Piłka nożna
Podsumowanie przygotwań do wiosny
Rok temu piłkarze GieKSy szlifowali formę przed wznowieniem rozgrywek wiosennych w dalekiej i ciepłej Turcji. Tym razem GieKSiarze do rundy przygotowywali się w niełatwych krajowych warunkach, a więc na obozach w Kamieniu. Bardzo trafne jest sformułowanie trenera Góraka, że na Turcję trzeba sobie zasłużyć. Piłkarze po słabej rundzie jesiennej ewidentnie nie zasłużyli i teraz przyszło trenować na trudnej sztucznej nawierzchni. Trzeba jednak przyznać, że sztab szkoleniowy zadbał o różnorodność zajęć i piłkarze chwalili fakt, że nie nudzą się podczas długiej zimy.
4 stycznia zespół GKS Katowice wznowił treningi i rozpoczął tym samym przygotowania do rundy rewanżowej. Pierwsze zajęcia odbyły się na boisku Rapid, a udział w treningu wzięli testowani przez sztab szkoleniowy zawodnicy: Marcin Pietroń, Przemysław Bella, Sebastian Deja, Rafał Miazgowski, Alan Czerwiński, Kamil Nitkiewicz i Ales Besta. Wcześniej, bo już o godzinie 8.00 w katowickiej AWF, piłkarze przeszli badania wydolnościowe. Nową twarzą był również rehabilitant Marcin Hynowski.
8 stycznia GieKSa wzięła udział w turnieju halowym Amber Cup w Słupsku. Katowiczanie spisali się bardzo dobrze w całym turnieju zajmując 3. miejsce. Podopieczni trenera Góraka wygrali wszystkie spotkania grupowe pokonując Bytovię Bytów 3:2 (Pietroń, Chmiel, Zachara), Śląsk Wrocław 5:1 (Chmiel 2, Rakels 2, Pietroń), Puma Team 7:1 (Pietroń 3, Sobotka 2, Chmiel, Bella). W pół finale GieKSa przegrała z późniejszym triumfatorem Villa Siesta Szczecin 2:4 (Sobotka, Chwalibogowski), a w „małym finale” GKS wygrał ponownie z Bytovią 3:1 (Hołota, Rakels, Bella). Jako ciekawostkę należy dodać, że w bramce GieKSy oprócz Jacka Gorczycy można było zobaczyć Janusza Jojkę.
11 stycznia GKS odbył bardzo nietypowe zajęcia, mianowicie na obiekcie Czarnych Bytom GieKSiarze odbyli trening z medalistą mistrzostw Świata i Europy w judo Robertem Krawczykiem. Choć na zajęciach nie brakowała dobrej zabawy i śmiechu, zawodnicy przyznali, że trening był naprawdę wyczerpujący. Wśród piłkarzy panowały jednak pozytywne opinie na temat nietypowych zajęć, większość była pod wrażeniem, jak ciężko trenować muszą judocy.
14 stycznia na Rapidzie, trener Górak podjął pierwsze decyzje personalne. Zdecydował, że dalej trenować z drużyną będą testowani Piotr Gierczak, Przemysław Bella oraz Marcin Pietroń. W tym dniu odbyła się również gierka wewnętrzna między drużynami „czerwonych” i „zielonych”. „Czerwoni” wygrali 2:1 po golach Sudy i Chmiela, trafienie dla „zielonych” zaliczył Pietroń.
19 stycznia zespół GieKSy, jako pierwszy klub pierwszoligowy rozpoczął treningi systemem Coerver Coaching. Na czym polega ta metoda wyjaśnił jego główny trener Robert Radek: „Przede wszystkim jest to panowanie nad piłką, to jest baza dla wielu ćwiczeń m. in. gier jeden na jeden czy na małe bramki. To także nauczanie ruchów najlepszych piłkarzy na świecie takich jak Xavi, Iniesta czy Cristiano Ronaldo. Jest ona znana na całym świecie. Najbardziej w Anglii. Jest wykorzystywana we wszystkich drużynach od juniorów do seniorów”. Katowiczanie poza tym ponownie wzięli udział w treningu judo z Robertem Krawczykiem. Zespól uczestniczył również w zajęciach aqua-aerobiku. W między czasie na treningach pojawiła się dwójka nowych zawodników 17-letni junior Krzysztof Wołkowicz oraz Dawid Rupa.
21 stycznia GieKSa zagrała w Kleszczowie sparing z Koroną Kielce, a mecz zakończył się remisem 1:1, Katowiczanie objęli prowadzenie po bramce Pitrego, a wyrównał Gołębiewski. Skład GKS: (I połowa): Sabela – Bella, Rzepka, Napierała, Sobotka – Pietroń, Beliancin, Gierczak, Pitry, Chmiel – Rakels. (II połowa): Wiśniewski – Farkas, Rzepka, Kamiński, Kaciczak – Wołkowicz, Hołota, Chwalibogowski, Kruczek, Zachara – Rupa.
22 stycznia GieKSa zameldowała się w Kamieniu koło Rybnika, gdzie do 29 stycznia przebywała na pierwszym podczas przygotowań do rundy rewanżowej zgrupowaniu. Podczas pobytu w Kamieniu GKS zmierzyła się z Górnikiem Wałbrzych i Pniówkiem Pawłowice. Podczas obozu GieKSa miała w planach trenować metodą Coerver Coaching.
23 stycznia Kamil Cholerzyński otrzymał zgodę na podjęcie treningów w Górniku Zabrze. Okazało się natomiast, że wiosną nie zobaczymy w Katowicach Przemysława Belli, z którego rzekomo zrezygnował sztab szkoleniowy, choć nieoficjalnie poszło o problemy z menadżerem. Na obóz do Kamienia dojechało jednak trzech nowych graczy Kamil Szymura z Górnika Zabrze, Kamil Wojciechowski z Młodej Ekstraklasy Lechii Gdańsk oraz Patryk Stefański z Ruchu Chorzów.
24 i 25 stycznia GieKSa trenowała dwa razy. Do zespołu dojechali już wszyscy testowani zawodnicy, GKS trenował metodą Coervera oraz na hali.
28 stycznia podopieczni Rafała Góraka rozegrali mecz kontrolny z Górnikiem Wałbrzych, GieKSa wygrała 2:1 po trafieniach Stefańskiego i Farkasa. Skład GKS: Sabela – Farkas, Kamiński, Szymura, Sobotka – Chmiel, Gierczak, Hołota, Pietroń – Wojciechowski (60. Wołkowicz), Stefański.
W drugim rozegranym tego samego dnia sparingu GKS pokonał Pniówek Pawłowice 2:1, gole strzelali z karnego Beliancin oraz Kowalczyk. Skład GKS: Gorczyca- Rzepka, Napierała, Kowalczyk, Kaciczak – Zachara, Kruczek, Beliancin, Chwalibogowski, Pitry – Rakels (Wołkowicz).
2 lutego do treningów z pierwszym zespołem zostali dołączeni kolejni juniorzy GieKSy Robert Hauffe, Marcel Wawrzynkiewicz, Robert Nowak i Kamil Bętkowski.
4 lutego GieKSa zagrała towarzysko z Sandecją Nowy Sącz remisując na Hetmanie 0:0. Skład GKS (I połowa): Sabela – Rzepka, Napierała, Szymura, Kaciczak – Zachara, Hołota, Gierczak, Pitry, Pietroń – Stefański. (II połowa): Gorczyca – Farkas, Kowalczyk, Kamiński, Sobotka – Pietroń (60. Wołkowicz), Beliancin, Kruczek, Chmiel, Chwalibogowski – Rakels.
W tym dniu pół roczną umową z GieKSą związał się Piotr Gierczak, natomiast kontrakt rozwiązał Mateusz Niechciał, który trafił właśnie do Sandecji.
12 lutego kolejny sparing GKS tym razem na drodze trójkolorowych stanęło Zagłębie Lubin, a katowiczanie przegrali 0:1. Skład GKS: Sabela – Rzepka (46. Farkas), Napierała (75. Kamiński), Szymura (46. Kowalczyk), Sobotka (46. Kaciczak) – Pietroń (46. Pitry), Beliancin (80. Kruczek), Hołota (46. Chmiel), Gierczak (86. Wołkowicz), Stefański (63. Chwalibogowski) – Rakels (46. Zachara).
13 lutego z zespołem GKS Katowice ponownie trenował Kamil Cholerzyński, który nie znalazł uznania w oczach sztabu szkoleniowego Górnika Zabrze. Tego dnia drużyna trenowała w Get-Fit Fitness. Nazajutrz na treningu GieKSy pojawił się doświadczony napastnik Marcin Chmiest, zajęcia po ciężkiej kontuzji wznowił bramkarz Krzysztof Kozik. 15 lutego miał się odbyć sparing z Rozwojem Katowice, mecz został jednak odwołany ze względu silne opady śniegu.
18 lutego GKS wybrał się do czeskiej Karviny na mecz z miejscowym MFK. Katowiczanie polegli 1:3, a autorem honorowego trafienia dla GKS-u był Chwalibogowski. Skład GKS (I połowa): Sabela – Farkas, Napierała, Szymura, Kaciczak – Beliancin, Chmiel (34. Goncerz), Gierczak, Hołota, Pietroń – Chmiest. (II połowa): Gorczyca – Rzepka, Kowalczyk, Kamiński, Sobotka (78. Goncerz) – Cholerzyński, Zachara, Pitry, Kruczek, Chwalibogowski – Chmiest (59. Stefański).
Dwa dni później kontrakty z GieKSą podpisali Marcin Pietroń i Kamil Szymura.
22 lutego na katowickiej AWF odbyły się badania, które miały wykazać stan zmęczenia zawodników GieKSy. Wnioski z badań sztab szkoleniowy miał wyciągać na obozie w Kamieniu i na ich podstawie dostosowywać treningi do możliwości piłkarzy.
Na kolejnym treningu GieKSy pojawił się nowy napastnik 20-letni Mateusz Kwiatkowski, który miał pokazać się sztabowi szkoleniowemu zespołu.
25 lutego trójkolorowi zagrali kolejny sparing, a rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Po bardzo słabym widowisku mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Trener Górak nie szczędził krytyki pod adresem swoich piłkarzy. Skład GKS (I tercja):Sabela – Rzepka, Beliancin, Napierała, Kaciczak – Zachara, Kruczek, Cholerzyński, Gierczak, Pietroń – Stefański. (II tercja): Sabela – Farkas, Szymura, Kowalczyk, Kaciczak – Kwiatkowski, Cholerzyński, Hołota, Chmiel, Chwalibogowski – Rakels. (III tercja): Gorczyca – Farkas, Szymura, Kamiński, Sobotka – Wołkowicz, Chmiel, Hołota, Pitry, Chwalibogowski – Kwiatkowski (88. Rakels).
Po meczu trener postanowił, że Mateusz Kwiatkowski nie trafi do GKS-u. Natomiast Patryk Stefański uzgodnił warunki indywidualnego kontraktu i na pól roku trafia do GieKSy na zasadzie wypożyczenia z Ruchu Chorzów. Przypomnijmy, że Stefański jest wychowankiem GKS Katowice.
26 lutego drużyna wyjechała na drugi obóz do Kamienia koło Rybnika. Dwa dni później GieKSa pokonała 1:0 GKS Tychy. Gola na wagę zwycięstwa zdobył Adrian Napierała. Skład GKS:Sabela – Rzepka, Kowalczyk, Napierała, Sobotka – Zachara (76. Chwalibogowski), Beliancin (46. Hołota), Gierczak, Chmiel (62. Cholerzyński), Pitry – Stefański (62. Pietroń).
W kolejnym dniu zgrupowania kolejny sparing tym razem z LZS Leśnica. GKS wygrał 4:2 po trafieniach Zachary, Stefańskiego, Beliancina i Wołkowicza. Skład GKS: Gorczyca (50. Wiśniewski 50) – Farkas, Kamiński, Szymura, Kaciczak – Pietroń (75. Kruczek), Cholerzyński, Hołota (46. Beliancin), Chwalibogowski – Kruczek (60. Goncerz, 80. Pietroń), Zachara (23. Stefański, 46. Wołkowicz).
Po dwóch ciężkich dniach treningów oraz dwóch meczach kontrolnych przyszedł czas na trochę zabawy. Po normalnych zajęciach porannych, popołudniu zawodnicy rozegrali turniej w ping ponga. Szans kolegom z zespołu nie dał Mateusz Zachara.
3 marca GKS wygrał kolejny sparing. Tym razem trójkolorowi pokonali 1:0 Energetyk ROW Rybnik. Jedynego gola strzelił pod koniec meczu Tomasz Hołota z rzutu karnego. Skład GKS: Sabela (46. Gorczyca) – Kaciczak (75. Kamiński), Kowalczyk, Napierała (62. Szymura), Sobotka (81. Wołkowicz) – Zachara (67. Chwalibogowski), Cholerzyński (75. Kruczek), Beliancin (46. Chmiel), Pitry (46. Pietroń) – Hołota – Stefański (46. Rakels).
7 marca GieKSa wróciła z Kamienia i trenowała na własnych obiektach. 10 marca GKS zagrał ostatni sparing przed ligą. Katowiczanie pokonali Szombierki Bytom 4:2 po bramkach Kowalczyka (2), Kamińskiego i Rakelsa. Skład GKS: Sabela – Kamiński, Kowalczyk (63. Farkas), Napierała (46. Szymura), Sobotka (69. Kaciczak) – Zachara, Hołota, Cholerzyński (46. Chmiel), Chwalibogowski (75. Wołkowicz) – Pitry (67. Kruczek) – Stefański (46. Rakels).
Trener Górak pewnym głosem mówi, że zespół jest zwarty i gotowy na ligę. Miejmy nadzieję, że wiosną GKS będzie piął się w górę tabeli i zobaczymy na boisku zespół, który spokojnie będzie gromadził ligowe punkty. Chcielibyśmy też z nadzieją spojrzeć w kierunku kolejnego sezonu i zobaczyć w tej rundzie, że praca trenera Góraka idzie w dobrym kierunku, że od następnego sezonu GieKSa powalczy o górną część tabeli.
Łukasz Student – Bhoy
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Natasha
12 kwietnia 2012 at 19:16
Quite informative….look frontward to visiting again.