Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSa-Resovia: Co za dramat przy Bukowej!, W pogoni za beniaminkiem, Resovia rzutem na taśmę psuje święto w Katowicach, (Nie)szczęśliwy remis GieKSy z Resovią
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi GKS Katowice – Resovia Rzeszów. GieKSa zremisowała 2:2 (1:0) po ciekawym spotkaniu.
sportdziennik.com – Co za dramat przy Bukowej!
Niesamowicie emocjonujący był pierwszy mecz katowickiej drużyny po powrocie do Fortuna 1 Ligi. Zakończył się bez radości, bo choć prowadziła już 2:0, to w szóstej minucie doliczonego czasu gry dała sobie wyrwać z rąk zwycięstwo.
Długo zanosiło się, że pierwsze od ponad 800 dni spotkanie GieKSy na zapleczu ekstraklasy zakończy się jej zwycięstwem. Choć trudno stwierdzić, by cały czas miała je pod pełną kontrolą, to szybko objęła prowadzenie, a po przerwie jeszcze je podwyższyła. Do siatki – po pięknej akcji i asyście Rafała Figiela – trafił najpierw efektownym uderzeniem pod poprzeczkę Adrian Błąd. Następnie zaś Filip Szymczak, wypożyczony z Lecha Poznań, udowodnił, że należy strzelać. Spróbował swych sił zza „szesnastki”, piłka odbiła się jeszcze rykoszetem od któregoś z obrońców i przetoczyła obok bezradnego bramkarza. 2:0… Trener Rafał Górak chciał już zerwać się do sprintu, by wspólnie cieszyć się z zespołem z gola, ale ostatecznie został przy ławce – jakby doskonale czując, że to wcale nie koniec roboty.
I tak faktycznie się stało, choć wydawało się w pewnym momencie, że GieKSie nie może już stać się krzywda. Resovii w dużo większym stopniu pomogły zmiany, ożywienie wnieśli Maksymilian Hebel, Kamil Antonik czy Marek Mróz. Kontaktową bramkę na nieco ponad kwadrans przed końcem zdobył kapitalnym uderzeniem z woleja Bartosz Jaroch. Miał apetyt na takiego gola, próbował swych sił już w pierwszej połowie i wtedy brakło niewiele. Przy stanie 2:1 katowiczanie powinni „zabić” mecz którąś z kontr. Niecelnie w dobrych pozycjach uderzali Błąd czy wprowadzony z ławki Filip Kozłowski. To się zemściło.
W szóstej minucie doliczonego czasu gry piłka niefortunnie odbiła się od Błąda i zamiast zostać oddalona od pola karnego, to pod nie wróciła. Resovia sprawnie rozegrała akcję, którą zwieńczył Aleksander Komor. Goście w euforii podbiegli pod sektor ze swymi fanatykami. Katowiczanie przeżyli zaś dramat, a mogło skończyć się jeszcze większą katastrofą – kilkadziesiąt sekund później Jaroch znów przymierzył z dystansu. Tym razem zadzwonił słupek…
A czemu doliczonego czasu było tak sporo? W 60. minucie mieliśmy interwencję VAR, który wreszcie zawitał do pierwszoligowych rozgrywek. Maksymilian Hebel przygotowywał się już do wykonania karnego, ale ostatecznie Paweł Pskit po konsultacji z wozem zadecydował, że Rafał Figiel faulował Aleksandra Komora przed „szesnastką”. Stoper Resovii po ostatnim gwizdku i tak miał jednak powody do satysfakcji. W odróżnieniu od katowiczan, którzy – mimo wszystko – zostali pożegnani brawami, a pierwszej po powrocie na zaplecze elity wygranej poszukają za tydzień w Legnicy. Jedno jest pewne: jeśli będą tworzyć tak emocjonujące widowiska, jak dziś, prędko z anteny telewizyjnej nie zejdą.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Resovia 2:2
[…] Zespół Rafała Góraka rozegrał dobre spotkanie, ale dwa punkty stracił w ostatniej z doliczonych minut.
[…] Piłkarze GKS Katowice z impetem rozpoczęli rozgrywki w I lidze. Ekipa Rafała Góraka szybko zdobyła gola i przygniatała Resovię, zmierzając po pewne trzy punkty. W szczytowym momencie prowadzenie powinno być wyższe niż 2:0, ale skuteczność i rozwiązywanie końcówek szybkich ataków to temat, nad którym szkoleniowcy i ich wybrańcy będą musieli sporo popracować. A w sobotę zapłacili za te braki wysoką cenę, bo goście w 95 minucie wyrwali im remis.
Pierwszego od dwóch lat gola na zapleczu Ekstraklasy GKS zdobył za sprawą Adriana Błąda. Pomocnik katowiczan posłał piłkę do siatki efektownym strzałem z pola karnego, przy którym Branislav Pindroch nie miał nic do powiedzenia. Radość Błąda i jego kolegów nie miała granic: bramkarz Dawid Kudła sprintem przebiegł z gratulacjami kilkadziesiąt metrów.
[…] W 52 minucie Filip Szymczak podwyższył wynik, gdy Pindriocha zupełnie zmylił rykoszet od jednego z obrońców, a w 60 zobaczyliśmy pierwszą analizę VAR w 1. lidze. Paweł Pskit najpierw podyktował dla Resovii rzut karny, a potem – gdy Maksymiliian Hebel był już gotowy do strzału – po konsultacjach z wozem technicznym, przesunął piłkę tuż przed linię szesnastki.
Gol dla gości padł niemal kwadrans później za sprawą uderzenia Bartosza Jarocha, w którym kierunek piłki zmienił jeszcze głową Grzegorz Janiszewski. Goście uwierzyli, że nie wszystko jeszcze stracone i podkręcili tempo. Na plan pierwszy wyszedł więc Kudła, który długo ratował zasłużoną jednak wygraną GKS, ale koledzy wystawiali go na ciężką próbę i w końcu, w 96 minucie, skapitulował. Co więcej, Resovia później zdążyła jeszcze obić słupek katowiczan, więc remis ze skrajnego niedosytu nabrał znienacka innego znaczenia.
nowiny24.pl – Wielka ambicja Resovii, rzeszowianie odrobili dwubramkową stratę
Chociaż Apklan Resovia przegrywała już 0:2, to zdołała wywieźć z Katowic punkt, a mogła i trzy…
Inauguracyjny mecz przy ul. Bukowej rozpoczął się od walki o środek boiska. Oba zespoły nie cofnęły się pod własną bramkę i próbowały narzucić swój styl gry. Z minuty na minutę lepiej radziła sobie Resovia choć brakowało jej klarownych sytuacji pod bramką Kudły.
[…] W 22. minucie mogło być już 2:0 – zamieszanie podbramkowe próbował wykorzystać Błąd, ale jego strzał głową szczęśliwie trafił pod nogi Jarocha, który wybił piłkę. Resoviacy jednak nie byli też bierni jeśli chodzi o ofensywę – w 25. minucie wolejem po rzucie rożnym próbował Wróbel, ale jego strzał był mocno niecelny. Kilka minut później nieźle próbował też zza pola karnego Jaroch, ale jego strzał również był niecelny (choć tym razem minimalnie). Resoviacy nie grali źle w ofensywie, ale dużo było niepewności w defensywie i stąd rodziły się sytuacje dla GKS-u. Pod koniec pierwszej połowy piłkę w środku pola stracił Wasiluk i na bramkę Resovii popędził ponownie Błąd, ale jego strzał z dystansu na rzut rożny wybił Pindrych. Ostatecznie zakończyło się więc na 1:0 choć trzeba szczerze powiedzieć, że miejscowi byli w ofensywie lepsi. Resovia mimo chęci jakby trochę nie miała pomysłu na to, jak tego gola zdobyć.
[…] Po zdobyciu drugiej bramki częściej na połowie rywala przebywała Resovia. Nie potrafiła sobie jednak stworzyć klarownej sytuacji. Wreszcie w 74. minucie kapitalnym strzałem zza pola karnego popisał się Jaroch. Piłka jeszcze otarła się o głowę jednego z obrońców GKS-u i wpadła w okienko bramki Kudły. W 77. mogło być 2:2 po kapitalnej akcji Mroza, ale zawodnik Resovii uderzył z 11. metrów wprost w bramkarza miejscowych. Resovia ewidentnie złapała lepszy rytm i wydawało się, że jest coraz bliżej wyrównującego gola.
[…] Wreszcie w 96. minucie piłka trochę przypadkowo trafiła do Mroza odegrał do Twardowskiego, ten zagrał płasko w pole karne, do piłki dopadł Komor i zdobył gola dla Resovii. Wydawało się, że to już pełnia szczęścia rzeszowian, ale ci wciąż się poddawali. Minutę później ponownie kapitalnym strzałem z dystansu lewą nogą popisał się Jaroch. Tym razem jednak Kudła zdołał lekko dotknąć piłkę i dzięki temu wylądowała ona na słupku. Po tej akcji sędzia zakończył mecz.
resoviacy.pl – W pogoni za beniaminkiem
[…] Rzeszowianie do ostatnich minut spotkania gonili beniaminka i po końcowym gwizdku to oni cieszyli się z rezultatu. Gospodarze przed przerwą byli zespołem przeważającym, który zaskoczył rzeszowskie „Pasiaki” szybką, kombinacyjną grą. W końcowych fragmentach meczu w zespole z Rzeszowa obudził się „resoviacki charakter”.
Przed inauguracyjnym spotkaniem było sporo niewiadomych. Obydwa zespoły dokonały w przerwie między rozgrywkami zmian kadrowych i kibice zgromadzeni pod katowickim „Blaszokiem” zobaczyć mogli kilka debiutów. W zespole gospodarzy na bramce pojawił się Dawid Kudła, natomiast w ataku przedstawił się śląskim fanom młodzieżowiec Filip Szymczak. W rzeszowskim zespole znalazło się w podstawowej „jedenastce” pięciu graczy, którzy po raz pierwszy założyli koszulkę z maltańskim krzyżem: Branislav Pindroch, Aleksander Komor, Bartłomiej Eizenchart, Damian Hilbrycht i Sebastian Strózik.
Początek był dosyć nerwowy w wykonaniu gospodarzy i rzeszowianie częściej byli przy piłce.
[…] Resovia starała się odrabiać straty, gra często toczyła się pod polem karnym gospodarzy, ale brakowało szybkości i wykończenia akcji.
[…] Pod koniec pierwszej połowy piłkę w środkowych rejonach boiska stracił Bartłomiej Wasiluk i na bramkę Resovii szarżował ponownie Adrian Błąd. Na szczęście dla „Pasiaków” słowacki golkiper Branislav Pindroch zdołał ratować sytuację i obydwa zespoły schodziły na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy.
W 52 minucie gospodarze zadali kolejny cios. Filip Szymczak miał sporo miejsca i czasu, aby oddać strzał z 19 metrów i wydawać się mogło, że sytuacja nie jest groźna, ale piłka po odbiciu od Podhorina – wylądowała w siatce po raz drugi.
Poirytowany bezradnością swoich podopiecznych szkoleniowiec Resovii zareagował zmianami. Na boisku już w 55 minucie pojawili się zmiennicy: Twardowski, Hebel i debiutant Mróz.
[…] W końcowych fragmentach meczu Resovia atakowała większą liczbą graczy i widać było, że można jeszcze coś ugrać w tym spotkaniu.
Miejscowi odpowiadali groźnymi kontratakami, ale w doliczonym czasie gry to „biało-czerwoni” dopięli swego. Na zegarze stadionowym pojawiła się 95 minuta meczu i Marek Mróz zagrał do Karola Twardowskiego. „Twardy” jakimś cudem dostrzegł wbiegającego w pole karne Aleksandra Komora i podał po ziemi piłkę jak na tacy.
27-letni obrońca Resovii precyzyjnym strzałem do siatki wykończył akcję i po chwili mógł wskoczyć na ogrodzenie, aby odbierać gratulację od rzeszowskich kibiców zgromadzonych w sektorze za bramką.
weszlo.com – Resovia rzutem na taśmę psuje święto w Katowicach
GKS Katowice dwa lata czekał na powrót do 1. ligi, choć nie jest to miejsce, w którym docelowo chcieliby widzieć swój zespół kibice, którzy regularnie przychodzą na stadion przy ul. Bukowej. Ale skoro już udało się postawić pierwszy krok, każdy liczył na to, że drużyna Rafała Góraka uczci to wydarzenie wygraną. Przez długi czas wiele wskazywało na to, że właśnie tak będzie, ale rzutem na taśmę Resovia wyrwała gospodarzom punkty. A katowiczanie i tak mogą być zadowoleni, że skończyło się tylko na 2:2.
Ten mecz układał się jak typowy rollercoaster. Rzeszowski zespół w sparingach wypadał bardzo dobrze – wygrali pięć spotkań, jedno zremisowali. Strzelili 16 bramek, ograli Wisłę Kraków, więc zapowiadało się na to, że Resovia wejdzie w ligę w dużym gazie. Tymczasem było dokładnie odwrotnie: drużyna Radosława Mroczkowskiego wyglądała na wolną i trochę ociężałą.
GieKSa to wykorzystała, na tym zbudowała swoją przewagę w początkowej fazie meczu, w ten sposób osiągnęła dwubramkowe prowadzenie. Ale w końcówce wszystko wywróciło się do góry nogami: gospodarze opadli z sił i dali się zaskoczyć Resovii, która wraz z wejściem zmienników zyskała nowe siły.
[…] Pierwsze skrzypce w atakach katowickiej drużyny odgrywali weterani. Nie było to wielką niespodzianką, bo przecież Adrian Błąd to gość, który w drugiej lidze poczęstował rywali dwucyfrową liczbą bramek. Już w 1. kolejce skrzydłowy GieKSy powiększył swój dorobek na zapleczu Ekstraklasy do 43. trafień. Jego trafienie to wręcz podręcznikowa akcja w wykonaniu całego zespołu Rafała Góraka:
- zagranie piłki z boku do środka
- zmylenie rywala przez asystenta
- prostopadłe podanie
- nawinięcie obrońcy przez Błąda
- potężny strzał w długi róg.
Branislav Pindroch był bez szans. Warto wyróżnić tu tego, który doskonałym zwodem i równie dobrym podaniem pomógł Błądowi w otworzeniu wyniku. Rafał Figiel pokazuje, dlaczego w Podbeskidziu był kluczową postacią na tym poziomie rozgrywek. Poza asystą Figiel zapisał na koncie świetne zagranie w pole karne z rzutu wolnego, które powinno przynieść GieKSie drugiego gola. Takich okazji było zresztą więcej:
- strzał Szymczaka wyciągnął Pindroch
- Błąd minimalnie się pomylił strzelając „szczupakiem”
- Sanocki zbyt lekko uderzał głową
- Błąd zakończył kontrę mocnym strzałem, ale trafił prosto w Pindrocha.
Sami widzicie – katowiczanie w trakcie pierwszych 45 minut stworzyli sobie zdecydowanie więcej szans niż Resovia. Ta ograniczyła się do pojedynczych, niezbyt udanych prób, takich jak mocno niecelny strzał Jakuba Wróbla nożycami.
W drugiej połowie zapowiadało się na powtórkę z rozrywki. Filip Szymczak bardzo szybko podwyższył prowadzenie GieKSy. Wypożyczony z Lecha zawodnik zaliczył dobre spotkanie – w pierwszej połowie w efektowny sposób ograł kilku rywali, pokazując wachlarz umiejętności technicznych. W akcji bramkowej było podobnie. Szymczak ładnie ograł obrońcę i huknął na bramkę, a piłka po drodze odbiła się od Olivera Podhorina i zmyliła Branislava Pindrocha.
[…] GKS Katowice próbował, kontrował, ale nie zdołał odzyskać przewagi na boisku. Wręcz przeciwnie – im dalej w las, tym bardziej Kudła musiał mieć się na baczności. W doliczonym czasie gry Błąd niedokładnie przyjął piłkę, Mróz rozrzucił ją na skrzydło, a Karol Twardowski zagrał płaskie podanie w pole karne. Twardowski zdążył już nawet złapać się za głowę, gdy Sebastian Strózik minął się z zagrywaną przez niego futbolówką, ale na jego szczęście sytuację uratował Aleksander Komor. Obrońca Resovii znów przytomnie znalazł się w „szesnastce” rywala i umieścił piłkę w siatce.
Resovia wyrównała, a GKS totalnie się rozsypał. Doszło do tego, że w ostatniej minucie gry katowiczanom uciekłby nawet jeden punkt. Z dystansu znów przymierzył Jaroch, ale tym razem – mimo kolejnego rykoszetu – Kudła zdołał sparować na słupek.
Dlatego, mimo wszystko, GKS powinien być z tego wyniku zadowolony.
sportslaski.pl – Powrót naznaczony niedosytem. GieKSa zremisowała wygrany mecz
Katowicki GKS rozegrał dziś pierwszy mecz w Fortuna 1. Lidze od 18 maja 2019 roku i fatalnej w skutkach porażki z Bytovią Bytów. Kibice oraz zawodnicy „GieKSy” z pewnością mocno ostrzyli sobie zęby na I-ligową inaugurację, a ich oczekiwania zostały spełnione jedynie w pewnym stopniu. Bo o ile sam mecz przy Bukowej dostarczył mnóstwo emocji, gospodarze wypuścili z rąk pewną dwubramkową przewagę.
[…] Zadania na pierwszoligową inaugurację nie można było jednak uznać za proste – w końcu na Bukową przyjechała odmieniona i wzmocniona Resovia, która jeszcze na szczeblu 2. Ligi potrafiła dać się katowiczanom we znaki. Katowickim kibicom zapewne do teraz stoi w gardle ostatni bezpośredni mecz obu zespołów, który miał miejsce w lipcu 2020 roku. Wówczas katowiczanie stanęli przed świetną okazją na wywalczenie bezpośredniego awansu, ale zespół z województwa podkarpackiego absolutnie nie zamierzał ułatwiać nikomu zadania. Remis 1:1 smakował wówczas przy Bukowej jak porażka, dlatego dzisiaj podopieczni Rafała Góraka zamierzali się zrewanżować i w jak najlepszym stylu rozpocząć batalię na drugim poziomie rozgrywkowym.
Czy „GieKSie” udało się zrealizować ten cel? Gdyby sobotni mecz nie obejmował ostatniego kwadransa zmagań, katowiczanie odnieśliby pewne zwycięstwo. Od 74. minuty i efektownej bramki Bartosza Jarocha, beniaminek zaczął prezentować się tak, jakby odcięło mu prąd, a trudy meczu zaczęły odciskać na nim spore piętno. Zacznijmy jednak od początku, bo za pierwszą połowę oraz dużą część drugiej należało gospodarzy pochwalić.
infokatowice.pl – (Nie)szczęśliwy remis GieKSy z Resovią
GieKSa zremisowała z Resovią Rzeszów 2:2, choć jeszcze na 20 min. przed końcem spotkania prowadziła dwoma bramkami. Katowiczanie nie mogą jednak narzekać, bo w ostatniej minucie mogli stracić nawet jeden punkt, piłka po strzale Jarocha wylądowała jednak na słupku.
[…] Druga część spotkania rozpoczęła się dobrze dla podopiecznych trenera Rafała Góraka. W 52. min. na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Szymczak. Piłka po jego uderzeniu trafiła w obrońcę i zupełnie zaskoczyła golkipera gości. Niestety później katowiczanie dali się przyjezdnym zdominować. Kontaktowego gola dla Resovii zdobył w 74 min. Jaroch. Końcówka to już prawdziwa obrona Częstochowy w wykonaniu GieKSy, która jednak nie przyniosła efektów, bo w doliczonym czasie gry Kudła po raz drugi wyciągał futbolówkę z siatki po strzale Komora. W ostatniej minucie Trójkolorowi mogli stracić jeszcze jedną bramkę, potężny strzał Jarocha wylądował jednak na słupku. Tym samym na inaugurację sezonu GKS zremisowała na własnym stadionie z Resovią 2:2.
sport.interia.pl – GKS Katowice remisuje pierwszy mecz po awansie do I ligi
Ciekawy mecz w Katowicach. GKS Katowice i Resovia walczyły do końca. W efekcie dużo dynamicznych akcji i piękne bramki. Gospodarze stracili zwycięstwo w doliczonym czasie.
Trener Rafał Górak wystawił w pierwszym składzie dwóch nowych piłkarzy – bramkarza Dawida Kudłę i napastnika Filipa Szymczaka, który wypełnił limit młodzieżowca. Właśnie Szymczak miał pierwszą dobrą sytuację, ale jego strzał głową został obroniony przez Branislava Pindrocha. Kudła też wykazał się kilka razy opanowaniem i pewnymi interwencjami.
Mecz był ciekawym, otwartym widowiskiem, bo obie drużyny chciały atakować. Lepiej wychodziło to gospodarzom.
[…] Goście nie poddali się i w 74. minucie wspaniałego gola z dystansu zdobył Bartosz Jaroch. Mocno uderzona piłka wpadła pod poprzeczkę, Kudła nie miał szans. Goście rzucili się do ataków, momentami obrona GieKSy była rozpaczliwa. Po pięciu minutach Kudła odbija kolanem strzał tuż sprzed bramki… Potem goście mieli jeszcze kilka świetnych okazji, wykorzystali ostatnią – po świetnej zespołowej akcji wyrównał Aleksander Komor. Goście mogli nawet wygrać, ale po kolejnym ataku piłka trafiła w słupek.
sportowefakty.wp.pl – Fortuna I liga: GKS Katowice i Arka Gdynia tracili prowadzenie
GKS Katowice zdobył punkt w pierwszym meczu po powrocie do Fortuna I ligi. Miał dużą szansę na zdobycie kompletu „oczek”, ale nie utrzymał dwubramkowego prowadzenia i stracił gola na 2:2 w czasie doliczonym do meczu z Resovią.
Po dwóch latach przerwy GKS Katowice można oglądać na zapleczu PKO Ekstraklasy. Podopieczni Rafała Góraka mieli duży apetyt i szansę na zdobycie kompletu punktów w pierwszym meczu po awansie. Po golach Adriana Błąda i Filipa Szymczaka prowadzili 2:0 i taki wynik utrzymał się aż do 74. minuty. Po trafieniu kontaktowym Bartosza Jarocha rzeszowianie nabrali wiatru w żagle, a bramka na 2:2 padła w doliczonym czasie po strzale Aleksandra Komora – dobrze zresztą znanego na Górnym Śląsku. „Z piekła do nieba” – napisała Resovia na Twitterze.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Najnowsze komentarze