Dołącz do nas

Hokej

[RELACJA] JKH w połowie drogi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Drugi mecz półfinałowy pomiędzy GKS-em Katowice i JKH GKS-em Jastrzębie rozpoczął się 12 marca o godzinie 18:00. W porównaniu do poprzedniego spotkania w składzie GieKSy zabrakło Macieja Kruczka, który nabawił się urazu.

W pierwszych akcjach gospodarze sprawiali wrażenie, jakby tym razem od początku meczu chcieli narzucić swoje tempo, jednak po kilku niepowodzeniach gra się wyrównała. Katowiczanie z kolei spróbowali swoich szans wrzucając krążek z niebieskiej w stronę bramki z nadzieją na trącenie go w locie – tak jak w pierwszym meczu padł decydujący gol. Do 7. minuty musieliśmy czekać na pierwszą bramkową sytuację – Phillips wycofał krążek do Sevcenki, ten pociągnął z nadgarstka, ale gumę efektownie wyłapał Simboch. Minutę później Górny nieprzepisowo zatrzymał Stepanova w tercji neutralnej i został pierwszym zawodnikiem, który w tym meczu zameldował się na ławce kar. W przewadze graliśmy jednak tylko niecałą minutę, bo dopuściliśmy się faulu na środku tafli. Wydawało się, że JKH planuje przetrzymać krążek do końca kary Górnego, ale na ostatnie sekundy Wróbel wjechał pod bramkę Simbocha i wystrzelił pod poprzeczkę niemal równo z opuszczeniem boksu kar przez jego partnera z zespołu. W 13. minucie Wanat wycofywał krążek zza bramki Nechvatala do Stepanova, ten jednak minął się z gumą i ta ostatecznie trafiła do Andersonsa, który uderzył dobrze, ale nie wystarczająco dobrze na bramkarza JKH. W 19. minucie po błędzie gospodarzy na ofensywnej niebieskiej Wanat ruszył z kontrą zakończoną kąśliwym strzałem, a jeszcze na kilkanaście sekund przed końcem tercji Pasiut przegrał pojedynek z Nechvatalem. Po 20 minutach GieKSa przegrywała na Jastorze jedną bramką.

Już w pierwszych sekundach drugiej tercji Franssila stracił krążek we własnej tercji na rzecz Phillipsa i ten mógł groźnie uderzyć. Od 22. minuty GieKSa pierwszy raz w tym spotkaniu musiała grać w osłabieniu po faulu Oskara Krawczyka – sygnalizowana kara w pierwszej tercji została anulowana przez zdobycie gola. Jastrzębianie konsekwentnie dążyli do wypracowania jak najlepszej sytuacji do strzału, ale tym razem nie przyniosło to efektu. W 25. minucie groźny atak wyprowadził Fraszko, podawał do Stepanova, lecz ten minął się z krążkiem. Ogólnie był to jednak okres lepszej gry JKH, co przyniosło efekt w 27. minucie. Gimiński wrzucił krążek z samego rogu ofensywnej tercji, a przed Simbochem trącił go Radosław Nalewajka, czym kompletnie zaskoczył Simbocha. Minęło zaledwie kilka sekund od gola, a na ławce kar zameldował się Rohtla. Przerwaliśmy osłabienie, ale groźnie pod naszą bramką zrobiło się po zakończeniu kary Rohtli – najpierw dobrą sytuację do strzału miał Urbanowicz, a chwilę później Wróbel, jednak w obu przypadkach górą był bramkarz. W 33. minucie Franssila trafił na ławkę kar za zamknięcie krążka w rękawicy. Pod koniec 2-minutowego wykluczenia Simboch podał gumę za swoją bramką rywalowi, ten jednak nie znalazł żadnego ze swoich partnerów przed pustą bramką. Ledwo zakończyła się przewaga JKH, a role się odwróciły po faulu Wałęgi. Zostaliśmy ograniczeni tylko do kilku uderzeń z dystansu. W drugiej tercji gospodarze podwoili swoje prowadzenie.

GieKSa nie mając nic do stracenia musiała zaatakować, a pierwszej dobrej akcji w trzeciej tercji doczekaliśmy się w 42. minucie. Starzyński rozegrał akcję z Wanatem i zakończył ją strzałem z bliska, ale nie pokonał Nechvatala. 2 minuty później Wajda mocno uderzył spod niebieskiej po efektownym wycofaniu Pasiuta, jednak także prosto w bramkarza. W 46. minucie niebezpieczną stratę we własnej tercji mógł zaliczyć Kuronen, ale Phillips nie zdołał opanować krążka. Gospodarze w dużej mierze byli już skupieni na obronie korzystnego wyniku. W 49. minucie sędziowie dopatrzyli się przeszkadzania u Oskara Krawczyka. Kolejny raz dobrze spisaliśmy się broniąc w czterech, a na 7 sekund przed końcem kary Krawczyka na sąsiedniej ławce zasiadł Kamil Wróbel. Czas szybko upływał i z każdą minutą GieKSa coraz mocniej liczyła na błąd Nechvatala, wrzucając kolejne krążki w stronę jego bramki. Phillips natomiast znów mógł wykorzystać błąd naszego zawodnika – tym razem Michalskiego. Na ostatnie 2 minuty Simboch opuścił swoją bramkę w zamian za dodatkowego napastnika, a po chwili Fraszko zaskoczył Nechvatala strzałem z ostrego kąta. Jeszcze przed wznowieniem gry trener Parfyonov poprosił o czas. Przy kolejnej okazji swój timeout wykorzystał także Robert Kalaber. Gol Fraszki to jednak było wszystko, na co stać było tego dnia GieKSę i mecz zakończył się zwycięstwem JKH 2:1 i tym samym w półfinałowej serii prowadzą już 2:0. W poniedziałek rywalizacja przeniesie się do Katowic.

JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 2:1 (1:0, 1:0, 0:1)
1:0 Kamil Wróbel (Dominik Jarosz, Roman Rac) 9:55
2:0 Radosław Nalewajka (Jakub Gimiński) 26:22
2:1 Bartosz Fraszko (Patryk Wajda) 58:20

JKH GKS Jastrzębie: Nechvatal (Kieler) – Bryk, Górny, Kasperlik, Rac, Sawicki – Sevcenko, Kostek, Hovorka, Paś, Phillips – Horzelski, Jass, Urbanowicz, Wałęga, Wróbel – Klimicek, Gimiński, Sołtys, Jarosz, Nalewajka R.
GKS Katowice: Simboch (Miarka) – Lyamin, Wajda, Fraszko, Pasiut, Stepanov – Marttinen, Franssila, Kuronen, Rohtla, Kubalik – Andersons, Krawczyk, Michalski, Starzyński, Wanat – Mularczyk, Zieliński, Nahunko, Paszek, Adamus

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga