Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Hapoelem: O awans będzie piekielnie trudno

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Hapoel Tel Awiw – GKS Katowice 2:0 (2:0).

 

weszlo.com – Zabrakło wszystkiego. Hapoel Tel Awiw o klasę lepszy od GieKSy

Choć entuzjazmu po wyeliminowaniu Żyliny nie brakowało to podczas meczu rozgrywanego na Węgrzech fantazji zabrakło. Bramek po stronie GKS-u Katowice niestety także. Hapoel Tel Awiw nie musiał zrobić wiele, aby pokonać polski zespół i to boli najbardziej. Sytuacja przed rewanżem jest trudna, ale nie niemożliwa do odrobienia. Podopieczni Elyaniva Bardy byli w pucharowy czwartek zespołem o co najmniej klasę lepszym. Wygrana formalnych gospodarzy stosunkiem 2:0 to łagodny wymiar kary.
Choć spotkanie polskiej z izraelską drużyną odbyło się w ramach III rundy eliminacji Ligi Konferencji to zwycięzca tej rywalizacji wiedział już, że czeka go naprawdę fajna nagroda za kolejny awans. Lepszy z pary zmierzy się bowiem z Atalantą Bergamo. Była to więc wystarczająca motywacja dla obu ze stron.
Hapoel to zespół preferujący taktykę 4-2-3-1. W trzech spotkaniach poprzedzających rywalizację z GieKSą nie poniósł porażki. Ponownie od pierwszej minuty można było ujrzeć w składzie Emmanuela Boatenga. 30-letni Ghańczyk to zawodnik, którego powinni kojarzyć kibice La Liga. To właśnie on przyczynił się do tego, że FC Barcelona w sezonie 2017/18 nie zakończyła rozgrywek ligowych bez porażki. Blisko dekadę temu, zaaplikował Dumie Katalonii hattricka.
[…]Początek spotkania należał do formalnych gospodarzy meczu. Niestety dla GieKSy, utrzymała się tendencja ze spotkań wyjazdowych w tym sezonie. Znów nie udało się zachować czystego konta. Borja Galan wykonał przerzut na drugą stronę boiska i to był błąd. Wykorzystał to Omri Altman. Wycofał on piłkę w pole karne, ta dotarła do Stava Turiela. Lewa noga, uderzenie z dystansu i tak oto skrzydłowy pokonał mocnym uderzeniem Kobylaka już w piątej minucie starcia na Węgrzech.
Już na wczesnym etapie spotkania dało się wyczuć, że nie będzie to dzień defensywy z Katowic. Arkadiusz Jędrych stracił piłkę blisko pola karnego. Roei Alkoukin, gdy już dostał piłkę pod nogi, widząc wysuniętego bramkarza podciął piłkę i przelobował Gabriela Kobylaka. To był prawdziwy koszmar dla piątej drużyny poprzedniego sezonu Ekstraklasy, a to wszystko już po 18 minutach rywalizacji.
Parę minut później, Alkoukin mógł mieć drugiego gola. Poradził sobie z Jędrychem i uderzył na bramkę, ale bramkarz spełnił swoje zadanie. Wybronił próbę z bliska.
Katowiczanie byli niczym tykająca bomba, a przerwa na nawodnienie przyszła w porę.
Zanim do niej doszło, Jędrych z Kobylakiem nie porozumieli się, a bramkarz wyszedł celem wybicia poza pole karne. Skończyło się finalnie na udanej interwencji, ale już we własnej szesnastce. Gra się uspokoiła, ale nadal musieliśmy czekać na pierwszą dobrą okazję dla Katowiczan.
Szczęścia spróbował też Emmanuel Boateng, ale piłka po jego strzale minęła słupek. Hapoel kontrolował przebieg do tego stopnia, że nie było widać nawet namiastki szans dla Polaków. Eman Marković w pierwszej okazji posłał piłkę w trybuny, więc trudno o bardziej oczywisty dowód na bezradność.
Było jednak pewne przebudzenie, bowiem francuski arbiter Bastien Dechepy podyktował rzut wolny. Ręką zagrał Falcao, pomocnik trochę odstający poziomem od tego grającego w latach 80. w Serie A. Bartosz Nowak nie dał jednak impulsu. Przed przerwą dobrą okazję zmarnował za to Turiel. Uderzył minimalnie ponad bramką.
Skrzydła były dla GieKSy problematyczne. Lewonożny zawodnik z prawego skrzydła, autor 12 goli w ostatnim sezonie ligowym, zdecydowanie się wyróżniał na boisku.
GieKSa częściej dochodziła do głosu, w pierwszym kwadransie Rafał Górak zdecydował się na potrójną zmianę. Słabego Markovicia zastąpił Bartlewicz, była też zmiana w środku pola, a Ilia Szkurin miał być jak ten dobry omen z meczu z Żyliną. Nic z tego jednak nie wynikało. Obraz gry nie zmieniał się, a krótko po wejściu na murawę Xande Silva zabawił się z Mateuszem Kowalczykiem – ten chybił obok bramki.
Nieco ponad kwadrans przed końcem, na boisku znalazł się kibic i grę przerwano (z tego tytułu, Francuz doliczył później siedem minut).
Izraelczycy nie byli do końca skupieni, bowiem pod koniec wdarł się element rozluźnienia. Źle wykonali aut, ale GieKSa nie wykorzystała chwilowego momentu. Krótko później, 18-letni Daniel Dappa stanął w szranki z Kobylakiem, ale były bramkarz Legii był górą.
Skończyło się na 2:0 dla gospodarzy spotkania. GKS musi więc odrobić nieco większą różnicę bramkową niż po wyjeździe na Słowację. Niepokojące, że podopieczni Rafała Góraka przegrali dotychczas wszystkie trzy wyjazdowe mecze w tym sezonie.

 

gol24.pl – GKS Katowice zlany przez drużynę z Izraela. O awans będzie piekielnie trudno

GKS Katowice gładko przegrał na Węgrzech z izraelskim zespołem Hapoel Tel-Awiw w pierwszym meczu 3. rundy eliminacji Ligi Konferencji. Podopieczni Rafała Góraka już na początku rywalizacji po fatalnych błędach stracili dwa gole. Mimo zdecydowanej przewagi rywali, wynik 2:0 utrzymał się do ostatniego gwizdka. O odwrócenie losów dwumeczu będzie niezwykle trudno.
Spotkanie na Węgrzech rozpoczęło się od trzęsienia ziemi. Hapoel Tel-Awiw objął prowadzenie już w 5. minucie po złym wyprowadzeniu piłki przez GKS Katowice spod własnej bramki i precyzyjnym uderzeniu zza pola karnego Stava Turiela.
Minął niecały kwadrans, a GieKSa przegrywała już 0:2 po kolejnym fatalnym wyprowadzeniu futbolówki spod własnej „szesnastki”. Tym razem pod nogi rywala zagrał Arkadiusz Jędrych, a efektownym lobem popisał się 22-letni Roei Alkoukin.
W pierwszej połowie zespół z Izraela miał jeszcze przynajmniej dwie znakomite okazje na podwyższenie wyniku, których jednak nie wykorzystał i ekipa ze Śląska mogła mówić o najniższym wymiarze kary.
Po zmianie stron GKS Katowice zagrał uważniej w defensywnie, przez co Hapoel Tel-Awiw już nie dochodził tak łatwo pod bramkę przyjezdnych. Niestety podopieczni Rafała Góraka nie mieli wiele do zaoferowania w ofensywie i przy odrobinie szczęścia wynik utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego.
Mimo wyniku nie przesądzającego losów dwumeczu, odwrócenie rezultatu w rewanżu wydaje się niemal niemożliwe. Katowiczanie byli pod wieloma aspektami byli znacznie gorsi od przeciwników, a po meczu na Węgrzech pozytywny wydaje się chyba tylko wynik, który i tak jest bardzo zły.

 

wkatowicach.eu – Hapoel Tel Awiw wygrywa z GKS-em Katowice w eliminacjach Ligi Konferencji UEFA. Rewanż 12 sierpnia w Katowicach

GKS Katowice kontynuuje swoją europejską przygodę. W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji UEFA rywalem GieKSy jest Hapoel Tel Awiw. Izraelski klub wygrał pierwsze spotkanie 2-0.
Pierwszy mecz trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji UEFA pomiędzy Hapoelem Tel Awiw a GKS-em Katowice zakończył się przegraną GieKSy 0-2. Mecz został rozegrany w czwartkowy wieczór, 6 sierpnia w Miszkolcu. Podopieczni trenera Rafała Góraka musieli uznać wyższość izraelskiego klubu, po bramkach z 5. i 18. minuty meczu. To oznacza, że Katowiczanie staną przed trudnym zadaniem nadrobienia strat w meczu rewanżowym, który zostanie rozegrany na Arenie Katowice za niespełna tydzień – w środę, 12 sierpnia.

 

polsatsport.pl – Porażka GKS-u w eliminacjach Ligi Konferencji! Trudne zadanie przed rewanżem

GKS Katowice przegrał z Hapoelem Tel Awiw 0:2 w pierwszym spotkaniu trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Rewanżowe starcie odbędzie się w środę, 12 sierpnia, w Katowicach. Początek o godzinie 18:00.
[…] Mecz rozpoczął się fatalnie dla polskiego zespołu, który już po 18 minutach przegrywał różnicą dwóch goli. Najpierw do siatki GKS-u trafił Stav Turiel, a następnie, po błędzie w rozegraniu, Gabriela Kobylaka świetnym lobem pokonał Roei Alkoukin. Katowiczanie, mimo że przeważali w posiadaniu piłki, nie potrafili sforsować szyków obronnych rywali i wykreować realnego zagrożenia pod ich bramką.
Po przerwie ekipa trenera Rafała Góraka odważniej ruszyła do ataku, jednak celność jej strzałów wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Ostatecznie jednak do końca spotkania nie padło już więcej goli.
Jeśli GKS rozstrzygnie ten dwumecz na swoją korzyść, w czwartej, decydującej rundzie eliminacji czeka na niego włoska Atalanta, której barwy reprezentuje obecnie Nicola Zalewski. Warto przypomnieć, że drużyna z Bergamo to triumfator rozgrywek Ligi Europy w sezonie 2023/2024.

 

sportowefakty.wp.pl – Fatalny mecz GKS-u Katowice. Strzelali tylko Izraelczycy

Nie ma co się oszukiwać: jest bardzo źle. GKS Katowice przegrał wyjazdowy mecz z Hapoelem Tel Awiw 0:2 i jest w nieciekawej sytuacji przed rewanżem. Trzeba będzie zagrać o klasę lepiej, by marzyć o awansie do IV rundy eliminacji Ligi Konferencji.
Nie ma co się oszukiwać: jest bardzo źle. GKS Katowice przegrał wyjazdowy mecz z Hapoelem Tel Awiw 0:2 i jest w nieciekawej sytuacji przed rewanżem. Trzeba będzie zagrać o klasę lepiej, by marzyć o awansie do IV rundy eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszy gol? Na samym początku meczu. Katastrofalny przerzut Borjy Galana w poprzek boiska na własnej połowie. Przechwyt, podanie z boku i Stav Turiel pokonał Gabriela Kobylaka mocnym strzałem z 20 metrów.
Antybohaterem meczu okazał się jednak Arkadiusz Jędrych. Z jednej strony ikona, może nawet legenda GKS-u, ale w tym konkretnym spotkaniu był do zmiany po trzydziestu minutach. Drugiego gola zawalił koncertowo (nie wiedzieć czemu miał pretensje do wszystkich, ale nie do siebie). Aż trudno uwierzyć, co on wymyślił w 18. minucie. Miał opcje do podania, ale zwlekał tak długo, że rywal wygarnął mu piłkę. I pach – Roei Alkukin przelobował Kobylaka z 30 metrów, 2:0.
A później jeszcze sprokurował rzut karny, choć uratowało go to, że rywal był na spalonym.
Byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie Kobylak i jego parę dobrych interwencji.
Akcje ofensywne GKS-u? Jakby to powiedzieć – nie występowały.
Druga połowa? Bez zmian.
Katowiczanie dalej mieli duże problemy, a w końcówce gospodarze mogli, a nawet powinno strzelić trzeciego gola, jednak stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał rezerwowy Daniel Dappa.
Jest źle, a mogło być jeszcze gorzej.

 

dziennikzachodni.pl – W Miszkolcu ekipa Rafała Góraka oberwała bardzo, bardzo mocno. Pięć wniosków po meczu Hapoel Tel Awiw – GKS Katowice

Nie tak to miało wyglądać. Hapoel Tel Awiw udzielił w Miszkolcu zespołowi GKS Katowice wyjątkowo bolesnej lekcji. Został jeszcze rewanż, ale kwestia awansu wydaje się przesądzona.
GKS pierwszego gola w meczu z Hapoelem Tel Awiw stracił już w piątej minucie meczu. Ofensywna gra zespołu z Izraela przygniotła Katowiczan do ich przedpola i Stav Toriel z dystansu pewnie pokonał Gabriela Kobylaka, za co w dużej mierze odpowiadał Borja Galan. Po 18 minutach było już 0:2 – tym razem koszmarnie pomylił się Arkadiusz Jędrych i Roei Alkukin przelobował bramkarza GieKSy z około 30 metrów. Piąty zespół Ekstraklasy ostatniego sezonu prezentował się dramatycznie słabo. Na szczęście dla niego na tych stratach spotkanie się zakończyło.
Pięć najważniejszych wniosków po meczu Hapoel Tel Awiw – GKS Katowice
To nie jest Ekstraklasa. Rafał Górak może powtórzyć słowa Michala Gasparika ze środy. Europejskie puchary to nie rozgrywki naszej ligi. Tutaj błędy są karane natychmiast i bez litości. Hapoel bezlitośnie punktował pomyłki i strzelał gole, które były bolesną lekcją pokory.
Mogło być jeszcze gorzej. Pewne zwycięstwo Hapoelu mogło być jeszcze wyższe. Gabriel Kobylak, który dostał gola za kołnierz z 30 metrów, pomógł drużynie z Nowej Bukowej w uniknięciu pogromu (chociaż to słowo w kontekście takiego rywala może być niebezpieczne). Koledzy z obrony tym razem wystawili go na wyjątkowo ciężką próbę.
Plan został na papierze. Rafał Górak przed meczem zapowiadał, że jego zespół nie może pozwolić Hapoelowi na rozpędzenie się. Plan został jednak w szatni, bo drużyna z Izraela nabierała tempa od pierwszej minuty i Katowiczanie nie byli w stanie jej w tym przeszkodzić. Totalna ofensywa gospodarzy zamieniła się w bezdyskusyjne zwycięstwo.
Pachnie problemem w ataku. W 57 minucie boisko opuścił z urazem Adam Zrelak. Napastnik GKS-u od dawna zmaga się z kontuzjami i każda taka sytuacja wiążę się z obawami o dłuższą przerwę. Na tej pozycji Rafał Górak ma mininalne pole manewru, więc można być pewnym, że będzie oczekiwał na diagnozę z duszą na ramieniu. Ilia Szkurin, którego obawiali się Izraelczycy pamiętający jego skuteczną grę w ich lidze, nie stanowi aż takiego zagrożenia.
Mocny pojedynek kibicowski. Na szczęście nie potwierdziły się medialne spekulacje i kibice obu klubów skoncentrowali się na dopingu. W efekcie mecz miał świetną oprawę – obie grupy pokazały moc. Tego pojedynku GKS na pewno nie przegrał. Hapoel też jednak zasłużył na uznanie – jego fani chóralnie śpiewali już od początku rozgrzewki swojej drużyny.

 

Kibice GKS Katowice podczas meczu z Hapoelem Tel Awiw w Miszkolcu byli z zespołem na dobre i na złe. Zwłaszcza na złe

Na trybunach w Miszkolcu, gdzie swoje mecze rozgrywa Hapoel Tel Awiw, pojawiło się kilkuset kibiców GKS Katowice. Swoją pulę powiększyli kupując bilety na miejsca neutralne, do momentu, w którym organizatorzy nie zablokowali takiej możliwości. Atmosfera była świetna, gorzej z wynikiem.
Kibice GKS Katowice przyjechali na Węgry z nadzieją na kolejny sukces ekipy z Nowej Bukowej. Po wyeliminowaniu Żyliny zapanowały zdecydowanie optymistycznie nastroje przed konfrontacją z Hapoelem Tel Awiw. Rywalem bardzo specyficznym, który swoje mecze – z powodów politycznych – rozgrywa w Miszkolcu.
Atmosfera przed spotkaniem była napięta. Nietypowe były także środki bezpieczeństwa. Szczegółową kontrolę służb przechodzili wszyscy wchodzący na stadion DVTK, włącznie z… zawodnikami gospodarzy. Na szczęście okazało się, że z dużej chmury spadł mały deszcz. Posłuchano też próśb klubów i obyło się bez pirotechniki, która skutkowałaby dotkliwymi karami od UEFA.
Fani ze Śląska swoje miejsca zajęli pół godziny przed rozpoczęciem planowanego na godzinę 20 meczu. Wtedy wyraźną przewagę mieli kibice Hapoelu, którzy wyjątkowo „mocno” witali wychodzących na rozgrzewkę swoich piłkarzy i potężnymi gwizdami kwitowali wyłaniających się z tunelu Katowiczan. Potem siły się już wyrównały.
Żółta grupa dopingowała swój zespół przez cały mecz będąc z nim na dobre i na złe. Niestety, w tym przypadku głównie w tym drugim kontekście, bo mecz GKS-owi zdecydowanie nie wyszedł.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Dopiero był na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.

Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.

Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.

W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.

W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.

Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.

Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:

Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)

Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)

Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)

Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)

Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski

Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)

Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)

Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga