Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Kolejne zwycięstwo GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa spotkania: w środę w ramach Pucharu Polski z Wartą Poznań (0-0 pd. k. 5-3) oraz ligowy z Lechem II Poznań (2:0). Prasówki o tych meczach znajdziecie tutaj i tutaj.
Ekstraliga Pań pauzuje ze względu na mecze reprezentacji, kolejne mecze ligowe zaplanowano na weekend 12-13 października.
Siatkarze przygotowują się do sezonu ligowego na własnych obiektach. W tym tygodniu rozegrają kolejne mecze sparingowe.
Hokeiści rozegrali (i wygrali) jedno ligowe spotkanie z Podhalem Nowy Targ, 4:1 (0:0, 2:1, 2:0). W środę hokeiści spotkają się z HC 07 Detva w ramach Pucharu Wyszechradzkiego.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – GKS Katowice. Trzeba to pielęgnować
Jesteśmy cierpliwi, trzymamy się wytyczonej linii pracy, robimy swoje, a każdy z nas chce się rozwijać – Arkadiusz Woźniak zdradza przepis II-ligowca z Bukowej na dobre wyniki, notowane w ostatnich tygodniach przez zespół.
W II lidze GieKSie o sprawianie niespodzianek będzie ciężko – w końcu do prawie każdego meczu przystępować będzie, jeśli nie z pozycji boiskowego, to przynajmniej papierowego faworyta – ale od czego jest Puchar Polski? Drugi raz z rzędu katowiczanie wystąpią w 1/16 finału.
[…] – Nie patrzę wstecz, nie mam też niczego do udowodnienia. Po prostu robię swoje – tak jak wtedy, gdy niewiele mi wychodziło. Zawsze dawałem z siebie wszystko i o podejście nie mogę mieć do samego siebie pretensji. Niezależnie od tego, ile masz lat i rozegranych meczów, zawsze musisz być tym samym człowiekiem. Ja nim jestem. W każdym wieku można się rozwijać, wyciągać swojego maksa. Czuję, że znajduję się w dobrej dyspozycji i trzeba to pielęgnować. Gram teraz na lewej pomocy i odpowiada mi to – przekonuje „Wąski”.
[…] – Każda wygrana buduje cały klub, cementuje zespół, tworzy fajną atmosferę. Mamy 17 punktów. Nie patrzymy na to, czy w czterech meczach zdobyliśmy 10, czy w trzech – 7. Odbierajmy to globalnie. Za trzy dni czeka nas najważniejszy mecz w sezonie jak każdy najbliższy. Tak zawodowcy podchodzą do swoich obowiązków. Jesteśmy cierpliwi, robimy swoje. Na początku sezonu nie przynosiło to wielkich efektów, ale nawet ten inauguracyjny mecz ze Zniczem, wysoko przegrany, mogliśmy wygrać 5:4. Ważne, że trzymamy się jednej linii pracy, a w szatni mamy ludzi chcących się rozwijać – mówi lewy pomocnik drużyny z Bukowej.
[…] – To żaden problem. Jesteśmy profesjonalistami. Gra co trzy dni to nasz obowiązek – podkreśla Woźniak.
SIATKÓWKA
siatka.org – Jan Firlej: z optymizmem patrzymy w przyszłość
– Trudno szukać u nas optymalnej formy i to samo mogą powiedzieć inne zespoły szykujące się do sezonu. Trzeba brać pod uwagę, że każda drużyna jest teraz na trochę innym etapie przygotowań, ale zwycięstwa wciąż cieszą – powiedział po wygraniu turnieju w Legnicy rozgrywający GKS-u Katowice, Jan Firlej.
[…] Zawodnicy GieKSy w obu spotkaniach turnieju w Legnicy byli lepsi od rywali w skuteczności ataku i punktowej zagrywce, do tego byli stabilniejsi w przyjęciu. W spotkaniu z Asseco Resovią najlepiej punktował autor 20 punktów Kamil Kwasowski, a dzień później doskonale spisał się atakujący Wiktor Musiał (18 pkt). Nie oznacza to jednak, że gra GieKSy zawsze wyglądała idealnie.
– Rzucała się w oczy duża liczba błędów na zagrywce, nie zawsze wymuszonych ryzykiem. Czasem można było pozwolić sobie w niej na łagodniejszy wariant, zamiast stawiać na siłę. Tutaj na pewno mamy jeszcze rezerwy, podobnie jak w grze blok-obrona. Na plus możemy zaliczyć ponowienie akcji po nabiciu bloku, choć i tutaj nie zawsze wykorzystujemy swoje okazje. Jednak jeżeli już mamy dobrą asekurację piłki, to zwykle z tego korzystamy – ocenił rozgrywający katowickiej ekipy.
Podopiecznych trenera Daszkiewicza czeka teraz spokojniejszy okres przygotowań do sezonu 2019/2020. Następny wyjazd szykuje się dopiero 7 października, kiedy GieKSiarze rozpoczną obóz treningowy w Kielcach. Wcześniej zawodnicy GKS-u będą trenować na swoich obiektach, a już niedługo rozegrają pierwsze towarzyskie spotkania w hali OS Szopienice. 1 października podejmą Jastrzębski Węgiel (z którym przegrali w Jastrzębiu-Zdroju 1:3), zaś trzy dni później Aluron Virtu CMC Zawiercie. Z Jurajskimi Rycerzami mierzyli się ostatnio 14 września w Krzeszowicach, tamten mecz zakończył się wygraną rywali w czterech setach.
Jakub Szymański: wiem, ze potrzebuję dużo porad i podpowiedzi
– Niektórzy nie lubią, kiedy muszą dużo rozmawiać z trenerem podczas treningów, ale ja akurat bardzo to lubię, bo jestem młodym zawodnikiem i wiem, ze potrzebuję dużo porad i podpowiedzi na temat swojej gry, by spisywać się jak najlepiej. W trenerze Daszkiewiczu właśnie to mi bardzo odpowiada, bo dużo rozmawiamy na temat gry, dostajemy sporo wskazówek i wierzymy, że to przyniesie później efekty – mówił Jakub Szymański, nowy gracz GKS-u Katowice.
[…] – W pierwszym sezonie w PlusLidze, gdy występowałem w barwach Dafi Społem Kielce, nie grałem zbyt dużo, ale przydarzył się wygrany 3:1 mecz z MKS-em Będzin, za który otrzymałem nagrodę MVP. Musiałem wtedy zastąpić kontuzjowanego Macieja Pawlińskiego i można powiedzieć, że dzięki tej nagrodzie zrealizowałem ponad miarę swój cel na tamten sezon, bo nawet nie przypuszczałem, że na tym etapie kariery dostanę statuetkę dla najlepszego zawodnika meczu. Teraz, kiedy poniekąd wracam do PlusLigi, na pewno liczę na swoje szanse, ale każdy z przyjmujących zapewne myśli tak samo i po prostu muszę sobie zapracować dobrymi treningami na występy w pierwszej szóstce. Jeżeli mam grać w najbliższym sezonie, to po prostu muszę być lepszy od swoich kolegów z drużyny na treningach. Nie ma innej drogi.
[…] – Na boisku, w miarę upływu meczu, uwalniają się ze mnie emocje i coraz więcej jest w mojej grze uczuć. Ale trudno to u mnie jakoś sztucznie wywołać, najpierw muszę w pierwszych kilku akcjach po wejściu na boisko poczuć atmosferę meczu i poczekać na pozytywną energię, która pomaga całej drużynie. Podczas treningu tych emocji jest nieco mniej. Nie ma co ukrywać, że adrenalina meczowa bardzo pomaga, po to się w końcu trenuje, by ostatecznie wystąpić przed kibicami i podczas spotkania łatwiej jest wyrzucić z siebie wszelkie emocje.
HOKEJ NA LODZIE
dziennikzachodni.pl – Ponad 800 fanów w Satelicie świętowało wygraną GieKSy
Kibice GKS zgromadzeni w małej hali Spodka tradycyjnie nie żałowali gardeł wspierając swoich hokeistów. Gorący doping na pewno pomógł katowiczanom w odniesieniu zwycięstwa.
Co prawda pierwsza bramka dla Podhala wprowadziła fanów gospodarzy w lekką konsternację, bo to przecież Gieksa była faworytem spotkania, ale później wszystko wróciło do normy i po kolejnych bramkach katowiczan sympatycy GKS obserwowali przebieg meczu z uśmiechem na ustach.
infokatowice.pl – Kolejne zwycięstwo GieKSy. Tym razem z Podhalem
[…] Przez większą część pierwszej tercji przewaga na lodzie należała do katowiczan, którzy nie stworzyli jednak wielu dogodnych sytuacji, a te które mieli bez problemu zostały wybronione przez Odrobnego. Nowotarżanie głównie się bronili, choć trzeba przyznać, że w czasie dwuminutowej gry w przewadze przeprowadzili oblężenie bramki Rahma, który jednak wyszedł bez szwanku z tej opresji.
W drugiej odsłonie GieKSa jeszcze bardziej zaatakowała. Pomimo wielu prób, w tym ostrzeliwania słupków i poprzeczki, długo jednak Odrobny zachowywał czyste konto. W 27 min. niespodziewanie na prowadzenie wyszło Podhale, a strzelcem gola został Sulka, który wykorzystał podanie Dziubińskiego. Ten gol podziałał motywująco na gospodarzy, którzy już trzy minuty później wyrównali po mocnym uderzeniu Da Costy, który tym samym zdobył swoją pierwszą bramkę w Trójkolorowych barwach. W 38 min. kolejne trafienie dołożył Krężołek i po dwóch tercjach było 2:1 dla gospodarzy.
Trzecia tercja zaczęła się dość ospale. Po kilku minutach podopieczni trenera Risto Dufvy znowu osiągnęli przewagę, co przyniosło efekt w 55 min., kiedy krążek do siatki skierował w zamieszaniu podbramkowym Lahde. W końcówce Da Costa strzelił jeszcze kolejnego gola do pustej bramki i ostatecznie katowiczanie wygrali z Podhalem 4:1.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze