Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa melduje się w półfinale!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Dzisiaj o 18:00 w ćwierćfinale Pucharu Polski Kobiet nasza drużyna zmierzy się na wyjeździe z Legią Ladies. Transmisja będzie dostępna na kanale YouTube Legia Ladies. W trakcie ostatniego meczu, pucharowego ze Ślęzą Wrocław, kontuzji doznała Klaudia Maciążka. Korzystając z przerwy w meczach o punkty piłkarki wygrały 12:0 sparing z pierwszoligową Polonią Środa Wielkopolska.
Piłkarze we wspomnianym okresie rozegrali trzy spotkania – wszystkie zwycięskie. Pokonaliśmy: Górnik 3:1 (prasówka TUTAJ), Widzew po rzutach karnych w Pucharze Polski (prasówka TUTAJ) oraz Radomiak 1:0 (prasówka TUTAJ). W półfinale Pucharu Polski zmierzymy się na wyjeździe z Rakowem. Następny mecz rozegramy na Arenie Katowice w sobotę 14 marca o 17:30 z Lechią.
W ostatnim meczu ligowym siatkarze wygrali w hali Areny Katowice z PZL LEONARDO Avią Świdnik, 3:0. Najbliższe spotkanie rozegramy na wyjeździe w czwartek 12 marca o 20:00 z Karton-Pak Astra Nowa Sól.
Wczoraj hokeiści zakończyli mecze w ¼ play off, w których pokonali Cracovię w stosunku 4:2. W kolejnych spotkaniach padały wyniki 11:1, 2:3, 1:2 (pd), 4:1, 3:0 oraz 5:1. W półfinale rywalem GieKSy będzie zwycięzca z pary Unia Oświęcim – Energa Toruń (ostatni mecz tego ćwierćfinału zostanie rozegrany jutro w Oświęcimiu). Początek rywalizacji w półfinałach zaplanowano na niedzielę 15 marca.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Klaudia Maciążka podczas meczu ze Ślęzą Wrocław doznała urazu obojczyka
Klaudia Maciążka podczas spotkania 1/8 finału Orlen Pucharu Polski ze Ślęzą Wrocław doznała urazy obojczyka – poinformował klub na mediach społecznościowych.
24-letnia zawodniczka w spotkanie ze Ślęzą rozpoczęła w podstawowym składzie, a w 89. minucie ustaliła wynik meczu ,zdobywając drugiego gola dla mistrzyń Polski (w 85. minucie wynik otworzyła Nicola Brzęczek). Kilkadziesiąt sekund później Maciążka została zmieniona przez Oliwię Malesę.
Podczas spotkania we Wrocławiu napastniczka doznała urazu obojczyka, który wymagał przeprowadzenia zabiegu.
„Przewidywany czas przerwy Maciążki od gry i treningów wynosi kilka tygodni” – możemy przeczytać na oficjalnej stronie GKS-u Katowice.
W trwającym sezonie 24-latka wystąpiła w dziewięciu spotkaniach Orlen Ekstraligi i zdobyła w nich dwa gole. W rozgrywkach Orlen Pucharu Polski Maciążka rozegrała dwa mecze i zdobyła w nich jednego gola.
gol24.pl – Wskazaliście zdobywcę STS Pucharu Polski. Podsumowanie naszej sondy
Zaraz po losowanie par półfinałowych STS Pucharu Polski zapytaliśmy Was, kto w 2026 roku sięgnie po trofeum rozgrywek. Do wyboru były 4 możliwości: Raków Częstochowa, Górnik Zabrze, Zawisza Bydgoszcz oraz GKS Katowice. Wytypowaliście, że po puchar sięgnie drużyna, która po raz ostatni taki sukces świętowała bardzo dawno temu!
Przypomnijmy, że w półfinałach STS Pucharu Polski zmierzą się Raków Częstochowa z GKS Katowice oraz trzecioligowy Zawisza Bydgoszcz z Górnikiem Zabrze. Według Was, najmniejsze szanse na triumf w rozgrywkach ma wcale nie zespół z czwartego poziomu, ale popularna GieKSa, która na ten moment (wtorek, 10 marca) otrzymała 14% głosów. Zawisza Bydgoszcz ma o 1 punkt procentowy więcej.
Połowa głosujących wskazała, że w maju tego roku po puchar sięgnie Górnik Zabrze, który po raz ostatni po to trofeum sięgnął 54 lata temu! Natomiast ostatni triumfator tych rozgrywek spośród uczestników półfinałów, czyli Raków Częstochowa, zgarnął 21% głosów.
Oto wyniki naszej sondy:
Górnik Zabrze – 50%
Raków Częstochowa – 21%
Zawisza Bydgoszcz – 15%
GKS Katowice – 14%
Jeśli wciąż nie oddaliście głosu w naszej sondzie, dalej jest na to szansa! Do wielkiego finału na stadionie PGE Narodowy w Warszawie pozostało jeszcze sporo czasu.
Spotkania półfinałowe STS Pucharu Polski na ten moment są zaplanowane na 7 i 8 kwietnia. Jednak w przypadku ewentualnego awansu Rakowa Częstochowa do ćwierćfinału Ligi Konferencji, termin spotkania z GKS Katowice może ulec zmianie. Wszystko przez fakt, że pierwsze mecze 1/4 finału tych europejskich rozgrywek zaplanowane są na 9 kwietnia.
Rezerwowy termin to 1 kwietnia, czyli tuż po zgrupowaniach kadr narodowych. Z dużym prawdopodobieństwem zwłaszcza w ekipie Medalików mogą być zawodnicy, którzy jeszcze nie zdążą wrócić do klubu, gdyż będą tuż po meczach w barwach swoich reprezentacji.
Wielki finał STS Pucharu Polski standardowo zostanie rozegrany 2 maja na stadionie PGE Narodowy w Warszawie. W tym roku ta data przypada w sobotę.
SIATKÓWKA
dziennikwschodni.pl – PZL Leonardo Avia Świdnik gorsza od GKS Katowice
W spotkaniu 26. kolejki PZL Leonardo Avia przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:3.
Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 2:0, po atakach Michała Superlaka i Gonzalo Quirogi. Świdniczanie odpowiedzieli atakiem Dawida Sokołowskiego i blokiem Jaromira Orlicza (2:2). W kolejnej akcji punkt z zagrywki zdobył dla Avii Konrad Machowicz (2:3). Spadkowicz z PlusLigi próbował przejęć inicjatywę i narzucić gościom swój styl. GKS Katowice prowadził 10:6, 12:8, 14:9. Karol Rawiak zakończył atak na 16:12.
Miejscowi powoli zbliżali się wygrania partii otwarcia. Avia przegrywała 18:23. Krzysztof Pigłowski skończył atak na 23:19. W kolejnej akcji zapunktował Karol Rawiak (23:20). W odpowiedzi atak skończył Quiroga, na 24:20. Ostatni punkt w pierwszym secie katowiczanie zdobyli za sprawą zepsutego ataku Rawiaka (25:20).
Po porażce w partii otwarcia w kolejnej świdniczanie nastawili się na walkę o zwycięstwo. W wyjściowym składzie pojawił się rozgrywający Krzysztof Pigłowski w miejsce Jaromira Orlicza. Od początku to „żółto-niebiescy” przejęli inicjatywę. PZL Leonardo Avia prowadziła już 4:1. Przy wyniku 6:2 dla gości o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec gospodarzy Emil Siewiorek.
Miejscowi odrobili część strat i zbliżyli się na 6:9. Kolejne minuty przyniosły remis 10:10. Atak Krzysztofa Rykał dał, po raz kolejny, prowadzenie przyjezdnym 11:10. Kolejne akcje przyniosły już punkty gospodarzom (13:11). Avia bardzo szybko odrobiła straty (15:15). Od tego momentu zespoły grały punkt za punkt, częstym wynikiem był remis:17:17, 19:19, 20:20, 22:22.
Po zepsutym ataku Dawida Sokołowskiego katowiczanie objęli prowadzenie 23:22. Natychmiast o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec świdniczan Jakub Guz. W kolejnej akcji, po ataku znanego w naszym regionie Wojciecha Włodarczyka, miejscowi wygrywali 24:23. Pierwszą piłkę setową zepsuł po zagrywce Quiroga. Przerwą w grze odpowiedzieli katowiczanie. Chwilę później było już po secie. Kolejny atak skończył Włodarczyk (25:23).
Przegrana w końcówce drugiej partii wpłynęła demobilizująco na gości. W trzecim secie świdniczanie nie potrafili przejąć inicjatywy. Od początku to gospodarze dyktowali warunki. GKS prowadził 2:1, 6:4, 7:5, 10:5 po bloku Włodarczyka. Avia niewiele mogło zwojować. Katowiczanie spokojnie budowali przewagę punktową. Superlak zablokował Rawiaka i było już 13:6 dla GKS. Konrad Machowicz zmniejszył straty na 13:9. Spadkowicz z PlusLigi bardzo szybko odbudował bezpieczne prowadzenie (15:10, 17:12).
Miejscowi powoli zmierzali do wygrania meczu. Damian Domagała skończył atak na 21:14. Po kolejnym ataku rezerwowego atakującego miejscowi prowadzili już 23:17. Ostatecznie zwyciężyli 25:17, a w meczu 3:0. Tym samym Avii nie udał się rewanż za przegraną w pierwszej rundzie w Świdniku, również 0:3.
HOKEJ
hokej.net – Goleada w Katowicach! Mistrzowie fazy zasadniczej pewnie rozpoczynają rywalizację w play-off
W pierwszym ćwierćfinałowym starciu fazy play-ff, GKS Katowice podjął Comarch Cracovię. Już w pierwszej minucie gospodarze otworzyli wynik spotkania, w kolejnych minutach tylko potwierdzali widoczną różnicę klas, zdobywając aż 10 bramek.
Pierwsze spotkanie fazy play-off w Katowicach przyniosło prawdziwy festiwal bramek. GKS Katowice od pierwszych sekund narzucił rywalom swoje warunki gry i ostatecznie w efektownym stylu pokonał Comarch Cracovię, dominując szczególnie w drugiej tercji.
Już w 1. minucie Grzegorz Pasiut zaskoczył Santeriego Lipiainena strzałem z pierwszego krążka, otwierając wynik meczu. Katowiczanie nie zwalniali tempa – kolejne minuty przyniosły szybkie ataki i następne trafienia. Jedną z gwiazd spotkania był Jakub Hofman, który zdobył bramkę decydującą, na raty pokonując bramkarz Pasów.
Cracovia odpowiedzieć z sprawą bramki Eetu Mäkiego, który precyzyjnym strzałem zaskoczył przesuwającego się Eliassona. Dwubramkowe prowadzenie dla Katowic odzyskał Sam Coatta, który wykorzystał podanie Hoffmana.
Druga odsłona była popisem ofensywnej siły gospodarzy. Katowiczanie seryjnie trafiali do siatki – na listę strzelców wpisywali się m.in. Wronka, McNulty, Runesson i Dupuy. Po kolejnych golach trener gości zdecydował się na zmianę bramkarza, ale również Klimowski nie zdołał zatrzymać rozpędzonej GieKSy. Cracovia próbowała odpowiedzieć, jednak świetnie dysponowany Eliasson był niemal bezbłędny. Katowiczanie wykorzystywali tempo, wygrywali pojedynki jeden na jeden i skutecznie punktowali w przewagach oraz po wygranych wznowieniach.
W trzeciej tercji emocji również nie brakowało – pojawiły się przepychanki i kary meczu po starciu Toussainta z Dupuy. Między tymi zawodnikami iskrzyło od początku spotkania, jednak górą w tych starciach był bardziej doświadczony Kanadyjczyk.
GKS dorzucił jeszcze jedno trafienie po świetnej akcji Pasiuta i wykończeniu Lundegarda, a gospodarze spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń do ostatniej syreny, tym samym prezentując prawdziwy pokaz siły.
Play-offowe czary-mary. Odmieniona Cracovia i bezbłędny Damian Kapica
Ile znaczą 24 godziny w fazie play-off, przypomnieli nam hokeiści Comarch Cracovii. Po wczorajszej, sromotnej porażce podopieczni Krystiana Dziubińskiego przeszli metamorfozę i na blisko 57 minut zamurowali dostęp do własnej bramki. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było rzutów karnych, a w wojnie nerwów lepsi okazali goście, za sprawą bezbłędnego w tym elemencie Damiana Kapicy. Zwycięstwo Comarch Cracovii 3:2 nad GKS-em Katowice sprawiło, że obie ekipy przeniosą się pod Wawel przy stanie 1:1.
Mäki bohaterem Pasów! Cracovia pokonuje GieKSę po dogrywce
Dopiero po dogrywce zakończyło się trzecie starcie ćwierćfinałowe pomiędzy Comarch Cracovią a GKS-em Katowice. Tym razem po przeniesieniu rywalizacji do Małopolski, zwycięsko z tego pojedynku wyszli Krakowianie, triumfując 2:1 po dogrywce. Złotego gola dla Pasów zdobył Eetu Mäki, który został bohaterem Cracovii.
Pierwsza tercja upłynęła pod znakiem ostrożnej gry i udanychinterwencji obu bramkarzy. Jesper Eliassoni SanteriLipiäinennie dali się zaskoczyć mimo kilku groźnych prób, chociaż mieli też trochę szczęścia. Próba Jeana Dupuya zatrzymała się na słupku, a blisko szczęścia byli też Alexis Toussaint czy Olli Valtola
o przerwie tempo wyraźnie wzrosło. Katowiczanie dopięli swego w 26. minucie, kiedy to Stephen Anderson objechał bramkę, zagrał gumę na przedpole bramkowe, skąd od siatki trącił ją Patryk Wronka. Sędziowie pokusili się jednak o analizę wideo, która wyjaśniła te sytuację – „Wronczes” skierował łyżwą krążek do bramki, przez co gol został anulowany.
Co się odwlecze, to jednak nie uciecze i tym samym w32. minucie Travis Verveda huknął z dystansu pod poprzeczkę i wyprowadził gości na prowadzenie. Pasyzdołały natomiast odpowiedzieć tuż przed syreną kończącą drugą tercję – szybka, dwójkowa kontra, podanie Damiana Kapicy i precyzyjne wykończenie Henry’ego Karjalainena dały wyrównanie do szatni.
W trzeciej odsłonie przewagę optyczną mieli goście, którzy notorycznie zagrażali krakowskiej bramce. Lipiäinen dwoił się i troił, broniąc m.in. uderzenia Pasiuta czy Jonasza Hofmana, a Krakowianie cierpliwie czekali na swoją szansę. Trafienia w tej tercji jednak nie oglądaliśmy, a więc przyszedł czas na dodatkową grę.
Dogrywka rozpoczęła się od czterominutowej kary dla Katowiczan i to był moment zwrotny. W 62. minucie Mäki przymierzył z lewego bulika, a krążek prześlizgnął się między parkanami Eliassona, kończąc to niezwykle intensywne widowisko. Cracovia wykorzystała przewagę 4 na 3 i postawiła kolejny krok w stronę półfinału.
Remis w ćwierćfinale. Wronka czarował. Kraków w końcu zdobyty!
Comarch Cracovia uległa na własnym lodowisku GKS-owi Katowice 1:4 w czwartym meczu ćwierćfinału play-off. Katowiczanie, po bardzo dojrzałej i skutecznej grze, przełamali krakowską twierdzę, wyrównując stan rywalizacji do czterech zwycięstw na 2-2. Niekwestionowanym bohaterem spotkania został Patryk Wronka, który maczał palce przy trzech z czterech trafień dla gości.
Początek spotkania opóźnił się nieznacznie z powodu problemów technicznych z jedną z bramek, ale gdy tylko krążek spadł na lód, do ataku ruszyli goście. Zaledwie w 83. sekundzie meczu Patryk Wronka udowodnił, dlaczego jest jednym z najbardziej nieszablonowych graczy ligi. Dynamicznym dryblingiem między dwoma obrońcami wypracował sobie pozycję i precyzyjnym strzałem w lewy dolny róg pokonał Santeriego Lipiainena.
Krakowianie po stracie bramki mieli ogromne problemy ze skonstruowaniem płynnych akcji, co potęgowały kary łapane już w pierwszych minutach (m.in. za nadmierną liczbę graczy na lodzie). GKS kontrolował przebieg gry, narzucając własne warunki w tercji neutralnej.
Druga odsłona przyniosła najwięcej emocji. W 29. minucie ponownie dał o sobie znać duet Wronka – Dupuy. Polski napastnik związał obronę, dograł na drugą flankę, a Jean Dupuy bezlitośnie wykończył akcję, podwyższając na 2:0.
Odpowiedź Cracovii była niemal natychmiastowa. Niespełna minutę później Alexis Toussaint po szybkiej akcji i celnym strzale z nadgarstka zdobył bramkę kontaktową – swojego pierwszego gola w barwach Pasów. Gdy wydawało się, że gospodarze wrócą do gry, GieKSa bezlitośnie wykorzystała przewagę fizyczną i taktyczną:
W 34. minucie Mateusz Michalski wygrał walkę na bandzie, a Juho Koivusaari obsłużył idealnym podaniem Mateusza Bepierszcza, który z bliska pokonał bramkarza. Gra w przewadze w 38. minucie sprawiła, że Bartosz Fraszko zagrał w tempo pod bramkę do wjeżdżającego Juho Koivusaariego, który ustalił, jak się później okazało, ostateczny wynik spotkania na 4:1.
Trzecia tercja to popis defensywy gości i frustracji gospodarzy. Cracovia miała swoje szanse, szczególnie w 52. minucie, gdy przez 31 sekund grała w podwójnej przewadze (5 na 3) po przewinieniu Travisa Vervedy, który uderzył w twarz Fabiana Kapicę. Podopieczni trenera Pasów nie potrafili jednak rozmontować defensywy katowiczan, a co więcej – omal nie stracili bramki po błędzie, kiedy to Bartosz Fraszko zmarnował sytuację sam na sam w osłabieniu.
Nerwowa atmosfera sięgnęła zenitu w 59. minucie. Olli Valtola podczas próby zasłaniania widoczności wpadł z impetem w Jespera Eliassona, trafiając szwedzkiego golkipera GKS-u łokciem w głowę. Bramkarz padł zamroczony na lód, a w jego obronie natychmiast stanął Zack Hoffman, co wywołało na lodzie spore zamieszanie i poskutkowało obustronnymi wykluczeniami.
Zapasy, wykluczenia, błędy przy zmianach! Katowice wychodzą na prowadzenie w serii
GKS Katowice pokonał u siebie Comarch Cracovię 3:0 w piątym meczu ćwierćfinału play-off. Katowiczanie, po bardzo dojrzałej i skutecznej grze wyszli na prowadzenie w serii 3:2. Mecz obfitował w błędy Cracovii przy zmianach, drużyna gości kilkukrotnie złapała nadmierną liczbę graczy na lodzie, co skutecznie wykorzystywali gospodarze, utrzymując przewagę i kontrolując grę przez większość spotkania. Wielką zasługę w zwycięstwie miał Eliasson, który zachował czyste konto i kilkukrotnie ratował swój zespół przed groźnymi sytuacjami.
Pierwsza tercja przebiegała pod wyraźne dyktando gospodarzy z Katowic, którzy od początku częściej utrzymywali się przy krążku i budowali kolejne akcje ofensywne. Cracovia miała tylko nieliczne ataki i rzadko potrafiła zagrozić bramce rywali. Pierwszy gol padł w 6. minucie, gdy Katowice zdobyły bramkę w osłabieniu, po szybkiej kontrze krążek trafił do Dupuy, który pewnym strzałem pokonał bramkarza. W kolejnych minutach gospodarze nadal przeważali, a ich przewaga została potwierdzona w 15. minucie podczas gry w przewadze. Wtedy Patryk Wronka dobrze rozegrał krążek, podał do Pasiuta, a ten podwyższył wynik. Po pierwszej tercji Katowice prowadziły 2:0.
