pierwsze w sezonie zwycięstwo i zamykający I-ligową tabelę, na Śląsk wrócą już w niedzielę, bo zmierzą się z liderującym stawce beniaminkiem z Chorzowa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Radomianie zagrają w finale Turnieju o Puchar Złotego Kiwona
W turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice przegrał z Czarnymi Radom 1:3 i tym samym zespół z Górnego Śląska zagra o trzecie miejsce. Rywalem katowiczan będzie OK Ribnica Kraljevo. Drużyna z Radomia będzie rywalizowała o pierwsze miejsce.
[…] W ramach rozgrywanego w Kobylance koło Gorlic towarzyskiego Turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice mierzył się z Cerrad Enea Czarnymi Radom pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego. Była to przedostatnia sparingowa próba przed startem rozgrywek PlusLigi. Z powodu choroby do Kobylanki nie mógł przyjechać trener Grzegorz Słaby, którego zastąpił Damian Musiak. Lepiej mecz zaczęli radomianie, którzy po bloku na Quirodze prowadzili 5:2 w pierwszym secie, a potem wypracowali sześć punktów przewagi, co skłoniło trenera Musiaka do wzięcia czasu. GKS starał się wrócić do meczu, ale na drodze stały szczelne punktowe bloki rywali dobrze reagujących na siatce, do tego katowiczanie mieli problemy w odbiorze zagrywki. Błędy po stronie GieKSy i zdecydowanie lepsza gra Czarnych po własnym przyjęciu sprawiły, że losy seta rozstrzygnęły się dość szybko, choć impuls dała podwójna zmiana w połowie partii. Radomianie wygrali 25:14 i zmusili zawodników z Górnego Śląska do wytężonej koncentracji po słabym początku spotkania.
Katowiczanie szybko wrócili na dobre tory i po asie Quirogi prowadzili 5:2, wchodząc w mecz od nowa z animuszem. Rywale zmniejszyli straty, GKS utrzymał korzystny wynik, korzystając z czytania gry oponentów. Specyficzne warunki gry na szkolnej hali dawały się we znaki obu ekipom, co widać było w liczbie błędów w polu serwisowym. Ustrzegł się ich Jakub Lewandowski, po którego zagraniach było 15:11 dla katowiczan. Radomski zespół odpowiedział zagrywkami Bartosza Firszta i wyrównał przez to wynik (17:17), ale GKS chwilę później prowadził trzema punktami po serii dobrych zagrywek Wiktora Mielczarka. Katowiczanie mieli w górze cztery piłki setowe po dobrej postawie w końcówce, jednak zagrywający Timo Taamemaa zmusił trenera Musiaka po skorzystania z przerwy. Ostatecznie do remisu doprowadził po ataku z wysokiej piłki Jakub Szymański (25:23).
Poziom meczu wyrównał się w partii numer trzy, w której radomianie prowadzili 9:6 po punktach Borgesa i Firszta. Katowiczanie nie znajdowali odpowiedzi na grę Pawła Woickiego po dobrym przyjęciu przeciwników, dlatego ciężar gry w ataku na swoje barki wzięli Szymański i Jarosz, co pomagało GKS-owi prowadzić grę punkt za punkt (14:12, 19:16). Katowiczanie wyrównali wynik po autowym ataku Gąsiora i bloku Georgiego Seganowa, przełamując tym samym napór radomian. Gracze trenera Nawrockiego byli dokładniejsi w końcówce seta, zespół z Katowic obronił jeszcze dwie piłki setowe. Zagrywka w siatkę Szymańskiego zamknęła seta na korzyść Czarnych.
Początek czwartego seta przyniósł skuteczną grę obu drużyn na skrzydłach, ta seria została przełamana przez blok na Jaroszu i nieudane ataki z lewej strony siatki, które dały rywalom wynik 7:4. Wejście na boisko Tomasa Rousseaux pomogło katowiczanom w dogonieniu rywala, w którego szeregach szczególnie dawali nam się we znaki Gąsior i Firszt. Po asie atakującego Czarnych było 16:12 dla Czarnych. GKS opowiedział efektownym blokiem belgijskiego skrzydłowego potwierdzającym swoje ambicje. Siatkarze z Radomia po serii dobrych reakcji w obronie doprowadzili do wyniku 21:17, a ostatecznie wygrali całe spotkanie w czterech setach (25:18) po ataku Lemańskiego.
Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 3:1 (25:14, 23:25, 25:23, 25:18)
Czarni Radom wygrali Turniej o Puchar Złotego Kiwona
W terminie 22-23 września rozegrany został Międzynarodowy Turniej Piłki Siatkowej o Puchar Złotego Kiwona w Gorlicach. W imprezie udział wzięło pięć zespołów, w tym dwa plusligowe: VK Mirad Unipu Presov, OK. Ribnica Kraljevo, Vegyesz RC Kazncbarcika, Cerrad Enea Czarni Radom i GKS Katowice. Drugiego dnia turnieju odbył się mecz o 3. miejsce i finał.
[…] Inauguracyjny set był bardzo wyrównany, jednak ostatecznie padł łupem GKS-u, który wygrał go do 23. W drugiej odsłonie lepiej poradziła sobie drużyna z Serbii, która po ciężkiej walce pokonała GKS Katowice do 22. Zespół OK. Ribnica Kraljevo tym samym wyrównał wynik meczu 1:1. W trzeciej partii świetnie radzili sobie zawodnicy Grzegorza Słabego świetnie radzili sobie na zagrywce. Wywierali nią nieustanną presję na swoich przeciwnikach. Set zakończył się wygraną siatkarzy z Katowic 25:19. W czwartej odsłonie zawodnicy GKS-u kontynuowali dobrą grę, co doprowadziło zakończenia spotkania takim samym wynikiem. Wygrana dała katowiczanom 3. miejsce w turnieju.
OK. Rinmica Kraljevo – GKS Katowice 1:3 (23:25, 25:22, 19:25, 19:25)
HOKEJ
hokej.net – GieKSa wygrywa w Toruniu. Trzy asysty Bartosza Fraszki
Hokeiści KH Energi Toruń przegrali w 6. kolejce Polskiej Hokej Ligi z GKS Katowice 2:5. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Brandon Magee a trzy asysty odnotował Bartosz Fraszko. Katowiczanie odnieśli czwarte zwycięstwo w swoim czwartym spotkaniu w tym sezonie.
Gospodarze przystąpili do meczu osłabieni nieobecnością Michała Kalinowskiego, co spowodowało, że trener Teemu Elomo musiał dokonać korekt w formacjach ataku. Od początku meczu obydwie drużyny starały się atakować, jednak to katowiczanie oddawali więcej celnych strzałów i byli dokładniejsi w rozgrywanych atakach. W 7 minucie „GieKSa” rozegrała ładną trójkowa akcję, którą po podaniu zza bramki wykończył Matias Lehtonen. Goście niedługo nacieszyli się z prowadzenia, bo czwarty atak KH Energii Toruń błyskawicznie odgryzł się katowiczanom. Michał Zając sprzed bramki doprowadził do remisu po podaniu Jakuba Wenkera. Później katowiczanie długimi momentami potrafili zamknąć gospodarzy w ich tercji obronnej, co przyniosło skutek dwie minuty przed końcem tercji. Spod niebieskiej uderzył Niko Mikkola, a lot krążka zmienił Joona Monto.
Druga tercja rozpoczęła się od otwartej gry, ataki sunęły z obydwu stron. Toruńska drużyna już nie pozwalała zamykać się we własnej tercji i wróciła do gry, którą prezentowała we wcześniejszych meczach. Gospodarze kilkukrotnie mogli wyjść z groźnymi kontrami i stanąć oko w oko z Murrayem jednak centymetry dzieliły ich od wykorzystania błędów w obronie gości. Z czasem „Stalowe Pierniki” zaczęły łapać kary, co mocno utrudniło im pokazanie swojego ofensywnego potencjału. KH Energę Toruń w wielu sytuacjach ratowało Ervīns Muštukovs. W końcówce tercji gospodarze ponownie na chwilę przycisnęli, ale z opresji obronną ręką wyszedł czujny John Murray. Ta tercja należała do bramkarzy.
W trzeciej początkowo żadna z drużyn nie zdobyła przewagi, ale do głosu coraz częściej dochodził GKS Katowice. Na wysokie obroty na swoim macierzystym lodowisku wszedł Bartosz Fraszki. W 44 minucie goście wyprowadzili szybki atak. Fraszko wycofał gumę do Brandona Magee, a ten trafił w samo okienko bramki, dając komfort przyjezdnym. Od tego momentu goście nie forsowali już tak tempa. Wydawało się, że gospodarzom, którzy zagrali trzecie mecz w ciągu pięciu dni brakuje sił, a w konsekwencji pomysłu na grę. Co prawda przeprowadzili kilka indywidualnych akcji, ale gdy nadarzyła się okazja na złapanie kontaktu, stracili bramkę w grając w przewadze. Po złym rozegraniu na niebieskiej Bartosz Fraszko przejął krążek, wypuścił Grzegorza Pasiuta, który w sytuacji sam na sam pokonał toruńskiego bramkarza. Gospodarze nie poddali się, do końca mieli swoje sytuacje, jedną z nich wykończył Niki Koskinen dobijają strzał swojego kolegi. Na nic nie zdało się zdjęcie bramkarza przez gospodarzy, Bartosz Fraszko szybko przejął krążek i podał do Brandona Magee, który strzelił do pustej bramki.
Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!
Hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok w 7. kolejce Polskiej Hokej Ligi pokonali GKS Katowice 4:1. Zwycięskiego gola zdobył w drugiej tercji Kalle Valtola, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy GieKSy. To pierwsza porażka mistrzów Polski w tym sezonie.
Pierwsze minuty spotkania to spokojna gra z obu strony. Widać było, że nikt nie chce się otworzyć i narzucić swojego stylu gry. Dopiero w połowie meczu przycisnęli katowiczanie, lecz na posterunku był Dominik Salama. Po jednej z kontr sanoczanie objęli prowadzenie w 13. minucie. Gdy na lodzie zrobiło się więcej miejsca, bo na ławce kar usiedli Konrad Filipek i Matias Lehtonen, trójkową akcję Tamminen – Valtola – Heikkinen ten ostatni zakończył strzałem z ostrego kąta. Goście mogli szybko wyrównać za sprawą Marcina Kolusza, który zmienił lot krążka po strzale Pulkkinena ale ten zatrzymał się na poprzeczce. Czym bliżej było syreny kończącej pierwszą z tercji, tym coraz mocniej buzowała w zawodnikach adrenalina i było coraz więcej przepychanek. Próby Fraszki i Pasiuta nie były w tej odsłonie zbyt precyzyjne. Kapitan GieKSy rozgrywał 200 mecz w barwach katowickiej drużyny.
Już na początku drugiej tercji na ławkę kar trafił Mateusz Rompkowski i sanoczanie zakończyli przewagę golem. Katem okazał się Kalle Valtola, który jeszcze w zeszłym sezonie występował w drużynie rywali. Fiński defensor w swoim stylu przymierzył z nadgarstka i John Murray był bezradny. Katowiczanie próbowali się szybko odgryźć, lecz potężny strzał w 24. minucie Maciej Kruczka ostemplował poprzeczkę. W bramce też świetnie spisywał się Salama, który wybronił w sytuacji sam na sam strzał Hitosato. Sanoczanie zaś zmarnowali sytuację, gdy do pustej bramki nie trafił Lahtinen po wymianie krążka Ahoniemiego i Filipka. Poświęcenie gospodarzy było wielkie, gdy Władysław Łysenko zatrzymał ciałem strzałem Grzegorza Pasiuta i utykając dokończył zmianę, w której cisnęli hokeiści z Katowic. Jeszcze w końcówce tercji sytuacji sam na sam nie wykorzystał Sami Tamminen a goście nie mieli pomysłu jak w przewadze pokonać Salamę.
W trzeciej odsłonie meczu wreszcie padła bramka dla GieKSy. W przewadze, gdy na ławce kar siedział Bogusław Rąpała, po składnej akcji Grzegorza Pasiuta z Marcinem Koluszem trafił Bartosz Fraszko. Katowiczanie jeszcze dwukrotnie grali w tej tercji w przewadze, jednak na wysokości zadania stał Dominik Salama i ofiarnie broniący się partnerzy z drużyny. W końcówce do pustej bramki dwukrotnie trafili zawodnicy STS-u. Celnie przymierzył Timi Lahtinen i Niko Ahoniemi.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Piłka nożna
Dopiero był na Nowej Bukowej
Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.
Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.
Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.
W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.
W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.
Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.
Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:
Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)
Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)
Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)
Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)
Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski
Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)
Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)
Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.


Najnowsze komentarze