Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: Woźniak po setce
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W trzeciej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GieKSy wygrały w domowym meczu z AP Lotos Gdańsk 2:0 (0:0) i zajmują szóstą pozycję w tabeli. Piłkarze rozegrali jedno spotkanie, przegrane na wyjeździe z Chrobrym 0:4 (0:2). Siatkarze w ramach przygotowań do startu PlusLigi rozegrali sparing z BBTS-em Bielsko – Biała w którym padł… remis 2:2. W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali drugi sparing z drużyną Zagłębia Sosnowiec, w którym przegrali 1:4.
PIŁKA NOŻNA
sport.poinformowani.pl – Piłka nożna kobiet: niespodzianka w Łęcznej, Gawrońska show w Koninie
[…] GKS Katowice – AP Lotos Gdańsk
Trzecia kolejka nowego sezonu Ekstraligi kobiet rozpoczęła się od spotkania w Katowicach, gdzie miejscowa GieKSA podjęła AP Lotos Gdańsk. Gdańszczanki początku kampanii nie mogą zaliczyć do udanych, dwie wysokie porażki i ostatnie miejsce w ligowej tabeli – tak po dwóch kolejkach prezentuje się sytuacja ekipy z Trójmiasta. Natomiast piłkarki z Katowic jak dotychczas raz schodziły z boiska z tarczą, raz na tarczy. Faworytkami sobotniego starcia były miejscowe, choć w pierwszej połowie inicjatywę miały przyjezdne. Gdańszczanki zdołały dwukrotnie trafić do siatki GieKSy, ale arbiter główna spotkania uznała, iż w obu przypadkach bramki zostały zdobyte w nieprawidłowy sposób. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się bezbramkowym remisem, a z takiego rezultatu bardziej zadowolone mogły być gospodynie, które dość niespodziewanie musiały bronić się przed naciskami akademiczek z Gdańska. Druga odsłona to jednak dobra odpowiedź miejscowych, które wyraźnie nacisnęły rywalki, a to zaowocowało w postaci otwierającego trafienia. W 68. minucie na prowadzenie katowicki GKS wyprowadziła Klaudia Maciążka i to miejscowe znalazły się w bardzo korzystnym położeniu. Wydawało się, że gdańszczanki powalczą jeszcze o choćby remis, ale w końcówce spotkania wszelkich złudzeń pozbawiła je Marlena Hajduk, która pewnie egzekwowała „jedenastkę”, pieczętując zwycięstwo swojego zespołu. Komplet punktów powędrował na konto ekipy z Katowic, a piłkarki AP Lotosu Gdańsk wciąż muszą czekać na pierwsze punkty w trwającym sezonie Ekstraligi kobiet.
sportdziennik.com – Woźniak po setce
W niedzielnym klasyku z Zagłębiem Sosnowiec najstarszy zawodnik w kadrze GieKSy zanotował oficjalny występ nr 100 w jej barwach. Uczcił go godnie, a trener Rafał Górak przekonuje, że dałby radę… nawet na bramce.
Coś pięknego, w setnym meczu zdobyć bramkę, wystawić asystę. I to w takim meczu! – emocjonował się Arkadiusz Woźniak przed kamerami Polsatu Sport po niedzielnej wygranej z Zagłębiem Sosnowiec. GieKSa mogłą cieszyć się z pierwszego w sezonie zwycięstwa, a Woźniak był jednym z jego głównych architektów. Faktem tym uczcił osobisty jubileusz, czyli występ nr 100 w barwach katowickiego klubu, z których 96 było ligowych, a 4 – pucharowe.
Choć ma dopiero 31 lat, jest dziś najstarszym zawodnikiem w kadrze GKS-u. Spiął klamrą nieciekawy dla klubu okres. Debiutował 18 sierpnia 2018 roku – dzień po tym, gdy przeniósł się na Bukową z macierzystego Zagłębia Lubin.
[…] Woźniak w setnym meczu dla GieKSy zdobył swoją bramkę nr 23. Ósmą – prawą nogą. Czterokrotnie trafiał lewą, a aż 11-krotnie – głową. To jego wizytówka. Sam mówi, że docelową pozycją jest pole karne. Spoza jego obrębu do siatki rywali rzeczywiście nie trafia. 11 dni temu jego „główka” dała drużynie remis z Podbeskidziem. Wykorzystał wtedy dośrodkowanie Adriana Błąda.
[…] W tych 100 meczach na boisku ujrzał 17 żółtych kartek. Jedna czerwona zdarzyła się… poza placem gry, już po końcowym gwizdku majowego spotkania z Motorem. GKS przegrał wtedy 1:2, skomplikował sobie walkę o awans. 31-latek „zjechał” wtedy sędziego, trener Rafał Górak wysuszył mu głowę, że osłabił zespół w tak newralgicznym momencie sezonu. Mógł wystawić go dopiero na decydujący mecz ze Stalą Rzeszów. Zagrał w ataku, zaliczył pierwszego w barwach GieKSy hat tricka, pieczętując promocję do I ligi.
[…] 100 MECZÓW w barwach GieKSy rozegrał Arkadiusz Woźniak. 4 w Pucharze Polski, 32 w I lidze i 64 w II lidze.
23 GOLE strzelił Woźniak dla katowiczan (19 w II lidze, 4 – w I lidze. 11 głową, 8 prawą nogą, 4 lewą nogą).
31 RAZY „Wąski” meldował się na placu gry z ławki rezerwowych
45 ZWYCIĘSTW odniosła GieKSa w spotkaniach, w których grał Woźniak. 32 kończyło się remisami, a 33 – porażkami
Pierwszy krok w górę
Rozmowa z Filipem Szymczakiem, 19-letnim napastnikiem wypożyczonym z Lecha Poznań do GKS-u Katowice.
[…] Do Katowic został pan wypożyczony z Lecha Poznań, czyli drużyny grającej na pięknym stadionie, z „Kotłem”. Mimo to docenia pan kameralną Bukową.
Filip SZYMCZAK: – Wybierając GKS, kierowałem się wieloma kwestiami. Brałem też pod uwagę to, jak to jest ze wsparciem kibiców. Wiadomo, że w Poznaniu dopinguje większa liczba osób – choć akurat niekoniecznie w tym sezonie, co mam nadzieję niedługo się zmieni (kibice Lecha przed sezonem ogłosili bojkot – dop. red.). Trudno porównywać jeden i drugi klub, ale w obu tych miejscach kibice potrafią zrobić coś niesamowitego, a to potrzebne w piłce. W niedzielę mieliśmy ciężki okres, przegrywaliśmy 0:2. Gdy wychodząc na boisko po przerwie usłyszałem oklaski, to aż ciarki mnie przeszły. Mówię sobie: „Kurde, mamy dwa gole straty, a ludzie biją nam brawo, wierzą w nas. Trzeba im się za to odpłacić!”. Mecze z Zagłębiem to „święta wojna”, słyszałem już wcześniej o rywalizacji między Katowicami a Sosnowcem. To dodatkowy smaczek i tym bardziej ta wygrana lepiej smakuje.
[…] Na razie zdobył pan dla GieKSy dwie bramki. Jest satysfakcja z takiego startu?
Filip SZYMCZAK: – Dwa gole cieszą, ale ambicja nakazuje mi myśleć o większej licznie. Nie skupiam się jednak na tym, by strzelać jak najwięcej. Przede wszystkim chcę dobrze grać, pomagać drużynie, byśmy zdobywali cenne punkty i by ten pierwszy sezon po powrocie GKS-u do pierwszej ligi zakończył się czymś fajnym. A jeśli będę przy tym zdobywać bramki, to zadowolenie będzie tym większe.
Chyba przyjemnie gra się młodemu napastnikowi w drużynie usposobionej tak ofensywnie jak GKS?
Filip SZYMCZAK: – Wiadomo, że mecze są różne. Zdarzają się takie połowy jak pierwsza z Zagłębiem, w której nie oddaliśmy celnego strzału. Jako napastnik jestem uzależniony od podań skrzydłowych czy środkowych pomocników. Nie możesz się frustrować, musisz jako napastnik wykazywać cierpliwość. Wybierając klub na wypożyczenie, miałem z tyłu głowy to, jak grała GieKSa w drugiej lidze. Kojarzyłem ją jako zespół mający pomysł na grę, absolutnie nie było i nie jest to typowe wywalanie piłki, a otwieranie od tyłu, próbowanie kombinacji. Występując w Lechu, byłem do czegoś takiego przyzwyczajony. Wiadomo, że liga nas nieraz weryfikuje, ja sam poznaję dzięki temu coś nowego. Czasami musimy grać w niskiej obronie, a dotąd rzadko to trenowałem, rzadko tak grałem. Są jednak takie momenty w meczach, gdy jest to naszym obowiązkiem. Skoro masz dobry wynik, musisz umieć konsekwentnie się bronić.
Raz, dwa na mecz, zdarzają się panu błyskotliwe zagrania, podnoszące kibicom adrenalinę. Minięcie kogoś balansem ciała, przepuszczenie piłki… Pozostaje czekać, aż padnie z tego jakoś gol!
Filip SZYMCZAK: – W niedzielę z Zagłębiem czy wcześniej z Sandecją akurat przepuściłem sobie piłkę pod „Blaszokiem”. Szukałem dograń, ale nie wyszło. Oczywiście, gdy mam piłkę w polu karnym, to pierwsza myśl jest taka, by oddać strzał. Jeśli zostawi mi się trochę więcej miejsca, staram się to wykorzystywać. Liga jest fizyczna, kontaktowa, sporo jest twardej, ciężkiej pracy, obijania się z obrońcami. Siniaki muszą być. Jestem też takim zawodnikiem, który czeka, stoi, przechadza się. Ale w momencie otrzymania piłki staram się zerwać, na świeżości wyprzedzić obrońców.
Szybkością w GieKSie imponował też Filip Kozłowski, czyli w czasach drugoligowych niekwestionowany napastnik nr 1. W tej rundzie to pan wybiega jednak w podstawowym składzie.
Filip SZYMCZAK: – Muszę podkreślić, że rywalizacja z „Kozim” stoi na naprawdę wysokim poziomie. To bardzo dobry zawodnik. Wiadomo, że stoi za mną teraz przepis młodzieżowca, ale ja nie chcę być traktowany jako młodzieżowiec. Przyszedłem do Katowic konsekwentnie robić swoje, pokazywać jakość, być ważną postacią zespołu. „Kozi” na pewno będzie dostawał swoje szanse. Podejrzewam, że jeśli to on grałby od pierwszej minuty z Zagłębiem, to też zaliczyłby fajny mecz. Jest między nami rywalizacja, ale poza boiskiem mocno szanujemy się. Jestem przekonany, że obaj damy jeszcze w tym sezonie GKS-owi wiele dobrego.
SIATKÓWKA
siatka.org – Remis w sparingu GKS-u z BBTS-em
Wynikiem 2:2 zakończył się sparing pomiędzy GKS-em Katowice a BBTS-em Bielsko-Biała. W tym meczu towarzyskim jedynie pierwszy set nie grany był na przewagi. Pierwsze dwie odsłony padły łupem plusligowca, natomiast w dwóch kolejnych lepsi okazali się siatkarze z I ligi.
W mecz pewniej weszli gospodarze, po podwójnym bloku prowadzili 4:0. Pierwszy punkt dla gości padł dopiero po autowej zagrywce Marcina Kani. W BBTS-ie liderem w ataku był Paweł Gryc, bielszczanie szybko złapali kontakt punktowy (9:8). Z czasem to pierwszoligowiec zaczął przejmować inicjatywę, piłki często szły na prawe skrzydło. W kolejnych akcjach wynik oscylował wokół remisu, przewaga przechodziła z rąk do rąk. Nie brakowało przedłużonych wymian. Po mocnym ataku Jakuba Jarosza katowiczanie prowadzili 18:17. W kolejnych akcjach to GKS skuteczniej punktował, ręki w polu zagrywki nie wstrzymywał katowicki atakujący (22:18). Serię rywali zagraniem z szóstej strefy skończył Sergiej Kapelus (22:19). Autowa zagrywka Gryca dała gospodarzom serię piłek setowych (24:21) a pojedynczy blok Marcina Kani na Bartłomieju Oniszku zamknął seta.
W drugiej odsłonie trener Brokking znacznie przemeblował skład. W pierwszych akcjach tego seta GKS poszedł za ciosem (3:1). BBTS szybko jednak odrobił straty, as Bartosza Cedzyńskiego sprawił, że na tablicy wyników pojawił się remis (8:8). Obie drużyny mocno atakowały, jednak żadna z nich nie była w stanie zbudować wyraźnego prowadzenia. Katowiczanie starali się budować przewagi, ale BBTS szybko je niwelował (17:17). Skutecznie na siatce punktował Tomasz Piotrowski, po drugiej stronie siatki na środku celnie atakował Piotr Hain. Ze zmiennym szczęściem akcje kończył Damian Kogut (20:20). Chociaż po zagraniu Cedzyńskiego BBTS miał dwie piłki setowe, nie wykorzystał ich. Partię na korzyść GKS-u rozstrzygnął katowicki blok na Grycu.
Otwarcie trzeciego seta przypominało inauguracyjną odsłonę (4:1). Dopiero po nieudanym przyjęciu zagrywki Adriana Hunka BBTS złapał kontakt punktowy z rywalami (5:4). Bielszczanie tym razem nie zdołali kontynuować skutecznej gry. Kontrataki wykorzystywał Patryk Szymański, a po zagraniu Damiana Domagały było już 11:5. GKS grał znacznie pewniej, popełniał mniej błędów (15:11). Katowiczanie skutecznie bronili kolejne ataki przeciwników (17:13). Pierwszoligowiec nie miał zamiaru odpuszczać, uaktywnił się blok BBTS-u. Gdy kontratak wykorzystał Bartosz Pietruczuk, goście złapali kontakt punktowy (17:16). Serię przy zagrywkach Gryca przerwało dopiero nieporozumienie po bielskiej stronie (18:16). Kolejne akcje toczyły się po myśli siatkarzy z Katowic, wymiany były przedłużone (23:19). W końcówce na lewym skrzydle skutecznie atakował Pietruczuk, a gdy zablokowany został Domagałam na tablicy wyników pojawił się remis (23:23). Nieudana zagrywka Piotrowskiego dała piłkę setową GKS-owi, jednak również siatkarz z Katowic posłał piłkę w aut po zagrywce (24:24). Blok na Szymańskim i kontratak Piotrowskiego dały ostatnie punkty BBTS-owi.
Z wysokiego c w czwartą partię weszli goście, po nieudanym ataku Domagały o czas poprosił trener GKS-u (2:7). Katowiczanie mieli problem z przebiciem się przez blok przyjezdnych (6:10). W kolejnych akcjach bielszczanie kontynuowali skuteczną grę. Chociaż gospodarze nie wstrzymywali ręki w ataku, rywale dobrze bronili i wyprowadzali kontrataki (9:16). Dopiero w drugiej części seta bielszczanie zaczęli się mylić a swoje akcje kończyli Domagała i Kogut (15:17). Im bliżej końca seta, tym przewaga BBTS-u była coraz mniej widoczna. Katowiczanie poprawili grę w obronie, a mocny atak po skosie Damiana Koguta doprowadził do wyrównania (19:19). Chociaż w końcówce BBTS ponownie miał dwa punkty przewagi, w decydującym momencie to GKS zaliczył serię udanych akcji (19:21, 24:22). Goście po asie Wojciecha Sieka doprowadzili do gry na przewagi (24:24). Decydującą akcję w tym secie na korzyść swojej drużyny rozstrzygnął Gryc.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 2:2 (25:21, 26:24, 25:27, 26:28)
Skład GKS-u: Jarosz, Nowosielski, Kogut, Szymański, Kania, Hain, Mariański (libero) oraz Domagała, Ogórek (libero), Lewandowski i Drzazga
HOKEJ
hokej.net – Druga tercja zdecydowała. Zagłębie ogrywa GieKSę
Hokeiści Zagłębia Sosnowiec po raz drugi pokonali w meczu towarzyskim GKS Katowice przez zbliżającym się sezonem PHL. We wtorkowe popołudnie sosnowiczanie zwyciężyli 4:1 a decydująca była druga tercja wygrana przez gospodarzy 3:1.
Był to ostatni sparing na „Stadionie Zimowym” bowiem dwa ostatnie podopieczni Grzegorza Klicha rozegrają w Oświęcimiu i Nowym Targu.
Pierwsza tercja wtorkowego sprawdzianu zakończyła się bezbramkowym remisem. Wynik w 12 minucie meczu mógł otworzyć Matias Lehtonen, lecz krążek po jego uderzeniu odbił się od słupka. Napastnik katowiczan dwie minuty później znalazł się sam na sam z Mikołajem Szczepkowskim, który odbił krążek strzelony przez fińskiego napastnika.
Pierwsza bramka wtorkowego sparingu padła w 34 minucie meczu, a nagranie zza bramki Andreja Dubinina na gola zamienił Jarosław Rzeszutko, który musnął krążek, a ten prześlizgnął się obok Macieja Miarki. Trzy minuty później Zagłębie Sosnowiec prowadziło już dwoma bramkami, gdy precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Jewgenij Nikiforow.
Kontakt do rywala pod koniec drugiej tercji zmniejszył Patryk Krężołek pokonując Szczepkowskiego strzałem z backhandu. Odpowiedź miejscowych była niemal natychmiastowa, gdyż tuż po wznowieniu trójkową akcję sosnowiczan wykończył Michał Bernacki. Prowadzenie Zagłębie w trakcie drugiej tercji mógł jeszcze podwyższyć Michaił Syrojeżkin jednak uderzył w słupek.
Krążek ponownie odbił się od stelażu bramki GKS-u w trzeciej tercji po uderzeniu Jarosława Rzeszutko. Wynik meczu ustalił na dwie minuty przed końcem meczu ponownie Nikiforow, który wykorzystał grę w liczebnej przewadze swojej drużyny.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Najnowsze komentarze