Druga tercja rozpoczęła się od kilku groźnych akcji Cracovii, jednak dobrze w bramce Katowic spisywał się Eliasson. Z czasem gospodarze przejęli inicjatywę i coraz częściej zamykali rywali w ich tercji. Najlepszą okazję miał Dupuy, który trafił w słupek, a po stronie Cracovii bliski gola był Michalski, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem. Goście mieli też problemy ze zmianami i dwukrotnie zostali ukarani za nadmierną ilość graczy na lodzie (w całym meczy ten błąd przydarzył się Cracovii trzy razy). Po drugiej tercji wynik nie uległ zmianie.
Trzecia tercja była bardzo nerwowa i obfitowała w kary. Cracovia próbowała wrócić do gry, jednak mimo kilku groźnych sytuacji m.in. po strzałach Jaśkiewicza czy Szkrabowa świetnie spisywał się bramkarz Katowic Eliasson, który kilkukrotnie ratował swój zespół.W 47. minucie doszło także do spięcia między zawodnikami, Runesson i Valtola stoczyli pojedynek zapaśniczy i zostali odesłani do szatni. W końcówce Cracovia zaryzykowała grę bez bramkarza, jednak nie przyniosło to efektu. Na minutę przed końcem krążek do pustej bramki skierował Lundegard, ustalając wynik spotkania. W samej końcówce Cracovia grała jeszcze w przewadze 5 na 3, ale do końca meczu pozostało już tylko kilka sekund.
Dzielna Cracovia rozbita! GieKSa melduje się w półfinale!
W rywalizacji pomiędzy drużynami Comarch Cracovii i GKS Katowice, wygrali goście aplikując krakowianom pięć bramek! Efektowne zwycięstwo sprawiło, że GKS Katowice dołączył do grona półfinalistów tegorocznej fazy play-off.
Spotkanie od samego początku nie toczyło się w imponującym tempie, jednak obie drużyny próbowały narzucić rywalom swój rytm gry. W 9. minucie Mateusz Bepierszcz wykorzystał dużo miejsca w obronie Cracovii i pewnym strzałem pokonał Santeriego Lipiainena. Goście kontrolowali wydarzenia na lodzie i pod koniec pierwszej odsłony dorzucili kolejną bramkę za sprawą Juho Koivusaariego, który najlepiej zachował się pod bramką Pasów pokonując Lipiainena.
Druga odsłona zaczęła się od naporów gospodarzy, którzy już w 25. minucie doprowadzili do zdobycia bramki kontaktowej. W dość niespodziewanej sytuacji znalazł się Jakub Michalski, który nie zastanawiając się pewnie pokonał interweniującego Eliassona. Katowiczanie szybko jednak odzyskali kontrolę nad meczem. W 29. minucie Zack Hoffman mocnym strzałem odzyskał dla gości dwubramkowe prowadzenie. Kilka minut później świetną akcję rozegrali Patryk Wronka i Grzegorz Pasiut, a kapitan GKS-u pewnym strzałem podwyższył wynik na 4:1. Do końca tercji goście stwarzali więcej okazji, ale świetnie bronił Lipiainen.
W trzeciej części meczu Katowice kontrolowały tempo gry i częściej zagrażały bramce gospodarzy. W 52. minucie Mateusz Michalski wykorzystał zamieszanie pod bramką Cracovii i zdobył kolejną bramkę dla GieKSy, choć chwilę później jedna z bramek została anulowana po analizie wideo. W 57. minucie formalności dopełnił Anderson. Po stracie krążka przez Seana Montgomery’ego krążek przejął napastnik GieKSyi skierował go do pustej bramki, rozstrzygając losy spotkania. W końcówce Ian McNulty miał jeszcze dobrą okazję, ale świetnie interweniował Lipiainen.
Katowice zakończyły zmagania w ćwierćfinale i pozostaje im czekaćna zwycięzcę rywalizacji KS Unia Oświęcim – KH Energa Toruń, z którym zmierzą się w półfinale.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze