Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GieKSa wygrała z wiceliderem! czyli przegląd doniesień mediów po meczu Wigry-GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu Wigry Suwałki – GKS Katowice. GieKSa wygrała z dotychczasowym wiceliderem rozgrywek 2:1 (1:1).

 

dziennikzachodni.pl – GieKSa wygrała z wiceliderem!

W niedzielę 22.11.2020 r. w meczu 14. kolejki II ligi GKS Katowice grał na wyjeździe z wiceliderem tabeli Wigrami Suwałki. GieKSa przedłużyła serię zwycięstw, która teraz wynosi 5 meczów.

GKS Katowice wygrał na wyjeździe z Wigrami Suwałki 2:1 i wskoczył na pozycję wicelidera II ligi.

 

sportdziennik.com – Obowiązek na biegunie

Nie było łatwo, ale GieKSa wykorzystała fakt, iż suwalczanie przystąpili do meczu na szczycie bardzo osłabieni i zmieniła ich na pozycji wicelidera tabeli.

Gdy miesiąc temu GieKSa przegrała w ostatniej minucie ze Skrą, jej strata do liderujących Wigier wynosiła 8 punktów. Od tamtej pory odniosła 5 zwycięstw z rzędu, wyrównując rekordową serię z poprzedniego sezonu, a pełna pula zgarnięta w Suwałkach pozwoliła prześcignąć rywali w tabeli i po raz pierwszy zameldować się w strefie premiowanej bezpośrednim awansem, czyli na pozycji wicelidera.

[…] Przede wszystkim zaś, wracając do wczorajszego spotkania – gospodarze przystąpili do rywalizacji bardzo osłabieni. Trener Dawid Szulczek nie mógł skorzystać z żadnego z trójki napastników – Michał Żebrakowski, Kamil Adamek i Kacper Wełniak leczą kontuzje – za pięć dwunasta uraz wyeliminował podstawowego stopera Martina Dobrotkę, a jakby mało było suwalczanom nieszczęść, na rozgrzewce ból pachwiny zgłosił Bartłomiej Babiarz. Wigry zagrały zatem z GieKSą bez lidera środka pola, którego zastąpić musiał Patryk Czułowski, a na ławce rezerwowych trener Szulczek miał bardzo małe pole manewru. To wszystko sprawiało, że miejscowi zapewne nawet remis wzięliby w ciemno – mimo wyższej pozycji w tabeli, atutu własnego boiska oraz faktu, iż GKS grał w środę zaległy mecz we Wrocławiu…

Na polskim biegunie zimna nie byliśmy świadkami wielkiego widowiska, na co wpływ miała pogoda. Deszcz i wiatr potęgował czynnik przypadku, a Wigry mimo osłabień zaczęły lepiej i już w 19 min mogły cieszyć się z prowadzenia.

[…] Katowiczanie na straconego gola zareagowali najlepiej jak mogli. W polu karnym dobrze zachował się Krystian Sanocki, przygotował sobie pozycję do strzału i ze spokojem pokonał Hieronima Zocha. Przed przerwą było jeszcze trochę emocji, gdy gospodarze reklamowali rękę Michała Kołodziejskiego po dośrodkowaniu Grzegorza Aftyki, ale arbiter był innego zdania.

W drugą połowę – podobnie jak tę pierwszą – mocniej weszli gospodarze, ale zostali skontrowani. W 63 min Sanocki dobiegł do piłki zagranej za linię suwalskiej defensywy, minął rywala, a Josip Soljić ratował się faulem w polu karnym. Do „jedenastki” podszedł Marcin Urynowicz i ze spokojem ją wykorzystał. „Uryn” zmarnował karnego z Błękitnymi (słupek), ale w tym tygodniu w pełni zrehabilitował się, nie myląc się z „wapna” nie tylko w Suwałkach, ale też w środę we Wrocławiu. 24-latek może się już pochwalić 10 zdobytymi bramkami i walczy o koronę króla strzelców.

Warto jednak przede wszystkim docenić rolę Sanockiego. Skrzydłowy na początku drugiej odsłony spotkania z rezerwami Śląska zebrał burę z ławki rezerwowych za stratę, niedługo potem został zmieniony (choć zdążył jeszcze „zamoczyć palce” przy golu) i mogło wydawać się, że w Suwałkach od 1 minuty zagra Szymon Kiebzak. Rafał Górak wybrał jednak inaczej i się nie pomylił, a zdobyta bramka i wywalczony rzut karny są najlepszym podsumowaniem solidnego występu Sanockiego.

GieKSa nie dopuściła już Wigier do klarowniejszych okazji, ale był moment, gdy cofnęła się zbyt głęboko. Najgoręcej zrobiło się w 85 minucie, kiedy soczyście z dystansu przymierzył Łukasz Bogusławski. Cegiełkę do wygranej mógł dorzucić zatem Mrozek, efektowną paradą przerzucając futbolówkę ponad poprzeczkę i przyczyniając się do tego, że katowiczanie są dziś w tabeli najwyżej od… 21 czerwca.

 

suwalki24.pl – Wigry Suwałki – GKS Katowice 1:2. Ten mecz można było wygrać

[…] W kadrze meczowej zabrakło kontuzjowanych Kamila Adamka, Kacpra Wełniaka i Michała Ozgi. W wyjściowej „11” na to spotkanie początkowo mieli znaleźć się Bartłomiej Babiarz i grający ostatnio w ochronnej masce Martin Dobrotka. Niestety, obrońcy Wigier Suwałki odnowiła się kontuzja nosa, a Bartłomiej Babiarz urazu pachwiny nabawił się na przedmeczowej rozgrzewce. Na pierwszy gwizdek wybiegli zatem niedawno narzekający na ból pleców Adrian Karankiewicz i Patryk Czułowski. Wąska kadra i liczne kontuzje spowodowały, że na ławce rezerwowych znaleźli się głównie 17-letni wychowankowie.

[…] Trudne warunki pogodowe powodowały, że żadna z drużyn w początkowych minutach nie odważyła się mocno ruszyć do ataku.

W 12 minucie po raz pierwszy było groźnie pod bramką Wigier Suwałki. Krystian Sanocki rozprowadził akcję środkiem pola, zagrał na lewą stronę do Arkadiusza Woźniaka i obrońca gości oddał płaski i niecelny strzał na bramkę Hieronima Zocha.

[…] O tym, że najważniejsze po zdobyciu bramki jest kolejne pięć minut zapomniał Josip Soljić. W 24 minucie piłkę w pole karne suwalczan zgrał Filip Kozłowski i sprowadzony w trakcie sezonu chorwacki obrońca Wigier popełnił błąd w kryciu, przepuszczając Krystiana Sanockiego, który w dogodnej sytuacji doprowadził do wyrównania.

Z biegiem czasu to gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i w ataku kombinacyjnym starali się przedrzeć pod pole karne gości. Drużyna GieKSy która w środę w zaległym spotkaniu ograła rezerwy Śląska Wrocław 3:0 miała świadomość, że kondycyjnie w tym spotkaniu lepiej będą prezentować się gracze Wigier i na swojej połowie wyczekiwała na dogodne okazje do kontrataków i swoich szans upatrywała po stałych fragmentach gry. Po jednym z nich w 34 minucie piłka powędrowała w pole karne i blisko oddania strzału był Arkadiusz Jędrych, na szczęście w porę uprzedził go Hieronim Zoch.

Przed przerwą po akcji katowiczan z linii pola karnego uderzył Zbigniew Wojciechowski ale nie przyniosło to zagrożenia i arbiter zaprosił obie ekipy na przerwę.

Drugą część spotkania odważniej rozpoczęli podopieczni Dawida Szulczka. W 48 minucie po rozegranym rzucie wolnym z boku boiska minimalnie niecelnie uderzył Denis Gojko, a już chwilę później Biało-Niebiescy powinni wyjść na prowadzenie. Pędzący prawą stroną boiska Grzegorz Aftyka dośrodkował na 5. metr, a tam zupełnie niepilnowany Paweł Gierach nieczysto uderzył w futbolówkę. Chwilę później nad bramką uderzył Cezary Sauczek i dziesięciominutowy napór Wigier na bramkę gości ustał.

W 63 minucie o wyjście na czystą pozycję do strzału walczył Krystian Sanocki. Zawodnik GKS-u Katowice był faulowany przez Josipa Soljicia, który popełnił drugi powazny błąd w tym meczu i arbiter bez wahania wskazał na 11. metr. Bramkę na 2:1 dla Katowic, a tym samym na ustalenie wyniku tego spotkania płaskim strzałem zdobył najlepszy strzelec gości – Marcin Urynowicz.

Goście, mając korzystny rezultat, nie kwapili się do ataków, a Wigry mogły jedynie zagrozić po strzałach z dystansu. W 80 minucie obok bramki uderzył Patryk Czułowski, a 5 minut później tylko kapitalna interwencja stojącego między słupkami bramki Bartosza Mrozka uchroniła GKS Katowice przed utratą gola na rzecz Łukasza Bogusławskiego.

 

wigrysuwalki.eu – Porażka z GKS-em Katowice

[…] Ciężkie warunki do gry mieli dziś zawodnicy obu drużyn. Silne podmuchy wiatru oraz nieustający deszcz z pewnością nie pomogły w stworzeniu dobrego widowiska. Mimo tego, biało-niebiescy nieźle rozpoczęli ten mecz. Dość szybko, bo już w 19. minucie spotkania padła pierwsza bramka. Po wrzutce Aftyki, piłka spadła szczęśliwie pod Pawła Gieracha. Skrzydłowy sprytnie ograł obrońcę i umieścił piłkę w samo „okienko” bramki gości. Euforia na Stadionie Miejskim przy #Z26 nie trwała jednak długo. Już 5 minut później nieporozumienie naszych defensorów wykorzystał Krystian Sanocki, który pewnie pokonał Zocha. Do przerwy utrzymał się wynik remisowy.

Druga odsłona starcia z GKS-em Katowice również rozpoczęła się po naszej myśli. Podopieczni Dawida Szulczka ruszyli w poszukiwaniu drugiej bramki. Suwalczanom zdecydowanie zabrakło szczęścia. Liczne strzały lądowały tuż obok bramki GieKSy. Mówi się, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i właśnie tak stało się w 63. minucie meczu. Dość przypadkowy kontratak katowiczan, rajd Sanockiego i na koniec nieczyste zagranie Josipa Šoljicia w polu karnym. Sędzia bez zawahania wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Urynowicz i to Wigry musiały się teraz martwić o końcowy rezultat. Na przeszkodzie do wyrównania stawała jednak dobrze dysponowana defensywa GKS-u. Do ostatniej minuty meczu zespół z Katowic skutecznie odpierał ataki suwalczan i to oni po końcowym gwizdku cieszyli się ze zwycięstwa.

 

niebywalesuwalki.pl – Piłkarze Wigier – podobnie jak siatkarze Ślepska – przegrali z GKS Katowice

No i po raz kolejny zagrały ze sobą Wigry Suwałki i GKS Katowice, tym razem w II lidzie. O wcześniejszej rywalizacji klubów można wiele pisać, ale warto wspomnieć dwa wydarzenia. Pięć lat i jeden dzień temu Wigry podejmowały na Zarzeczu GieKSę, a jej trenerem był wówczas… Jerzy Brzęczek.

Z kolei półtora roku temu w ostatniej kolejce Wigry w cudowny sposób uratowały status pierwszoligowca, kosztem Bytovii oraz właśnie GKS Katowice.

W niedzielę, 22 listopada, dobitnie czuć było, że jesień rozgościła się na dobre. Niska temperatura i padający intensywnie deszcz, zacinający, bo wiał silny wiatr, to nie są wymarzone warunki na rozgrywanie spotkania. Jednak zawodnikom nie można odmówić woli walki.

[…] Pewne novum niedzielnego meczu stanowiło ustawienie drużyn – tym razem Hieronim Zoch najpierw pilnował bramki po lewej stronie. Wybór podyktowany był kierunkiem wiejącego wiatru. Wydawać się mogło, że sytuacja rzeczywiście jest korzystna dla Wigier. Biało-niebiescy naciskali, nie dawali przeciwnikom zbyt wiele sposobności do rozgrywania piłki. Niebawem miał miejsce rzut wolny dla Wigier (w 14 minucie), rzut rożny w 17. – i w końcu w 19 minucie wykorzystując zamieszanie pod bramką rywali Paweł Gierach strzelił lewą nogą w okienko. Nie dane nam było jednak nacieszyć się prowadzeniem. Pięć minut później Krystian Sanocki umieścił futbolówkę po długim słupku w bramce Wigier.

I choć pressing biało-niebieskich był silny, wynik do przerwy nie uległ zmianie. Nowa połowa to zmiana stron i zmiana pogody. Przestał padać deszcz, choć mokra nawierzchnia nasiąknięta wodą nie była najlepszym podłożem. Wigry nie zwalniały tempa, może nawet ta chęć wyrównania była zbyt mocna, bo zaowocowała najpierw żółtą kartką dla Adriana Karankiewicza, a w 64 minucie taki kartonik za nieczyste zagranie zobaczył Josip Soljic. Niestety, do przewinienia doszło na polu karnym, zatem sędzia podyktował jedenastkę. Jej egzekutorem był Marcin Urynowicz. W ostatnich meczach z różnym powodzeniem oddawał rzuty karne, ale tym razem był bezbłędny. Więcej goli już na Zarzeczu nie padło. Dość późno rozpoczęła się seria zmian, co więcej – w zespole biało-niebieskich przeprowadzona została tylko jedna. To może sugerować, że jednak ławka Wigier jest raczej krótka… W 90 minucie Oskar Furst zmienił Daniela Liszkę. Do regulaminowego czasu meczu sędzia doliczył trzy minuty. GKS starał się dowieźć wynik, bramkarz Bartosz Mrozek bardzo spokojnie wznawiał grę – i niebawem zabrzmiał ostatni gwizdek, a goście mogli cieszyć się z trzypunktowego zwycięstwa.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kolejne derby za nami – tym razem niestety przegrane. To był drugi z wyjazdowej serii trzech meczów. Za tydzień gramy kolejne spotkanie w Lubinie i tam będziemy walczyć o zwycięstwo, by jednak z delegacji wrócić z pokaźnym dorobkiem punktowym. Tymczasem wracamy po raz ostatni do piątkowego starcia w Gliwicach.

1. Dla mnie „wyjazd” rozpoczął się już w czwartek. Zadecydowała logistyka i chęć oddechu. Co do logistyki, to powód był prozaiczny. Wiedząc, że w piątek będę mógł dotrzeć na mecz dopiero na styk, chciałem sobie zapewnić miejsce parkingowe. Wziąłem więc po prostu nocleg, a nawet dwa, żeby zapewnić sobie pełen komfort. Ale ten parking to był tylko jeden z powodów.

2. No i zawsze pretekst do tego, żeby pospać w mieście rywala jest dobry. Przez to zaraz po przyjeździe na miejscówkę, którą miałem niecały kilometr od stadionu, udałem się właśnie pod stadion Piasta, żeby zrobić nagrywkę w przeddzień meczu.

3. Sam pokój taki w stylu loft był jednak bardzo schludny i czysty. Trzeba było jednak uważać na jeden stopień, co jest eufemizmem. To po prostu była zmiana kondygnacji. Kilkadziesiąt centymetrów wyżej.

4. A miejscówka była nieopodal Radiostacji Gliwice. Dzięki temu dowiedziałem się, że w piątek równolegle będą odbywać się dwie imprezy kulturalne – w odległości około dwóch kilometrów. Pierwszy to mecz Piast Gliwice – GKS Katowice, w drugim koncert z udziałem legendarnej Beaty Kozidrak.

5. Wracając do wspomnianej nagrywki. Zahaczyłem jeszcze o sklep Piasta, który był otwarty. Piast, nie sklep. Znaczy sklep, nie Piast. Niestety nie mieli proporczyków, pani powiedziała, że w tym sezonie jeszcze nie było. Ogólnie uważam to za słabość wielu klubów. Proporczyki, jak szale, powinny być jednym ze sztandarowych produktów i być dostępne przez cały czas.

6. Nagrywkę przed stadionem, nazywanym żartobliwie przez kibiców innych klubów Tesco Arena, zrobiłem. Mnie tam się ten stadion z zewnątrz podoba. Mimo, że „nowy” to ma swój vibe elewacji na przykład Stomilu Olsztyn czy… Bukowej. Taki socjalistyczny. Zakład pracy jakiś, fabryka.

7. Małe zakupy i zamówienie hambuksa w Wilku. Nie byłem teraz głodny, ale zamówiłem, żeby na wieczór przyjść i odebrać. Tak między meczami, bo przecież czwartek był napakowany kilkoma spotkaniami Pucharu Polski, no i zaległościami ligowymi.

8. No i tak też zrobiłem, najpierw Raków – Górnik przy herbatce. Górnik nie załamał się porażką  GieKSą i pewnie wygrał to spotkanie. Z małymi problemami w końcówce. I gdy Raków cisnął do wyrównania, Diaby-Fadiga zachował się idiotycznie, dostał czerwień i tyle było z marzeń o remisie.

9. Raków po sześciu meczach ligi ma sześć porażek. Niepojęte. A chcą zabrać Fejaka, czyli kolejny strzał w kolano. Niebywałe, jak wiele błędów tam ostatnio popełniają.

10. Na obrazku zupełnie to nie wygląda, ale burger był znakomity. Z chorizo i jalapeno. Polecam tego Allegrowicza. Konsumowałem to jadło przy meczu Śląska z Pogonią w Pucharze Polski. Jak widać – na obrazku – znów gola strzelił Samiec-Talar. Znakomity sezon tego zawodnika, byłego zawodnika GKS, który wówczas jednak nie był czołową postacią drużyny.

11. Śląsk wygrał to spotkanie i odprawił Pogoń z kwitkiem. Tak więc po dobrych występach w ostatnich latach w pucharze, tym razem Szczecinianie mogą pomarzyć. I jeśli chcą jakieś tituli mieć, to muszą wygrać ligę.

12. Potem jeszcze kuknąłem Lecha z Jagą, ale pierwszą połowę, bo już spać mi się chciało. Drugą obejrzałem rano. Bramka Kobayashiego to coś niebywałego. Tak huknąć. Znakomity gol. A Lech się po Aarhus otrząsnął i wygrywa kolejne mecze jak leci.

13. Zazdro jeśli chodzi o Lecha i Jagę. Obie ekipy sobie zagrają z Crystal Palace czy Sunderlandem. No i inni przeciwnicy w Lidze Europy. Musimy jako klub dążyć do tego, żeby mieć szansę na takie świetne mecze. Wygrać Puchar Polski i fazę grupową pucharów będziemy mieli zapewnioną.

14. Nazajutrz udałem się na spacer do cukiernio-śniadaniowni Cacy. Mijałem traktory. Spacer był sympatyczny, a śniadanie piękne i smakowite. Pani co prawda była jakaś smutna, ale to pewnie dlatego, że musiała wybierać pomiędzy Beatą, a meczem Piasta. Ciekawe co wybrała.

15. A żyrafy mówią „no elo”. Co ciekawe w tym miejscu, w którym miałem nocleg jest… drukarnia. Normalnie działająca, pracująca w piątek. Dość specyficzne to było.

16. Wkrótce musiałem się udać do… Katowic. Wzywały obowiązki zawodowe. Dlatego też właśnie logistyka tego wszystkiego była specyficzna. Na 14.30 chciałem być w Katowicach, by o 19.00 z powrotem jechać do Gliwic i mieć jeszcze zapas.

17. Gdy szedłem już na mecz – bo zaparkowałem na miejscówce – rzeczywiście w tych małych uliczkach między domkami było pełno samochodów. Zastanawiałem się, jak to tolerują mieszkańcy, że im przed działkami ciśnie się masa aut, gdy tylko jest mecz. No ale cieszyłem się z dokonanego wyboru i braku stresu. Nawet nie chodzi o stres związany ze znalezieniem miejsca, co o to, że w takiej ciasnocie bałbym się, że jeden czy drugi ancymon poskrobie mi auto po marchewkach.

18. Pod stadionem było już dużo ludzi. Do meczu pozostawało około pół godziny. Wspomnę, że po drodze zahaczyłem znów o Wilka, żeby zamówić na „po meczu”. Ustaliłem godzinę 23.50, czyli 10 minut przed zamknięciem. Musiałem więc liczyć, że nie przedłuży się ani mecz, ani konferencja.

19. Znów autokar, który można sobie zwiedzić. Autokar Piasta. Tak samo było w maju. Nie lada gratka dla fanów.

20. Akredytację odebrałem bez problemu, no i skierowałem się na stadion. Przez to, że dopiero co graliśmy w Gliwicach miałem wrażenie, że zarówno pani na bramie, jak i pan na schodach to ci sami ludzie.

21. Wszedłem więc po tym rusztowaniu, zrobiłem herbatkę i udałem się na prasówkę. Niestety z racji krótkiego czasu do pierwszego gwizdka, dobre miejsca prasowe były już zajęte, więc musiałem zejść do najniższego rzędu. Z niecierpliwością czekałem na mecz.

22. Ciasnota, jak to na Piaście. Jednak w tym najniższym rzędzie trochę dalej był jakiś facet, a poza tym dużo luzu. No i na początku rzędu dwóch sympatycznych jegomości. Nikt więc nie przechodził, żeby musieć wstawać. Co prawda wołał ten jeden pan dwa razy takiego grubasa, ale on chyba był świadomy, więc nie decydował się przeciskać w tym miejscu.

23. Blaty pochyłe, ale powiedzmy w miarę. Jednak trochę vibe pierwszoligowych prasówek. No może pogranicza między zapleczem, a ekstraklasą. Najważniejsze, że prąd był i przede wszystkim – znakomicie działał internet, co jak wiemy nie jest oczywistością…

24. Kibice obu drużyn od razu zaczęli mocno dopingować. Na trybunach znów więc mieliśmy świetne widowisko.

25. Z wydarzeń boiskowych mogli być zadowoleni jedynie kibice Piasta. Bo już w piątej minucie objęli prowadzenie, a cały mecz wygrali 3:0. Tym samym Piast powtórzył wynik z sezonu 2011/12, kiedy to również w tych rozmiarach pokonał GKS. Wówczas Gliwiczanie awansowali do ekstraklasy.

26. To była jakaś totalnie dziwna historia, związana chyba z budową stadionu. Na wiosnę Piast zagrał tylko dwa mecze na wyjeździe, resztę u siebie. Ale by pykło nam coś takiego. Mistrz na wiosnę gwarantowany (oczywiście po wygrzebaniu się z ostatniego miejsca z powodu gry na wyjazdach na jesieni).

27. Ciekawostką jest to, że jak teraz nam strzeliło bramki dwóch Hiszpanów – Juande Rivas i Hugo Vallejo, to w tamtym meczu z 2012 trafił również obywatel Półwyspu Iberyjskiego – Ruben Jurado. Nie leżą nam ci gliwiccy Hiszpanie.

28. Nie leży nam ten stadion, oj nie leży. Dla mnie to była szósta wizyta w Gliwicach – bo byłem jeszcze na meczach na starym stadionie – i czwarta porażka. Poza tym zaledwie dwa remisy. Piast u siebie z GieKSą nie przegrywa.

29. Po awansie do ekstraklasy Gliwiczanie nadal pozostają jedną z trzech ekip, które ciągle za naszej bytności w niej są, a z którą nie wygraliśmy. Pozostałymi są Legia i Lech. Może przynajmniej z Warszawianami czy Poznaniakami uda się przełamać tę złą passę.

30. No i po meczu nagrywka i na konferencję prasową. Bartka Nowaka brali do Super Piątku, a my czekaliśmy na trenerów. Jakoś wyjątkowo długo, a na Górniku tydzień temu było krótko.

31. W końcu przyszli szkoleniowcy – Rafał Górak, potem Daniel Myśliwiec. Uwinęliśmy się jakoś z pytaniami i powoli zacząłem montować konfę, ale zbliżała się północ. Toteż około 23.40 wyszedłem, aby odebrać swoje zamówienie.

32. Wróciłem na kwaterę, dokończyłem konferencję, zobaczyłem, co tam Bartek miał do powiedzenia, no i z rozczarowaniem zakończyliśmy swój udział w tej kolejce.

33. Wracając widziałem ludzi, którzy już wracali z koncertu. Uraczyli się może bardziej Beatką z Bajmu, niż kibice gości meczem. Ale tak to bywa.

34. Tylko trzy punkty w Lubinie!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga