Kibice Klub SK 1964 Stadion
SK 1964 o rozmowach w sprawie stadionu
W dniu dzisiejszym Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowic „SK 1964” miało spotkać się z wiceprezydentem Miasta Katowice Krzysztofem Mikuła w sprawie budowy stadionu na Bukowej. Do spotkania jednak nie doszło. Prezentujemy krótki wywiad z prezesem zarządu stowarzyszenia Piotrem Koszeckim.
GieKSa.pl: W dniu dzisiejszym miało odbyć się spotkanie w urzędzie miasta w sprawie stadionu.
Piotr Koszecki: Niestety z powodów, których nie znamy, UM w ostatniej chwili przełożył spotkanie zasłaniając się koniecznością przeprowadzenia kolejnych analiz. Jest to dla nas trochę dziwna sytuacja, ponieważ rozmowy trwają blisko trzy miesiące, a już na pierwsze styczniowe spotkanie UM miał być przygotowany merytorycznie.
W wywiadzie prasowym z dnia 2 kwietnia wiceprezydent Mikuła mówi o stadionie na 12 tysięcy.
Po pierwsze miasto nie dysponuje żadnymi własnymi analizami dotyczącymi pojemności przyszłego stadionu, jedynie historycznymi danymi o frekwencji. Odnoszenie się do frekwencji w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych jest zupełnie niezrozumiałe. W tamtych latach zupełnie inna była pozycja klubu w mieście i regionie. W latach osiemdziesiątych GKS był klubem marginalnym, mającym kibiców jedynie na kilku osiedlach w Katowicach, w całej Polsce frekwencja nie powalała na kolana. Gdyby władze np. Warszawy przy podejmowaniu decyzji o budowie stadionu dla Legii kierowały się frekwencją z lat 90-tych to zbudowałyby stadion na 12-15 tys.
Ile w takim razie, według stowarzyszenia, powinna wynosić pojemność stadionu?
Według naszych analiz (tutaj) pojemność zaprojektowanego stadionu na 21 tys. jest optymalna i odpowiada potencjałowi klubu, a przede wszystkim miasta Katowice. Podobny stadion powstał w Białymstoku, który jest miastem porównywalnym do Katowic, ale nie ma wokół takiego zagęszczenia innych miast (aglomeracja białostocka ma ok. 414 tysięcy mieszkańców, a katowicka blisko 3 miliony – przyp. red.). Większe, od proponowanego przez UM, stadiony ma nie tylko praktycznie każde miasto wojewódzkie, ale większość klubów z regionu. Jednak jako stowarzyszenie staramy się być elastyczni. Próbujemy zrozumieć argumenty i pozycje miasta. Stąd ciągle szukamy rozwiązań wychodzących naprzeciw argumentom urzędu. Niestety na chwilę obecną urzędnicy zabetonowali się na stanowisku 12 tys. i nic więcej. Żadna argumentacja do nich nie trafia, a zamknięty stadion na 12 tysięcy w praktyce uniemożliwia przyszłą rozbudowę i degraduje przyszłe ambicje klubu do roli co najwyżej ligowego przeciętniaka, skazanego na wieczną walkę o utrzymanie. Na zachodzie, czyli w modelu do którego zmierza polska ekstraklasa, kluby żyją z kibiców. Każde miejsce na stadionie zwiększa poziom dochodów z dnia meczu, które składają się na 30 do 50% budżetu! O stadionie trzeba myśleć w perspektywie nie kilku, czy kilkunastu, ale kilkudziesięciu lat. Za dekadę, czy dwie, stadiony w Polsce się zapełnią, a wtedy przetrwają ci za którymi stanie ekonomia. Już dziś mamy w kraju (gotowych i trakcie budowy) 16 stadionów o pojemności ponad 15 tysięcy miejsc. Nie trzeba wielkich analiz żeby zauważyć że kołdra zwana ekstraklasą dla kogoś stadnie się za mała.
Co w takim razie dalej z rozmowami?
Jako stowarzyszenie w dalszym ciągu chcemy wierzyć w dobrą wolę Urzędu Miasta i jego chęć w budowę stadionu odpowiedniego dla stolicy aglomeracji górnośląskiej. Jesteśmy zniecierpliwieni upływem czasu i zaniepokojeni sposobem prowadzenia dialogu. Staramy się jednak być poważnym partnerem, dlatego oczekujemy od urzędu wyznaczenia nowego terminu spotkania i oczekujemy że po tak długim czasie potrzebnym na analizy, w końcu doczekamy się merytorycznej dyskusji, która zaowocuje konkretnymi ustaleniami i zadowoli obydwie strony.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Brzęczyszczykiewicz
2 kwietnia 2015 at 16:43
Kolejne wybory, w których było ciśnienie na opcję Forum Samorządowego. Kolejny rok, w których kibice GieKSy ślepo popierają FS i jak pelikany łykają obietnice o nowym stadionie. Osobiście te hasła słyszę od jakiś 10 lat i nic nie ulega zmianie. Kibice są cały czas zwodzeni, a i swoją cegiełkę dokładają do całej sytuacji. Stadion na 21 tysięcy? Ale dla kogo? Przecież na pewno nie dla GKS Katowice, na którego mecze w ostatnim czasie przychodzi maksymalnie 3500 widzów. Ten stadion nie będzie wykorzystywany w takim mieście jak Katowice inaczej niż na mecze piłkarskie. Skończmy bajdurzyć o jakiś koncertach. Mamy Spodek pod skrzydłami MOSiRu, w którym przez cały rok nie dzieje się nic wielkiego poza Mayday, Rawa Blues i corocznym koncertem Kult. Nie inaczej będzie z meczami GieKSy. Tylko ewentualny awans jest w stanie zagwarantować wyższą frekwencję, a skok o 200% to już byłby niesamowity sukces, ale 600%?! Na to nie ma najmniejszych szans. Ostatni mecz, na którym stadion rzeczywiście pękał w szwach były baraże z BKS w IV lidze. Wtedy ludzie od marketingu totalnie zaprzepaścili możliwości i potencjał. Jeżeli jako kibice nie zmniejszymy wymagań odnośnie stadionu to możemy o nim zapomnieć przez kolejne 10 lat…
GieKSaSiewierz
2 kwietnia 2015 at 16:52
A w Bielsku sie śmieją mają dobry stadion wczoraj oglądałem mecz super to wyglądało a u Nas co nie szanują naszej GieKSy.
g1976
2 kwietnia 2015 at 17:09
Bredzisz i tyle.
SKalpel
2 kwietnia 2015 at 17:46
„Brzęczyszczykiewicz” … Piszesz że obecnie przychodzi około 3500 widzów (jak na I-LIGE oraz tak fatalną grę i bez celu , to i tak nieźle) ale pomyśl i weź przykład z innych klubów EKSTRAKLASY , jak wzrosła frekwencja w klubach gdzie wybudowano nowe stadiony ?
Pomyśl że te „twoje” 200% daje już 10500 widzów … co się stanie kiedy drużyna będzie grała dobrze , kiedy będzie walczyła o mistrzostwo , będzie grała derbowe mecze , wystarczy Ci mini stadionik na 12000 widzów , jaki chce mieszkańcom zafundować Krupa i jego Uszokowa świta ?
Dlaczego Uszok za setki milionów , wybudował drugą , super nowoczesną i wielką filharmonię , nie pytając mieszkańców o zgodę , nie robiąc jak teraz Krupa , cyrków z ankietami w sprawie frekwencji ?
Przecież była filharmonia i nie słyszałem aby nie wystarczało miejsc a tu taki boom na nową … pomyślałeś dlaczego ?
Pamiętasz , kiedy został obiecany nowoczesny stadion dla Katowic i jakie są gotowe projekty za grube miliony tego cacka na ponad 21000 miejsc ?
Dlaczego miasto chce nadal budować nowe teatry , opery , operetki , według jakiejś koncepcji/strategii o której 99.9 % mieszkańców nigdy nie słyszało ?
Na to są pieniądze tak ?
Dlaczego teraz , po wyborach , nie ma kasy na pomniejszony już stadion do 18000 miejsc ?
Katowice stały się dla mnie miastem SAMOWOLI i HUCPY urzędniczej , ci którzy zostali wybrani , aby godnie i uczciwie reprezentować wole i cele MIESZKAŃCÓW , stają się zwykłymi naciągaczami i oszustami !
zygzak
2 kwietnia 2015 at 19:03
Już dawno byłby stadion na 10-15 tys widzów,tylko wy chcecie dużego stadionu.W Tychach,Bielsku Białej,będa stadiony na 15 tys i starczy taki stadion,po co budowac na Gieksie stadion na 21 tys jak bedzie przychodzilo po 5 tys góra 7 tys osób.Lepiej miec mały przytulny stadion na 12 tys niz kolubryne na 21 tys.Tez jestem kibicem Gieksy od 30 lat i chciałbym doczekac sie nowego stadionu,ale jak tak dalej nie bedzie mozna sie porozumiec z miastem to jeszcze dlugo nie doczekamy sie nowego stadionu!
Karol
2 kwietnia 2015 at 19:19
@Zygzak – kibicuje Pan od 30 lat i zgodzi się Pan na taki stadion jak w zdecydowanie mniejszych Tychach czy Bielsku? Kompletnie nie rozumiem takiej postawy. Przecież my zarówno jako klub jak i jako miasto mamy o wiele większy potencjał. GKS-owi Tychy oraz BKS-owi i Podbeskidziu kibicują tylko ich miasta i ew. podmiejskie wioski. U nas poza ponad 290-tysięcznymi Katowicami są jeszcze Mysłowice, Jaworzno, Siemianowice, nie mówiąc o dalszych miejscowościach na przykład kilku w Małopolsce.
Poza tym to, co Pan pisze o „stojącym od dawna stadionie” jest po prostu nieprawdą. Nigdy wcześniej UM nie chciał tego stadionu budować i nie ma pewności czy teraz rzeczywiście chce, czy gra na zwłokę.
W obecnych rozmowach SK 1964 nie bunkruje się na swojej pozycji, ale rozumiejąc niektóre argumenty UM zmniejszyło propozycję do 12 + 6. Fakt, że i to miastu nie pasuje, to wyłącznie dowód złej woli i braku myślenia ze strony urzędników, nie zaś wina kibiców.
Bartolo
2 kwietnia 2015 at 19:23
A czy nie lepiej wybudować dwie fajne,duże trybuny za bramkami,powiększyć i unowocześnić trochę bloszoka,zostawić główną.Dużo mniejsze koszta i zostałby stary klimat.Do 20 000 tys.dałoby się chyba dojechać?Po co budować kolejną bryłę,wszystkie nowe stadiony w Polsce wyglądają teraz tak samo,bezpłciowo bym powiedział,jakby od szablonu robione.Po za tym o czym tu pisać,przy obecnym poziomie sportowym to niedługo przychodzić będzie po 500 osób i nie widać ŻADNYCH perspektyw na lepsze jutro.Najpierw rewolta w klubie a potem stadion bo tu widać jak na dłoni,że wszystkim pracownikom klubu pasuje obecna sytuacja,spokojny byt 1-ligowy,pieniążki z miasta jakieś płyną,piłkarzyki mają wszystko w d..kasa się zgadza.Proponuje bojkot,nie przychodzić na ten cyrk.Może jak zacznie chodzić po 300 osób to się ktoś ocknie wreszcie.
kamil
3 kwietnia 2015 at 00:16
Smiesza mnie argumenty i potencjale o tym ze frekfencja wzrośnie jak awansujemy i poprawimy gre. Ludzie skonczcie sie oszukiwac dekade temu GieKSa walczyla o mistrzostwo i ile razy udalo sie zapelnic stadion? Hmmm? Dlaczego grupa ktora sobie wymyslila ze stadion ma byc na 21 tys nie zrobi prostej ankiety? Bo z tego co tutaj czytam wiekszosc jest za mniejszym kameralnym obiektem. Najlepiej teraz najlepiej obwiniać wladze bo nue niechca spelnic waszych zadan. Smieszne to sie wszystko zaczyna robic . Proponuje zrobcie jeszcze jakas manifestacje a napewno piczekamy na nowy obiekt kolejne kilkanaście lat
Jata
3 kwietnia 2015 at 00:31
jak mają nam zafundować taki gniot jak mają Tychy to wole do usranej śmierci starą poczciwą Bukową oglądać.
kejta
3 kwietnia 2015 at 03:31
Minimum 18 tys i mam nadzieje ze prze nigdy nie zgodzicie sie na mniej !!!
witosa zgred
3 kwietnia 2015 at 09:04
Bo tą parówe co kombinuje z tymi wyborami już któryś raz z rzędu dawno powinno się pogonić,kurwa ino by zarabiała na Gieksie i jeszcze politykowaniem się kurwa zajmuje,co to jest a człowiek popierdalał na Giekse napierdalał się i jedyny sos który widział to swój który musiał zapłacić za grzywny,koszty sprawy itp.itd.
hans33
3 kwietnia 2015 at 09:44
W latach 80 GKS był klubem marginalnym???
Pamiętam mecze, na których bywało po 18 tys ludzi np. z Legią, mecz wygrany 1-0, na finale PP w 86 było z 50 tys ludzi.
Odnośnie stadionu – proponuję założyć konto bankowe przy UM, gdzie można wpłacać dobrowolne składki na budowę, podczas meczów zbierać kasę na ten cel.
Jeżeli KrupoUszoki zobaczą, że ludzie sami zbierają pieniądze będą zobligowani ruszyć temat na poważnie.
Brzęczyszczykiewicz
3 kwietnia 2015 at 12:30
SKalpel – obecna opcja w samorządzie kibiców GieKSy dyma do lat, a my jak frajerzy nadal chodzimy, prosimy i co najgorsza na nich głosujemy. Nie wiem komu na rękę jest ta opcja przy władzy, że zawsze przed wyborami robi się wielkie ciśnienie na Uszoka i jego bandę. Oszukali nas wielokrotnie i oszukiwać będą nadal. Skończmy pieprzyć o potencjale, spójrzmy na sprawę realnie. Dla dwóch meczy w roku nie warto budować stadionu na 21 tysięcy. Nie warto i koniec kropka, to się nie zwróci, a i stadion świecący pustkami nie wygląda fajnie. Ile dużych stadionów w Polsce się dzisiaj zapełnia? Lech, który jest jedynym znaczącym klubem w Wielkopolsce, Legia, która ma jak na stolicę ma niezbyt duży stadion, a i potencjał nieporównywalnie większy od naszego. Chodzenie na mecze całymi rodzinami przy śląskim klimacie kibicowskim i żenującym poziomie polskiej piłki ligowej też możemy sobie włożyć między bajki.
Uczmy się na cudzych błędach. Dzisiaj Włosi chcą pomniejszać swoje stadiony, bo na żadnym meczu się nie zapełniają. Koszty ich utrzymania przekraczają dochody z meczów. W przypadku 21 tysięcy w Katowicach będzie dokładnie tak samo.
A co do filharmonii, teatrów etc. – nie kieruj do mnie tych pytań tylko do oszołomów z magistratu, którzy na siłę robią z nas metropolię i stolicę kultury.
n.k.w.d.
3 kwietnia 2015 at 14:49
Stadion o pojemnosci tego z Krakowa (Craxa) u nas wystarczy !
Jata
4 kwietnia 2015 at 16:39
Pieprzycie trzy po trzy. Taki Widzew co praktycznie spada stadion na 18k, ŁKS 5,7k z możliwością rozbudowy (docelowo 18k z opcją ponad 20k).
Każdy patrzy na teraz lub co było. Nikt nie myśli co będzie. A wierzę że mając pewność że powstanie stadion z którego można być dumnym i wyniki będą w I lidze które dadzą nam w końcu awans, tak że na E klasę będzie gdzie grać.
Projekt który mamy jest naprawdę dobry. Jak chcą go odchudzić to 4 wolnostojące trybuny z niego zrobić z opcją dobudowy łuków.
inny projekt nie wierzę by był ani lepszy ani bardziej funkcjonalny a tym bardziej tańszy (bo końcowy koszt i tak wyjdzie dużo większy niż założenia pseudopolityków).
Jak dadzą coś nowego nie zdziwię się jak skończy się na śmiechu i kompromitacji jakby miał powstać.
wiesław
13 kwietnia 2015 at 14:37
GKS-a powinna mieć stadion na 20.000 tys.
Najlepiej tali kształt jaki budują w Zabrzu(będą mieć b.ładny),zamknięta korona dookoła,Projekt stadionu i wykonanie musi być ze spojrzeniem w przyszłość, a nie co teraz nam się wydaję że jest dobre.
Ale w Katowicach to chyba się nie uda, nie ma klimatu,a to po prostu wstyd.
Katowice i Chorzów mają obecnie najgorsze ,najbrzydsze stadionki.
No ale może na początku 22 wieku się uda.