Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion
Tygodniowy przegląd mediów: Pierwsza bitwa dla Unii
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W ubiegłym tygodniu piłkarki miały zaplanowane dwa spotkania: wyjazdowe z Resovią oraz domowe ze Skrą. Do skutku doszedł tylko mecz w Rzeszowie, drugi został odwołany ze względu na rezygnację z przyjazdu zespołu z Częstochowy. Dzisiaj zostało przekazany komunikat PZPN, według którego Skra wycofała się z rozgrywek. Na sobotę 15 marca zaplanowano spotkanie wyjazdowe spotkanie z Czarnymi Sosnowiec. Drużyna męska w domowym spotkaniu pokonała Zagłębie Lubin 1:0. W najbliższą sobotę 15 marca p 20:15 zespół zmierzy się na wyjeździe z Widzewem Łódź. Zostały podane informacje organizacyjne na temat pierwszego meczu na nowym stadionie.
Siatkarze rozegrali w ostatnim tygodniu dwa spotkania – obra przegrane 0:3 z Ślepsk Malow Suwałki oraz wczoraj ze Skrą Bełchatów. Do zakończenia sezonu pozostał do rozegrania jeden mecz z ZAKSą Kędzierzyn-Koźle. Bez względu na wynik tego spotkania drużyna została zdegradowana do I ligi. Pierwsi siatkarze opuszczają zespół.
Wczoraj hokeiści rozegrali pierwszy mecz półfinałowy z Unią Oświęcim. Nasza drużyna przegrała w Satelicie 1:4. Kolejne spotkanie już dzisiaj, a początek o godzinie 18:30. Następne mecze zaplanowano na piątek i sobotę (14 i 15 marca) w Oświęcimiu.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Skra Częstochowa wycofana z Ekstraligi!
Dzisiejszy komunikat Polskiego Związku Piłki Nożnej potwierdza, że zespołu z Częstochowy w rundzie wiosennej na boiskach już nie zobaczymy.
Polski Związek Piłki Nożnej ustosunkował się finalnie w sprawie Skry Częstochowa. Klub od dłuższego czasu zmagał się z problemami natury zarówno finansowej, jak i strukturalnej, przez co jego przyszłość malowała się ciemnymi barwami. Jak możemy przeczytać w oficjalnym komunikacie, Skra Częstochowa oficjalnie zostaje wycofana z rozgrywek Ekstraligi. Wszystkie mecze z jej udziałem zatem zostają oficjalnie odwołane.
Warto przypomnieć z tego miejsca, iż beniaminek nie podszedł do żadnego ze spotkań w ramach rundy wiosennej sezonu 2024/2025. Tym samym nie odbyły się ich pojedynki z Rekordem Bielsko-Biała, Energa Stomilankami Olsztyn oraz GKS – em Katowice. Z uwagi na fakt, iż zamykający dotychczas tabelę zespół spełnił wymóg ilościowy rozegranych meczów w trakcie sezonu, dotychczasowe wyniki starć z ich udziałem zostają podtrzymane, a w przypadku nadchodzących i zaległych spotkań rywalki otrzymają walkower.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice przenosi się na nowy stadion, ale… zostaje na Bukowej. Wielki bałagan z przeprowadzką. Czy zadecydowała polityka?
GKS Katowice w niedzielę rozegra ostatni mecz na stadionie przy ulicy Bukowej. Przeprowadzka na nowy obiekt wygląda jednak na przeprowadzaną nieracjonalnie. Wokół areny panuje bałagan komunikacyjny, rozwiązania są dopiero opracowywane, a w pomieszczeniach nie ma (na razie?) miejsca dla administracji klubu. Także bazą piłkarzy pozostanie dotychczasowa siedziba.
GKS Katowice pierwszy mecz na nowym stadionie ma rozegrać z Górnikiem Zabrze 30 marca o godzinie 17.30. Do tego wydarzenia pozostały więc zaledwie trzy tygodnie tymczasem wokół obiektu trwają bowiem prace związane z przebudową dróg, nie są znane rozwiązania dzięki którym kibice dotrą z centrum miasta, nie zostały jeszcze sfinalizowane wszystkie niezbędne umowy, a w pomieszczeniach nowej areny nie ma miejsca na klubowe biura. Także baza piłkarzy wciąż pozostanie w obecnym budynku na Bukowej, a przeprowadzenie pierwszych treningów jest wciąż niemożliwe. Wygląda więc na to, że GKS Katowice na nowym stadionie będzie występował właściwie na wyjazdach. Nie rozpoczęła się również jeszcze sprzedaż biletów na Śląski Klasyk. Pytaniem otwartym jest także – ze względu na stan otoczenia stadionu – zgoda policji na przyjmowanie kibiców gości w kolejnych meczach z Legią, Cracovią czy Lechem. Trudno się dziwić wrażeniu, że decyzja o przenosinach ma przede wszystkim podłoże polityczne, związane z zapowiedziami o marcowej inauguracji wygłoszonymi kilka tygodni temu przez prezydenta Marcina Krupę.
W sprawie przeprowadzki GKS Katowice na nowy stadion skierowaliśmy pytania do prezesa klubu Krzysztofa Nowaka, który jednak odesłał nas do katowickiego Urzędu Miasta. Ostatecznie odpowiedział na nie Wojciech Grabarczyk, PR Manager Katowickiej Agencji Wydawniczej, która zajmuje się obsługą medialną Stadionu Miejskiego. Przedstawiamy oryginalną wersję odpowiedzi.
Czy niedzielny mecz z Zagłębiem Lubin będzie już na pewno definitywnym pożegnaniem piłkarzy z Bukową?
Tak
Czy nie macie państwo obaw, że na nowym obiekcie nie wszystko zostało sprawdzone? Nie warto było zrobić na przykład próby generalnej w postaci meczu kobiet z oświetleniem, dźwiękiem i podłączeniem kamer?
Różne są formuły uruchamiania tego typu obiektów. Podobne próby już się odbywają i będą się odbywały w najbliższych tygodniach.
Czy wszystkie formalności, pozwolenia na organizację imprez masowych, umowa klubu ze stadionem itp., są już sfinalizowane?
Wniosek o zezwolenie na organizację imprez masowych został złożony w terminie. Umowa klubu ze stadionem jest podpisana. Obecnie dopinane są wszystkie formalności.
Jak będzie wyglądał podział wpływów ze skyboxów pomiędzy operatorem stadionu a klubem?
To są tajemnice handlowe spółek.
Czy siedziba klubu zostanie przeniesiona na nowy stadion?
Docelowo tak.
Czy piłkarze przeniosą się na nowy stadion?
Taki jest plan.
Kiedy zespół GKS Katowice będzie mógł przeprowadzić pierwszy trening na nowym obiekcie?
Obecnie trwają ostatnie prace związane z pielęgnacją trawy. Trwają intensywne prace nad tym, aby było to możliwe jak najszybciej.
Czy przewidywany jest wariant, w którym kolejne mecze odbędą się na „starej” Bukowej?
Na ten moment taki wariant nie jest analizowany.
Czy na nowy stadion będą wpuszczani kibice gości w kolejnych meczach, poza Górnikiem?
Obiekt jest w trakcie dostosowywania do przyjęcia kibiców gości.
Kiedy do nowej hali przeniosą się siatkarze?
Nowa hala jest już gotowa. Okres przygotowawczy do nowego sezonu i kolejny sezon najprawdopodobniej będą rozgrywane na nowej hali.
Kibice przejeżdżający w pobliżu stadionu nie kryją zaniepokojenia stanem dróg wokół stadionu i pojemnością parkingów, pytają także o rozwiązania komunikacyjne w dniu meczu z Górnikiem Zabrze. Czy państwo nie macie obaw związanych z tym, co rzeczywiście widać w pobliżu obiektu?
Nie ma w Polsce obiektu, który gwarantuje taką liczbę miejsc parkingowych, aby pomieścić wszystkich chętnych. Trwają zaawansowane prace nad rozwiązaniami komunikacyjnymi, które w najbliższych dniach zostaną zaprezentowane. Układ drogowy, który powstaje w rejonie autostrady i ul. Bocheńskiego to odrębne zadanie inwestycyjne, które zostało uzgodnione z GDDKiA i ma służyć nie tylko do obsługi stadionu.
Na meczu GKS Katowice – Górnik Zabrze na Nowej Bukowej nie będzie parkingów. Jak więc dojechać i gdzie zaparkować?
Śląski Klasyk, czyli mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze, odbędzie się w niedzielę 30 marca o godzinie 17.30. Będzie to inauguracja nowego Stadionu Miejskiego. Jak będzie wyglądał dojazd na derby? Co z biletami? Urząd Miasta wydał w tej sprawie komunikat.
Komunikat katowickiego Urzędu Miasta dotyczący dojazdu i biletów na nowy Stadion Miejski i mecze GKS Katowice.
Do każdego zakupionego biletu i karnetu przypisane jest konkretne miejsce na stadionie.
FAZA 1 – 10-14 marca do godz. 10:00
W Systemie Biletowym GieKSy musicie teraz wybrać swoje miejsce na nowym stadionie. Operacja sprowadza się do zakupu nowego, darmowego karnetu. Kibice posiadający karnet na „Blaszok” są uprawnieni do wyboru miejsca na Trybunie Południowej (to nowy „Blaszok”). Fani, którzy mają karnety na Trybunę Główną, zyskują szansę na wybór miejsca na Trybunie Wschodniej. Przy dopłacie 65 zł mogą jednak wybrać miejsce na Trybunie Zachodniej, czyli bliżej sektora VIP.
Uwaga! Przepisanie karnetu z Bukowej na Nową Bukową nie następuje automatycznie. Jeśli ktoś nie dokona tej operacji do momentu ewentualnego wyprzedania wszystkich dostępnych miejsc na obiekcie, straci możliwość obejrzenia meczu GKS-u.
FAZA 2 – 14-24 marca do godz. 10:00
Otwarta sprzedaż karnetów na pięć domowych meczów GieKSy przy Nowej Bukowej. Ceny karnetów wynoszą: 110 zł na Trybunę Południową – „Blaszok”), 176 zł na Trybunę Wschodnią, 242 zł na Trybunę Zachodnią, 90 zł – ulgowy na cały stadion oraz 350 zł – rodzinny na sektor 16 Trybuny Wschodniej.
FAZA 3 – 24-25 marca do godz. 10:00
Czas, w którym karnetowicze będą mogli zakupić bilety na mecz GKS – Górnik dla swoich znajomych. Każdy z kibiców posiadający karnet będzie uprawniony do zakupu 2 wejściówek
FAZA 4 – 25-26 marca do godz. 10:00
Tego dnia do zakupu biletu na mecz GKS – Górnik będą uprawnieni kibice, którzy w tym sezonie byli choć na jednym domowym meczu GKS-u w PKO BP Ekstraklasie. Każdy z tych kibiców będzie uprawniony do zakupu 2 wejściówek.
FAZA 5 – od 26 marca o godz. 10:00
Otwarta sprzedaż biletów na mecz GKS – Górnik. Ceny biletów wynoszą: 25 zł na Trybunę Południową – „Blaszok” i Trybunę Północną, 40 zł na Trybunę Wschodnią, 55 zł na Trybunę Zachodnią, 20 zł – ulgowy na cały stadion, 80 zł – rodzinny dla dwójki dorosłych i maksymalnie trójki dzieci do 15. roku życia na sektor 16 Trybuny Wschodniej, 5 zł – dzieci w wieku 5-13 lat na cały stadion. Dzieci do lat 5 wchodzą na mecz na podstawie darmowego biletu odebranego w Systemie Biletowym GieKSy w łącznej transakcji nabycia biletu przez osobę pełnoletnią.Bilety i karnety będzie można kupić na stronie bilety.gkskatowice.eu. Stacjonarnie wejściówki dostępne będą w Regionalnym Centrum Informacji Turystycznej (Katowice, Rynek 13), które otwarte jest od poniedziałku do piątku w godz. 9:00 – 18:00 i w soboty oraz niedziele w godz. 9:00 – 13:00, a także w Oficjalnym Sklepie GKS-u Katowice (Katowice, Bukowa 1A). W punktach sprzedażowych można uzyskać też pomoc w przepisaniu karnetu z Bukowej na Nową Bukową. Przypominamy, że jedynym i wyłącznym podmiotem zajmującym się dystrybucją biletów na mecz jest spółka GKS GieKSa Katowice S.A.
Powstający wokół nowego obiektu sportowego układ drogowy, to odrębne zadanie, które cały czas jest realizowane. Będzie on służył nie tylko obsłudze samego stadionu i hali. Dzięki przebudowie ulic Bocheńskiego, Załęska Hałda i Kochłowicka zostanie zwiększona przepustowość, szczególnie dla mieszkańców Ligoty i Panewnik. W związku z pracami na Arenę Katowice nie ma dojazdu samochodem prywatnym. By ułatwić dostanie się na mecz miasto Katowice uruchamia dwie bezpłatne linie autobusowe, które bezpiecznie i wygodnie dowiozą kibiców na miejsce!
Linia GKS1: Centrum Przesiadkowe Brynów → Stadion (przystanek Osiedle Kopalni Wujek)
Linia GKS2: Katowice Andrzeja Dworzec → Stadion (przystanek: Załęska Hałda Bocheńskiego Autostrada)
Odjazdy na mecz: 14:30 – 17:30
Częstotliwość kursowania:
Linia GKS1 (CP Brynów – Stadion Miejski – CP Brynów): co 15 minut
Linia GKS2 (Centrum – Stadion Miejski – Centrum): co 5 minut
Powroty po meczu: 20:00 – 22:00 – autobusy zabiorą kibiców w kierunku przystanku Katowice Andrzeja Dworzec i Centrum Przesiadkowego Brynów.
W dniu meczu nie będzie dostępnych miejsc parkingowych w pobliżu stadionu, a fragment ul. Bocheńskiego zostanie wyłączony z ruchu. Zalecamy zostawienie aut na parkingach przy Centrach Przesiadkowych i skorzystanie z darmowego transportu miejskiego. Przejazdy przygotowanymi na ten dzień specjalnymi liniami autobusowymi (GKS1 i GKS2) są bezpłatne!
Oprócz darmowych linii można skorzystać z linii autobusowych kursujących zgodnie z rozkładem jazdy. Przykładowo z centrum (przystanek: Katowice Dworzec) można dojechać autobusami nr 51, 115, 177,193, 632 na przystanek Katowice Osiedle Kopalni Wujek, z którego w kilka minut dojdzie się do stadionu Arena Katowice.
Działa już nowa strona internetowa www.arena-katowice.pl, gdzie można znaleźć wszystkie najważniejsze informacje o Arenie Katowice, czyli nowym stadionie miejskim. Serwis zawiera praktyczne wskazówki dla odwiedzających, opis obiektu, a także szczegóły dotyczące pierwszego meczu, który odbędzie się na obiekcie. Na stronie znajdują się również dane kontaktowe, a w przyszłości będzie można za jej pośrednictwem kupić bilety na organizowane wydarzenia. To wygodne źródło informacji dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z wydarzeniami na nowym stadionie.
SIATKÓWKA
siatka.org – Krótki zryw spadkowicza. Bez niespodzianki w Suwałkach
We wtorek rozegrano awansem spotkanie 29. kolejki PlusLigi. Ślepsk Malow Suwałki podejmował GKS Katowice. Mecz zakończył się zgodnie z planem – gospodarze sięgnęli po komplet punktów. W pierwszych dwóch setach ekipa z Suwałk dyktowała warunki. W trzecim przez większość czasu prowadzili katowiczanie, ale po walce na przewagi rywale odwrócili bieg seta. Dla podopiecznych trenera Kwapisiewicza było to ostatnie spotkanie w fazie zasadniczej we własnej hali.
Początek meczu należał do Ślepska Malow Suwałki. Już na wstępie trzema asami serwisowymi popisał się Henrique Honorato – 5:0. GKS Katowice mimo spadku nie miał zamiaru pozostać chłopcem do bicia, lecz odrabianie strat szło bardzo mozolnie. W ataku błyszczał Bartosz Filipiak, a Matias Sanchez nie bał się także grać ze swoimi środkowymi – 10:2, 12:6. Osamotniony po drugiej stronie siatki Alexander Berger niewiele mógł zrobić – 10:16. W szeregach gospodarzy swoje robił też Paweł Halaba, powiększając tylko przewagę suwalczan – 20:11, 21:15. Za moment było już po secie – 25:18.
W drugiego seta gościom z Katowic udało się lepiej wejść, a na start asa upolował Aymen Bouguerra. Dobra passa nie trwała jednak wiecznie, ale na wyróżnienie zasłużył Bartosz Gomułka– 4:8. Proste błędy suwalczan pozwoliły GieKSie odrobić straty, a po kolejnym asie Bouguerry był już remis po 11. Punkty blokiem na konto dopisał Konrad Stajer, a następnie Paweł Halaba i już było 16:12 dla Ślepska. Po kolejnym bloku Halaby sytuacja gości wyglądała już tragicznie – 13:20. Wejście zmienników niewiele dało. Zarówno Domagała, jak i Kisiluk, niewiele mogli zrobić. Seta za chwilę domknął mocnym atakiem Filipiak i było już 2:0 – 25:17.
Najbardziej wyrównana była trzecia partia, w której siatkarzom Ślepska Malow Suwałki zabrakło wcześniejszej koncentracji. Po ataku do prostej Gomułki było już 9:6 dla katowiczan. Wówczas asem odpowiedział Stajer i za moment był już remis 9:9. Proste błędy ponownie odebrały gospodarzom inicjatywę. Dobry fragment gry odnotował Damian Hudzik, a asem popisał się Joshua Tuaniga – 10:4. Później suwalczanom udało się wrócić do gry – 15:16, lecz radość nie trwała długo, a kolejną przerwę zarządził Dominik Kwapisiewicz – 15:19. Niespodziewanie niemoc dopadła Gomułkę, którego zastąpił Damian Domagała. Po asie Filipiaka suwalczanom zostały dwa „oczka” straty – 20:22. Atak Honorato z przechodzącej dał gospodarzom remis po 23, a błyszczeć znów zaczął Paweł Halaba. GKS miał swoje piłki setowe, gościom nie udało się jednak wykorzystać szans, co przyniosło im porażkę 0:3 – 27:29.
Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:17, 29:27)
GKS walczył, ale przeciwnik był zbyt silny
Na zakończenie 28. kolejki PlusLigi GKS Katowice podjął przed własną publicznością Skrę Bełchatów. Gospodarze starali się dawać z siebie wszystko, jednak podopieczni trenera Gheorghe Cretu okazali się być zbyt silni. Zwycięstwo oraz cenne punkty zostały zapisane na koncie bełchatowian.
Początek pojedynku spadkowicza z Katowic ze Skrą Bełchatów należał do wyrównanych – 4:3, 6:6. Od początku w szeregach GieKSy prym wiódł Bouguerra, wspierany przez Gomułkę. Po stronie gości nie do zatrzymania był Amin Esmaeilnezhad. Impas nie trwał jednak wiecznie, bowiem impuls do ucieczki gospodarzom asem serwisowym dał Jewhenij Kisiluk – 9:8. Za moment był już remis po 11, a dwoma asami popisał się Amin – 14:12. Dyspozycja Irańczyka zmusiła trenera katowiczan do wzięcia czasu. Po przerwie jego zespół wrócił do formy, a regularnie wciąż punktował Aymen Bouguerra – 15:15, 18:18. O losach seta zadecydowała końcówka, w której gospodarzom przydarzyło się zbyt wiele błędów. Ostatecznie obyło się bez niespodzianki, a partia padła łupem bełchatowian 25:21.
Wyrównany początek drugiego seta mógł zwiastować ponownie zaciętą walkę w trakcie. Nic bardziej mylnego, bowiem po dwóch atakach Pericia było już 5:3 dla przyjezdnych. Grzegorz Łomacz z kolei coraz bardziej stawiał na środek, dogrywając do Szalachy i Lemańskiego – 7:4. Siatkarze GKS-u nie mieli zamiaru odpuszczać – 7:6. Następnie asem popisał się Pavle Perić, a za moment powtórzył to Bartłomiej Lemański – 11:7. W bloku przeciwników nie oszczędzał zaś Miran Kujundzić – 9:14. Chwilę później o czas poprosił trener Siewiorek. Powiewem świeżości było wejście Damiana Domagały, lecz niewiele to dało – 15:20. Niewielki zastój zmusił w końcówce trener Cretu do przerwania gry, ale za moment było już po wszystkim, a zespół gości znów mógł cieszyć się z wygranej 25:21.
W trzecim secie Skra Bełchatów postawiła na szybką ucieczkę. Świetnie spisywał się Lemański, a po asie Pericia było już 4:8. Choć GKS miał kilka zrywów, to gospodarzom do końca nie udało się już nawiązać kontaktu z rywalem. W pewnym momencie obie strony psuły sporo zagrywek, niemniej solidniejszą ekipą dalej byli bełchatowianie – 11:9, 16:12. Później mini serią popisał się Bartosz Gomułka, po którego bloku o czas poprosił zaniepokojony Gheorghe Cretu – 17:15. W samej końcówce nie do zatrzymania był Bartłomiej Lemański. Blokiem udało się jeszcze zatrzymać Bouguerre, a za moment asem spotkanie domknął koncertowo grający na finiszu Pavle Perić – 25:19.
GKS Katowice – PGE GiEK Skra Bełchatów 0:3 (21:25, 21:25, 19:25)
plusliga.pl – Dwóch zawodników opuściło GKS Katowice
Jak informuje GKS Katowice, z dniem 7 marca br. klub rozwiązał za porozumieniem stron umowę z Alexandrem Bergerem. Austriacki przyjmujący sezon 2024/2025 dokończy w lidze zagranicznej.
Alexander Berger dołączył do składu siatkarskiej GieKSy przed sezonem 2024/2025. W barwach klubu rozegrał 25 spotkań, w których łącznie zdobył 171 punktów.
Wcześniej, 5 marca, klub opuścił Łukasz Usowicz, który aktualny sezon dokończy w klubie włoskiej Serie A. 28-letni środkowy w drużynie z Katowic grał od sezonu 2023/2024. Zagrał łącznie 56 spotkań, zdobywając w nich 415 punktów.
HOKEJ
hokej.net – Błysk liderów i ofiarność w destrukcji! Pierwsza bitwa dla Unii
Świetna dyspozycja w bramce Linusa Lundina, ofiarna gra w defensywie i snajperski nos Kamila Sadłochy przesądziły o zwycięstwie Re-Plast Unii Oświęcim nad GKS-em Katowice w pierwszym meczu półfinału play-off. Biało-niebiescy wygrali 4:1 i zrobili premierowy krok w kierunku awansu do finału.
Spodziewaliśmy się intensywnego meczu i taki właśnie dostaliśmy. Obie drużyny zażarcie walczyły o każdy centymetr lodu, sprawnie poruszały się po taflii starały się szybko grać krążkiem, a także wykorzystać każdy błąd, a nawet zawahanie rywali. Ot, klasyka play-offowego gatunku.
Finalnie po zwycięstwo sięgnęli goście, którzy lepiej zrealizowali swój plan taktyczny na to spotkanie. Byli ofiarniejsi w destrukcji, skuteczniejsi w ataku i mieli w bramce świetnie dysponowanego Linusa Lundina, który obronił 30 uderzeń rywali. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kamil Sadłocha, który był najjaśniejszą postaciąw ofensywie.
Dodajmy, że zespoły przystąpiły do meczu w optymalnych składach, bo po kontuzjach do meczowych zestawień wrócili Bartosz Fraszko i Marcin Kolusz. „Kolos” zagrał w trzeciej parze oświęcimskiej obrony z Peterem Bezušką, a „Fracho” został ustawiony przez trenera Jacka Płachtę w ataku z Grzegorzem Pasiutem i Patrykiem Wronką. 29-letni skrzydłowy nie dokończył spotkania i wtrzeciej odsłonie nabawił się kolejnego urazu. Wyraźnie kulejąc, udał się do szatni.
W fazie play-off często mówi się o tym, że nie należy łapać niepotrzebnych kar. Do tej zasady już w 55. sekundzie spotkania nie zastosował się Aleksi Varttinen, który ostro potraktował pod bandą Henry’ego Karjalainena i zarobił dwuminutowe wykluczenie. Oświęcimianie wykorzystali tę szansę i w 3. minucie objęli prowadzenie. Spod linii niebieskiej w swoim stylu uderzył Carl Ackered, a Kamil Sadłocha sprytnie przekierował gumę do siatki. Katowiczanie reklamowali, że Sadłocha przeszkodził Johnowi Murrayowi w skutecznej interwencji i domagali się od arbitrów przejrzenia zapisu wideo. Po krótkiej analizie Paweł Breske i Krzysztof Kozłowski wskazali na środek tafli.
Gospodarze ruszyli w pogoń za wynikiem, ale mieli solidne problemy ze znalezieniem sposobu na Linusa Lundina. Szwed momentami zwijał się jak w ukropie i nie dał się pokonać.
Ale mistrzowie Polski mogli podwyższyć prowadzenie. W 10. minucie po dograniu Radosława Galanta z powietrza w krążek uderzył Łukasz Krzemień, ale „Jaśka Murarza” uratowała poprzeczka.
Z kolei na początku drugiej odsłony Daniel Olsson Trkulja popisał się efektownym rajdem. Sprawnie minął Albina Runessona, położył na lodzie golkipera gospodarzy i uderzył w odsłoniętą część bramki. Fenomenalną interwencją w stylu skorpiona popisał się Murray, który instynktownie uniósł parkan!
Niewykorzystana sytuacja błyskawicznie się zemściła. Po niedokładnym zagraniu Marcina Kolusza gumę na linii niebieskiej przejął Jean Dupuy, który popędził na samotne spotkanie z Linusem Lundinem. Charakterny Kanadyjczyk uderzył z lewego bulika w długi róg i zaskoczył „ostatnią instancję” Unii.
Wicemistrzowie Polski od tego momentu byli aktywniejsi w ofensywie. Kreowali sobie więcej okazji, ale brakowało im skutecznego wykończenia. W 36. minucie guma znalazła się w oświęcimskiej bramce, a objęciach swoich kolegów utonął Christian Mroczkowski, który popisał się skuteczną dobitką. Po analizie wideo to trafieniezostało anulowane, a sędziowie orzekli, że Dupuy przeszkodził Linusowi Lundinowi w interwencji.
Pierwszym z dwóch kluczowych momentów tego spotkania okazała się bramka Kamila Sadłochy z 38. minuty. Lider mistrzów Polski uprzedził Santeriego Koponena i poprawił uderzenie Antona Holma.
Tym drugim było trafienie Henry’ego Karjalainena. W 48. minucie fiński skrzydłowy przechwycił krążek, a następnie zaskoczył Johna Murraya uderzeniem w długi róg.
Trener Jacek Płachta starał się ratować sytuację. Na 43 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry postawił wszystko na jedną kartę i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonych efektów i zakończył się stratą czwartego gola. Krążek przejął Patryk Wajda i dograł do Lauriego Huhdanpy. 29-letni Fin dopełnił formalności i postawił pieczęć na pierwszym zwycięstwie w serii.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Najnowsze komentarze