Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa melduje się w półfinale!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Dzisiaj o 18:00 w ćwierćfinale Pucharu Polski Kobiet nasza drużyna zmierzy się na wyjeździe z Legią Ladies. Transmisja będzie dostępna na kanale YouTube Legia Ladies. W trakcie ostatniego meczu, pucharowego ze Ślęzą Wrocław, kontuzji doznała Klaudia Maciążka. Korzystając z przerwy w meczach o punkty piłkarki wygrały 12:0 sparing z pierwszoligową Polonią Środa Wielkopolska.

Piłkarze we wspomnianym okresie rozegrali trzy spotkania – wszystkie zwycięskie. Pokonaliśmy: Górnik 3:1 (prasówka TUTAJ), Widzew po rzutach karnych w Pucharze Polski (prasówka TUTAJ) oraz Radomiak 1:0 (prasówka TUTAJ). W półfinale Pucharu Polski zmierzymy się na wyjeździe z Rakowem. Następny mecz rozegramy na Arenie Katowice w sobotę 14 marca o 17:30 z Lechią.

W ostatnim meczu ligowym siatkarze wygrali w hali Areny Katowice z PZL LEONARDO Avią Świdnik, 3:0. Najbliższe spotkanie rozegramy na wyjeździe w czwartek 12 marca o 20:00 z Karton-Pak Astra Nowa Sól.

Wczoraj hokeiści zakończyli mecze w ¼ play off, w których pokonali Cracovię w stosunku 4:2. W kolejnych spotkaniach padały wyniki 11:1, 2:3, 1:2 (pd), 4:1, 3:0 oraz 5:1. W półfinale rywalem GieKSy będzie zwycięzca z pary Unia Oświęcim – Energa Toruń (ostatni mecz tego ćwierćfinału zostanie rozegrany jutro w Oświęcimiu). Początek rywalizacji w półfinałach zaplanowano na niedzielę 15 marca.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Klaudia Maciążka podczas meczu ze Ślęzą Wrocław doznała urazu obojczyka

Klaudia Maciążka podczas spotkania 1/8 finału Orlen Pucharu Polski ze Ślęzą Wrocław doznała urazy obojczyka – poinformował klub na mediach społecznościowych.

24-letnia zawodniczka w spotkanie ze Ślęzą rozpoczęła w podstawowym składzie, a w 89. minucie ustaliła wynik meczu ,zdobywając drugiego gola dla mistrzyń Polski (w 85. minucie wynik otworzyła Nicola Brzęczek). Kilkadziesiąt sekund później Maciążka została zmieniona przez Oliwię Malesę.

Podczas spotkania we Wrocławiu napastniczka doznała urazu obojczyka, który wymagał przeprowadzenia zabiegu.

„Przewidywany czas przerwy Maciążki od gry i treningów wynosi kilka tygodni” – możemy przeczytać na oficjalnej stronie GKS-u Katowice.

W trwającym sezonie 24-latka wystąpiła w dziewięciu spotkaniach Orlen Ekstraligi i zdobyła w nich dwa gole. W rozgrywkach Orlen Pucharu Polski Maciążka rozegrała dwa mecze i zdobyła w nich jednego gola.

gol24.pl – Wskazaliście zdobywcę STS Pucharu Polski. Podsumowanie naszej sondy

Zaraz po losowanie par półfinałowych STS Pucharu Polski zapytaliśmy Was, kto w 2026 roku sięgnie po trofeum rozgrywek. Do wyboru były 4 możliwości: Raków Częstochowa, Górnik Zabrze, Zawisza Bydgoszcz oraz GKS Katowice. Wytypowaliście, że po puchar sięgnie drużyna, która po raz ostatni taki sukces świętowała bardzo dawno temu!

Przypomnijmy, że w półfinałach STS Pucharu Polski zmierzą się Raków Częstochowa z GKS Katowice oraz trzecioligowy Zawisza Bydgoszcz z Górnikiem Zabrze. Według Was, najmniejsze szanse na triumf w rozgrywkach ma wcale nie zespół z czwartego poziomu, ale popularna GieKSa, która na ten moment (wtorek, 10 marca) otrzymała 14% głosów. Zawisza Bydgoszcz ma o 1 punkt procentowy więcej.

Połowa głosujących wskazała, że w maju tego roku po puchar sięgnie Górnik Zabrze, który po raz ostatni po to trofeum sięgnął 54 lata temu! Natomiast ostatni triumfator tych rozgrywek spośród uczestników półfinałów, czyli Raków Częstochowa, zgarnął 21% głosów.

Oto wyniki naszej sondy:

Górnik Zabrze – 50%

Raków Częstochowa – 21%

Zawisza Bydgoszcz – 15%

GKS Katowice – 14%

Jeśli wciąż nie oddaliście głosu w naszej sondzie, dalej jest na to szansa! Do wielkiego finału na stadionie PGE Narodowy w Warszawie pozostało jeszcze sporo czasu.

Spotkania półfinałowe STS Pucharu Polski na ten moment są zaplanowane na 7 i 8 kwietnia. Jednak w przypadku ewentualnego awansu Rakowa Częstochowa do ćwierćfinału Ligi Konferencji, termin spotkania z GKS Katowice może ulec zmianie. Wszystko przez fakt, że pierwsze mecze 1/4 finału tych europejskich rozgrywek zaplanowane są na 9 kwietnia.

Rezerwowy termin to 1 kwietnia, czyli tuż po zgrupowaniach kadr narodowych. Z dużym prawdopodobieństwem zwłaszcza w ekipie Medalików mogą być zawodnicy, którzy jeszcze nie zdążą wrócić do klubu, gdyż będą tuż po meczach w barwach swoich reprezentacji.

Wielki finał STS Pucharu Polski standardowo zostanie rozegrany 2 maja na stadionie PGE Narodowy w Warszawie. W tym roku ta data przypada w sobotę.

 

SIATKÓWKA

dziennikwschodni.pl – PZL Leonardo Avia Świdnik gorsza od GKS Katowice

W spotkaniu 26. kolejki PZL Leonardo Avia przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:3.

Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 2:0, po atakach Michała Superlaka i Gonzalo Quirogi. Świdniczanie odpowiedzieli atakiem Dawida Sokołowskiego i blokiem Jaromira Orlicza (2:2). W kolejnej akcji punkt z zagrywki zdobył dla Avii Konrad Machowicz (2:3). Spadkowicz z PlusLigi próbował przejęć inicjatywę i narzucić gościom swój styl. GKS Katowice prowadził 10:6, 12:8, 14:9. Karol Rawiak zakończył atak na 16:12.

Miejscowi powoli zbliżali się wygrania partii otwarcia. Avia przegrywała 18:23. Krzysztof Pigłowski skończył atak na 23:19. W kolejnej akcji zapunktował Karol Rawiak (23:20). W odpowiedzi atak skończył Quiroga, na 24:20. Ostatni punkt w pierwszym secie katowiczanie zdobyli za sprawą zepsutego ataku Rawiaka (25:20).

Po porażce w partii otwarcia w kolejnej świdniczanie nastawili się na walkę o zwycięstwo. W wyjściowym składzie pojawił się rozgrywający Krzysztof Pigłowski w miejsce Jaromira Orlicza. Od początku to „żółto-niebiescy” przejęli inicjatywę. PZL Leonardo Avia prowadziła już 4:1. Przy wyniku 6:2 dla gości o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec gospodarzy Emil Siewiorek.

Miejscowi odrobili część strat i zbliżyli się na 6:9. Kolejne minuty przyniosły remis 10:10. Atak Krzysztofa Rykał dał, po raz kolejny, prowadzenie przyjezdnym 11:10. Kolejne akcje przyniosły już punkty gospodarzom (13:11). Avia bardzo szybko odrobiła straty (15:15). Od tego momentu zespoły grały punkt za punkt, częstym wynikiem był remis:17:17, 19:19, 20:20, 22:22.

Po zepsutym ataku Dawida Sokołowskiego katowiczanie objęli prowadzenie 23:22. Natychmiast o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec świdniczan Jakub Guz. W kolejnej akcji, po ataku znanego w naszym regionie Wojciecha Włodarczyka, miejscowi wygrywali 24:23. Pierwszą piłkę setową zepsuł po zagrywce Quiroga. Przerwą w grze odpowiedzieli katowiczanie. Chwilę później było już po secie. Kolejny atak skończył Włodarczyk (25:23).

Przegrana w końcówce drugiej partii wpłynęła demobilizująco na gości. W trzecim secie świdniczanie nie potrafili przejąć inicjatywy. Od początku to gospodarze dyktowali warunki. GKS prowadził 2:1, 6:4, 7:5, 10:5 po bloku Włodarczyka. Avia niewiele mogło zwojować. Katowiczanie spokojnie budowali przewagę punktową. Superlak zablokował Rawiaka i było już 13:6 dla GKS. Konrad Machowicz zmniejszył straty na 13:9. Spadkowicz z PlusLigi bardzo szybko odbudował bezpieczne prowadzenie (15:10, 17:12).

Miejscowi powoli zmierzali do wygrania meczu. Damian Domagała skończył atak na 21:14. Po kolejnym ataku rezerwowego atakującego miejscowi prowadzili już 23:17. Ostatecznie zwyciężyli 25:17, a w meczu 3:0. Tym samym Avii nie udał się rewanż za przegraną w pierwszej rundzie w Świdniku, również 0:3.

 

HOKEJ

hokej.net – Goleada w Katowicach! Mistrzowie fazy zasadniczej pewnie rozpoczynają rywalizację w play-off

W pierwszym ćwierćfinałowym starciu fazy play-ff, GKS Katowice podjął Comarch Cracovię. Już w pierwszej minucie gospodarze otworzyli wynik spotkania, w kolejnych minutach tylko potwierdzali widoczną różnicę klas, zdobywając aż 10 bramek.

Pierwsze spotkanie fazy play-off w Katowicach przyniosło prawdziwy festiwal bramek. GKS Katowice od pierwszych sekund narzucił rywalom swoje warunki gry i ostatecznie w efektownym stylu pokonał Comarch Cracovię, dominując szczególnie w drugiej tercji.

Już w 1. minucie Grzegorz Pasiut zaskoczył Santeriego Lipiainena strzałem z pierwszego krążka, otwierając wynik meczu. Katowiczanie nie zwalniali tempa – kolejne minuty przyniosły szybkie ataki i następne trafienia. Jedną z gwiazd spotkania był Jakub Hofman, który zdobył bramkę decydującą, na raty pokonując bramkarz Pasów.

Cracovia odpowiedzieć z sprawą bramki Eetu Mäkiego, który precyzyjnym strzałem zaskoczył przesuwającego się Eliassona. Dwubramkowe prowadzenie dla Katowic odzyskał Sam Coatta, który wykorzystał podanie Hoffmana.

Druga odsłona była popisem ofensywnej siły gospodarzy. Katowiczanie seryjnie trafiali do siatki – na listę strzelców wpisywali się m.in. Wronka, McNulty, Runesson i Dupuy. Po kolejnych golach trener gości zdecydował się na zmianę bramkarza, ale również Klimowski nie zdołał zatrzymać rozpędzonej GieKSy. Cracovia próbowała odpowiedzieć, jednak świetnie dysponowany Eliasson był niemal bezbłędny. Katowiczanie wykorzystywali tempo, wygrywali pojedynki jeden na jeden i skutecznie punktowali w przewagach oraz po wygranych wznowieniach.

W trzeciej tercji emocji również nie brakowało – pojawiły się przepychanki i kary meczu po starciu Toussainta z Dupuy. Między tymi zawodnikami iskrzyło od początku spotkania, jednak górą w tych starciach był bardziej doświadczony Kanadyjczyk.

GKS dorzucił jeszcze jedno trafienie po świetnej akcji Pasiuta i wykończeniu Lundegarda, a gospodarze spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń do ostatniej syreny, tym samym prezentując prawdziwy pokaz siły.

Play-offowe czary-mary. Odmieniona Cracovia i bezbłędny Damian Kapica

Ile znaczą 24 godziny w fazie play-off, przypomnieli nam hokeiści Comarch Cracovii. Po wczorajszej, sromotnej porażce podopieczni Krystiana Dziubińskiego przeszli metamorfozę i na blisko 57 minut zamurowali dostęp do własnej bramki. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było rzutów karnych, a w wojnie nerwów lepsi okazali goście, za sprawą bezbłędnego w tym elemencie Damiana Kapicy. Zwycięstwo Comarch Cracovii 3:2 nad GKS-em Katowice sprawiło, że obie ekipy przeniosą się pod Wawel przy stanie 1:1.

Mäki bohaterem Pasów! Cracovia pokonuje GieKSę po dogrywce

Dopiero po dogrywce zakończyło się trzecie starcie ćwierćfinałowe pomiędzy Comarch Cracovią a GKS-em Katowice. Tym razem po przeniesieniu rywalizacji do Małopolski, zwycięsko z tego pojedynku wyszli Krakowianie, triumfując 2:1 po dogrywce. Złotego gola dla Pasów zdobył Eetu Mäki, który został bohaterem Cracovii.

Pierwsza tercja upłynęła pod znakiem ostrożnej gry i udanychinterwencji obu bramkarzy. Jesper Eliassoni SanteriLipiäinennie dali się zaskoczyć mimo kilku groźnych prób, chociaż mieli też trochę szczęścia. Próba Jeana Dupuya zatrzymała się na słupku, a blisko szczęścia byli też Alexis Toussaint czy Olli Valtola

o przerwie tempo wyraźnie wzrosło. Katowiczanie dopięli swego w 26. minucie, kiedy to Stephen Anderson objechał bramkę, zagrał gumę na przedpole bramkowe, skąd od siatki trącił ją Patryk Wronka. Sędziowie pokusili się jednak o analizę wideo, która wyjaśniła te sytuację – „Wronczes” skierował łyżwą krążek do bramki, przez co gol został anulowany.

Co się odwlecze, to jednak nie uciecze i tym samym w32. minucie Travis Verveda huknął z dystansu pod poprzeczkę i wyprowadził gości na prowadzenie. Pasyzdołały natomiast odpowiedzieć tuż przed syreną kończącą drugą tercję – szybka, dwójkowa kontra, podanie Damiana Kapicy i precyzyjne wykończenie Henry’ego Karjalainena dały wyrównanie do szatni.

W trzeciej odsłonie przewagę optyczną mieli goście, którzy notorycznie zagrażali krakowskiej bramce. Lipiäinen dwoił się i troił, broniąc m.in. uderzenia Pasiuta czy Jonasza Hofmana, a Krakowianie cierpliwie czekali na swoją szansę. Trafienia w tej tercji jednak nie oglądaliśmy, a więc przyszedł czas na dodatkową grę.

Dogrywka rozpoczęła się od czterominutowej kary dla Katowiczan i to był moment zwrotny. W 62. minucie Mäki przymierzył z lewego bulika, a krążek prześlizgnął się między parkanami Eliassona, kończąc to niezwykle intensywne widowisko. Cracovia wykorzystała przewagę 4 na 3 i postawiła kolejny krok w stronę półfinału.

Remis w ćwierćfinale. Wronka czarował. Kraków w końcu zdobyty!

Comarch Cracovia uległa na własnym lodowisku GKS-owi Katowice 1:4 w czwartym meczu ćwierćfinału play-off. Katowiczanie, po bardzo dojrzałej i skutecznej grze, przełamali krakowską twierdzę, wyrównując stan rywalizacji do czterech zwycięstw na 2-2. Niekwestionowanym bohaterem spotkania został Patryk Wronka, który maczał palce przy trzech z czterech trafień dla gości.

Początek spotkania opóźnił się nieznacznie z powodu problemów technicznych z jedną z bramek, ale gdy tylko krążek spadł na lód, do ataku ruszyli goście. Zaledwie w 83. sekundzie meczu Patryk Wronka udowodnił, dlaczego jest jednym z najbardziej nieszablonowych graczy ligi. Dynamicznym dryblingiem między dwoma obrońcami wypracował sobie pozycję i precyzyjnym strzałem w lewy dolny róg pokonał Santeriego Lipiainena.

Krakowianie po stracie bramki mieli ogromne problemy ze skonstruowaniem płynnych akcji, co potęgowały kary łapane już w pierwszych minutach (m.in. za nadmierną liczbę graczy na lodzie). GKS kontrolował przebieg gry, narzucając własne warunki w tercji neutralnej.

Druga odsłona przyniosła najwięcej emocji. W 29. minucie ponownie dał o sobie znać duet Wronka – Dupuy. Polski napastnik związał obronę, dograł na drugą flankę, a Jean Dupuy bezlitośnie wykończył akcję, podwyższając na 2:0.

Odpowiedź Cracovii była niemal natychmiastowa. Niespełna minutę później Alexis Toussaint po szybkiej akcji i celnym strzale z nadgarstka zdobył bramkę kontaktową – swojego pierwszego gola w barwach Pasów. Gdy wydawało się, że gospodarze wrócą do gry, GieKSa bezlitośnie wykorzystała przewagę fizyczną i taktyczną:

W 34. minucie Mateusz Michalski wygrał walkę na bandzie, a Juho Koivusaari obsłużył idealnym podaniem Mateusza Bepierszcza, który z bliska pokonał bramkarza. Gra w przewadze w 38. minucie sprawiła, że Bartosz Fraszko zagrał w tempo pod bramkę do wjeżdżającego Juho Koivusaariego, który ustalił, jak się później okazało, ostateczny wynik spotkania na 4:1.

Trzecia tercja to popis defensywy gości i frustracji gospodarzy. Cracovia miała swoje szanse, szczególnie w 52. minucie, gdy przez 31 sekund grała w podwójnej przewadze (5 na 3) po przewinieniu Travisa Vervedy, który uderzył w twarz Fabiana Kapicę. Podopieczni trenera Pasów nie potrafili jednak rozmontować defensywy katowiczan, a co więcej – omal nie stracili bramki po błędzie, kiedy to Bartosz Fraszko zmarnował sytuację sam na sam w osłabieniu.

Nerwowa atmosfera sięgnęła zenitu w 59. minucie. Olli Valtola podczas próby zasłaniania widoczności wpadł z impetem w Jespera Eliassona, trafiając szwedzkiego golkipera GKS-u łokciem w głowę. Bramkarz padł zamroczony na lód, a w jego obronie natychmiast stanął Zack Hoffman, co wywołało na lodzie spore zamieszanie i poskutkowało obustronnymi wykluczeniami.

Zapasy, wykluczenia, błędy przy zmianach! Katowice wychodzą na prowadzenie w serii

GKS Katowice pokonał u siebie Comarch Cracovię 3:0 w piątym meczu ćwierćfinału play-off. Katowiczanie, po bardzo dojrzałej i skutecznej grze wyszli na prowadzenie w serii 3:2. Mecz obfitował w błędy Cracovii przy zmianach, drużyna gości kilkukrotnie złapała nadmierną liczbę graczy na lodzie, co skutecznie wykorzystywali gospodarze, utrzymując przewagę i kontrolując grę przez większość spotkania. Wielką zasługę w zwycięstwie miał Eliasson, który zachował czyste konto i kilkukrotnie ratował swój zespół przed groźnymi sytuacjami.

Pierwsza tercja przebiegała pod wyraźne dyktando gospodarzy z Katowic, którzy od początku częściej utrzymywali się przy krążku i budowali kolejne akcje ofensywne. Cracovia miała tylko nieliczne ataki i rzadko potrafiła zagrozić bramce rywali. Pierwszy gol padł w 6. minucie, gdy Katowice zdobyły bramkę w osłabieniu, po szybkiej kontrze krążek trafił do Dupuy, który pewnym strzałem pokonał bramkarza. W kolejnych minutach gospodarze nadal przeważali, a ich przewaga została potwierdzona w 15. minucie podczas gry w przewadze. Wtedy Patryk Wronka dobrze rozegrał krążek, podał do Pasiuta, a ten podwyższył wynik. Po pierwszej tercji Katowice prowadziły 2:0.

Druga tercja rozpoczęła się od kilku groźnych akcji Cracovii, jednak dobrze w bramce Katowic spisywał się Eliasson. Z czasem gospodarze przejęli inicjatywę i coraz częściej zamykali rywali w ich tercji. Najlepszą okazję miał Dupuy, który trafił w słupek, a po stronie Cracovii bliski gola był Michalski, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem. Goście mieli też problemy ze zmianami i dwukrotnie zostali ukarani za nadmierną ilość graczy na lodzie (w całym meczy ten błąd przydarzył się Cracovii trzy razy). Po drugiej tercji wynik nie uległ zmianie.

Trzecia tercja była bardzo nerwowa i obfitowała w kary. Cracovia próbowała wrócić do gry, jednak mimo kilku groźnych sytuacji m.in. po strzałach Jaśkiewicza czy Szkrabowa świetnie spisywał się bramkarz Katowic Eliasson, który kilkukrotnie ratował swój zespół.W 47. minucie doszło także do spięcia między zawodnikami, Runesson i Valtola stoczyli pojedynek zapaśniczy i zostali odesłani do szatni. W końcówce Cracovia zaryzykowała grę bez bramkarza, jednak nie przyniosło to efektu. Na minutę przed końcem krążek do pustej bramki skierował Lundegard, ustalając wynik spotkania. W samej końcówce Cracovia grała jeszcze w przewadze 5 na 3, ale do końca meczu pozostało już tylko kilka sekund.

Dzielna Cracovia rozbita! GieKSa melduje się w półfinale!

W rywalizacji pomiędzy drużynami Comarch Cracovii i GKS Katowice, wygrali goście aplikując krakowianom pięć bramek! Efektowne zwycięstwo sprawiło, że GKS Katowice dołączył do grona półfinalistów tegorocznej fazy play-off.

Spotkanie od samego początku nie toczyło się w imponującym tempie, jednak obie drużyny próbowały narzucić rywalom swój rytm gry. W 9. minucie Mateusz Bepierszcz wykorzystał dużo miejsca w obronie Cracovii i pewnym strzałem pokonał Santeriego Lipiainena. Goście kontrolowali wydarzenia na lodzie i pod koniec pierwszej odsłony dorzucili kolejną bramkę za sprawą Juho Koivusaariego, który najlepiej zachował się pod bramką Pasów pokonując Lipiainena.

Druga odsłona zaczęła się od naporów gospodarzy, którzy już w 25. minucie doprowadzili do zdobycia bramki kontaktowej. W dość niespodziewanej sytuacji znalazł się Jakub Michalski, który nie zastanawiając się pewnie pokonał interweniującego Eliassona. Katowiczanie szybko jednak odzyskali kontrolę nad meczem. W 29. minucie Zack Hoffman mocnym strzałem odzyskał dla gości dwubramkowe prowadzenie. Kilka minut później świetną akcję rozegrali Patryk Wronka i Grzegorz Pasiut, a kapitan GKS-u pewnym strzałem podwyższył wynik na 4:1. Do końca tercji goście stwarzali więcej okazji, ale świetnie bronił Lipiainen.

W trzeciej części meczu Katowice kontrolowały tempo gry i częściej zagrażały bramce gospodarzy. W 52. minucie Mateusz Michalski wykorzystał zamieszanie pod bramką Cracovii i zdobył kolejną bramkę dla GieKSy, choć chwilę później jedna z bramek została anulowana po analizie wideo. W 57. minucie formalności dopełnił Anderson. Po stracie krążka przez Seana Montgomery’ego krążek przejął napastnik GieKSyi skierował go do pustej bramki, rozstrzygając losy spotkania. W końcówce Ian McNulty miał jeszcze dobrą okazję, ale świetnie interweniował Lipiainen.

Katowice zakończyły zmagania w ćwierćfinale i pozostaje im czekaćna zwycięzcę rywalizacji KS Unia Oświęcim – KH Energa Toruń, z którym zmierzą się w półfinale.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga