Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Woźniak po setce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W trzeciej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GieKSy wygrały w domowym meczu z AP Lotos Gdańsk 2:0 (0:0) i zajmują szóstą pozycję w tabeli. Piłkarze rozegrali jedno spotkanie, przegrane na wyjeździe z Chrobrym 0:4 (0:2). Siatkarze w ramach przygotowań do startu PlusLigi rozegrali sparing z BBTS-em Bielsko – Biała w którym padł… remis 2:2. W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali drugi sparing z drużyną Zagłębia Sosnowiec, w którym przegrali 1:4.

PIŁKA NOŻNA

sport.poinformowani.pl – Piłka nożna kobiet: niespodzianka w Łęcznej, Gawrońska show w Koninie

[…] GKS Katowice – AP Lotos Gdańsk

Trzecia kolejka nowego sezonu Ekstraligi kobiet rozpoczęła się od spotkania w Katowicach, gdzie miejscowa GieKSA podjęła AP Lotos Gdańsk. Gdańszczanki początku kampanii nie mogą zaliczyć do udanych, dwie wysokie porażki i ostatnie miejsce w ligowej tabeli – tak po dwóch kolejkach prezentuje się sytuacja ekipy z Trójmiasta. Natomiast piłkarki z Katowic jak dotychczas raz schodziły z boiska z tarczą, raz na tarczy. Faworytkami sobotniego starcia były miejscowe, choć w pierwszej połowie inicjatywę miały przyjezdne. Gdańszczanki zdołały dwukrotnie trafić do siatki GieKSy, ale arbiter główna spotkania uznała, iż w obu przypadkach bramki zostały zdobyte w nieprawidłowy sposób. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się bezbramkowym remisem, a z takiego rezultatu bardziej zadowolone mogły być gospodynie, które dość niespodziewanie musiały bronić się przed naciskami akademiczek z Gdańska. Druga odsłona to jednak dobra odpowiedź miejscowych, które wyraźnie nacisnęły rywalki, a to zaowocowało w postaci otwierającego trafienia. W 68. minucie na prowadzenie katowicki GKS wyprowadziła Klaudia Maciążka i to miejscowe znalazły się w bardzo korzystnym położeniu. Wydawało się, że gdańszczanki powalczą jeszcze o choćby remis, ale w końcówce spotkania wszelkich złudzeń pozbawiła je Marlena Hajduk, która pewnie egzekwowała „jedenastkę”, pieczętując zwycięstwo swojego zespołu. Komplet punktów powędrował na konto ekipy z Katowic, a piłkarki AP Lotosu Gdańsk wciąż muszą czekać na pierwsze punkty w trwającym sezonie Ekstraligi kobiet.

sportdziennik.com – Woźniak po setce

W niedzielnym klasyku z Zagłębiem Sosnowiec najstarszy zawodnik w kadrze GieKSy zanotował oficjalny występ nr 100 w jej barwach. Uczcił go godnie, a trener Rafał Górak przekonuje, że dałby radę… nawet na bramce.

Coś pięknego, w setnym meczu zdobyć bramkę, wystawić asystę. I to w takim meczu! – emocjonował się Arkadiusz Woźniak przed kamerami Polsatu Sport po niedzielnej wygranej z Zagłębiem Sosnowiec. GieKSa mogłą cieszyć się z pierwszego w sezonie zwycięstwa, a Woźniak był jednym z jego głównych architektów. Faktem tym uczcił osobisty jubileusz, czyli występ nr 100 w barwach katowickiego klubu, z których 96 było ligowych, a 4 – pucharowe.

Choć ma dopiero 31 lat, jest dziś najstarszym zawodnikiem w kadrze GKS-u. Spiął klamrą nieciekawy dla klubu okres. Debiutował 18 sierpnia 2018 roku – dzień po tym, gdy przeniósł się na Bukową z macierzystego Zagłębia Lubin.

[…] Woźniak w setnym meczu dla GieKSy zdobył swoją bramkę nr 23. Ósmą – prawą nogą. Czterokrotnie trafiał lewą, a aż 11-krotnie – głową. To jego wizytówka. Sam mówi, że docelową pozycją jest pole karne. Spoza jego obrębu do siatki rywali rzeczywiście nie trafia. 11 dni temu jego „główka” dała drużynie remis z Podbeskidziem. Wykorzystał wtedy dośrodkowanie Adriana Błąda.

[…] W tych 100 meczach na boisku ujrzał 17 żółtych kartek. Jedna czerwona zdarzyła się… poza placem gry, już po końcowym gwizdku majowego spotkania z Motorem. GKS przegrał wtedy 1:2, skomplikował sobie walkę o awans. 31-latek „zjechał” wtedy sędziego, trener Rafał Górak wysuszył mu głowę, że osłabił zespół w tak newralgicznym momencie sezonu. Mógł wystawić go dopiero na decydujący mecz ze Stalą Rzeszów. Zagrał w ataku, zaliczył pierwszego w barwach GieKSy hat tricka, pieczętując promocję do I ligi.

[…] 100 MECZÓW w barwach GieKSy rozegrał Arkadiusz Woźniak. 4 w Pucharze Polski, 32 w I lidze i 64 w II lidze.

23 GOLE strzelił Woźniak dla katowiczan (19 w II lidze, 4 – w I lidze. 11 głową, 8 prawą nogą, 4 lewą nogą).

31 RAZY „Wąski” meldował się na placu gry z ławki rezerwowych

45 ZWYCIĘSTW odniosła GieKSa w spotkaniach, w których grał Woźniak. 32 kończyło się remisami, a 33 – porażkami

Pierwszy krok w górę

Rozmowa z Filipem Szymczakiem, 19-letnim napastnikiem wypożyczonym z Lecha Poznań do GKS-u Katowice.

[…] Do Katowic został pan wypożyczony z Lecha Poznań, czyli drużyny grającej na pięknym stadionie, z „Kotłem”. Mimo to docenia pan kameralną Bukową.

Filip SZYMCZAK: – Wybierając GKS, kierowałem się wieloma kwestiami. Brałem też pod uwagę to, jak to jest ze wsparciem kibiców. Wiadomo, że w Poznaniu dopinguje większa liczba osób – choć akurat niekoniecznie w tym sezonie, co mam nadzieję niedługo się zmieni (kibice Lecha przed sezonem ogłosili bojkot – dop. red.). Trudno porównywać jeden i drugi klub, ale w obu tych miejscach kibice potrafią zrobić coś niesamowitego, a to potrzebne w piłce. W niedzielę mieliśmy ciężki okres, przegrywaliśmy 0:2. Gdy wychodząc na boisko po przerwie usłyszałem oklaski, to aż ciarki mnie przeszły. Mówię sobie: „Kurde, mamy dwa gole straty, a ludzie biją nam brawo, wierzą w nas. Trzeba im się za to odpłacić!”. Mecze z Zagłębiem to „święta wojna”, słyszałem już wcześniej o rywalizacji między Katowicami a Sosnowcem. To dodatkowy smaczek i tym bardziej ta wygrana lepiej smakuje.

[…] Na razie zdobył pan dla GieKSy dwie bramki. Jest satysfakcja z takiego startu?

Filip SZYMCZAK: – Dwa gole cieszą, ale ambicja nakazuje mi myśleć o większej licznie. Nie skupiam się jednak na tym, by strzelać jak najwięcej. Przede wszystkim chcę dobrze grać, pomagać drużynie, byśmy zdobywali cenne punkty i by ten pierwszy sezon po powrocie GKS-u do pierwszej ligi zakończył się czymś fajnym. A jeśli będę przy tym zdobywać bramki, to zadowolenie będzie tym większe.

Chyba przyjemnie gra się młodemu napastnikowi w drużynie usposobionej tak ofensywnie jak GKS?

Filip SZYMCZAK: – Wiadomo, że mecze są różne. Zdarzają się takie połowy jak pierwsza z Zagłębiem, w której nie oddaliśmy celnego strzału. Jako napastnik jestem uzależniony od podań skrzydłowych czy środkowych pomocników. Nie możesz się frustrować, musisz jako napastnik wykazywać cierpliwość. Wybierając klub na wypożyczenie, miałem z tyłu głowy to, jak grała GieKSa w drugiej lidze. Kojarzyłem ją jako zespół mający pomysł na grę, absolutnie nie było i nie jest to typowe wywalanie piłki, a otwieranie od tyłu, próbowanie kombinacji. Występując w Lechu, byłem do czegoś takiego przyzwyczajony. Wiadomo, że liga nas nieraz weryfikuje, ja sam poznaję dzięki temu coś nowego. Czasami musimy grać w niskiej obronie, a dotąd rzadko to trenowałem, rzadko tak grałem. Są jednak takie momenty w meczach, gdy jest to naszym obowiązkiem. Skoro masz dobry wynik, musisz umieć konsekwentnie się bronić.

Raz, dwa na mecz, zdarzają się panu błyskotliwe zagrania, podnoszące kibicom adrenalinę. Minięcie kogoś balansem ciała, przepuszczenie piłki… Pozostaje czekać, aż padnie z tego jakoś gol!

Filip SZYMCZAK: – W niedzielę z Zagłębiem czy wcześniej z Sandecją akurat przepuściłem sobie piłkę pod „Blaszokiem”. Szukałem dograń, ale nie wyszło. Oczywiście, gdy mam piłkę w polu karnym, to pierwsza myśl jest taka, by oddać strzał. Jeśli zostawi mi się trochę więcej miejsca, staram się to wykorzystywać. Liga jest fizyczna, kontaktowa, sporo jest twardej, ciężkiej pracy, obijania się z obrońcami. Siniaki muszą być. Jestem też takim zawodnikiem, który czeka, stoi, przechadza się. Ale w momencie otrzymania piłki staram się zerwać, na świeżości wyprzedzić obrońców.

Szybkością w GieKSie imponował też Filip Kozłowski, czyli w czasach drugoligowych niekwestionowany napastnik nr 1. W tej rundzie to pan wybiega jednak w podstawowym składzie.

Filip SZYMCZAK: – Muszę podkreślić, że rywalizacja z „Kozim” stoi na naprawdę wysokim poziomie. To bardzo dobry zawodnik. Wiadomo, że stoi za mną teraz przepis młodzieżowca, ale ja nie chcę być traktowany jako młodzieżowiec. Przyszedłem do Katowic konsekwentnie robić swoje, pokazywać jakość, być ważną postacią zespołu. „Kozi” na pewno będzie dostawał swoje szanse. Podejrzewam, że jeśli to on grałby od pierwszej minuty z Zagłębiem, to też zaliczyłby fajny mecz. Jest między nami rywalizacja, ale poza boiskiem mocno szanujemy się. Jestem przekonany, że obaj damy jeszcze w tym sezonie GKS-owi wiele dobrego.

SIATKÓWKA

siatka.org – Remis w sparingu GKS-u z BBTS-em

Wynikiem 2:2 zakończył się sparing pomiędzy GKS-em Katowice a BBTS-em Bielsko-Biała. W tym meczu towarzyskim jedynie pierwszy set nie grany był na przewagi. Pierwsze dwie odsłony padły łupem plusligowca, natomiast w dwóch kolejnych lepsi okazali się siatkarze z I ligi.

W mecz pewniej weszli gospodarze, po podwójnym bloku prowadzili 4:0. Pierwszy punkt dla gości padł dopiero po autowej zagrywce Marcina Kani. W BBTS-ie liderem w ataku był Paweł Gryc, bielszczanie szybko złapali kontakt punktowy (9:8). Z czasem to pierwszoligowiec zaczął przejmować inicjatywę, piłki często szły na prawe skrzydło. W kolejnych akcjach wynik oscylował wokół remisu, przewaga przechodziła z rąk do rąk. Nie brakowało przedłużonych wymian. Po mocnym ataku Jakuba Jarosza katowiczanie prowadzili 18:17. W kolejnych akcjach to GKS skuteczniej punktował, ręki w polu zagrywki nie wstrzymywał katowicki atakujący (22:18). Serię rywali zagraniem z szóstej strefy skończył Sergiej Kapelus (22:19). Autowa zagrywka Gryca dała gospodarzom serię piłek setowych (24:21) a pojedynczy blok Marcina Kani na Bartłomieju Oniszku zamknął seta.

W drugiej odsłonie trener Brokking znacznie przemeblował skład. W pierwszych akcjach tego seta GKS poszedł za ciosem (3:1). BBTS szybko jednak odrobił straty, as Bartosza Cedzyńskiego sprawił, że na tablicy wyników pojawił się remis (8:8). Obie drużyny mocno atakowały, jednak żadna z nich nie była w stanie zbudować wyraźnego prowadzenia. Katowiczanie starali się budować przewagi, ale BBTS szybko je niwelował (17:17). Skutecznie na siatce punktował Tomasz Piotrowski, po drugiej stronie siatki na środku celnie atakował Piotr Hain. Ze zmiennym szczęściem akcje kończył Damian Kogut (20:20). Chociaż po zagraniu Cedzyńskiego BBTS miał dwie piłki setowe, nie wykorzystał ich. Partię na korzyść GKS-u rozstrzygnął katowicki blok na Grycu.

Otwarcie trzeciego seta przypominało inauguracyjną odsłonę (4:1). Dopiero po nieudanym przyjęciu zagrywki Adriana Hunka BBTS złapał kontakt punktowy z rywalami (5:4). Bielszczanie tym razem nie zdołali kontynuować skutecznej gry. Kontrataki wykorzystywał Patryk Szymański, a po zagraniu Damiana Domagały było już 11:5. GKS grał znacznie pewniej, popełniał mniej błędów (15:11). Katowiczanie skutecznie bronili kolejne ataki przeciwników (17:13). Pierwszoligowiec nie miał zamiaru odpuszczać, uaktywnił się blok BBTS-u. Gdy kontratak wykorzystał Bartosz Pietruczuk, goście złapali kontakt punktowy (17:16). Serię przy zagrywkach Gryca przerwało dopiero nieporozumienie po bielskiej stronie (18:16). Kolejne akcje toczyły się po myśli siatkarzy z Katowic, wymiany były przedłużone (23:19). W końcówce na lewym skrzydle skutecznie atakował Pietruczuk, a gdy zablokowany został Domagałam na tablicy wyników pojawił się remis (23:23). Nieudana zagrywka Piotrowskiego dała piłkę setową GKS-owi, jednak również siatkarz z Katowic posłał piłkę w aut po zagrywce (24:24). Blok na Szymańskim i kontratak Piotrowskiego dały ostatnie punkty BBTS-owi.

Z wysokiego c w czwartą partię weszli goście, po nieudanym ataku Domagały o czas poprosił trener GKS-u (2:7). Katowiczanie mieli problem z przebiciem się przez blok przyjezdnych (6:10). W kolejnych akcjach bielszczanie kontynuowali skuteczną grę. Chociaż gospodarze nie wstrzymywali ręki w ataku, rywale dobrze bronili i wyprowadzali kontrataki (9:16). Dopiero w drugiej części seta bielszczanie zaczęli się mylić a swoje akcje kończyli Domagała i Kogut (15:17). Im bliżej końca seta, tym przewaga BBTS-u była coraz mniej widoczna. Katowiczanie poprawili grę w obronie, a mocny atak po skosie Damiana Koguta doprowadził do wyrównania (19:19). Chociaż w końcówce BBTS ponownie miał dwa punkty przewagi, w decydującym momencie to GKS zaliczył serię udanych akcji (19:21, 24:22). Goście po asie Wojciecha Sieka doprowadzili do gry na przewagi (24:24). Decydującą akcję w tym secie na korzyść swojej drużyny rozstrzygnął Gryc.

GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 2:2 (25:21, 26:24, 25:27, 26:28)

Skład GKS-u: Jarosz, Nowosielski, Kogut, Szymański, Kania, Hain, Mariański (libero) oraz Domagała, Ogórek (libero), Lewandowski i Drzazga

HOKEJ

hokej.net – Druga tercja zdecydowała. Zagłębie ogrywa GieKSę

Hokeiści Zagłębia Sosnowiec po raz drugi pokonali w meczu towarzyskim GKS Katowice przez zbliżającym się sezonem PHL. We wtorkowe popołudnie sosnowiczanie zwyciężyli 4:1 a decydująca była druga tercja wygrana przez gospodarzy 3:1.

Był to ostatni sparing na „Stadionie Zimowym” bowiem dwa ostatnie podopieczni Grzegorza Klicha rozegrają w Oświęcimiu i Nowym Targu.

Pierwsza tercja wtorkowego sprawdzianu zakończyła się bezbramkowym remisem. Wynik w 12 minucie meczu mógł otworzyć Matias Lehtonen, lecz krążek po jego uderzeniu odbił się od słupka. Napastnik katowiczan dwie minuty później znalazł się sam na sam z Mikołajem Szczepkowskim, który odbił krążek strzelony przez fińskiego napastnika.

Pierwsza bramka wtorkowego sparingu padła w 34 minucie meczu, a nagranie zza bramki Andreja Dubinina na gola zamienił Jarosław Rzeszutko, który musnął krążek, a ten prześlizgnął się obok Macieja Miarki. Trzy minuty później Zagłębie Sosnowiec prowadziło już dwoma bramkami, gdy precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Jewgenij Nikiforow.

Kontakt do rywala pod koniec drugiej tercji zmniejszył Patryk Krężołek pokonując Szczepkowskiego strzałem z backhandu. Odpowiedź miejscowych była niemal natychmiastowa, gdyż tuż po wznowieniu trójkową akcję sosnowiczan wykończył Michał Bernacki. Prowadzenie Zagłębie w trakcie drugiej tercji mógł jeszcze podwyższyć Michaił Syrojeżkin jednak uderzył w słupek.

Krążek ponownie odbił się od stelażu bramki GKS-u w trzeciej tercji po uderzeniu Jarosława Rzeszutko. Wynik meczu ustalił na dwie minuty przed końcem meczu ponownie Nikiforow, który wykorzystał grę w liczebnej przewadze swojej drużyny.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga