Piłka nożna
Noty i opisy za Chojniczankę
GieKSa na pewno zagrała najlepszy mecz w sezonie 2014/15, choć nie był to mecz wybitny. Przede wszystkim zabrakło zwycięstwa. Zawodnicy GKS nie zagrali źle, ale też czegoś zabrakło w ofensywie. Bo defensywa zagrała na dobrym poziomie.
Antonin Bucek – 5
Bramkarz kilka dobrych interwencji zaliczył, ale nie da się uciec od tego, że jego nieudana akcja poza polem karnym zaważyła na wyniku. Bucek ostatnio lubił pobawić się w Neuera i tym razem okazało się to chybione. Nie chcemy pisać takich tekstów, ale faktem jest, że trochę Bucek zawalił ten mecz.
Łukasz Pielorz – 5,5
Zawodnik znów zagrał na prawej obronie i mamy sprzeczne odczucia. Z jednej strony widać doświadczenie, niektóre interwencje były dobre, ale jednak są momenty naprawdę wyraźnych błędów w ustawieniu zawodnika. Zwłaszcza w pierwszej połowie Pielorz nie pilnował swojej strony boiska i kilka razy piłka przeszła do niepilnowanego zawodnika. Raz po tym była naprawdę setka dla przeciwnika.
Mateusz Kamiński – 8
Nic, tylko pochwalić. Bardzo dobra gra w destrukcji. Po pierwszym spotkaniu z Widzewem z każdym meczem jest coraz lepiej. Wczoraj zaliczył mnóstwo dobrych interwencji, przecinał piłki i ma też ciekawe wejścia niemal na środek boiska, przecinające akcje rywala. Jedna z takich akcji zapoczątkowała sytuację bramkową. Brawo Mateusz!
Adrian Jurkowski – 7
Również dobry mecz stopera. Praktycznie trudno przypomnieć sobie jakiś poważniejszy błąd. Jak go krytykowaliśmy, tak teraz również należy się pochwała.
Rafał Pietrzak – 7
Trochę zaspał przy powrocie przy bramce, ale to akurat nie miało znaczenia. Zagrał poprawny mecz w destrukcji i naprawdę dobrze spisał się w ofensywie. Szalał na lewym skrzydle, wygrał wiele pojedynków 1 na 1 i jedynym mankamentem – brak rozeznania sytuacji na boisku w sensie ustawienia kolegów. Chodzi głównie o dwukrotne niedojrzenie Michała Nawrota, który był kompletnie niepilnowany w polu karnym. Ale na duży plus.
Piotr Ceglarz -5,5
Zawodnik stara się mocno na skrzydle, ale ciągle brakuje efektywności. Ciężko powiedzieć, ile czasu zajmie mu wejście na dobre do drużyny. To dobry zawodnik, ale ciągle więcej wiatru niż pożytku.
Kamil Cholerzyński – 6
Dobry, solidny mecz Kamila. Tym razem nie odpuszczał i doskakiwał do rywala, walczył. Do tego niezła gra w środku w konstrukcji. Po niezłej postawie w Świnoujściu kolejny dobry mecz.
Krzysztof Bodziony – 6,5
Zawodnik powoli się rozgrywa i stara się być liderem na boisku (pod nieobecność Pitrego), ale jeszcze trochę brakuje. Wczoraj nie było źle, nieźle grał w środku pola, ale czekamy na efektywność. Ale ogólnie więcej zyskał niż stracił.
Kamil Bętkowski – 6,5
Znów w pierwszym składzie, sporo pozytywnego wiatru. Szkoda, że w momencie kiedy zaczął szaleć, strzelać na bramkę został zmieniony. To chyba osłabiło siłę ofensywną GieKSy, nie umniejszając nic zmiennikom. Coraz więcej próbuje strzelać. W Płocku, a najpóźniej z Wigrami będzie gol!
Michał Nawrot – 6
Krytyka dla tego zawodnika od kibiców wydaje nam się niesprawiedliwa. Piłkarz owszem ma kilka swoich cech – jest dość powolny, wygląda na ociężałego. Ale przecież to, co zrobił przy pierwszej bramce było bardzo dobre, minął rywala, popędził skrzydłem i idealnie wyłożył piłkę Goncerzowi. Niestety zapoczątkował stratą też akcję, po którym padł gol dla rywala. W drugiej połowie niestety dużo błędów, prawodopodobnie ze zmęczenia. Nie skreślamy tego zawodnika, ale musi poprawić kondycję.
Grzegorz Goncerz – 7
Znowu gol. I co tu dużo więcej gadać? Nie ma sensu oceniać jego gry. Zapierdala, jak na GieKSiarza przystało. I efektem są gole w każdym meczu. Grzegorz tak bardzo się stara, stosuje agresywny pressing, że w końcówce brakuje mu sił. Takiej walki oczekujemy.
Przemysław Pitry (grał od 64. minuty) – niesklas.
Niezłe wejście, choć bez błysku. Od tego zawodnika wymagamy, żeby znacząco podniósł jakość gry, a gdzieś tam jedynie utrzymał niezły poziom. Szkoda strzału z rzutu wolnego, był naprawdę blisko zdobycia bramki.
Aleksander Januszkiewicz (grał od 64. minuty) – niesklas.
Ten zawodnik musi grać więcej! Preferuje pojedynki z przeciwnikiem, które przeprowadza regularnie i często wygrywa. Trzeba go okrzesać taktycznie, dodać wydolności i będzie graczem na ekstraklasę!
Krzysztof Wołkowicz (grał od 75. minuty) – niesklas.
Wszedł na ostatni kwadrans i nie zepsuł gry. Na ten moment wiele może pomóc drużynie, tylko trener Moskal musi w końcu na niego więcej stawiać.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.


rumcajs
28 sierpnia 2014 at 11:04
W ogóle się nie zgadzam. Ktoś musiał być ślepy. Cholerzyński zagrał zły mecz grajmąc piłki tylko w bok i marnując dwie setki. Bętkowski natomiast zagrał świetnie, dogrywał do nogi i jeśli dostaje 6,5, a spóźniający się czasem Jurkowski 7 to znaczy że to jest chuj a nie strona.
Błażej
28 sierpnia 2014 at 11:07
Cholerzyński jest od tego by bramki nie padały a nie od tego by rozgrywać piłkę. Skoro nie mógł grać do przodu to grał do boku tak by inni rozgrywali.
Artur
28 sierpnia 2014 at 11:12
Zgadzam się – Kufel fatalnie gra i dając mu te 6 się ośmieszacie. Nie pierwszy raz.
bonzo
28 sierpnia 2014 at 11:23
Tak jak rzadko nie zgadzam się z waszymi ocenami, tak popieram przedmówców. Z Cholerzyńskiego nie ma pożytku na boisku, a po wczorajszym meczu gdzie był najsłabszy zasługuje na max 4/10. Z drugiej strony nie rozumiem niedoceniania Bętkowskiego. Chłopak był ewidentnie wczoraj najlepszy, wygrywał dryblingi, nie bał się niestandardowych zagrań, a zabrakło mu jedynie skuteczności.
Gdybyśmy wczoraj wyszli ofensywniej (co w meczu przeciwko takim ogórom powinno być oczywistością) i zamiast Kufla w środku pola zagraliby Bętkowski z Pitrym, to myślę że 3 bramki załadowalibyśmy jak nic.
Shellu
28 sierpnia 2014 at 11:29
Ktoś może napisać, że się nie zgadza, nawet możecie pisać, że nie znamy się na piłce. Ale teksty typu „to jest chuj a nie strona” czy że „się ośmieszamy” mogę skwitować tylko stwierdzeniem, którego nie lubię, ale tu pasuje bardzo dobrze. Rumcajs i Artur zróbcie coś dla GieKSy, zamiast klepiąc na klawiaturze wyładowywać swoją frustrację.
TwojMecz
28 sierpnia 2014 at 11:40
Nie rozumiem naprawdę tej oceny dla Cholerzyńskiego. Wygląda to trochę tak jakby redakcja na siłę chciała go bronić, a zagrał bardzo źle. Niska nota dla Bętkowskiego też dziwi. O co tu chodzi? Jedyne co GieKSa grała to jak był Bętkowski na boisku. I Kamyk – ok, ale nie na 8. Pietrzak też nie był lepszy od Bętkowskiego. Naprawdę dziwne te noty.
Maciek
28 sierpnia 2014 at 11:43
Wydaje mi się, że Bętkowski dostał 6,5 za to że został ściągnięty. Trochę zaskakujące…
A Kufel to chyba tylko że zagrał cały mecz i był kapitanem. Gra 4/10 + bonus 1 pkt za kapitana + 1 punkt za 90 minut = 6. Tak to wygląda.
Dla mnie bezsensu.
Błażej
28 sierpnia 2014 at 11:54
Patrzycie na Bętkowskiego przez pryzmat tego, że zrobił dwie sztuczki, świetnie się uwalniał od rywali i rozprowadzał akcje. Jasne to duży plus zawodnika i nikt mu tego nie odbiera. Miał jednak moment w pierwszej połowie gdzie kompletnie zniknął z gry. Potem jak się rozkręcił to go Moskal zdjął z boiska.
Cholerzyński nie ma super zagrań bo wykonuje czarną robotę! Ludzie Kamil nie jest od rozgrywania, od strzelania bramek czy też dawania kończących podań. On jest od odbioru piłki, od tego by odebrać i przekazać ją najbliższemu partnerowi i z tej roli wywiązał się dobrze. GieKSa siedziała na połowie Chojniczanki dzięki temu, że on miał odbiory, że był blisko rywala.
Był jedynym defensywnym graczem w pomocy to czego wy oczekujecie od niego? by grał jak Kross czy inny ofensywny pomocnik? On ma grać jak Alonso w Realu gdzie potem błyszczą inni.
Rafał
28 sierpnia 2014 at 16:41
nie zgadzam się z opinią że Wołkowicz nie zepsuł gry moim zdaniem nie miał żadnego dobrego zagrania.
Bętkowski jeden z lepszych na boisko.
Jurkowski totalnie zagubiony na boisku nie zepsuł nic ale też niczym się nie wyróżnił.
Pitry tylko spowalniał grę
kibic
28 sierpnia 2014 at 16:49
Nie rozumiem co wypisujecie,gra do boku to jest taktyka naszego glupiego trenera,bo niema innego pomyslu na gre a dotego brakuje zawodnikow,do tego zle wystawiany sklad,zle zmiany,przy nim niemamy naco liczyc na dobra gre,niestety z nim sezon stracony
wlodek
28 sierpnia 2014 at 23:10
strona OK ale kufel gra dno nie pierwszy raz i nie chodzi tu ze bramek nie strzela -bo prawie nikt nie strzela poza gonzem po prostu jest kiepski i tyle