Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Minęło 777 dni. Autorski pomysł przyniósł efekty

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W trakcie przygotowań do startu sezonu piłkarskiego drużyna żeńska rozegrała sparing z rywalkami z ekstraligi Śląskiem Wrocław 2:1 (2:0). W sobotę drużyna męska rozpoczęła zmagania ligowe od remisu z Resovią Rzeszów 2:2 (1:0). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W czwartek oficjalnie odsłonięto mural Jana Furtoka.

Do kadry drużyny siatkarzy dołączyli Bartosz Mariański oraz Damian Domagała.

W okresie przygotowawczym do rozgrywek ligowych hokeiści rozegrają dziewięć spotkań kontrolnych, do drużyny dołączył Igor Smal.

 

PIŁKA NOŻNA

twitter.com – WKS Śląsk Wrocław Piłka Nożna Kobiet@wkspilkakobiet

Trudna sparingowa przeprawa – przegrywamy 1:2 z @_GKSKatowice_

Wyciągamy wnioski, analizujemy i trenujemy dalej i przygotowujemy się do kolejnych spotkań ????

A dodajmy, że bramkę dla WKS-u zdobyła @KarolinaIwasko

 

dziennikzachodni.pl – Mural Jana Furtoka oficjalnie odsłonięty. Uroczystość z udziałem legendy katowickiej GieKSy

W czwartek 29.07.2021 odbyło się uroczyste odsłonięcie muralu Jana Furtoka, legendy GKS-u Katowice i byłego reprezentanta Polski. Na uroczystości pojawił się bohater dzieła przy ulicy Granicznej wraz z rodziną. Był też trener Górnika Zabrze Jan Urban.

Urodzony 9 marca 1962 roku Jan Furtok jest najbardziej znanym piłkarzem w historii GKS-u Katowice. Reprezentował barwy GieKSy w latach 1979-1988 oraz 1996-1997. W 209 spotkaniach ligowych zdobył 85 goli i jest najlepszym strzelcem w dziejach GKS-u w Ekstraklasie. W 1986 roku zdobył z GieKSą Puchar Polski. Numer 9, z którym grał, jest zastrzeżony w klubie z Bukowej.

Furtok wystąpił w 36 meczach reprezentacji Polski (lata 1984-1993) i strzelił 10 bramek. Z San Marino w 1993 roku zdobył gola ręką, ale został uznany. W niemieckiej Bundeslidze grał w Hamburgerze SV (był wicekrólem strzelców) i Eintrachcie Frankfurt.

Pomysłodawcą muralu przy na ścianie kamienicy przy ulicy Granicznej 13 było Stowarzyszenie Kibiców GieKSy „SK 1964”, które wsparł radny Krzysztof Pieczyński. Miasto pokryło koszt materiałów, a kibice namalowali go w czynie społecznym.

– Mural jest widoczny już z pociągów wjeżdżających do Katowic. W końcu Jan Furtok to jeden z symboli tego miasta – podkreśla Pieczyński.

– W imieniu całej mojej rodziny jestem wdzięczny za ten piękny gest. Bardzo dziękuję kibicom, którzy zawsze mnie wspierali, pomagając osiągać najwyższe cele w mojej karierze zawodniczej. Osobne słowa kieruję do pana prezydenta Marcina Krupy za udostępnienie tak zacnego miejsca i za zgodę na stworzenie jakże wspaniałego muralu. Muszę też podziękować Krzysiowi Pieczyńskiemu, czyli mojemu przyjacielowi „Andrutowi”, który projekt pilotował i pilnował, aby udało się go w pełni zrealizować – wyznał Jan Furtok.

Na muralu, oprócz sylwetki piłkarza z czasów jego gry w GKS Katowice, jest też autograf legendy GieKSy.

 

sport.interia.pl – Minęło 777 dni. Autorski pomysł przyniósł efekty

Paweł Czado: Pierwsza liga będzie zupełnie inna niż druga, decyduje się pan dać szansę właściwie temu samemu zespołowi, który wywalczył awans. Na pewno jednak czegoś oczekuje pan od drużyny, która będzie musiała sobie radzić z zupełnie innymi rywalami.

Rafał Górak: – Sądzę, że drużyna powinna się cały czas rozwijać. My możemy się teraz rozwijać dzięki temu, że poprzeczkę będziemy mieli teraz wyżej zawieszoną, trzeba będzie skakać przez wyższe przeszkody. Zobaczymy jak ta drużyna sobie poradzi, musimy być gotowi. Mam nadzieję, że postawiliśmy na dobrych ludzi dając im szansę w rozgrywkach drugoligowych a teraz będziemy kontynuować to pierwszej lidze. Nowe rozgrywki, nowa liga a my musimy sobie w nich dać radę.

Wspomniał pan, że powrót do I ligi to dla pana ważne osobiste doświadczenie. Dlaczego?

– Dlatego, że w 2013 roku po pracy w GKS-ie w I lidze, przez dłuższy okres mnie na pierwszoligowych boiskach nie było. Dziś wracam do tej klasy rozgrywkowej. To dla mnie sentymentalna pętla czasu.

Udało się wam na każdą pozycję dwóch równorzędnych zawodników.

– Jesteśmy tu z dyrektorem Robertem Góralczykiem od 777 dni i dopracowaliśmy się własnego pomysłu na budowę tej drużyny, nie oglądaliśmy się na innych. To nasz autorski pomysł. Dwa lata temu postanowiliśmy być z GKS-em w I lidze i teraz w niej jesteśmy. Wprowadzamy własne pomysły, mocno z dyrektorem zdefiniowane, wymyślane latami, znamy się jak łyse konie. Łatwo nam się rozmawia, łatwo nam się kłóci, łatwo nam się godzi, łatwo nam się pracuje. Uważam, że to bardzo owocna i cenna współpraca.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Powrót libero do GKS-u

Doszło do kolejnego powrotu do siatkarskiego GKS-u Katowice. Umowę z górnośląskim klubem podpisał libero Bartosz Mariański, który po dwóch sezonach spędzonych w Rzeszowie zdecydował się na powrót do Katowic.

Popularny wśród kibiców GieKSy „Marian” wraca do katowickiego Klubu po dwóch sezonach spędzonych w Asseco Resovii Rzeszów, w której barwach rozegrał 36 ligowych spotkań. – Decyzja o powrocie tutaj była łatwa, nie było żadnych wątpliwości. Kiedy przyjechałem tutaj, uśmiech sam pojawił się na twarzy. Nie powinniśmy się przejmować tym, kto będzie mocniejszy lub słabszy w lidze, bo mamy naprawdę ciekawy zespół, którego dużym atutem będzie atmosfera. Zamierzamy dać dużo radości naszym kibicom – mówił Bartosz Mariański w pierwszej rozmowie po powrocie do Katowic.

Ulubieniec kibiców siatkarskiej GieKSy, dobry duch zespołu, zawsze uśmiechnięty, nastawiony na rywalizację i ciężką pracę. Tak można krótko opisać zawodnika, który spędził cztery lata w GKS-ie Katowice (2015-2019), był jednym ze współautorów historycznego awansu klubu do prestiżowej PlusLigi i rozegrał w niej dla górnośląskiego klubu 81 spotkań, zdobywając 2 nagrody MVP. Zanim Bartosz Mariański trafił do Katowic, reprezentował barwy UMKS-u Kęczanina Kęty, natomiast wcześniej występował w rodzinnym Olsztynie zarówno w seniorskiej ekipie Indykpolu AZS, jak i zespole akademików występującym w Młodej Lidze.

– Bartek z GKS-em wygrał rozgrywki I ligi, a następnie przez trzy sezony występował w PlusLidze. W tym czasie stał się prawdziwym GieKSiarzem, bo oprócz godnego reprezentowania naszych barw często można było go spotkać na meczu przy Bukowej czy w „Satelicie”, gdzie dopingował pozostałe sekcje klubu. Nawet gdy odszedł do Rzeszowa, to śledził wyniki i zawsze interesował się tym, co dzieje się wokół GKS-u. Gdy tylko okazało się, że musimy szukać nowego zawodnika na pozycji libero, pierwszy telefon wykonaliśmy do Bartka. Negocjacje nie trwały zbyt długo, a on sam bardzo cieszy się, że wraca do Katowic, swojego drugiego domu. My również, bo po pierwsze pozwoli to utrzymać wysoki poziom na tej pozycji, a po drugie wraca zawodnik, który jest dla nas bardzo ważny – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.

 

Nowy atakujący w GKS-ie Katowice

Do kadry GKS-u Katowice na sezon 2021/22 dołączył atakujący Damian Domagała, który ostatnio reprezentował Asseco Resovię Rzeszów. O miejsce w podstawowym składzie rywalizował będzie z o wiele bardziej doświadczonym Jakubem Jaroszem.

Nowy zawodnik siatkarskiej GieKSy spędził ostatni sezon w barwach Asseco Resovii Rzeszów, w barwach której rozegrał 21 meczów i zdobył 40 punktów. Rok wcześniej Damian Domagała zadebiutował na poziomie PlusLigi jako siatkarz Cuprum Lubin, zaś jego pierwszym klubem po zakończeniu gry i nauki w SMS-ie PZPS Spała było włoskie Tonno Callipo Vibo Valentia, w którym występował w latach 2017-2019 i rozegrał 52 spotkania na poziomie Serie A1.

Mierzący 200 cm wzrostu atakujący z Łodzi to jeden z przedstawicieli słynnego, złotego pokolenia polskich siatkarzy z roczników 1997/1998. Domagała do swojego siatkarskiego CV dopisał mistrzostwa Europy i świata kategorii kadetów oraz juniorów, a także triumf w Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy 2015 i srebrny medal na rozgrywanej w 2019 roku Uniwersjadzie. Był on wraz z Jakubem Szymańskim członkiem drużyny SMS-u PZPS Spała, która w 2016 roku rywalizowała z GKS-em Katowice o mistrzostwo I ligi siatkarzy.

[…] O miejsce w podstawowym składzie będzie on rywalizował z Jakubem Jaroszem, więc nie będzie mu łatwo przebić się do szóstki.

 

HOKEJ

hokej.net – Trzech zawodników na testach

GKS Katowice zaprezentował harmonogram meczów sparingowych i przedstawił trzech zawodników, którzy będą walczyli o miejsce w zespole. Jeden z nich jest dobrze znany polskim kibicom.

Jak informowaliśmy jakiś czas temu, szefostwo GieKSy sprawdzi przydatność do zespołu trzech graczy. Pierwszym z nich z nich jest Siemion Garszyn, który w sezonie 2018/19 ex aequo z Andrejem Themárem był królem strzelców sezonu zasadniczego (26 goli).

Dynamiczny skrzydłowy przez ostatnie półtora sezonu bronił barw Re-Plast Unii Oświęcim. W jej barwach rozegrał w 50 meczów, w których zdobył 22 punkty za 9 bramek i 13 asyst. Wyróżniał się walecznością i szybkością.

Drugim z nich jest napastnik Karol Sterbenz. Ma on 18 lat i jest wychowankiem Naprzodu Janów. W poprzednim sezonie rozegrał 4 spotkania w MHL i zanotował w nich 1 asystę.

Grono testowanych zamyka David Lebek. 18-letni Niemiec urodził się w Krefeld i występował dotąd w drużynach młodzieżowych Krefelder EV 1981. Jego mocną stroną są warunki fizyczne, bowiem mierzy 193 centymetry.

Hokeiści GieKSy już jutro (w środę 28 lipca – red.) przejdą badania wydolnościowe w Akademii Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach. Z kolei pierwszy raz na lodzie zespół w komplecie spotka się 2 sierpnia na lodowisku „Jantor”.

Podopieczni Jacka Płachty rozegrają też osiem meczów sparingowych. Pierwsze spotkanie odbędzie się 10 sierpnia, a rywalem katowiczan będzie Tauron Podhale Nowy Targ.

 

Oficjalnie. Smal zawodnikiem GieKSy

Igor Smal, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, dołączył do GKS-u Katowic. Niespełna 21-letni napastnik podpisał roczny kontrakt.

Smal w poprzednim sezonie występował w Zagłębiu Sosnowiec. W jego barwach rozegrał 36 meczów, w których zdobył 10 punktów za 4 bramki i 6 asyst. Na ławce kar spędził 36 minut.

Już na początku czerwca podjął decyzję, że w przyszłym sezonie chciałby występować w drużynie GieKSy. Obie drużyny musiały dogadać się co do odstępnego, bo kartę zawodnika posiadało Zagłębie.

– Chciałem zrobić krok w przód i nadal się rozwijać. Uznałem, że GKS Katowice jest dla mnie odpowiednim miejscem. W zespole jest bardzo dużo hokeistów, od których mogę się wiele nauczyć i dzięki którym mogę podnieść swoje umiejętności. Skupiam się na tym, by pokazać się drużynie z jak najlepszej strony i w ten sposób notować regularne występy. Nie ukrywam, że moim celem jest gra w pierwszej piątce – zaznaczył Igor Smal.

[…] Warto dodać, że to ósmy transfer GieKSy przed rozpoczęciem sezonu 2021/2022.  Szefostwo katowickiego klubu pozyskało do tej pory bramkarza: Johna Murraya, obrońców: Carla Hudsona, Mateusza Rompkowskiego, Jakuba Wanackiego, Dawida Musioła oraz występujących w ataku Mateusza Bepierszcza i Patryka Wronkę.

Aktualna kadra GKS-u Katowice:

Bramkarze: John Murray, Maciej Miarka.

Obrońcy: Carl Hudson, Mateusz Rompkowski, Maciej Kruczek, Patryk Wajda, Jakub Wanacki, Dawid Musioł, Oskar Krawczyk.

Napastnicy: Mateusz Bepierszcz, Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Mateusz Michalski, Szymon Mularczyk, Igor Smal.

 

Dodatkowy sparing

Nie osiem, a dziewięć meczów kontrolnych rozegrają przed startem sezonu hokeiści GKS-u Katowice. Do grona rywali podopiecznych Jacka Płachty dołączyła Energa Toruń.

Spotkanie ze „Stalowymi Piernikami” zostało zaplanowane na 4 września. Odbędzie się ono na Jantorze, bo mała hala Spodka będzie zamrożona najwcześniej w połowie września.

Sparingi będą świetną okazją do tego, by przyjrzeć się nowym, ale również testowanym graczom. A tych w GieKSie nie brakuje.

O kontrakt w katowickim klubie walczą: Karol Serbenz, David Lebek i Siemion Garszyn. Ten ostatni w sezonie 2018/19 (ex aequo z Andrejem Themárem) był królem strzelców sezonu zasadniczego (26 goli), a przez ostatnie półtora sezonu bronił barw Re-Plast Unii Oświęcim.

Plan meczów sparingowych:

10.08.2021 GKS Katowice – Podhale Nowy Targ

13.08.2021 GKS Katowice – GKS Tychy

14.08.2021 GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim

15.08.2021 GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie

20.08.2021 GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec

24.08.2021 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice

27.08.2021 Podhale Nowy Targ – GKS Katowice

03.09.2021 GKS Katowice – GKS Tychy

04.09.2021 GKS Katowice – KH Energa Toruń

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga