Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GieKSa wygrała z wiceliderem! czyli przegląd doniesień mediów po meczu Wigry-GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu Wigry Suwałki – GKS Katowice. GieKSa wygrała z dotychczasowym wiceliderem rozgrywek 2:1 (1:1).

 

dziennikzachodni.pl – GieKSa wygrała z wiceliderem!

W niedzielę 22.11.2020 r. w meczu 14. kolejki II ligi GKS Katowice grał na wyjeździe z wiceliderem tabeli Wigrami Suwałki. GieKSa przedłużyła serię zwycięstw, która teraz wynosi 5 meczów.

GKS Katowice wygrał na wyjeździe z Wigrami Suwałki 2:1 i wskoczył na pozycję wicelidera II ligi.

 

sportdziennik.com – Obowiązek na biegunie

Nie było łatwo, ale GieKSa wykorzystała fakt, iż suwalczanie przystąpili do meczu na szczycie bardzo osłabieni i zmieniła ich na pozycji wicelidera tabeli.

Gdy miesiąc temu GieKSa przegrała w ostatniej minucie ze Skrą, jej strata do liderujących Wigier wynosiła 8 punktów. Od tamtej pory odniosła 5 zwycięstw z rzędu, wyrównując rekordową serię z poprzedniego sezonu, a pełna pula zgarnięta w Suwałkach pozwoliła prześcignąć rywali w tabeli i po raz pierwszy zameldować się w strefie premiowanej bezpośrednim awansem, czyli na pozycji wicelidera.

[…] Przede wszystkim zaś, wracając do wczorajszego spotkania – gospodarze przystąpili do rywalizacji bardzo osłabieni. Trener Dawid Szulczek nie mógł skorzystać z żadnego z trójki napastników – Michał Żebrakowski, Kamil Adamek i Kacper Wełniak leczą kontuzje – za pięć dwunasta uraz wyeliminował podstawowego stopera Martina Dobrotkę, a jakby mało było suwalczanom nieszczęść, na rozgrzewce ból pachwiny zgłosił Bartłomiej Babiarz. Wigry zagrały zatem z GieKSą bez lidera środka pola, którego zastąpić musiał Patryk Czułowski, a na ławce rezerwowych trener Szulczek miał bardzo małe pole manewru. To wszystko sprawiało, że miejscowi zapewne nawet remis wzięliby w ciemno – mimo wyższej pozycji w tabeli, atutu własnego boiska oraz faktu, iż GKS grał w środę zaległy mecz we Wrocławiu…

Na polskim biegunie zimna nie byliśmy świadkami wielkiego widowiska, na co wpływ miała pogoda. Deszcz i wiatr potęgował czynnik przypadku, a Wigry mimo osłabień zaczęły lepiej i już w 19 min mogły cieszyć się z prowadzenia.

[…] Katowiczanie na straconego gola zareagowali najlepiej jak mogli. W polu karnym dobrze zachował się Krystian Sanocki, przygotował sobie pozycję do strzału i ze spokojem pokonał Hieronima Zocha. Przed przerwą było jeszcze trochę emocji, gdy gospodarze reklamowali rękę Michała Kołodziejskiego po dośrodkowaniu Grzegorza Aftyki, ale arbiter był innego zdania.

W drugą połowę – podobnie jak tę pierwszą – mocniej weszli gospodarze, ale zostali skontrowani. W 63 min Sanocki dobiegł do piłki zagranej za linię suwalskiej defensywy, minął rywala, a Josip Soljić ratował się faulem w polu karnym. Do „jedenastki” podszedł Marcin Urynowicz i ze spokojem ją wykorzystał. „Uryn” zmarnował karnego z Błękitnymi (słupek), ale w tym tygodniu w pełni zrehabilitował się, nie myląc się z „wapna” nie tylko w Suwałkach, ale też w środę we Wrocławiu. 24-latek może się już pochwalić 10 zdobytymi bramkami i walczy o koronę króla strzelców.

Warto jednak przede wszystkim docenić rolę Sanockiego. Skrzydłowy na początku drugiej odsłony spotkania z rezerwami Śląska zebrał burę z ławki rezerwowych za stratę, niedługo potem został zmieniony (choć zdążył jeszcze „zamoczyć palce” przy golu) i mogło wydawać się, że w Suwałkach od 1 minuty zagra Szymon Kiebzak. Rafał Górak wybrał jednak inaczej i się nie pomylił, a zdobyta bramka i wywalczony rzut karny są najlepszym podsumowaniem solidnego występu Sanockiego.

GieKSa nie dopuściła już Wigier do klarowniejszych okazji, ale był moment, gdy cofnęła się zbyt głęboko. Najgoręcej zrobiło się w 85 minucie, kiedy soczyście z dystansu przymierzył Łukasz Bogusławski. Cegiełkę do wygranej mógł dorzucić zatem Mrozek, efektowną paradą przerzucając futbolówkę ponad poprzeczkę i przyczyniając się do tego, że katowiczanie są dziś w tabeli najwyżej od… 21 czerwca.

 

suwalki24.pl – Wigry Suwałki – GKS Katowice 1:2. Ten mecz można było wygrać

[…] W kadrze meczowej zabrakło kontuzjowanych Kamila Adamka, Kacpra Wełniaka i Michała Ozgi. W wyjściowej „11” na to spotkanie początkowo mieli znaleźć się Bartłomiej Babiarz i grający ostatnio w ochronnej masce Martin Dobrotka. Niestety, obrońcy Wigier Suwałki odnowiła się kontuzja nosa, a Bartłomiej Babiarz urazu pachwiny nabawił się na przedmeczowej rozgrzewce. Na pierwszy gwizdek wybiegli zatem niedawno narzekający na ból pleców Adrian Karankiewicz i Patryk Czułowski. Wąska kadra i liczne kontuzje spowodowały, że na ławce rezerwowych znaleźli się głównie 17-letni wychowankowie.

[…] Trudne warunki pogodowe powodowały, że żadna z drużyn w początkowych minutach nie odważyła się mocno ruszyć do ataku.

W 12 minucie po raz pierwszy było groźnie pod bramką Wigier Suwałki. Krystian Sanocki rozprowadził akcję środkiem pola, zagrał na lewą stronę do Arkadiusza Woźniaka i obrońca gości oddał płaski i niecelny strzał na bramkę Hieronima Zocha.

[…] O tym, że najważniejsze po zdobyciu bramki jest kolejne pięć minut zapomniał Josip Soljić. W 24 minucie piłkę w pole karne suwalczan zgrał Filip Kozłowski i sprowadzony w trakcie sezonu chorwacki obrońca Wigier popełnił błąd w kryciu, przepuszczając Krystiana Sanockiego, który w dogodnej sytuacji doprowadził do wyrównania.

Z biegiem czasu to gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i w ataku kombinacyjnym starali się przedrzeć pod pole karne gości. Drużyna GieKSy która w środę w zaległym spotkaniu ograła rezerwy Śląska Wrocław 3:0 miała świadomość, że kondycyjnie w tym spotkaniu lepiej będą prezentować się gracze Wigier i na swojej połowie wyczekiwała na dogodne okazje do kontrataków i swoich szans upatrywała po stałych fragmentach gry. Po jednym z nich w 34 minucie piłka powędrowała w pole karne i blisko oddania strzału był Arkadiusz Jędrych, na szczęście w porę uprzedził go Hieronim Zoch.

Przed przerwą po akcji katowiczan z linii pola karnego uderzył Zbigniew Wojciechowski ale nie przyniosło to zagrożenia i arbiter zaprosił obie ekipy na przerwę.

Drugą część spotkania odważniej rozpoczęli podopieczni Dawida Szulczka. W 48 minucie po rozegranym rzucie wolnym z boku boiska minimalnie niecelnie uderzył Denis Gojko, a już chwilę później Biało-Niebiescy powinni wyjść na prowadzenie. Pędzący prawą stroną boiska Grzegorz Aftyka dośrodkował na 5. metr, a tam zupełnie niepilnowany Paweł Gierach nieczysto uderzył w futbolówkę. Chwilę później nad bramką uderzył Cezary Sauczek i dziesięciominutowy napór Wigier na bramkę gości ustał.

W 63 minucie o wyjście na czystą pozycję do strzału walczył Krystian Sanocki. Zawodnik GKS-u Katowice był faulowany przez Josipa Soljicia, który popełnił drugi powazny błąd w tym meczu i arbiter bez wahania wskazał na 11. metr. Bramkę na 2:1 dla Katowic, a tym samym na ustalenie wyniku tego spotkania płaskim strzałem zdobył najlepszy strzelec gości – Marcin Urynowicz.

Goście, mając korzystny rezultat, nie kwapili się do ataków, a Wigry mogły jedynie zagrozić po strzałach z dystansu. W 80 minucie obok bramki uderzył Patryk Czułowski, a 5 minut później tylko kapitalna interwencja stojącego między słupkami bramki Bartosza Mrozka uchroniła GKS Katowice przed utratą gola na rzecz Łukasza Bogusławskiego.

 

wigrysuwalki.eu – Porażka z GKS-em Katowice

[…] Ciężkie warunki do gry mieli dziś zawodnicy obu drużyn. Silne podmuchy wiatru oraz nieustający deszcz z pewnością nie pomogły w stworzeniu dobrego widowiska. Mimo tego, biało-niebiescy nieźle rozpoczęli ten mecz. Dość szybko, bo już w 19. minucie spotkania padła pierwsza bramka. Po wrzutce Aftyki, piłka spadła szczęśliwie pod Pawła Gieracha. Skrzydłowy sprytnie ograł obrońcę i umieścił piłkę w samo „okienko” bramki gości. Euforia na Stadionie Miejskim przy #Z26 nie trwała jednak długo. Już 5 minut później nieporozumienie naszych defensorów wykorzystał Krystian Sanocki, który pewnie pokonał Zocha. Do przerwy utrzymał się wynik remisowy.

Druga odsłona starcia z GKS-em Katowice również rozpoczęła się po naszej myśli. Podopieczni Dawida Szulczka ruszyli w poszukiwaniu drugiej bramki. Suwalczanom zdecydowanie zabrakło szczęścia. Liczne strzały lądowały tuż obok bramki GieKSy. Mówi się, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i właśnie tak stało się w 63. minucie meczu. Dość przypadkowy kontratak katowiczan, rajd Sanockiego i na koniec nieczyste zagranie Josipa Šoljicia w polu karnym. Sędzia bez zawahania wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Urynowicz i to Wigry musiały się teraz martwić o końcowy rezultat. Na przeszkodzie do wyrównania stawała jednak dobrze dysponowana defensywa GKS-u. Do ostatniej minuty meczu zespół z Katowic skutecznie odpierał ataki suwalczan i to oni po końcowym gwizdku cieszyli się ze zwycięstwa.

 

niebywalesuwalki.pl – Piłkarze Wigier – podobnie jak siatkarze Ślepska – przegrali z GKS Katowice

No i po raz kolejny zagrały ze sobą Wigry Suwałki i GKS Katowice, tym razem w II lidzie. O wcześniejszej rywalizacji klubów można wiele pisać, ale warto wspomnieć dwa wydarzenia. Pięć lat i jeden dzień temu Wigry podejmowały na Zarzeczu GieKSę, a jej trenerem był wówczas… Jerzy Brzęczek.

Z kolei półtora roku temu w ostatniej kolejce Wigry w cudowny sposób uratowały status pierwszoligowca, kosztem Bytovii oraz właśnie GKS Katowice.

W niedzielę, 22 listopada, dobitnie czuć było, że jesień rozgościła się na dobre. Niska temperatura i padający intensywnie deszcz, zacinający, bo wiał silny wiatr, to nie są wymarzone warunki na rozgrywanie spotkania. Jednak zawodnikom nie można odmówić woli walki.

[…] Pewne novum niedzielnego meczu stanowiło ustawienie drużyn – tym razem Hieronim Zoch najpierw pilnował bramki po lewej stronie. Wybór podyktowany był kierunkiem wiejącego wiatru. Wydawać się mogło, że sytuacja rzeczywiście jest korzystna dla Wigier. Biało-niebiescy naciskali, nie dawali przeciwnikom zbyt wiele sposobności do rozgrywania piłki. Niebawem miał miejsce rzut wolny dla Wigier (w 14 minucie), rzut rożny w 17. – i w końcu w 19 minucie wykorzystując zamieszanie pod bramką rywali Paweł Gierach strzelił lewą nogą w okienko. Nie dane nam było jednak nacieszyć się prowadzeniem. Pięć minut później Krystian Sanocki umieścił futbolówkę po długim słupku w bramce Wigier.

I choć pressing biało-niebieskich był silny, wynik do przerwy nie uległ zmianie. Nowa połowa to zmiana stron i zmiana pogody. Przestał padać deszcz, choć mokra nawierzchnia nasiąknięta wodą nie była najlepszym podłożem. Wigry nie zwalniały tempa, może nawet ta chęć wyrównania była zbyt mocna, bo zaowocowała najpierw żółtą kartką dla Adriana Karankiewicza, a w 64 minucie taki kartonik za nieczyste zagranie zobaczył Josip Soljic. Niestety, do przewinienia doszło na polu karnym, zatem sędzia podyktował jedenastkę. Jej egzekutorem był Marcin Urynowicz. W ostatnich meczach z różnym powodzeniem oddawał rzuty karne, ale tym razem był bezbłędny. Więcej goli już na Zarzeczu nie padło. Dość późno rozpoczęła się seria zmian, co więcej – w zespole biało-niebieskich przeprowadzona została tylko jedna. To może sugerować, że jednak ławka Wigier jest raczej krótka… W 90 minucie Oskar Furst zmienił Daniela Liszkę. Do regulaminowego czasu meczu sędzia doliczył trzy minuty. GKS starał się dowieźć wynik, bramkarz Bartosz Mrozek bardzo spokojnie wznawiał grę – i niebawem zabrzmiał ostatni gwizdek, a goście mogli cieszyć się z trzypunktowego zwycięstwa.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga