Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: GKS Katowice wyrzucił Widzew z Pucharu Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Widzew Łódź 1-1 (1-0, 1-1, 1-1), po rzutach karnych 4-2.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice zobaczyli pierwsze rzuty karne na Nowej Bukowej. A w nich GieKSa pokonała Widzew i zagra w półfinale Pucharu Polski!

[…] W przeciwieństwie do lutowego starcia w Ekstraklasie tym razem to Widzew zaczął mocno. W pierwszych dziesięciu minutach trzy razy sprawdził formę Rafała Strączka. Gospodarze mieli problem z dokładnym rozegraniem akcji, ale gdy już im się to udało od razu padł gol. Podobnie jak miesiąc wcześniej bramkarza pokonał Lukas Klemenz. Tym razem stoper dokonał tego nie głową, a nogą, uprzedzając Sebastiana Bergiera, co sprawiło dodatkową satysfakcję kibicom GieKSy pamiętających napastnikowi odejście z Bukowej w dość kiepskim stylu. Asystę przy trafieniu zapisał na swoje konto Alan Czerwiński.

Wtedy z wypełnionego po brzegi sektora fanów Widzewa rozległo się skandowanie domagające, by ich piłkarze zaczęli wreszcie grać. W połączeniu z plotkami mówiącymi, że stawką spotkania jest także posada trenera Igora Jovicevicia można się domyślać, że ciśnienie na ławce gości wzrosło niepomiernie. Do przerwy wynik już się nie zmienił, chociaż w ostatniejn akcji pierwszej połowy Ilia Szkurin powinien trafić z 8 metrów na 2:0, ale skończyło się na rzucie rożnym.

Takie okazje lubią się mścić. GKS o tym, że to prawda przekonał się szybko. W 53 minucie był bowiem już remis. Obrona gospodarzy pogubiła się po rzucie wolnym Juljana Shehu, a Andi Zeqiri z bliska kopnął piłkę do siatki.

W 62 minucie powiedzenie o zemście postanowił sprawdzić Sebastian Bergier marnując stuprocentową okazję wynikającą z błędu defensywy GKS-u. Tak się jednak nie stało i po 96 minutach meczu konieczna była dogrywka.

Zaczęło się od falowych ataków GKS-u i kapitalnego trafienia przewrotką Mateusza Wdowiaka. Gol nie został jednak uznany, bo nominalny napastnik był na spalonym. Do akcji wkroczył jednak VAR sprawdzając czy chwilę wcześniej nie było zagrania ręką, ale także w tym przypadku decyzja była negatywna dla gospodarzy. Katowiczanie najwyraźniej nie chcieli rzutów karnych, bo atakowali falami. Próbowali nawet strzelać z… rzutów rożnych, ale bramka Widzewa była jak zaczarowana. Co więcej, to Fran Alvarez miał piłkę meczową, ale ostatecznie tuż przed godziną 23.30 doszło do konkursu jedenastek, które – jak wynikło z losowania – miały być strzelane na bramkę, za którą siedzieli kibice gości.

W karnych jako pierwszy pomylił się Fran Alvarez, którego uderzenie w pierwszej serii obronił Rafał Strączek. Po dwóch seriach było 2:1 (trafili Arkadiusz Jędrych i Bartosz Nowak) i Damian Rasak podwyższył na 3:1. Po trzech seriach bylo 3:2. Do piłki podszedł Sebastian Milewski i było 4:2. Widzew znalazł się pod ścianą. Mariusz Fornalczyk i przestrzelił nad poprzeczką! GKS awansował do półfinału!

Tak się składa, że w tym roku przypada 40-lecie pierwszego z trzech triumfów GKS-u w Pucharze Polski. Do powtórzenia tamtej wielkiej historii pozostały już tylko dwa kroki. Półfinałowego rywala Katowiczanie poznają w piątek, w samo południe.

gol24.pl – Widzew Łódź odpadł z STS Pucharu Polski po rzutach karnych. Mariusz Fornalczyk zawalił decydującą próbę

Po regulaminowym czasie gry i dogrywce w pierwszym ćwierćfinale GKS Katowice – Widzew Łódź był bramkowy remis 1:1, a więc rzuty karne musiały zdecydować o awansie do półfinału STS Pucharu Polski. Na gola z pierwszej połowy Lukasa Klemenza w drugiej odpowiedział Andi Zeqiri, ale w serii jedenastek swoje próby zmarnowali Fran Alvarez i Mariusz Fornalczyk.

Zaczęło się od fatalnej pierwszej połowy dla przyjezdnych. W 28. minucie Lukas Klemenz wbił piłkę do siatki, a tylko dzięki refleksowi bramkarza łódzkiego zespołu Bartłomieja Drągowskiego w doliczonym czasie gry nie schodzili do szatni z dwubramkową stratą. Kompromitacja podopiecznych trenera Igora Jovicevicia wisiała w powietrzu, ale po zmianie stron na chwilę wrócili do gry i byli w stanie kilkakrotnie z powodzeniem nawet zagrozić bramce Rafała Strączka.

Jedno z dośrodkowań w pole karne na gola zamienił Szwajcar Andi Zeqiri. W 53. minucie zamknął akcję na dalszym słupku i doprowadził do remisu, a tym samym do dogrywki w ćwierćfinale.

Sędzia z powodu rac odpalonych przez kibiców w drugiej połowie doliczył do regulaminowego czasu aż sześć minut. Te jednak nie przyniosły rozstrzygnięcia i o awansie miało zdecydować dodatkowe 30 minut gry. Na boisku zameldował się m.in. skrzydłowy Widzewa Mariusz Fornalczyk, który miał dać jakość na skrzydle. Skrzydłowy efektownie ograł obrońcę, lecz jego strzał pozostawił wiele do życzenia – piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Z kolei Mateusz Wdowiak po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka trafił nawet do siatki, ale sędzia dopatrzył się spalonego.

W rzutach karnych skuteczniejsi okazali się gospodarze przy Nowej Bukowej. Ozdobą konkursu jedenastek była próba największej gwiazdy, będącego w ostatnich meczach w rewelacyjnej formie – Bartosza Nowaka, który pokonał Drągowskiego efektowną podcinką.

expressilustrowany.pl – Widzew przegrywa walkę o puchar, Widzew na kolanach. Koniec złudzeń. Czas na radykalne decyzje

Widzew Łódź odpadł w ćwierćfinale Puchar Polski po porażce z GKS Katowice. I nie byłoby w tym nic hańbiącego, gdyby nie styl i okoliczności – bezradność, chaos, a na końcu przegrane rzuty karne, które tylko przypieczętowały smutny obraz drużyny nie tylko pogubionej mentalnie, ale grającej bez żadnej koncepcji i taktyki.

Rzuty karne to loteria – mówi się od lat. Problem w tym, że wcześniej Widzew wyglądał jak zespół, który na tę „loterię” zapracował własną indolencją. Brak pomysłu na grę, przewidywalność, zmiany dokonywane jakby na oślep. Kibice Widzewa coraz częściej nie pytają już „czy”, ale „kiedy” coś się zmieni. Cierpliwość, która wśród fanów bywała imponująca, dziś wyraźnie się wyczerpała.

widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0, 1:1), kr. 4:2

Nie zadecydowało dziewięćdziesiąt minut, ani sto dwadzieścia. Sprawę awansu rozstrzygnęły rzuty karne, w których GKS był nieomylny i wyeliminował Widzew Łódź z rozgrywek Pucharu Polski.

[…] Pierwsza dobra okazja nadeszła w 3. minucie, a jej autorem byli Łodzianie. Wygrał pojedynek o piłkę Andi Zeqiri i od razu podał do lepiej ustawionego Sebastiana Bergiera. Polak podprowadził piłkę pod pole karne i zagrał do Juljana Shehu, który zdecydował się na dogranie piłki na dalszy słupek. Tam był Samuel Kozlovsky, który strzałem głową sprawdził czujność Rafała Strączka. Kolejna akcja i znów Widzew. Wrzucał z autu Marcel Krajewski, a piłka spadła na skraj pola karnego. Zeqiri opanował futbolówkę i oddał strzał, ale znów bronił Strączek. Tym sposobem RTS w pięć minut oddał więcej celnych strzałów, niż w sobotę w Szczecinie. 9. minuta i dobrze w pressingu popracowali Widzewiacy. Udało się odebrać piłkę pod polem karnym rywala, ale nie skorzystał z prezentu Shehu, który strzelił prosto w bramkarza gospodarzy.

W 16. minucie dobre podanie otrzymał do lewej strony Kozlovksy, który wpadł w pole karne, a rywal bardzo ryzykowanym wślizgiem powstrzymywał Słowaka. Podniosła się ławka Widzewa Łódź, ale arbiter nie miał wątpliwości i rzutu karnego nie podyktował. Chwilę później Łodzianie znów z dobrą okazją. Wrzucał z autu Krajewski, ale tym razem krótko do Zeqiriego. Ten od razu odegrał piłkę do młodzieżowego reprezentanta Polski, który dograł ją na głowę Emila Kornviga. Niestety futbolówka po koźle przeleciała nad poprzeczką. W 28. minucie po raz pierwszy do głosu doszli Katowiczanie. Piłka wrzucona z autu w pole karne, a to zagranie przedłużył Arkadiusz Jędrych. Zrobił się mały kocioł w widzewskiej szesnastce, ale udało się futbolówkę wybić przed pole karne, choć ta trafiła pod nogi rywala. Jeden z graczy „Gieksy” zagrał piłkę miękko za linię obrony Łodzian, a tam urwał się Lukas Klemenz, który z bliskiej odległości pokonał Bartłomieja Drągowskiego.

Doliczony czas pierwszej połowy i drugi wypad gospodarzy na połowę Widzewiaków. Środkiem pomknął pewnie Eman Marković, który pod polem karnym podał do lewej strony do Bartosza Nowaka. Najlepszy strzelec GKS-u ładnym podaniem znalazł Ilję Szkurina. Białorusin miał sytuację stuprocentową, ale lepszy w tym pojedynku okazał się Drągowski, który sparował piłkę na słupek. Gospodarze mieli jeszcze rzut rożny, ale dopuścili się faulu w ofensywie. Chwilę po jego odgwizdaniu sędzia Myć zakończył pierwszą połowę, po której Widzew tak jak przed miesiącem, zszedł do szatni ze stratą jednej bramki.Futsal Widzew transmisje

Po przerwie rzucił się do ataku Widzew. Bergier pressowany przy linii końcowej wycofał do Shehu, który posłał bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne, a głową uderzał Kornvig. Duńczyk wszedł nieco pod piłkę, przez co jego strzał powędrował nad poprzeczką. RTS poszedł za ciosem. Dobrze zabrał się Shehu z piłką i musiał go faulować Mateusz Kowalczyk, za co obejrzał żółtą kartkę. Wydawało się, że Albańczyk będzie uderzał, ale zagrał sprytnie do lewej strony do Kozlovskyego. Ten dograł futbolówkę płasko spod linii końcowej, a do siatki wpakował ją Zeqiri! Chwilę później po rzucie rożnym próbował jeszcze piętą Szwajcar, ale zrobił to zbyt lekko i pewnie bronił Strączek. Świetnie zaczęli drugą połowę czerwono-biało-czerwoni.

62. minuta i na dwudziestym metrze od bramki rywala piłkę przechwycił Kornvig. Duńczyk od razu zagrał do Bergiera, który był w stuprocentowej sytuacji. 26-letni napastnik musi zamieniać takie sytuacje w gola. Podszedł do piłki jednak zbyt czytelnie i można było się spodziewać, gdzie będzie strzelać. Szkoda, że nie spróbował uderzenia po krótkim słupku. Od sześćdziesiątej drugiej minuty w zasadzie nic się nie wydarzyło. Aktywniejszy był Widzew, który śmiało można stwierdzić, że miał z gry więcej, ale nie wynikały z tego żadne konkrety. W ostatnim kwadransie i doliczonym czasie gry obie ekipy nie wychodziły ochoczo do ofensywy. Zarówno jedna, jak i druga strona nie chciała zaryzykować.

W trzecią część tego spotkania ponownie lepiej weszli goście, którzy kilkukrotnie dośrodkowywali piłkę w pole karne, ale bez pozytywnego skutku. Uderzał jeszcze Kornvig, ale był blokowany. Gospodarze pierwszy wypad na połowę rywala przeprowadzili w 97. minucie. Dobrze znalazł się z prawej strony jeden z piłkarzy „Gieksy”, który miękko dośrodkował futbolówkę w pole karne, a tam był niekryty Wdowiak. Zawodnik GKS-u strzałem nożycami pokonał Drągowskiego. Sędzia liniowy od razu podniósł chorągiewkę, alarmując pozycję spaloną. Interweniował VAR i bramka ostatecznie nie została uznana. Upiekło się czerwono-biało-czerwonym. W minucie sto drugiej odgryzł się Widzew. Z prawej strony piłkę przed pole karne zagrał Isaac, gdzie był Shehu. Futbolówka podskoczyła Albańczykowi przed strzałem, przez co uderzył bardzo nieczysto. Dosyć niespodziewanie wyszedł z tego bardzo niezdarny lob i musiał interweniować Strączek. Mieli Łodzianie szczęście w końcówce pierwszej połowy dogrywki. Zakręcił się trochę Selahi, a później Kozlovsky i z szybką kontrą ruszyli gospodarze. Do ostatniego podania nie dopadł zawodnik GKS-u. Gdyby to jednak mu się udało, to miałby sytuację stuprocentową, a zabrakło naprawdę niewiele.Historia

W ostatnim kwadransie tego meczu obie drużyny grały bardzo zachowawczo. Dopiero w 117. minucie z pierwszym konkretem gospodarze. Prawą stroną ruszył Wędrychowski, który zszedł do środka na lewą nogę, znalazł trochę miejsca i oddał strzał. Pewnie w koszyczek łapał jednak Drągowski. Minutę później znów GKS. Dośrodkowanie futbolówki z lewej strony prosto na głowę jednego z graczy „Gieksy”, który oddał bardzo słaby strzał głową. Znów piłka skończyła w koszyczku bramkarza Widzewa Łódź. Ależ miał akcję RTS w pierwszej doliczonej minucie gry. Świetnie minął rywala przy linii bocznej Fornalczyk, który później dobrze dograł płasko w pole karne. Uderzał Alvarez, ale jego strzał został zablokowany. Po tym bloku piłka przeleciała nad poprzeczką. Było bardzo blisko.

Do jedenastki pierwszy podszedł Jędrych, który z problemami, ale pokonał Drągowskiego. Po stronie widzewskiej zaczynał Alvarez, którego intencje niestety wyczuł Strączek. Następnie strzelali kolejno Nowak, Kornvig, Rasak, Cheng i Milewski. Wszyscy pewnie wpakowywali piłkę do siatki. Po Milewskim do jedenastki podszedł Fornalczyk, który uderzył wysoko nad poprzeczką. GKS Katowice wygrał w rzutach karnych 4:2 i awansował do półfinału Pucharu Polski. Widzewowi pozostała już tylko walka o utrzymanie.

widzew.com – STS Puchar Polski już bez Widzewa

To był emocjonujący, ale na koniec smutny wieczór dla piłkarzy i kibiców Widzewa. Łodzianie po dogrywce i rzutach karnych przegrali w Katowicach z GKS-em i odpadli z STS Pucharu Polski w meczu o awans do półfinału tych rozgrywek.

[…] Widzewiacy rozpoczęli spotkanie w stolicy Górnego Śląska nie tylko z czterema zmianami, ale również w innym ustawieniu niż w poprzednich meczach (3-5-2). Łodzianie od pierwszej minuty odważnie zaatakowali i stworzyli sobie kilka sytuacji pod bramką GKS-u, jednak żadnej z nich nie zamienili na gola.

Gospodarze byli bardziej konkretni. W 28. minucie Alan Czerwiński przerzucił piłkę idealnie nad linią widzewskiej defensywy i przejął ją Lukas Klemenz, który ponownie pokonał Bartłomieja Drągowskiego. Tak jak wcześniej w spotkaniu PKO BP Ekstraklasy.

Tuż przed końcem pierwszej połowy Katowiczanie mogli podwyższyć wynik. W dobrej sytuacji znalazł się Ilia Szkurin, ale po jego strzale i bardzo dobrej interwencji Drągowskiego piłka odbiła się od słupka i wyszła poza boisko.

Drugą część spotkania obie drużyny rozpoczęły bez zmian w składach, ale po ośmiu minutach gry zmienił się wynik. Widzewiacy wywalczyli rzut wolny przed polem karnym rywali, a Juljan Shehu zaskoczył wszystkich podaniem do boku do Kozlovskiego, który posłał mocne podanie pod bramkę gospodarzy, a tam celnie przeciął je Andi Zeqiri.

Widzew doprowadził do wyrównania, a niespełna dziesięć minut później goście mogli, i powinni, objąć prowadzenie. Emil Kornvig odebrał piłkę Mateuszowi Kowalczykowi i podał do Bergiera. Napastnik postanowił strzelać po ziemi zamiast podawać do dobrze ustawionego Zeqiriego i finalnie piłka trafiła do rąk Rafała Strączka.

Potem sędzia zarządził kilkuminutową przerwę z powodu zadymienia boiska przez race odpalone przez kibiców gospodarzy. Po wznowieniu żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy i rozstrzygnąć meczu w regulaminowym czasie. Pod koniec drugiej połowy na boisku pojawili się najpierw Fran Alvarez, a później Carlos Isaac i Lindon Selahi w miejsce Zeqiriego, Krajewskiego i Leragera.

W pierwszej części dogrywki to GKS pokazał się z lepszej strony i stworzył sobie kilka okazji do zdobycia bramki. Raz nawet piłka zatrzepotała w siatce widzewskiej bramki po efektownym strzale Wdowiaka, który jednak był na pozycji spalonej.

Na ostatnie piętnaście minut w zespole Widzewa pojawił się na boisku Christopher Cheng w miejsce Kozlovskiego. Potem jeszcze Mariusz Fornalczyk zastąpił Bergiera. Na boisku sytuacja nie ulegała zmianie, bo atakowali głównie gospodarze, a dwie dobre okazje do pokonania Drągowskiego miał Wędrychowski. Na sam koniec Łodzianie mogli rozstrzygnąć wynik na swoją korzyść. Skrzydłem pognał Fornalczyk i dograł pod samą bramkę GKS-u, gdzie do piłki doszedł Fran Alvarez i minimalnie chybił.

O awansie do półfinału miały zadecydować rzuty karne. W nich bezbłędnie z jedenastego metra strzelali podopieczni Rafała Góraka, którzy nie spudłowali żadnego z czterech pierwszych karnych. Tymczasem strzał Frana Alvareza obronił golkiper GKS-u, a Mariusz Fornalczyk uderzył niecelnie i Widzew zakończył swój udział w STS Pucharze Polski 2025/2026.

lodzkisport.pl – Koniec marzeń Widzewa o Europie. Teraz już tylko walka o utrzymanie

[…] Niestety, tak jak dwa lata temu w Krakowie, tak teraz w Katowicach zakończyły sie marzenia Łodzian o wielkim finale na Stadionie Narodowym. Widzew przegrał po serii rzutów karnych. Mówi się, że to loteria, ale to nieprawda. To pojedynek mentalny, ale też wyzwanie dla trenerów. To oni decydują kto będzie strzelać, w jakiej kolejności itp. I tu nawet nie kamyczek, a głaz do ogródka trenera Jovicevicia.

Siedem minut przed końcem dogrywki ściągnął z boiska Sebastiana Bergiera, który jest etatowym wykonawcą rzutów karnych. Mało tego, wprowadzony za Bergiera Mariusz Fornalczyk został wyznaczony do strzelania w czwartej serii. To dość oczywiste, że to może być seria, która będzie decydować o losach meczu. I potencjalnie ma o niej decydować zawodnik, o którym każdy wie, że ma problemy z „podpalaniem się” w decydujących momentach.

podkarpacielive.pl – GKS Katowice wyrzucił Widzew Łódź z STS Pucharu Polski. Awansowali do półfinału!

Mecz GKS-u Katowice z Widzewem Łódź w ćwierćfinale STS Pucharu Polski od początku dostarczał dużych emocji i nie brakowało w nim zwrotów akcji. Obie drużyny miały swoje momenty, a kibice zobaczyli zarówno piękne bramki, jak i niewykorzystane stuprocentowe sytuacje.

Po niepełnie pół godzinie gry cieszyli się gospodarze. Po dośrodkowaniu w pole karne doszło do zamieszania w powietrzu, a piłka trafiła w okolice piątego metra. Najlepiej odnalazł się tam Łukasz Klemenz, który pewnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik spotkania. Obrońca GKS-u zachował zimną krew i nie dał bramkarzowi żadnych szans. Asystą w tej sytuacji popisał się niezawodny Bartosz Nowak.

Katowiczanie mogli pójść za ciosem. Tuż przed końcem pierwszej połowy po efektownej kontrze Ilja Szkurin posłał dalekie podanie do Nowaka, a ten dograł w pole karne do wracającego Białorusina. Sytuacja sam na sam zakończyła się jednak kapitalną interwencją Bartłomieja Drągowskiego, który uratował Widzew przed utratą drugiej bramki.

Po zmianie stron goście doprowadzili do wyrównania. Osiem minut po wznowieniu gry dobrze rozegrany stały fragment przyniósł efekt. Juljan Shehu przerzucił ciężar gry na lewą stronę do Samuela Kozlovskyego, który miał sporo miejsca i swobodnie wprowadził piłkę w pole karne. Na drugim słupku świetnie odnalazł się Andi Zeqiri, zamykając akcję i doprowadzając do remisu. Rafał Strączek był bliski skutecznej interwencji, ale futbolówka wpadła do siatki.

W 62. minucie Widzew miał znakomitą okazję na objęcie prowadzenia. Po przechwycie przed polem karnym w idealnej sytuacji znalazł się Sebastian Bergier. Napastnik stanął oko w oko ze Strączkiem, jednak jego strzał trafił prosto w bramkarza GKS-u, który wygrał ten pojedynek.

Dogrywka przyniosła kolejne wielkie emocje. W szóstej minucie dodatkowego czasu gry po krótkim rozegraniu na prawej stronie dośrodkował Klemenz, a Michał Wdowik popisał się efektowną przewrotką i umieścił piłkę w siatce. Gol był niezwykle widowiskowy, jednak po analizie sędzia dopatrzył się spalonego i bramka nie została uznana.

Końcówka nie przyniosła już rozstrzygnięcia. Po znakomitej okazji w 122. minucie, kiedy po akcji Mariusz Fornalczyk i strzale Jordi Alvarez piłka minimalnie przeleciała nad poprzeczką, sędzia chwilę później zakończył dogrywkę. Obie drużyny miały swoje momenty, były gole, była nieuznana bramka po efektownej przewrotce, były stuprocentowe sytuacje, ale po 120 minutach wciąż nie poznaliśmy zwycięzcy.

sportowefakty.wp.pl – Znamy pierwszego półfinalistę Pucharu Polski. Decydowały rzuty karne

[…] Ten mecz miał być ostatnią szansą dla trenera Igora Jovićevicia. Nie udało się. Nie pomogła zmiana ustawienia na 1-3-5-2. Gra Widzewa Łódź była niemal identyczna, jak w poprzednich meczach. Tam niewiele się zgadzało, poza paroma zrywami.

– Gramy dobrze, ale nie wygrywamy – mówił Jovićević przed wyjazdem do Katowic.

No cóż. Łodzianie odpadli z Pucharu Polski i – cytując klasyka – będą mogli skupić się na lidze. Pytanie tylko czy z Chorwatem na ławce.

GKS objął prowadzenie po golu Lukasa Klemenza. Wyrównał w drugiej połowie Andi Zeqiri.

Dziewięćdziesiąt minut rozstrzygnięcia nie przyniosło, więc trzeba było grać dodatkowe 30 minut. I w pierwszej części fenomenalnego gola nożycami strzelił Mateusz Wdowiak, ale jego radość trwała raptem kilka sekund, gdyż podający mu Erik Jirka znajdował się na minimalnym spalonym.

Katowiczanie sprawiali lepsze wrażenie, dobrą okazję zmarnował choćby Marcel Wędrychowski. Ale goli już nie widzieliśmy. O wszystkim decydowały rzuty karne, a w tym aspekcie lepsi byli podopieczni Rafała Góraka. Oni byli bezbłędni, a podsumowaniem postawy Widzewa był strzał Mariusza Fornalczyka nad poprzeczką.

Widzew zaczął odważnie, miał szeroko pojętą inicjatywę, natomiast nie przekładało się to na klarowne sytuacje. GKS cierpliwie czekał na swoją szansę. I w końcu się doczekał. Gol padł w 28. minucie – Alan Czerwiński wrzucił piłkę w pole karne, a Klemenz zachował się niczym rasowy napastnik i uderzył nie do obrony. To była kontynuacja akcji po dalekim wyrzucie piłki z autu, stąd obecność Klemenza w „szesnastce”.

I na dobrą sprawę – do przerwy GKS powinien prowadzić wyżej. W doliczonym czasie gry profesor Bartosz Nowak zagrał idealnie w pole karne, ale Bartłomiej Drągowski w fantastycznym stylu obronił strzał Ilji Szkurina.

To mógł być punkt zwrotny. Zwłaszcza, że na drugą połowę łodzianie wyszli odmienieni. To znaczy, dalej nie było fajerwerków, ale przynajmniej coś zaczęło się dziać. Najpierw doskonałą okazję z kilku metrów zmarnował Emil Kornvig, a po chwili do wyrównania doprowadził Andi Zeqiri, który sfinalizował na wślizgu płaskie dośrodkowanie Samuela Kozlovsky’ego.

GKS po przerwie w zasadzie nie istniał. To Widzew przeważał i w 62. minucie miał wymarzoną okazję, by wyjść na prowadzenie. Po stracie Mateusza Kowalczyka i dobrym podaniu Kornviga stuprocentową szansę miał Sebastian Bergier, lecz strzelił prosto w Strączka.

Dogrywka była już ze wskazaniem na gospodarzy, ale też bez przesadnych szaleństw. W 120. minucie jedyną sensowną sytuację dla Widzewa zmarnował natomiast Fran Alvarez. A rzuty karne? To już osobna historia, kontrola emocji, element szczęścia.

sport.dziennik.pl – GKS Katowice półfinalistą Pucharu Polski. Widzew Łódź odpadł po rzutach karnych

[…] Widzew rozpoczął spotkanie bardzo ofensywnie i szybko okazje do wykazania się miał bramkarz rywali. Rafał Strączek obronił strzał głową Samuela Kozlovsky’ego z bliska oraz uderzenia Andiego Zeqiriego i Juljana Shehu zza pola karnego.

Gola zdobył jednak zespół trenera Rafała Góraka. W 28. minucie do prostopadłego podania Alana Czerwińskiego dopadł tuż przed bramką Lukas Klemenz i nie dał szans Bartłomiejowi Drągowskiemu.

Kibice Widzewa, którzy w licznej grupie zasiedli na trybunach, zachęcali swoich piłkarzy do natarcia i podopieczni trenera Igora Jovicevica „przycisnęli” rywali. Bez skutku. Za to w doliczonym czasie kontrę Katowiczan mógł zakończyć trafieniem Ilia Szkurin. Nie zdołał jednak pokonać łódzkiego golkipera w sytuacji jeden na jeden.

Atak przyjezdnych trwał także po przerwie. Przed bramką Katowiczan było groźnie. Tuż nad poprzeczką z bliska posłał piłkę głową Emil Kornvig, a chwilę później Łodzianie wyrównali. Sprytnie rozegrali rzut wolny, z lewej strony boiska wzdłuż bramki zagrał Kozlovsky, a akcję „zamknął” Zeqiri.

Błąd katowickiej defensywy w 61. minucie mógł przynieść drugiego gola dla przeciwnika, ale Strączek obronił uderzenie Sebastiana Bergiera z niewielkiej odległości. Potem spotkanie zostało na krótko przerwane, z powodu zadymienia po pirotechnicznym „pokazie” miejscowych fanów. Po wznowieniu gry, mimo zmian w obu ekipach, kibice nie obejrzeli podbramkowych spięć. Gra była rwana, z wieloma niecelnymi zagraniami.

W tej sytuacji konieczna była dogrywka. Groźniej atakowali w niej gospodarze. W 96. minucie Mateusz Wdowiak trafił nawet do siatki, tyle, że ze „spalonego” i gol nie został uznany. Później bezpośrednio z rzutu rożnego przymierzył Bartosz Nowak, a piłkę głową z linii bramkowej wybił Stelios Andreou.

Po zmianie stron zaatakował Widzew. Z 18 metrów próbował zaskoczyć Strączka Fran Alvarez. W odpowiedzi formę golkipera gości przetestował dwukrotnie Marcel Wędrychowski, a w ostatniej akcji ogromną szansę dla Łodzian zmarnował Alvarez. Po podaniu Mariusza Fornalczyka spudłował z pięciu metrów.

O awansie rozstrzygał konkurs rzutów karnych. Egzekwowano je na bramkę, za którą siedzieli kibice Widzewa. Nie pomogło to gościom. Katowiczanie egzekwowali „jedenastki” bezbłędnie. Strączek obronił strzał Alvareza, a Fornalczyk uderzył nad poprzeczką.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga