Kibice Piłka nożna
Wspomnienia emeryta [List do redakcji]
Czytanie cyklu, „Kto o nich pamięta?” Na waszej stronie przypomniało mi kilku piłkarzy, o których już zapomniałem. Wzbudziło również we mnie pewne refleksje, którymi chciałem się podzielić z wami i przede wszystkim z młodszymi kibicami.
Przed ostatnią kolejką E-klasy jeden z dziennikarzy na Twitterze napisał, że będzie oglądał 2 mecze w jeden dzień i, że trudno będzie pobić mu ten rekord. Napisałem mu, że chyba w roku 1982 w jedną sobotę zaliczyłem: Mecz piłkarek ręcznych AZS-u Katowice, mecz na Szombierkach tego mecz GieKSy i Górnika w Zabrzu. Odpisał –szacun!
To były czasy- jeździło się z meczu na mecz, ze stadionu na stadion. Całe soboty i niedziele spędzało się na oglądaniu widowisk sportowych. Zmierzam do tego, że kiedyś kibicowało się trochę inaczej. Za moich młodych czasów było się kibicem całego Śląskiego sportu. Kibicowało się wszystkim Śląskim klubom piłkarskim, dziewczynom z AZS-u w ręczną, zapaśnikom GKS-u, hokeistom Gks-u i Baildonu i przede wszystkim piłce ręcznej Sparty Katowice.
GKS był klubem wielosekcyjnym, na meczach piłkarzy obecni byli hokeiści, na zapasy chodzili piłkarze, pamiętam jak Basia Piecha zdobyła tytuł Mistrzyni Świata w saneczkarstwie reprezentując barwy GKS-u. Ten klub to była wtedy jedna wielka sportowa rodzina. Można rzec, komu to przeszkadzało?
Na stadiony piłkarskie jeździło się przede wszystkim żeby oglądać wybitnych piłkarzy. Na Górnik żeby zobaczyć w akcji Lubańskiego, Banasia, na Ruch –Bulę,Marxa i Maszczyka, na GieKSę –Plutę Olszę i Sputa, na Szombierki dla Romana Ogazy. Kibicowanie i jeżdżenie na mecze było o tyle łatwe, że kiedyś w I lidze grało 8 drużyn ze Śląska przy 16 w całej lidze. Bilety były tanie, na stadion przychodziło się zawsze wcześniej żeby zagrać w skata i posilić się czymś mocniejszym(dziś nie do uwierzenia) a mali chłopcy zbierali butelki. Mimo wzmacniania się mocniejszymi napojami nigdy nie wpływały, na jakość kibicowania.Było wesoło, przyjemnie. Wspaniałe było takie oglądanie meczów w towarzystwie kumpli.
Moja przygoda z kibicowaniem zaczęła się w roku 1969 gdzie w ciągu jednego tygodnia pojechałem z Tata na mecz Ruchu z Cracovią 4:2 a w trzy dni później byłem na meczu na Bukowej gdzie GieKSa wygrała z Górnikiem 1:0. Kibicowanie GieKSie mogę podzielić na kilka okresów.
I okres to dziecięce wyprawy z Tatą na mecze, pierwsze wspomnienia gry G.Rothera, Czai Wrażego, Pluty i innych a kulminacja tego okresu nastąpiła podczas meczu GKS-Barcelona na Stadionie Śląskim.
II okres to lata 70 era Sputa, Pluty, Olszy.
Czy ktoś pamięta, co robił Franek Sput, gdy nasza drużyna miała rzut rożny lub wolny w pobliżu bramki rywala? *
Czy ktoś pamięta, co zrobił Olsza w kierunku kibica, który przez pół meczu go wyzywał?*
Czy ktoś pamięta, jakiego sprzętu używał dawny „Junior” na trybunie centralnej?*
Następny okres byłby najlepszy i najpiękniejszy w historii GieKSy gdyby nie smutny koniec zafundowany Nam przez młodego Dziurowicza. Jacy wspaniali zawodnicy grali w tym okresie! Trio napastników, które chyba było najlepsze w lidze –Koniarek –Furtok –Kubisztal. Franek Sput w torze, Ledek z jego łokciami, Krzyżoś z jego wyrzutami z autów, Wojciechowski z wolnymi. Powalała piłkarska mądrość obrońców Piekarczyka i Zająca, Wolny z jego kółeczkami, Wijas, Łuczak, Biegun. Wspaniała przygoda z Pucharami, piękne bramki, fajna atmosfera na stadionie zakończyła się dla mnie w dniu ukazania się w Wyborczej wywiadu z Dziurowiczem.
Kolejny to spadek do 4 ligi. Wyjazdy na stadioniki, na wioski i miasteczka i dla odmiany pełny stadion na inaugurację na Bukowej. Szczególnie pamiętam żółty stadion na barażach z BKS-em, spacer po murawie i duma z bycia GieKSiarzem. Cudowny mecz z Banikem- najlepszy doping, jaki kiedykolwiek był słyszany z Blaszoka.
Przez te wszystkie lata zmieniło się wiele m.in. dostępność do gadżetów klubowych, szaliki, żółte koszulki, vlepki, prace graficiarzy, oprawy Ultras, ale również wspaniała praca marketingowa na rzecz klubu, dzieci i promocji.
Ostatni okres to stagnacja sportowa GieKSy. Po meczu z Lubinem miałem takie same odczucia jak po meczach z Podbeskidziem 1:6 czy z Wisłą 1:5. Byłem 2 lata Twarzą GieKsy w promocjach karnetów, jestem fanem GieKSy.Chodzę na każdy mecz, ale jednocześnie przyznaję, że przychodzi mi to coraz trudniej ze względu na byle, jakość, brak ambicji, mierność i tandetę w wykonaniu kopaczy spod znaku GKS. W ostatnim czasie tylko Grzegorze Goncerz swoją postawą zasłużył na duże brawa. Mam nadzieję, że moi synowie doczekają czasów z GieKSą, czasów radości i świetności, jakie mi było dane przeżyć na Bukowej.
Wydarzenia na Bukowej, którymi byłem świadkiem i na zawsze pozostaną w mej pamięci to: Inauguracja oświetlenia na Bukowej na meczu z Górnikiem 20.08.88,Przerwany mecz z Górnikiem z powodu braku światła, ucieczka Rudego, mecze pucharowe, mecz Reprezentacją z Mołdawią, Gruzją, fatalny mecz z Cementarnicą. Przez lata na B1 byli wielcy piłkarze, wspaniałe bramki, rozczarowania, przegrane i klęski na zawsze zostaną w mojej kibicowskiej pamięci.
Moja Jedenastka Wszechczasów GIEKSY: SPUT-BIEGUN-ZAJĄC-PIEKARCZYK-WRAŻY—OLSZA-LEDWOŃ-WIDUCH—PLUTA-FURTOK-ROTHER. TRENER.A.ŁYSKO.
Pozdrawiam Czesław
*** W związku z tym listem i ciekawymi pytaniami dotyczącymi historii GieKSy mamy dla was mała zabawę. Jeśli nie znacie na nie odpowiedzi to popytajcie starszych kibiców, popytajcie rodziców i wpisujcie odpowiedzi w komentarzach. My dla najbardziej aktywnych postaramy się przekazać bilety na pierwszy mecz GieKSy z Wigrami!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Irishman
5 lipca 2015 at 14:05
Panie Czesławie
Szacunek! Zazdroszczę, tego I i II okresu, tego, że nie pamiętam Wrażego, Olszy czy Pluty w akcji.
Jeśli chodzi, o „Następny okres” to dodałbym jeszcze „bomby” Szewczyka, „kepki” Janoszki i charyzmę Węgrzyna (pamięta Pan? – „Węgrzyn Kazimierz, nie ruszaj Kazka bo zginiesz” 🙂 ).
Z tego okresu do końca życia zapamiętam, pustoszejący Stadion Śląski, gdy GieKSa strzela bramkę na 4:1 z wielkim Górnikiem i łzy wzruszenia tych, którzy zostali – może Pan był jednym z nich? No i oczywiście bramkę Strojka na 1:0 z Bordeaux – wtedy cała Bukowa po prostu odleciała w kosmos!!!
Pozdrawiam
carra23
5 lipca 2015 at 17:24
zelazne pluca Nawrockiego!!!
ethan
5 lipca 2015 at 20:11
Wydrukujcie tego maila i rozdajcie obecnym kopaczom. Niech zobaczą z czym się muszą zmierzyć i do czego mają dążyć
SI
6 lipca 2015 at 09:19
cytat:
Chodzę na każdy mecz, ale jednocześnie przyznaję, że przychodzi mi to coraz trudniej ze względu na byle, jakość, brak ambicji, mierność i tandetę w wykonaniu kopaczy spod znaku GKS.
Wielu znajomych nie wytrzymało tej tandety i na jakiś czas pożegnało się z Bukową,niestety 🙁
mari
6 lipca 2015 at 20:54
JA, DAWNY „JUNIOR” CZYLI OSOBA KTÓRA CIĄGŁA NA CAŁE GARDŁO „KAAAAAAATOWICE” BYŁA OJCEM KIBICOWANIA NA BUKOWEJ, RESZTA ODPOWIADAŁA „GKS” POCZĄTKOWO NIEŚMIAŁO A POTEM TO JUŻ NORMA, SZACUN DLA TEGO GOŚCIA SIEDZIAŁ ZAWSZE NA STAREJ TRYBUNIE, KTÓRA TERAZ ZNAJDUJE SIĘ NA STADIONIE MK KATOWICE, POZDRO.
mari
6 lipca 2015 at 21:05
FRANEK OBRACAŁ SIĘ W STRONE SWOJEJ BRAMKI I WOLAŁ TEGO NIE OGLONDAĆ.
mari
6 lipca 2015 at 21:30
CO DO LECHOSŁAWA, NIE KOJARZĘ TEJ SYTUACJI ALE ZNAJĄC JEGO TENPERAMENT TO TYLKO JEDNĄ ŻECZ MÓGŁ MU POKAZAĆ, TYM BARDZIEJ ŻE W TYCH CZASACH JESZCZE ŚRODKOWY PALEC NIE BYŁ POPULARNY.
marek
7 lipca 2015 at 09:33
fajnie sie zawsze czyta takie osobiste wspominki. co do kibicowania w dawnych czasach, to wlasnie tata mi zawsze opowiada, ze wraz ze swoim ojcem jezdzili na rozne stadiony i kluby i bylo to w zupelnosci normalne, kibocowalo sie wszystkim druzynom z gornego slaska.
andrzej
7 lipca 2015 at 13:57
A jaszcze pamiętajmy o SISI-m.
Czesław .G
7 lipca 2015 at 19:10
Mari –Twoje odpowiedzi na moje pytania zaskakująco celujące.
Franek Sput rzeczywiscie odwracał się zeby nie oglądać rogu,wolnego
czy karnego i jeszcze dodam ze przed wykonaniem rzutu zawsze chciał
zdązyć i kopał korkami w obydwa słupki.
Ola tak jak podejrzewałes potrafił sciągnąć spodenki i wypiąć się
na kibica.
Tylko starsi kibice pamiętają kolesia który naparzał cały mecz
KAATTOOOWIICCEE!!!!do takiego małego megafonu.
Bardzo miło powspominać stare dobre czasy na GieKSie.
czy karnego
adrianodd
7 lipca 2015 at 23:24
Cześku, Irishman
pamiętacie śpiewaliśmy, Janusz Nawrocki najlepszym obrońcom Polski itd.
Pamiętacie koledzy tą niedziele godz.11.30 mecz z Legią 3-1.
A takie szpile jak z Bałtykiem Gdynia, Łks Łódź, Lech Poznan – pogromyyy.
Charyzma młodego Ledka i P.Świecy – tego już nie ma- czekamy!!!
Zawsze w pamięci zostanie szpil z 1986r. z żabolami 4-1 – piękne, a dla młodego pokolenia szpil w promocji M.Dziurowicza z żabolami 1-1(stracona w 90 minucie- gdy by nie remis żabole by spadły).
pozdro
Dziadek
8 lipca 2015 at 12:33
Eh,łza się w oku kręci! Jakże inaczej się czyta takie refleksje niż miałkie wypowiedzi naszych piłkarzy o mobilizacji i woli walki. Tamci sprzed lat się nie starali, Oni po prostu to robili…I to jak !
Blazej
8 lipca 2015 at 16:34
@mari zostaw kontakt do siebie postaramy sie o bilety dla ciebie
mari
8 lipca 2015 at 19:14
CELOWO NIE WSPOMNIAŁEM Z IMIENIA, NAZWISKA, KSYWY ŻADNEGO Z KIBICÓW BO TO BY BYŁA OPOWIEŚĆ PRZYNAJMNIEJ NA KILKA STRON A I TAK BY MOŻNA BYŁO KILKU PRZEOCZYĆ, ANDRZEJ WSPOMNIAŁ O NIEKWESTIONOWANYM PRZYWÓDCY KIBICÓW GIEKSY SISSIM (SOLO) KTÓREGO POZDRAWIAM MAJĄC NADZIEJE ŻE JEGO KŁOPOTY ZDROWOTNE NA EMIGRACJI TO JUŻ PRZESZŁOŚĆ, JA CHCIAŁBYM JESZCZE MŁODYM KIBICOM PRZYPOMNIEĆ SKĄD NA NAS CHORZOWSKIE I ŻABOLE WOŁALI I TAK JUŻ ZOSTAŁO „CYGONY” BO TO ŻE OD TEGO IŻ GRUPKA CYGANÓW FAKTYCZNIE KIBICOWAŁA GIEKSIE TO ŻADNA TAJEMNICA, POCZĄTKOWO PRZYCHODZIŁO ICH KILKU NA SEKTOR ALE NAJWIERNIEJSZYM I TEN KTÓRY W KATOWICACH NAJBARDZIEJ SIĘ DAŁ WE ZNAKI WSZYSTKIM PRZYJEZDNYM BYŁ ” LODZIU” NIEWIELE WIEKSZY OD SISIEGO, ALE TAK SAMO WALECZNY I TU TEŻ KIERUJĘ POZDROWIENIA DLA NIEGO JAK I CAŁAJ EKIPY KTÓRĄ PAMIĘTAM I KTÓRA PAMIĘTA MNIE I TEGO JAK TO SIE WSZYSTKO ZACZYNAŁO, POZDRAWIAM MARINESS
mendix
11 lipca 2015 at 20:45
ja wspominacie piekne czasy to naprawde szlo ogladac dzis to padaczka ale moze sie wreszcie cos ruszy ja dalej jezdza polsce za gieksa czasem to plakac mi sie chce
JARO
11 lipca 2015 at 22:50
MARI…TEN GOŚĆ TO LEON PLUSZKE,NIESTETY POCHOWANY 10.07 .
W ZABRZU ,KRAKOWIE,SOSNOWCU,CHORZOWIE CZEKAŁ NA CICHY MOMENT,WSTAWAŁ WŚRÓD MIEJSCOWYCH I KRZYCZAŁ:KAAATOWICE A GRÓPKA NASZYCH KIBICÓW ODPOWIADAŁA: GKS
RIP