Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: GKS Katowice wyrzucił Widzew z Pucharu Polski
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Widzew Łódź 1-1 (1-0, 1-1, 1-1), po rzutach karnych 4-2.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice zobaczyli pierwsze rzuty karne na Nowej Bukowej. A w nich GieKSa pokonała Widzew i zagra w półfinale Pucharu Polski!
[…] W przeciwieństwie do lutowego starcia w Ekstraklasie tym razem to Widzew zaczął mocno. W pierwszych dziesięciu minutach trzy razy sprawdził formę Rafała Strączka. Gospodarze mieli problem z dokładnym rozegraniem akcji, ale gdy już im się to udało od razu padł gol. Podobnie jak miesiąc wcześniej bramkarza pokonał Lukas Klemenz. Tym razem stoper dokonał tego nie głową, a nogą, uprzedzając Sebastiana Bergiera, co sprawiło dodatkową satysfakcję kibicom GieKSy pamiętających napastnikowi odejście z Bukowej w dość kiepskim stylu. Asystę przy trafieniu zapisał na swoje konto Alan Czerwiński.
Wtedy z wypełnionego po brzegi sektora fanów Widzewa rozległo się skandowanie domagające, by ich piłkarze zaczęli wreszcie grać. W połączeniu z plotkami mówiącymi, że stawką spotkania jest także posada trenera Igora Jovicevicia można się domyślać, że ciśnienie na ławce gości wzrosło niepomiernie. Do przerwy wynik już się nie zmienił, chociaż w ostatniejn akcji pierwszej połowy Ilia Szkurin powinien trafić z 8 metrów na 2:0, ale skończyło się na rzucie rożnym.
Takie okazje lubią się mścić. GKS o tym, że to prawda przekonał się szybko. W 53 minucie był bowiem już remis. Obrona gospodarzy pogubiła się po rzucie wolnym Juljana Shehu, a Andi Zeqiri z bliska kopnął piłkę do siatki.
W 62 minucie powiedzenie o zemście postanowił sprawdzić Sebastian Bergier marnując stuprocentową okazję wynikającą z błędu defensywy GKS-u. Tak się jednak nie stało i po 96 minutach meczu konieczna była dogrywka.
Zaczęło się od falowych ataków GKS-u i kapitalnego trafienia przewrotką Mateusza Wdowiaka. Gol nie został jednak uznany, bo nominalny napastnik był na spalonym. Do akcji wkroczył jednak VAR sprawdzając czy chwilę wcześniej nie było zagrania ręką, ale także w tym przypadku decyzja była negatywna dla gospodarzy. Katowiczanie najwyraźniej nie chcieli rzutów karnych, bo atakowali falami. Próbowali nawet strzelać z… rzutów rożnych, ale bramka Widzewa była jak zaczarowana. Co więcej, to Fran Alvarez miał piłkę meczową, ale ostatecznie tuż przed godziną 23.30 doszło do konkursu jedenastek, które – jak wynikło z losowania – miały być strzelane na bramkę, za którą siedzieli kibice gości.
W karnych jako pierwszy pomylił się Fran Alvarez, którego uderzenie w pierwszej serii obronił Rafał Strączek. Po dwóch seriach było 2:1 (trafili Arkadiusz Jędrych i Bartosz Nowak) i Damian Rasak podwyższył na 3:1. Po trzech seriach bylo 3:2. Do piłki podszedł Sebastian Milewski i było 4:2. Widzew znalazł się pod ścianą. Mariusz Fornalczyk i przestrzelił nad poprzeczką! GKS awansował do półfinału!
Tak się składa, że w tym roku przypada 40-lecie pierwszego z trzech triumfów GKS-u w Pucharze Polski. Do powtórzenia tamtej wielkiej historii pozostały już tylko dwa kroki. Półfinałowego rywala Katowiczanie poznają w piątek, w samo południe.
gol24.pl – Widzew Łódź odpadł z STS Pucharu Polski po rzutach karnych. Mariusz Fornalczyk zawalił decydującą próbę
Po regulaminowym czasie gry i dogrywce w pierwszym ćwierćfinale GKS Katowice – Widzew Łódź był bramkowy remis 1:1, a więc rzuty karne musiały zdecydować o awansie do półfinału STS Pucharu Polski. Na gola z pierwszej połowy Lukasa Klemenza w drugiej odpowiedział Andi Zeqiri, ale w serii jedenastek swoje próby zmarnowali Fran Alvarez i Mariusz Fornalczyk.
Zaczęło się od fatalnej pierwszej połowy dla przyjezdnych. W 28. minucie Lukas Klemenz wbił piłkę do siatki, a tylko dzięki refleksowi bramkarza łódzkiego zespołu Bartłomieja Drągowskiego w doliczonym czasie gry nie schodzili do szatni z dwubramkową stratą. Kompromitacja podopiecznych trenera Igora Jovicevicia wisiała w powietrzu, ale po zmianie stron na chwilę wrócili do gry i byli w stanie kilkakrotnie z powodzeniem nawet zagrozić bramce Rafała Strączka.
Jedno z dośrodkowań w pole karne na gola zamienił Szwajcar Andi Zeqiri. W 53. minucie zamknął akcję na dalszym słupku i doprowadził do remisu, a tym samym do dogrywki w ćwierćfinale.
Sędzia z powodu rac odpalonych przez kibiców w drugiej połowie doliczył do regulaminowego czasu aż sześć minut. Te jednak nie przyniosły rozstrzygnięcia i o awansie miało zdecydować dodatkowe 30 minut gry. Na boisku zameldował się m.in. skrzydłowy Widzewa Mariusz Fornalczyk, który miał dać jakość na skrzydle. Skrzydłowy efektownie ograł obrońcę, lecz jego strzał pozostawił wiele do życzenia – piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Z kolei Mateusz Wdowiak po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka trafił nawet do siatki, ale sędzia dopatrzył się spalonego.
W rzutach karnych skuteczniejsi okazali się gospodarze przy Nowej Bukowej. Ozdobą konkursu jedenastek była próba największej gwiazdy, będącego w ostatnich meczach w rewelacyjnej formie – Bartosza Nowaka, który pokonał Drągowskiego efektowną podcinką.
expressilustrowany.pl – Widzew przegrywa walkę o puchar, Widzew na kolanach. Koniec złudzeń. Czas na radykalne decyzje
Widzew Łódź odpadł w ćwierćfinale Puchar Polski po porażce z GKS Katowice. I nie byłoby w tym nic hańbiącego, gdyby nie styl i okoliczności – bezradność, chaos, a na końcu przegrane rzuty karne, które tylko przypieczętowały smutny obraz drużyny nie tylko pogubionej mentalnie, ale grającej bez żadnej koncepcji i taktyki.
Rzuty karne to loteria – mówi się od lat. Problem w tym, że wcześniej Widzew wyglądał jak zespół, który na tę „loterię” zapracował własną indolencją. Brak pomysłu na grę, przewidywalność, zmiany dokonywane jakby na oślep. Kibice Widzewa coraz częściej nie pytają już „czy”, ale „kiedy” coś się zmieni. Cierpliwość, która wśród fanów bywała imponująca, dziś wyraźnie się wyczerpała.
widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0, 1:1), kr. 4:2
Nie zadecydowało dziewięćdziesiąt minut, ani sto dwadzieścia. Sprawę awansu rozstrzygnęły rzuty karne, w których GKS był nieomylny i wyeliminował Widzew Łódź z rozgrywek Pucharu Polski.
[…] Pierwsza dobra okazja nadeszła w 3. minucie, a jej autorem byli Łodzianie. Wygrał pojedynek o piłkę Andi Zeqiri i od razu podał do lepiej ustawionego Sebastiana Bergiera. Polak podprowadził piłkę pod pole karne i zagrał do Juljana Shehu, który zdecydował się na dogranie piłki na dalszy słupek. Tam był Samuel Kozlovsky, który strzałem głową sprawdził czujność Rafała Strączka. Kolejna akcja i znów Widzew. Wrzucał z autu Marcel Krajewski, a piłka spadła na skraj pola karnego. Zeqiri opanował futbolówkę i oddał strzał, ale znów bronił Strączek. Tym sposobem RTS w pięć minut oddał więcej celnych strzałów, niż w sobotę w Szczecinie. 9. minuta i dobrze w pressingu popracowali Widzewiacy. Udało się odebrać piłkę pod polem karnym rywala, ale nie skorzystał z prezentu Shehu, który strzelił prosto w bramkarza gospodarzy.
W 16. minucie dobre podanie otrzymał do lewej strony Kozlovksy, który wpadł w pole karne, a rywal bardzo ryzykowanym wślizgiem powstrzymywał Słowaka. Podniosła się ławka Widzewa Łódź, ale arbiter nie miał wątpliwości i rzutu karnego nie podyktował. Chwilę później Łodzianie znów z dobrą okazją. Wrzucał z autu Krajewski, ale tym razem krótko do Zeqiriego. Ten od razu odegrał piłkę do młodzieżowego reprezentanta Polski, który dograł ją na głowę Emila Kornviga. Niestety futbolówka po koźle przeleciała nad poprzeczką. W 28. minucie po raz pierwszy do głosu doszli Katowiczanie. Piłka wrzucona z autu w pole karne, a to zagranie przedłużył Arkadiusz Jędrych. Zrobił się mały kocioł w widzewskiej szesnastce, ale udało się futbolówkę wybić przed pole karne, choć ta trafiła pod nogi rywala. Jeden z graczy „Gieksy” zagrał piłkę miękko za linię obrony Łodzian, a tam urwał się Lukas Klemenz, który z bliskiej odległości pokonał Bartłomieja Drągowskiego.
Doliczony czas pierwszej połowy i drugi wypad gospodarzy na połowę Widzewiaków. Środkiem pomknął pewnie Eman Marković, który pod polem karnym podał do lewej strony do Bartosza Nowaka. Najlepszy strzelec GKS-u ładnym podaniem znalazł Ilję Szkurina. Białorusin miał sytuację stuprocentową, ale lepszy w tym pojedynku okazał się Drągowski, który sparował piłkę na słupek. Gospodarze mieli jeszcze rzut rożny, ale dopuścili się faulu w ofensywie. Chwilę po jego odgwizdaniu sędzia Myć zakończył pierwszą połowę, po której Widzew tak jak przed miesiącem, zszedł do szatni ze stratą jednej bramki.Futsal Widzew transmisje
Po przerwie rzucił się do ataku Widzew. Bergier pressowany przy linii końcowej wycofał do Shehu, który posłał bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne, a głową uderzał Kornvig. Duńczyk wszedł nieco pod piłkę, przez co jego strzał powędrował nad poprzeczką. RTS poszedł za ciosem. Dobrze zabrał się Shehu z piłką i musiał go faulować Mateusz Kowalczyk, za co obejrzał żółtą kartkę. Wydawało się, że Albańczyk będzie uderzał, ale zagrał sprytnie do lewej strony do Kozlovskyego. Ten dograł futbolówkę płasko spod linii końcowej, a do siatki wpakował ją Zeqiri! Chwilę później po rzucie rożnym próbował jeszcze piętą Szwajcar, ale zrobił to zbyt lekko i pewnie bronił Strączek. Świetnie zaczęli drugą połowę czerwono-biało-czerwoni.
62. minuta i na dwudziestym metrze od bramki rywala piłkę przechwycił Kornvig. Duńczyk od razu zagrał do Bergiera, który był w stuprocentowej sytuacji. 26-letni napastnik musi zamieniać takie sytuacje w gola. Podszedł do piłki jednak zbyt czytelnie i można było się spodziewać, gdzie będzie strzelać. Szkoda, że nie spróbował uderzenia po krótkim słupku. Od sześćdziesiątej drugiej minuty w zasadzie nic się nie wydarzyło. Aktywniejszy był Widzew, który śmiało można stwierdzić, że miał z gry więcej, ale nie wynikały z tego żadne konkrety. W ostatnim kwadransie i doliczonym czasie gry obie ekipy nie wychodziły ochoczo do ofensywy. Zarówno jedna, jak i druga strona nie chciała zaryzykować.
W trzecią część tego spotkania ponownie lepiej weszli goście, którzy kilkukrotnie dośrodkowywali piłkę w pole karne, ale bez pozytywnego skutku. Uderzał jeszcze Kornvig, ale był blokowany. Gospodarze pierwszy wypad na połowę rywala przeprowadzili w 97. minucie. Dobrze znalazł się z prawej strony jeden z piłkarzy „Gieksy”, który miękko dośrodkował futbolówkę w pole karne, a tam był niekryty Wdowiak. Zawodnik GKS-u strzałem nożycami pokonał Drągowskiego. Sędzia liniowy od razu podniósł chorągiewkę, alarmując pozycję spaloną. Interweniował VAR i bramka ostatecznie nie została uznana. Upiekło się czerwono-biało-czerwonym. W minucie sto drugiej odgryzł się Widzew. Z prawej strony piłkę przed pole karne zagrał Isaac, gdzie był Shehu. Futbolówka podskoczyła Albańczykowi przed strzałem, przez co uderzył bardzo nieczysto. Dosyć niespodziewanie wyszedł z tego bardzo niezdarny lob i musiał interweniować Strączek. Mieli Łodzianie szczęście w końcówce pierwszej połowy dogrywki. Zakręcił się trochę Selahi, a później Kozlovsky i z szybką kontrą ruszyli gospodarze. Do ostatniego podania nie dopadł zawodnik GKS-u. Gdyby to jednak mu się udało, to miałby sytuację stuprocentową, a zabrakło naprawdę niewiele.Historia
W ostatnim kwadransie tego meczu obie drużyny grały bardzo zachowawczo. Dopiero w 117. minucie z pierwszym konkretem gospodarze. Prawą stroną ruszył Wędrychowski, który zszedł do środka na lewą nogę, znalazł trochę miejsca i oddał strzał. Pewnie w koszyczek łapał jednak Drągowski. Minutę później znów GKS. Dośrodkowanie futbolówki z lewej strony prosto na głowę jednego z graczy „Gieksy”, który oddał bardzo słaby strzał głową. Znów piłka skończyła w koszyczku bramkarza Widzewa Łódź. Ależ miał akcję RTS w pierwszej doliczonej minucie gry. Świetnie minął rywala przy linii bocznej Fornalczyk, który później dobrze dograł płasko w pole karne. Uderzał Alvarez, ale jego strzał został zablokowany. Po tym bloku piłka przeleciała nad poprzeczką. Było bardzo blisko.
Do jedenastki pierwszy podszedł Jędrych, który z problemami, ale pokonał Drągowskiego. Po stronie widzewskiej zaczynał Alvarez, którego intencje niestety wyczuł Strączek. Następnie strzelali kolejno Nowak, Kornvig, Rasak, Cheng i Milewski. Wszyscy pewnie wpakowywali piłkę do siatki. Po Milewskim do jedenastki podszedł Fornalczyk, który uderzył wysoko nad poprzeczką. GKS Katowice wygrał w rzutach karnych 4:2 i awansował do półfinału Pucharu Polski. Widzewowi pozostała już tylko walka o utrzymanie.
widzew.com – STS Puchar Polski już bez Widzewa
To był emocjonujący, ale na koniec smutny wieczór dla piłkarzy i kibiców Widzewa. Łodzianie po dogrywce i rzutach karnych przegrali w Katowicach z GKS-em i odpadli z STS Pucharu Polski w meczu o awans do półfinału tych rozgrywek.
[…] Widzewiacy rozpoczęli spotkanie w stolicy Górnego Śląska nie tylko z czterema zmianami, ale również w innym ustawieniu niż w poprzednich meczach (3-5-2). Łodzianie od pierwszej minuty odważnie zaatakowali i stworzyli sobie kilka sytuacji pod bramką GKS-u, jednak żadnej z nich nie zamienili na gola.
Gospodarze byli bardziej konkretni. W 28. minucie Alan Czerwiński przerzucił piłkę idealnie nad linią widzewskiej defensywy i przejął ją Lukas Klemenz, który ponownie pokonał Bartłomieja Drągowskiego. Tak jak wcześniej w spotkaniu PKO BP Ekstraklasy.
Tuż przed końcem pierwszej połowy Katowiczanie mogli podwyższyć wynik. W dobrej sytuacji znalazł się Ilia Szkurin, ale po jego strzale i bardzo dobrej interwencji Drągowskiego piłka odbiła się od słupka i wyszła poza boisko.
Drugą część spotkania obie drużyny rozpoczęły bez zmian w składach, ale po ośmiu minutach gry zmienił się wynik. Widzewiacy wywalczyli rzut wolny przed polem karnym rywali, a Juljan Shehu zaskoczył wszystkich podaniem do boku do Kozlovskiego, który posłał mocne podanie pod bramkę gospodarzy, a tam celnie przeciął je Andi Zeqiri.
Widzew doprowadził do wyrównania, a niespełna dziesięć minut później goście mogli, i powinni, objąć prowadzenie. Emil Kornvig odebrał piłkę Mateuszowi Kowalczykowi i podał do Bergiera. Napastnik postanowił strzelać po ziemi zamiast podawać do dobrze ustawionego Zeqiriego i finalnie piłka trafiła do rąk Rafała Strączka.
Potem sędzia zarządził kilkuminutową przerwę z powodu zadymienia boiska przez race odpalone przez kibiców gospodarzy. Po wznowieniu żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy i rozstrzygnąć meczu w regulaminowym czasie. Pod koniec drugiej połowy na boisku pojawili się najpierw Fran Alvarez, a później Carlos Isaac i Lindon Selahi w miejsce Zeqiriego, Krajewskiego i Leragera.
W pierwszej części dogrywki to GKS pokazał się z lepszej strony i stworzył sobie kilka okazji do zdobycia bramki. Raz nawet piłka zatrzepotała w siatce widzewskiej bramki po efektownym strzale Wdowiaka, który jednak był na pozycji spalonej.
Na ostatnie piętnaście minut w zespole Widzewa pojawił się na boisku Christopher Cheng w miejsce Kozlovskiego. Potem jeszcze Mariusz Fornalczyk zastąpił Bergiera. Na boisku sytuacja nie ulegała zmianie, bo atakowali głównie gospodarze, a dwie dobre okazje do pokonania Drągowskiego miał Wędrychowski. Na sam koniec Łodzianie mogli rozstrzygnąć wynik na swoją korzyść. Skrzydłem pognał Fornalczyk i dograł pod samą bramkę GKS-u, gdzie do piłki doszedł Fran Alvarez i minimalnie chybił.
O awansie do półfinału miały zadecydować rzuty karne. W nich bezbłędnie z jedenastego metra strzelali podopieczni Rafała Góraka, którzy nie spudłowali żadnego z czterech pierwszych karnych. Tymczasem strzał Frana Alvareza obronił golkiper GKS-u, a Mariusz Fornalczyk uderzył niecelnie i Widzew zakończył swój udział w STS Pucharze Polski 2025/2026.
lodzkisport.pl – Koniec marzeń Widzewa o Europie. Teraz już tylko walka o utrzymanie
[…] Niestety, tak jak dwa lata temu w Krakowie, tak teraz w Katowicach zakończyły sie marzenia Łodzian o wielkim finale na Stadionie Narodowym. Widzew przegrał po serii rzutów karnych. Mówi się, że to loteria, ale to nieprawda. To pojedynek mentalny, ale też wyzwanie dla trenerów. To oni decydują kto będzie strzelać, w jakiej kolejności itp. I tu nawet nie kamyczek, a głaz do ogródka trenera Jovicevicia.
Siedem minut przed końcem dogrywki ściągnął z boiska Sebastiana Bergiera, który jest etatowym wykonawcą rzutów karnych. Mało tego, wprowadzony za Bergiera Mariusz Fornalczyk został wyznaczony do strzelania w czwartej serii. To dość oczywiste, że to może być seria, która będzie decydować o losach meczu. I potencjalnie ma o niej decydować zawodnik, o którym każdy wie, że ma problemy z „podpalaniem się” w decydujących momentach.
podkarpacielive.pl – GKS Katowice wyrzucił Widzew Łódź z STS Pucharu Polski. Awansowali do półfinału!
Mecz GKS-u Katowice z Widzewem Łódź w ćwierćfinale STS Pucharu Polski od początku dostarczał dużych emocji i nie brakowało w nim zwrotów akcji. Obie drużyny miały swoje momenty, a kibice zobaczyli zarówno piękne bramki, jak i niewykorzystane stuprocentowe sytuacje.
Po niepełnie pół godzinie gry cieszyli się gospodarze. Po dośrodkowaniu w pole karne doszło do zamieszania w powietrzu, a piłka trafiła w okolice piątego metra. Najlepiej odnalazł się tam Łukasz Klemenz, który pewnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik spotkania. Obrońca GKS-u zachował zimną krew i nie dał bramkarzowi żadnych szans. Asystą w tej sytuacji popisał się niezawodny Bartosz Nowak.
Katowiczanie mogli pójść za ciosem. Tuż przed końcem pierwszej połowy po efektownej kontrze Ilja Szkurin posłał dalekie podanie do Nowaka, a ten dograł w pole karne do wracającego Białorusina. Sytuacja sam na sam zakończyła się jednak kapitalną interwencją Bartłomieja Drągowskiego, który uratował Widzew przed utratą drugiej bramki.
Po zmianie stron goście doprowadzili do wyrównania. Osiem minut po wznowieniu gry dobrze rozegrany stały fragment przyniósł efekt. Juljan Shehu przerzucił ciężar gry na lewą stronę do Samuela Kozlovskyego, który miał sporo miejsca i swobodnie wprowadził piłkę w pole karne. Na drugim słupku świetnie odnalazł się Andi Zeqiri, zamykając akcję i doprowadzając do remisu. Rafał Strączek był bliski skutecznej interwencji, ale futbolówka wpadła do siatki.
W 62. minucie Widzew miał znakomitą okazję na objęcie prowadzenia. Po przechwycie przed polem karnym w idealnej sytuacji znalazł się Sebastian Bergier. Napastnik stanął oko w oko ze Strączkiem, jednak jego strzał trafił prosto w bramkarza GKS-u, który wygrał ten pojedynek.
Dogrywka przyniosła kolejne wielkie emocje. W szóstej minucie dodatkowego czasu gry po krótkim rozegraniu na prawej stronie dośrodkował Klemenz, a Michał Wdowik popisał się efektowną przewrotką i umieścił piłkę w siatce. Gol był niezwykle widowiskowy, jednak po analizie sędzia dopatrzył się spalonego i bramka nie została uznana.
Końcówka nie przyniosła już rozstrzygnięcia. Po znakomitej okazji w 122. minucie, kiedy po akcji Mariusz Fornalczyk i strzale Jordi Alvarez piłka minimalnie przeleciała nad poprzeczką, sędzia chwilę później zakończył dogrywkę. Obie drużyny miały swoje momenty, były gole, była nieuznana bramka po efektownej przewrotce, były stuprocentowe sytuacje, ale po 120 minutach wciąż nie poznaliśmy zwycięzcy.
sportowefakty.wp.pl – Znamy pierwszego półfinalistę Pucharu Polski. Decydowały rzuty karne
[…] Ten mecz miał być ostatnią szansą dla trenera Igora Jovićevicia. Nie udało się. Nie pomogła zmiana ustawienia na 1-3-5-2. Gra Widzewa Łódź była niemal identyczna, jak w poprzednich meczach. Tam niewiele się zgadzało, poza paroma zrywami.
– Gramy dobrze, ale nie wygrywamy – mówił Jovićević przed wyjazdem do Katowic.
No cóż. Łodzianie odpadli z Pucharu Polski i – cytując klasyka – będą mogli skupić się na lidze. Pytanie tylko czy z Chorwatem na ławce.
GKS objął prowadzenie po golu Lukasa Klemenza. Wyrównał w drugiej połowie Andi Zeqiri.
Dziewięćdziesiąt minut rozstrzygnięcia nie przyniosło, więc trzeba było grać dodatkowe 30 minut. I w pierwszej części fenomenalnego gola nożycami strzelił Mateusz Wdowiak, ale jego radość trwała raptem kilka sekund, gdyż podający mu Erik Jirka znajdował się na minimalnym spalonym.
Katowiczanie sprawiali lepsze wrażenie, dobrą okazję zmarnował choćby Marcel Wędrychowski. Ale goli już nie widzieliśmy. O wszystkim decydowały rzuty karne, a w tym aspekcie lepsi byli podopieczni Rafała Góraka. Oni byli bezbłędni, a podsumowaniem postawy Widzewa był strzał Mariusza Fornalczyka nad poprzeczką.
Widzew zaczął odważnie, miał szeroko pojętą inicjatywę, natomiast nie przekładało się to na klarowne sytuacje. GKS cierpliwie czekał na swoją szansę. I w końcu się doczekał. Gol padł w 28. minucie – Alan Czerwiński wrzucił piłkę w pole karne, a Klemenz zachował się niczym rasowy napastnik i uderzył nie do obrony. To była kontynuacja akcji po dalekim wyrzucie piłki z autu, stąd obecność Klemenza w „szesnastce”.
I na dobrą sprawę – do przerwy GKS powinien prowadzić wyżej. W doliczonym czasie gry profesor Bartosz Nowak zagrał idealnie w pole karne, ale Bartłomiej Drągowski w fantastycznym stylu obronił strzał Ilji Szkurina.
To mógł być punkt zwrotny. Zwłaszcza, że na drugą połowę łodzianie wyszli odmienieni. To znaczy, dalej nie było fajerwerków, ale przynajmniej coś zaczęło się dziać. Najpierw doskonałą okazję z kilku metrów zmarnował Emil Kornvig, a po chwili do wyrównania doprowadził Andi Zeqiri, który sfinalizował na wślizgu płaskie dośrodkowanie Samuela Kozlovsky’ego.
GKS po przerwie w zasadzie nie istniał. To Widzew przeważał i w 62. minucie miał wymarzoną okazję, by wyjść na prowadzenie. Po stracie Mateusza Kowalczyka i dobrym podaniu Kornviga stuprocentową szansę miał Sebastian Bergier, lecz strzelił prosto w Strączka.
Dogrywka była już ze wskazaniem na gospodarzy, ale też bez przesadnych szaleństw. W 120. minucie jedyną sensowną sytuację dla Widzewa zmarnował natomiast Fran Alvarez. A rzuty karne? To już osobna historia, kontrola emocji, element szczęścia.
sport.dziennik.pl – GKS Katowice półfinalistą Pucharu Polski. Widzew Łódź odpadł po rzutach karnych
[…] Widzew rozpoczął spotkanie bardzo ofensywnie i szybko okazje do wykazania się miał bramkarz rywali. Rafał Strączek obronił strzał głową Samuela Kozlovsky’ego z bliska oraz uderzenia Andiego Zeqiriego i Juljana Shehu zza pola karnego.
Gola zdobył jednak zespół trenera Rafała Góraka. W 28. minucie do prostopadłego podania Alana Czerwińskiego dopadł tuż przed bramką Lukas Klemenz i nie dał szans Bartłomiejowi Drągowskiemu.
Kibice Widzewa, którzy w licznej grupie zasiedli na trybunach, zachęcali swoich piłkarzy do natarcia i podopieczni trenera Igora Jovicevica „przycisnęli” rywali. Bez skutku. Za to w doliczonym czasie kontrę Katowiczan mógł zakończyć trafieniem Ilia Szkurin. Nie zdołał jednak pokonać łódzkiego golkipera w sytuacji jeden na jeden.
Atak przyjezdnych trwał także po przerwie. Przed bramką Katowiczan było groźnie. Tuż nad poprzeczką z bliska posłał piłkę głową Emil Kornvig, a chwilę później Łodzianie wyrównali. Sprytnie rozegrali rzut wolny, z lewej strony boiska wzdłuż bramki zagrał Kozlovsky, a akcję „zamknął” Zeqiri.
Błąd katowickiej defensywy w 61. minucie mógł przynieść drugiego gola dla przeciwnika, ale Strączek obronił uderzenie Sebastiana Bergiera z niewielkiej odległości. Potem spotkanie zostało na krótko przerwane, z powodu zadymienia po pirotechnicznym „pokazie” miejscowych fanów. Po wznowieniu gry, mimo zmian w obu ekipach, kibice nie obejrzeli podbramkowych spięć. Gra była rwana, z wieloma niecelnymi zagraniami.
W tej sytuacji konieczna była dogrywka. Groźniej atakowali w niej gospodarze. W 96. minucie Mateusz Wdowiak trafił nawet do siatki, tyle, że ze „spalonego” i gol nie został uznany. Później bezpośrednio z rzutu rożnego przymierzył Bartosz Nowak, a piłkę głową z linii bramkowej wybił Stelios Andreou.
Po zmianie stron zaatakował Widzew. Z 18 metrów próbował zaskoczyć Strączka Fran Alvarez. W odpowiedzi formę golkipera gości przetestował dwukrotnie Marcel Wędrychowski, a w ostatniej akcji ogromną szansę dla Łodzian zmarnował Alvarez. Po podaniu Mariusza Fornalczyka spudłował z pięciu metrów.
O awansie rozstrzygał konkurs rzutów karnych. Egzekwowano je na bramkę, za którą siedzieli kibice Widzewa. Nie pomogło to gościom. Katowiczanie egzekwowali „jedenastki” bezbłędnie. Strączek obronił strzał Alvareza, a Fornalczyk uderzył nad poprzeczką.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze