Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Radomiak bez argumentów w starciu z GKS-em

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Radomiak Radom – GKS Katowice 0:1 (0:1).

 

weszlo.com – GieKSa jak… GieKSa. Jałowe ataki Radomiaka nic nie dały
Wszystko fajnie Radomiaku, ale z takimi strzałami to ty możesz sobie najwyżej pokiwać palcem w bucie. Na nic wszelkie wygibasy i parę fajniejszych wymian, skoro przy tym wszystkim umyka cały sens gry w piłkę. Może gdybyś grał dziś w dziesięć podań, to szanse na sukces byłyby większe, ale nie – chodziło o strzelanie goli. Na takich zasadach lepsi byli goście z Katowic.
Oni zagrali swój klasyczny mecz – z rzutu wolnego wrzucił Nowak, piłkę do siatki wpakował, choć na raty, Jędrych i potem fajrancik. Bo nie ma powodów do zmartwień, gdy rywal uprawia sztukę dla sztuki, a jego wszelkie pomysły na przełamanie obrony są szybko i boleśnie weryfikowane. Miękkie wrzutki Wilsona-Esbranda czy Grzesika z pierwszej połowy? Na nic. Parę rajdów Luquinhasa, który z piłką przy nodze wygląda zawsze super? Na nic. Chęć założenia wysokiego pressingu? Na nic, bo podopieczni Rafała Góraka nie mają problemu z tym, żeby Strączek wybił piłkę daleko na połowę rywali, nawet za cenę straty jej posiadania.
Wszystko to takie… po prostu, GieKSa zagrała swój klasyczny mecz.
Nie umniejsza to im jednak w żadnym razie. Katowiczanie mają swój styl, mają swój plan na mecz i mają punkty, notując czwarte zwycięstwo w rundzie wiosennej. Może i sporą część spotkania musieli się bronić i w drugiej połowie wydawało się, że stoją zdecydowanie za blisko własnej bramki, ale jeśli czują się z tym dobrze, to nie nam na to narzekać. Nie ma to nic wspólnego z efektownym futbolem, ale jest wystarczająco efektywne.
Najlepsza sytuacja Radomiaka przyszła chyba w 72. minucie, kiedy Romario Baro świeżo po wejściu na boisko znalazł się w polu karnym i nawet uderzył, tylko piłka przelała mu się na zewnętrzną część stopy i nie można było liczyć na celny strzał.
W ogóle wejście Portugalczyka na boisko rozruszało trochę akcję. To on oddał jeden z dwóch celnych strzałów gospodarzy – z rzutu wolnego, z ostrego kąta, sprawdził czujność Strączka. Wcześniej sam zresztą wywalczył ten rzut wolny. Był tu i tam, ciągle pod grą, odmieniany w ustach komentatorów przez wszystkie przypadki. Ale i to na nic.
GieKSa to GieKSa. Sama miała zresztą swoje momenty pod bramką rywali:
dobrą okazję stworzył Wdowiakowi Zrelak,
sam Zrelak próbował strzału z woleja,
każda wrzutka Nowaka siała solidne spustoszenie.
Dziś możemy z całą stanowczością powiedzieć, że ekipa Rafała Góraka zaczyna być przewidywalna, ale w dobrym sensie tego słowa. Wiadomo, co chce grać i potrafi to grać. Punktuje solidnie i potwierdza, że nie tak łatwo przeciwstawić się jej taktyce.
Katowiczanom pomógł jednak trochę gospodarz meczu, powiedzmy sobie szczerze. Piłkarze Radomiaka doszli do kilku przyzwoitych okazji, lecz ich wykończenie kulało. Grali w piłkę, tak się przynajmniej mówi. Tylko z tej gry nie wyszło nic – z piętnastu strzałów tylko dwa leciały w światło bramki Strączka. Golkiper gości radził sobie nieźle, rozegrał fajne zawody, ale jego interwencje polegały głównie na zapobieganiu, a nie efektownych paradach po kolejnych bombach radomian.
W drugiej połowie Radomiak chciał bardziej, wyglądał lepiej, można nawet zaryzykować tezę, że dominował. Ale przegrał i nic mu po tych wszystkich pięknych słowach. Brawa dla GieKSy.

 

gol24.pl – GKS Katowice wywiózł trzy punkty z Radomia. Radomiak w drugiej połowie fatalnie pudłował
GKS Katowice wygrał w 24. kolejce PKO Ekstraklasy z Radomiakiem (1:0) po golu z końcówki pierwszej połowy, kiedy najprzytomniej w polu karnym gospodarzy zachował się Arkadiusz Jędrych. Tym samym zespół Rafała Góraka, który kilka dni temu wyrzucił po karnych Widzew z Pucharu Polski, przeskoczył niedzielnego rywala o jedną lokatę.
Piłkarze GKS-u Katowice w odróżnieniu od gospodarzy lepiej weszli w mecz 24. kolejki, a do efektownej próby przewrotką doszedł już w pierwszych minutach napastnik gości Adam Zrelak. Ratować Radomiaka Radom musiał też Filip Majchrowicz, który wyciągnął się niczym struna przy uderzeniu z ostrego kąta.
Z każdą minutą rumieńców nabierały jednak ataki podopiecznych odbywającego karę za czerwoną kartkę z meczu przeciwko Koronie Kielce Goncalo Feio. Luquinhas nadawał kolorytu i jakości kolejnym akcjom Zielonym, ale za każdym razem brakowało jednego – skuteczności pod bramką.
Przed przerwą efektownie próbował skończyć swoją sytuację Elves Balde, który złożył się do widowiskowych nożyc, ale minął się z piłką i kolejna akcja Radomian spaliła na panewce.
W 45. minucie decydujący cios zadał Arkadiusz Jędrych, który nie dał szans Majchrowiczowi przy dobitce i zapakował piłkę absolutnie pod ladę, pod poprzeczkę i poza zasięgiem golkipera. Uszczęśliwiając tym samym swoich kibiców, którzy bez problemu wypełnili sektor gości (około 750 kibiców).
W drugiej połowie gospodarze próbowali dobrać się do skóry półfinalisty STS Pucharu Polski. Swoich okazji nie wykorzystał przede wszystkim Romario Baro, który minimalnie spudłował.

 

cozadzien.pl – Radomiak bez argumentów w starciu z GKS-em. Katowiczanie wygrali przy Struga
[…] Oba zespoły przystąpiły do tego spotkania mając w nogach mecze rozgrywane w środku tygodnia. We wtorek GKS grał w STS Pucharze Polski z Widzewem i do wyeliminowania Łodzian potrzebował 120 minut i rzutów karnych. Radomiak z kolei w czwartek rozegrał zaległy ligowy mecz z Arką Gdynia. Po zwycięstwie nad ekipą z Pomorza Zieloni przesunęli się na ósme miejsce i odskoczyli na siedem „oczek” od strefy spadkowej. GieKSa przed meczem w Radomiu traciła do podopiecznych Goncalo Feio dwa punkty.
Jednego z goli we wspomnianym meczu z Arką zdobył dla Radomiaka Capita Capemba. Okazało się, że była to dla niego ostatnia bramka w barwach radomskiego klubu – Angolczyk odchodzi do amerykańskiej MLS, do Sportingu Kansas City. Jego odejście potwierdził już w piątek na konferencji prasowej trener Goncalo Feio, a zawodnik nie znalazł się w kadrze na starcie z GieKSą. Będzie to rekordowy wychodzący transfer dla Radomiaka.
Niedzielny (8 marca) mecz GieKSa zaczęła mocno. Pierwsze minuty należały do podopiecznych Rafałą Góraka, którzy mogli objąć prowadzenie w trzeciej minucie, gdyby nieco lepiej złożył się do strzału Adam Zrelak. Radomiak po sennym początku nieco się przebudził. W 11. minucie centrował z prawej strony Zie Ouattara, ale z piłką w polu karnym nieznacznie minął się Maurides. W 23. minucie Zieloni mieli rzut wolny przy narożniku pola karnego. Piłkę w kierunku bramki posłał Rafał Wolski, jednak dobrze głową we własnym polu karnym interweniował Adam Zrelak. Brakowało konkretów i strzałów obu stron. W 30. minucie próbował Luquinhas, ale piłka minęła słupek bramki Rafała Strączka.
I gdy wydawało się, że do przerwy już nic się wydarzy, to w 45. minucie rzut wolny z okolic środka połowy boiska miał GKS. Do piłki podszedł Bartosz Nowak. Pochodzący z Radomia zawodnik gości miękko wrzucił w pole karne, a tam znalazł się kompletnie niepilnowany Arkadiusz Jędrych i najpierw uderzył w słupek prawą nogą, a potem dobił lewą – ale już trafił i Katowiczanie objęli prowadzenie. Gospodarze w pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału.
Tempo gry w drugiej połowie było bardzo spokojne. Radomiak nie wyglądał na zespół, który przegrywa i musi odrabiać straty. Pierwszy celny strzał w tym meczu Zieloni oddali dopiero w 66. minucie. Z dystansu przymierzył Luquinhas, ale to uderzenie było zbyt lekkie i bez problemów poradził sobie z nim Strączek. W 73. minucie akcję stworzyli zmiennicy – z lewego skrzydła dośrodkował Vasco Lopes, a zewnętrzną częścią stopy uderzył Romario Baro – piłka jednak minęła słupek bramki GieKSy.
Miejscowi mieli co prawda optyczną przewagę, jednak kompletnie nic z niej nie wynikało. Brakowało realnego zagrożenia pod bramką ekipy ze Śląska. W 80. minucie niecelnie główkował Abdoul Tapsoba. W końcu, w 85. minucie zrobiło się groźnie w polu karnym gości. Z rzutu wolnego piłkę mocno wstrzelił Baro, ale na posterunku był dobrze interweniujący Strączek. Potem dobitka Lopesa została zablokowana. Zieloni nie zdołali sforsować defensywy gości. W 90. minucie raz jeszcze próbował Lopes – znowu jednak strzał został zablokowany.

 

katowice.naszemiasto.pl – Cenne punkty GieKSy. Zwycięstwo z Radomiakiem daje awans w tabeli. Kibice GKS Katowice w świetnych humorach
Zespół GKS Katowice spektakularnie uciekł ze strefy spadkowej, a po wygranej z Radomiakiem w Radomiu poszedł ostro w górę tabeli.
Po ligowej wygranej z Górnikiem i pucharowej z Widzewem piłkarze GKS Katowice znaleźli się na wyraźnej fali wznoszącej. W przypadku zwycięstwa Katowiczanie mieli szansę znaleźć się w górnej połowie tabeli. Radomiak z kolei wiosną zalicza drogę przez mękę, a w niedzielnym spotkaniu na ławce zabrakło nie tylko Goncalo Feio, który ponosi konsekwencje czerwonej kartki, ale i jego dwóch asystentów.
Katowiczanie zaczęli mocno i sparaliżowali poczynania ofensywne gospodarzy, którzy przez pierwsze 45 minut nie oddali celnego strzału. Zespół Rafała Góraka miał dwie takie próby i tuż przed przerwą objął prowadzenie. Rzut wolny wykonał niezawodny Bartosz Nowak, podanie poszło do Arkadiusza Jędrycha, który najpierw nie trafił czysto w piłkę, ale ta odbiła się od słupka i wróciła do kapitana GieKSy, a ten strzelił piątego gola w obecnym sezonie.
– Pierwsza połowa nie była idealna, ale na takim boisku ciężko o takie. Każda bramka do szatni to jednak bardzo pozytywny bodziec – opowiadał strzelec gola.
Po zmianie stron GKS zaczął grać wyżej i agresywniej. Rafał Górak po nieco ponad kwadransie dokonał trzech zmian. Radomianie też jednak nie próżnowali i w miarę upływu minut zaczęli dociskać Katowiczan do przedpola Rafała Strączka.
Bramkarz musiał więc solidnie dołożyć się do czwartego w tym sezonie wyjazdowego zwycięstwa. Stanął jednak na wysokości zadania i ekipa z Górnego Śląska zgarnęła pełną pulę, wspinając się na dziewiąte miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy.
Rafał Górak nie może być jednak całkiem zadowolony. Czwarte żółte kartki zobaczyli Alan Czerwiński i Arkadiusz Jędrych, więc nie będą mogli zagrać w sobotę na Nowej Bukowej przeciwko Lechii Gdańsk.

 

radom24.pl – Asysta słupka! Radomiak po kuriozalnym golu przegrał z GKS Katowice
Z dużymi apetytami po zwycięstwie nad Arką Gdynia, zasiedli kibice Zielonych do oglądania meczu z GKS Katowice. W meczu 24. kolejki Radomiak jednak uległ gościom, długimi okresami bijąc głową w mur.
Radomiak przystąpił do meczu już bez Capity Capemby, który odchodzi do Sportingu Kansas City. W składzie Zielonych zabrakło też Cristosa Donisa, który został kontuzjowany w poprzednim meczu przeciw Arce Gdynia.
Zieloni po czwartkowym meczu z Arką mieli też o 48 godzin mniej odpoczynku od GKS, który grał mecz Pucharu Polski z Widzewem we wtorek.
W 4. minucie obrońcy Radomiak zgubili piłkę przed własnym polem karny, na szczęście Wdowiak i Nowak taż się pogubili, a gdy doszło wreszcie do strzału, Zrelak mocno przestrzelił.
Zaraz potem Radomiak odpowiedział kontrą, ale efekt był taki, że po dośrodkowaniu Grzesika zablokowany przez Czerwińskiego Maurides zgłosił uraz barku. Gdy tylko Brazylijczyk wrócił na plac gry miał ponownie swoją okazję po dograniu Wilson-Esbrand, lecz jego główkę złapał Strączek.
Pierwszy kwadrans bardzo wyrównany. Widać było, że Radomiak chciałby oddać pole do rozgrywania GKS, nie podchodząc do pressingu, ale Katowiczanie wybierali wtedy grę długimi podaniami.
W 16. minucie na strzał zdecydował się Balde, ale nie była to udana próba. Chwilę potem po drugiej stronie boiska, podobnie zza pola karnego uderzał Wdowiak, ale Majchrowicz pełnie obronił.
Rafał Wolski wykonywał rzut wolny w 23. minucie, po faulu na Wilsonie-Esbrandzie, lecz jego celny i mocny strzał został wybity przez jednego z obrońców na rzut różny.
Swoją szansę w 30. minucie zwietrzył Luquinhas, który w pełnym biegu dopadł do piłki po wybiciu jej przed pole karne przez jednego z obrońców Katowiczan. Bomba Brazylijczyka przeleciała jednak metr od spojenia bramki GKS.
Po półgodzinie gry nic w ocenie meczu się nie zmieniło – to nadal było wyrównane spotkanie, może ze wskazaniem na Radomiaka, który częściej był przy piłce.
W 35. minucie w świetnej sytuacji w polu karnym znalazł się Grzesik, jednak zamiast zdecydować się na strzał, szukał jeszcze podaniem kolegów, zagrał jednak niecelnie.
Dieguez znany jest z ostrej gry. Udowodnił to, kiedy niepotrzebnie w środku boiska sfalował Wdowiaka, za co zobaczył żółtą kartkę. Siódmą w sezonie. Niedługo potem Czerwiński niesportowo powstrzymał Balde, ale tym razem sędzia Kos nie sięgnął po kartonik.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy był najbrzydszy do tej pory w tym meczu. Gra była często przerywana faulami. W końcu po jednym z nich, w ostatniej minucie regulaminowego czasu padła kuriozalna bramka dla GKS. Nowak wykonywał rzut wolny z ponad 40 metrów. Dieguez, wyblokowany przez Czerwińskiego na linii pola karnego, padł na ziemię. Dzięki temu niepokojony Jędrych odbił piłkę czubkiem, ta trafiła w słupek i wróciła do niego, aby dobił ją do pustej bramki. Majchrowicz był zupełnie zdezorientowany.
Radomiak, znany z szybkiej gry, w pierwszej połowie tego nie pokazał. Na pewno bramka do szatni wiele zmieniła w taktycznym podejściu obu zespołów do drugiej połowy, ale z realizacją Zielonym szło ciężko. Być może wpływ na to ma jeszcze zmęczenie po meczu z Arką. Bo gdy po przerwie kibice spodziewali się szturmu na bramkę gości, nic takiego miejsca nie miało.
Natomiast to GKS podszedł wyżej, wcześniej próbując odbierać piłkę gospodarzom na ich połowie. Jedynym uzyskiem dla nich było to, że w 51. minucie żółtą kartką ukarany został Czerwiński, gdy kopnął od tyłu Grzesika.
Pierwszą bardziej składną akcję oglądaliśmy w 58 minucie. Gdy po akcji Luquinhasa, dośrodkowywał Balde, ale zbyt wysoko, by do piłki doskoczył dobrze ustawiony Maurides. 30 cm niżej i byłaby 100-procentowa szansa.
Po pierwszym kwadransie gry można było powiedzieć tylko tyle, że się odbył, a na jego koniec z boiska zeszli Maurides i Balde, a ich miejsce zajęli Tapsoba i Lopes.
W 62. minucie groźnie kontratakował GKS, ale gdy piłka trafiła do Nowaka, jego podanie w pole karne zostało wybite. Po tej akcji trener Górak przeprowadził w swym zespole trzy zmiany, ściągając z boiska m.in. Czerwińskiego, który wyraźnie pracował na drugie „żółtko”, ale tym czasem zobaczył ją Wolski.
Po długim fragmencie bezowocnych zabiegów z obu stron, wreszcie celnie uderzał Luquinhas, ale zbyt lekko i zbyt blisko Strączka, aby go zaskoczyć.
W 73. minucie przed szansą stanął Baro, który chwilę wcześniej zastąpił Wolskiego. Portugalczyk wykorzystał błąd obrony gości, uderzył dobrze z pierwszej piłki, ale minimalnie niecelnie. Gdyby trafił, Strączek byłby bez szans.
Po zmianach zaordynowanych przez trenerów, to Radomiak zdobył przewagę. GKS cofał się coraz bardziej, ale Zieloni nie kreowali sobie zbyt dobrych sytuacji, często niecelnie podając w decydujących momentach akcji. Blisko skierowania piłki w światło bramki był w 80. minucie Tabsoba, ale zabrakło mu centymetrów.
W 85. minucie Baro bardzo dobrze uderzył z rzutu wolnego, ale świetnie zmierzającą pod poprzeczkę piłkę obroni Strączek. Dobitka Lopesa, została zablokowana przez obrońców. Reprezentant Republiki Zielonego Przylądka miał jeszcze dwie szanse w regulaminowym czasie, ale znów był blokowany.
Damian Kos doliczył 4 minuty, w których nic szczególnego się nie wydarzyło, oprócz tego, że to GKS był bliżej zdobycia gala, po akcji Galana.
Piłkarsko lepszy Radomiak, na murawie, którą mamy obecnie przy Struga 63 nie był w stanie zamienić tego atutu na bramki i punkty. Plus krótki okres regeneracji po meczu z Arką sprawiły, że Zieloni przypominał drużyny z poprzedniego meczu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga