Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Wielosekcyjny przegląd mediów: Jan-Krzysztof Duda wygrał Puchar Świata w szachach
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz szachów GieKSy.
W trakcie przygotowań do startu sezonu piłkarskiego drużyna żeńska rozegrała sparing z TS ROW Rybnik, w którym wygrały 4:0 (1:0). W sobotę drużyna męska przegrała w Legnicy z Miedzią 0:1 (0:1). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Krajowa Izba Odwoławcza oddaliła odwołanie ws oferty na budowę stadionu dla GieKSy. Do drużyny piłkarzy dołączył Piotr Samiec-Talar. Siatkarze rozpoczęli przygotowania do sezonu ligowego oraz wzięli udział w turnieju Prezero Grand Prix PLS. Do drużyny hokeistów dołączył fiński napastnik Matias Lehtonen. Szachista GieKSy Jan-Krzysztof Duda wygrał Puchar Świata.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – GieKSa uzupełnia sztab trenerski
[…] Już wcześniej poinformowano, że nowym managerem będzie Aleksandra Noras, która przejmie tę funkcję od Witolda Zająca, który teraz skupi się tylko na trenowaniu. Jego zastępczynią pozostanie Karolina Koch. Trenerem bramkarek będzie Michał Barczyk, trenerem przygotowania motorycznego została Mariola Gepfert, a duet fizjoterapeutów stworzą Artur Warot i Maciej Kuś.
tylkokobiecyfutbol.pl – Ostatnie sprawdziany przed Ekstraligą (3-8.08)
Kończy się ostatni tydzień przed startem Ekstraligi. Wszystkie zespoły grały sparingi.
[…] 07.08.2021, Katowice
GKS Katowice vs TS ROW Rybnik 4:0
Maciążka (15), Brzęczek (76), Hajduk (84), Turkiewicz (90)
GKS: Klimek – Hajduk, Konkol, Lizoń, Parczewska, Bujak, Turkiewicz, Koch, Kłoda, Bińkowska, Maciążka. Wystąpiły także Brzęczek, Grzegorczyk.
dziennikzachodni.pl – Nowy stadion GKS Katowice. Odwołanie odrzucone, start budowy coraz bliżej
Krajowa Izba Odwoławcza oddaliła odwołanie firmy Mirbud, co oznacza, że jeszcze w tym miesiącu zostanie podpisana umowa na rozpoczęcie budowy nowego stadionu GKS Katowice.
[…] Przypomnijmy, że na konkurs wpłynęło 5 ofert. W specyfikacji konkursu zastrzeżono 5,2 mln zł wadium, środki własne firmy w wysokości co najmniej 20 mln zł, średni obrót roczny z ostatnich trzech lat na poziomie 175 mln zł i zrealizowana inwestycja o wartości co najmniej 70 mln zł w ciągu ostatnich pięciu lat.
* Mirbud S.A. ze Skierniewic zaoferował wykonanie prac za netto 214.750.000 zł, czyli brutto 264.142.500 zł
* Mostostal Warszawa wycenił swoje prace na 212.105.327 zł, czyli brutto 260.889.552,21 zł
* Budimex z Warszawy chce budować stadion za 217.239.000 zł, czyli brutto 267.203,970 zł
* Bielskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego złożyło ofertę na 248.600.000 zł, czyli brutto 305.778.000 zł
* NDI SA Lider Konsorcjum z Sopotu oferuje prace za 166.904.502,87 zł, czyli 205.292.538,54 brutto zł
NDI jako jedyne spełniało więc kryterium ceny, ale Mirbud złożył odwołanie, które właśnie zostało odrzucone. Miasto wartość inwestycji wyceniło na 230 mln zł brutto. Za taką kwotę ma powstać stadion z trybunami na 14.896 osób, hala mieszcząca 2.792 kibiców, dwa boiska treningowe trawiaste, parkingi i mała infrastruktura. Pozostałą część planów, czyli m.in. cztery boiska treningowe, przeniesiono do drugiego etapu, którego realizacja nie została określona.
Wykonawca na zrealizowanie budowy będzie miał 36 miesięcy, a oddanie stadionu przewidziano na drugie półrocze 2024. Miasto wydatek pokryje przede wszystkim z emisji obligacji.
sportdziennik.com – Piotr Samiec-Talar piłkarzem GKS-u Katowice
Piotr Samiec-Talar piłkarzem został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice.
19-latek został wypożyczony ze Śląska Wrocław. Występujący na pozycji środkowego napastnika zawodnik zadebiutował na poziomie Ekstraklasy w październiku 2018 roku.
Rundę wiosenną minionego sezonu Samiec-Talar spędził w barwach Widzewa Łódź. Na I-ligowych boiskach rozegrał 17 meczów i strzelił jedną bramkę.
SIATKÓWKA
siatka.org – Siatkarska GieKSa szykuje się do nowego sezonu Plusligi i Prezero Grand Prix PLS
Zespół siatkarskiego GKS-u Katowice oficjalnie rozpoczął przygotowania do sezonu 2021/22 PlusLigi, a także do plażowego turnieju PreZero Grand Prix PLS, który odbędzie się w dniach 5-8 sierpnia w Krakowie.
– Po badaniach funkcjonalnych w ośrodku AMED nadeszła kolej na badania, jakie przeprowadzamy wraz z trenerem Karlikiem w hali OS Szopienice. Przez pierwsze dwa dni przygotowań przeprowadzamy testy funkcjonalne, które mają przede wszystkim sprawdzić, jak zawodnicy są na tę chwilę przygotowani do sezonu i w jakiej formie są ich organizmy. Po ich przeprowadzeniu będziemy mogli wstępnie wykluczyć lub potwierdzić mniejsze i większe kontuzje bądź braki. Chcemy wiedzieć od początku, jak powinniśmy pracować z nowymi zawodnikami i nad czym mamy pracować na najwcześniejszym etapie – wyjaśniał fizjoterapeuta GieKSy Grzegorz Rzetecki.
[…]Pierwszy tydzień pracy siatkarzy GKS-u to zajęcia na siłowni oraz na boiskach plażowych w Szopieniach. W piątek 6 sierpnia zespół po raz pierwszy będzie trenował w hali OS Szopienice, gdzie spędzi większość okresu przygotowawczego. – Omawialiśmy z trenerem Grzegorzem Słabym poprzedni okres przygotowań i uznaliśmy, że przepracowaliśmy go dobrze. Wiadomo, że każdy trener szuka jak najlepszych rozwiązań w swoim planie pracy, dlatego czeka nas podobny przebieg przygotowań, co w zeszłym roku, ale szykuje się kilka zmian, które zamierzamy wdrożyć w życie – zdradził trener Karlik.
Już 5 sierpnia siatkarze GieKSy rozpoczną zmagania w plażowym turnieju PreZero Grand Prix w Krakowie, a ich pierwszym rywalem będzie zespół Alsecco Stali Nysa. – Zawodnicy dostali na okres wakacyjny indywidualny program treningowy oraz zalecenie, by jak najczęściej korzystali z okazji do gry w siatkówkę plażową. Z mojego punktu widzenia wolałbym, żeby podobny turniej odbywał się nieco później w terminarzu naszej pracy, ale oczywiście cieszymy się z okazji gry w takim wydarzeniu, tym bardziej, że rok temu zdobyliśmy w nim medal. Najważniejsze, by siatkarze podeszli do zmagań w Grand Prix rozsądnie i bez nastawienia na wzmożony wysiłek i rywalizację, która mogłaby poskutkować urazami – ocenił Piotr Karlik.
Drużyna GKS-u Katowice rozpoczyna okres przygotowań do sezonu 2021/22 bez swoich zagranicznych zawodników, czyli Tomasa Rousseaux i Micaha Ma’a, którzy przylecą do Polski i dołączą do zespołu w późniejszym okresie. Klub wciąż prowadzi rozmowy dotyczące zakontraktowania nowych zawodników, w tym na pozycję przyjmującego. W najbliższym czasie będzie znana pełna kadra GKS-u Katowice na najbliższy sezon PlusLigi.
Skład GKS-u Katowice na PreZero Grand Prix PLS 2021:
Jakub Szymański – kapitan
Jakub Nowosielski
Dawid Ogórek
Damian Kogut
Bartosz Mariański
Marcin Kania
Jakub Lewandowski
Prezero Grand Prix PLS: wygrane Stali i Warszawian
Popołudniowa sesja PreZero Grand Prix PLS rozpoczęła się ciekawego, choć rozgrywanego w trudnych warunkach spotkania. W nim w tie-breaku gracze z Nysy okazali się lepsi od GKS-u Katowice. W kolejnym pojedynku zawodnicy Projektu Warszawa nie dali szans ekipie z Gdańska.
Pierwsze momenty popołudniowej sesji stały pod znakiem równej gry, dopiero w połowie pierwszego seta dobre obrony i kontry zapewniły Stali Nysa prowadzenie 16:13, które powiększył widowiskowy blok (18:14). Gracze z Nysy nie potrafili jednak utrzymać swojej zaliczki, GKS Katowice doprowadził do remisu po 23 i o wyniku tej partii miała decydować gra na przewagi (25:25). Jakub Szymański dał swojej drużynie piłkę setową (26:25), a blok na Kamilu Dębskim zakończył pierwszą część spotkania.
Również kolejna partia była wyrównana, nie brakowało ciekawych wymian, choć w strugach deszczu (8:7). Potem jednak katowiczanie zanotowali całkiem spory przestój (12:16). Jakub Szymański i spółka się jednak nie poddawali, odrobili lwią część swoich strat (21:23), ale ostatecznie jednak Stal doprowadziła do tie-breaka.
Ten zaczął się od także od walki punkt za punkt. Wiatr w żagle złapali gracze z Nysy, atak z lewego skrzydła Mariusz Schamlewskiego i błędy katowiczan sprawiły, że przy zmianie stron minimalnie lepsi podopieczni Krzysztofa Stelmacha (8:7). Z pola serwisowego nie schodził Patryk Szczurek (11:7), a dokładnością imponował także Kamil Kwasowski i jego akcja przybliżyła drużyną do wygranej (13:7). Ostatni punkt w tym spotkaniu zdobył Kamil Dębski.
GKS Katowice – Alsecco Stal Nysa 1:2
(27:25, 22:25, 8:15)
GKS: Szymański (22), Mariański (8), Domagała (5), Nowosielski (3) oraz Ogórek, Lewandowski (1) i Kogut (6)
Prezero Grand Prix PLS: Czarni i Trefl żegnają się z turniejem
Popołudniowa sesja w turnieju PreZero Grand Prix PLS oznaczała, że przyszedł czas pożegnać się z pierwszymi drużynami. Najpierw BBTS Aqua Bielsko-Biała w dwóch setach pokonał Cerrad Eneę Czarnych Radom. Zacięte spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice i Treflem Royal Seafood Gdańsk padło ostatecznie łupem katowiczan i to oni zagrają dalej.
[…] Kolejny mecz lepiej rozpoczęli gracze z Gdańska, którzy szybko odskoczyli na trzy oczka. Nie zawodził w ofensywie Bartłomiej Lipiński i dystans gdańszczan cały czas się utrzymywał (21:18). W końcówce atak Dawida Ogórka zmniejszył straty GKS-u i dzięki temu katowiczanie tracili tylko oczko (22:23). Jakub Szymański dołożył blok i to GKS miał piłkę setową, a kontra Bartosza Mariańskiego zakończyła całą odsłonę.
Druga zdecydowanie lepiej zaczęła się dla podopiecznych Michała Winiarskiego, którzy po bloku i dobrej zagrywce Karola Urbanowicza prowadzili 4:1. Znów jednak gracze z Katowic odrobili swoje straty. Potem dał o sobie znać Kewin Sasak, który dobrze grał zarówno w bloku, jak i w ofensywie. To właśnie atakujący gdańskiej ekipy zakończył zmagania w tej partii i doprowadził do tie-breaka.
W nim gra od początku toczyła się punkt za punkt. Żadna z drużyn nie zwalniała ręki i nie odpuszczała. Dopiero blok Trefla dał mu dwa oczka przewagi (10:8). Podwyższył ją błąd Jakuba Szymańskiego i to gdańszczanie byli bliżej pozostania w turnieju. GKS walczył, obronił trzy piłki meczowe między innymi dzięki kontrze Marcina Kani i Dawida Ogórka (13:14). Na tym ekipa Damiana Musiaka nie poprzestała i to ona miała piłkę meczową (15:14). Ostatecznie GKS nie oddał już pola rywalom i triumfował 18:16.
Trefl Royal Seafood Gdańsk – GKS Katowice 1:2
(25:27, 25:18, 16:18)
GKS: Szymański (18), Mariański (7), Lewandowski, Kania (1), Kogut (4), Domagała (6) i Ogórek (10)
Prezero Grand Prix PLS: mistrzowie i wicemistrzowie Polski z awansem
Kolejny dzień zmagań w PreZero Grand Prix PLS rozpoczął się od tie-breaka. W nim Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle mierzyła się z pierwszoligowcem z Bielska-Białej i triumfowała. Obrońcy tytułu Grand Prix z zeszłego roku również nie zawiedli i bez straty seta pokonali GKS Katowice.
[…] Chociaż to siatkarze z Katowic lepiej zaczęli spotkanie, to błyskawicznie jastrzębianie odrobili swoje straty, a po widowiskowym bloku prowadzili 8:6. Przy serwisach Dawida Ogórka GKS przejął inicjatywę i był w lepsze sytuacji (13:11). Jastrzębianie się nie poddawali, dwie dobre akcje na siatce Wojciecha Szweda dały remis. W końcówce w polu zagrywki nie zawodził Rafał Szymura i jego zespół był w lepszej sytuacji (23:20), a premierową odsłonę zakończył błąd po drugiej stronie.
Drugi set stał pod znakiem wyrównanej walki, żadna z ekip nie była w stanie wypracować sobie wyraźnej zaliczki. Obie drużyny walczyły o każdą piłkę (11:11). Zafunkcjonował blok mistrzów Polski, który dał im dwa oczka przewagi (18:16) i kiedy „czapą” popisał się także Stanisław Wawrzyńczyk było już 19:16. Podopieczni Leszka Dejewskiego już nie oddali kontroli nad tym spotkaniem i po dwóch świetnych kontrach Wawrzyńczyka wygrali tę partię 25:19.
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 0:2
(22:25, 19:25)
GKS: Szymański (8), Mariański (2), Lewandowski, Domagała (14), Ogórek (8)
HOKEJ
hokej.net – Katowiczanie sięgnęli po Fina. Jego brat występuje w NHL
Szefostwo GKS-u Katowice zdecydowało się wzmocnić siłę ataku. Do ekipy GieKSy dołączył fiński napastnik Matias Lehtonen, który w poprzednim sezonie był podopiecznym Tomka Valtonena.
Lehtonen (183 cm, 79 kg) ma 25 lat i może występować zarówno na środku ataku, jak i na prawym skrzydle. Dobrze radzi sobie po obu stronach tafli, a do tej pory występował głównie w swojej ojczyźnie.
W jego CV można znaleźć w sumie 62 spotkania w fińskiej Liidze (3 bramki, 8 asyst) oraz brązowy medal zdobyty z Tapparą Tampere (sezon 2018/2019).
Znacznie częściej występował w Mestis, gdzie w 153 meczach strzelił 46 goli i zanotował 63 kluczowe zagrania. Warto dodać, że z ekipą SaPKo sięgnął w sezonie 2016/2017 po tytuł mistrzowski.
Poprzednie rozgrywki Matias Lehtonen spędził w barwach dwóch klubów. Najpierw grał w TUTO Hockey (18 M, 6 G + 12 A), a następnie przeniósł się do HK Dukli Ignemy Michalovce. Z drużyną dowodzoną przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski Tomka Valtonena wywalczył brązowy medal Tipos Extraligi. Jego bilans wyniósł 24 spotkania, 4 bramki i 6 asyst.
– Szukaliśmy środkowego napastnika, który będzie przydatny po obu stronach tafli i będzie mógł być wykorzystywany w formacjach specjalnych. W naszej ocenie Matias spełnia te kryteria. Dodatkowo może występować także na skrzydle, co daje większe pole manewru trenerowi – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie.
Ciekawostką niech będzie fakt, że starszy brat Mariasa, Mikko jest etatowym reprezentantem Finlandii i mistrzem świata sprzed dwóch lat. Obecnie jest związany kontraktem z Columbus Blue Jackets.
SZACHY
polsatsport.pl – Jan-Krzysztof Duda wygrał Puchar Świata w szachach
Jan-Krzysztof Duda jako pierwszy Polak w historii zwyciężył w turnieju Pucharu Świata w szachach. Jego rywalem w finałowym pojedynku był ukraiński szachista Siergiej Kariakin.
Arcymistrz Jan-Krzysztof Duda po wygranej z Rosjaninem Siergiejem Karjakinem w rewanżowej partii finału został pierwszym w historii polskim triumfatorem turnieju o Puchar Świata w szachach. Czwartkowy pojedynek, w którym grał białymi, zakończył się po 30 posunięciach.
Wcześniej 23-letni arcymistrz z Wieliczki jako pierwszy Polak zapewnił sobie awans do turnieju kandydatów, wygrywając w półfinale po dogrywce z mistrzem świata Magnusem Carlsenem. Właśnie Norweg jako pierwszy pogratulował mu sukcesu tuż po zakończeniu finałowego meczu w Soczi.
W rozgrywanym od 2005 roku w cyklu dwuletnim turnieju o Puchar Świata dotychczas zwyciężali: Lewon Aronian z Armenii, Amerykanin Gata Kamsky, Boris Gelfand z Izraela, Rosjanie Peter Swidler, Władimir Kramnik, Karjakin, ponownie Aronian oraz Tejmur Radżabow z Azerbejdżanu.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna
Górak: Nie możemy tak działać
Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.
Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.
Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.
Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.
Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.
Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.
Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.
Felietony Piłka nożna
Piłka to gra momentów
Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.
Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.
Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.
Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.
Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.
No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.
Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.
Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.
Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.
Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.
Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.
Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.
Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Piotrek
8 września 2021 at 22:37
Ciekawe czy klub wykorzysta potencjał marketingowy tego sukcesu