Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Górnikiem: Śląski Klasyk dla GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:1 (1:1).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice górą w Śląskim Klasyku z Górnikiem Zabrze! Znakomite widowisko na Nowej Bukowej

Spotkanie GKS Katowice z Górnikiem Zabrze było świetnym i pełnym emocji widowiskiem. Trzy punkty, podobnie jak przed rokiem na otwarcie Nowej Bukowej, zgarnęli gospodarze po piorunujących ostatnich minutach.

Śląski Klasyk czyli wulkan emocji. W sobotę wieczorem na Nowej Bukowej zmierzyli się uciekający przed strefą spadkową GKS Katowice z próbującym wrócić do czołowej trójki Górnikiem Zabrze. Rafał Górak do boju posłał wypróbowaną jedenastkę, natomiast Michalowi Gasparikowi sytuację mocno skomplikowała choroba kapitana Erika Janży, a los Słoweńca podzielił też Brandon Dominques. Niespodzianką było też posadzenie na ławce Jarosława Kubickiego. Z kolei 400. występ w Ekstraklasie czekał Rafała Janickiego.

[…] I zaczęło się od potężnej wymiany ciosów. Najpierw wymarzoną okazję miał Sondre Liseth, który przegrał dwa razy – wliczając dobitkę – z Rafałem Strączkiem, a potem Adam Zrelak był bliski szczęścia, ale trafił w obrońcę.

W 23 minucie było już jednak 1:0 dla GKS-u! Kapitalny rajd lewą stroną przeprowadził Marcin Wasielewski, jego płaskie dośrodkowanie lekko przeciął stopą Marcel Łubik, a piłkę do siatki wkopał niezawodny w tym sezonie Bartosz Nowak. Górnik mógł odpowiedzieć chwilę po wznowieniu, ale Yvan Ikia Dimi nie trafił między słupki. Śląski Klasyk z pewnością nie zawodził.

Gospodarze długo kontrolowali mecz, ale w końcówce pierwszej połowy mocno się pogubili. Górnik wykorzystał to bezlitośnie. Z lewej strony ostro uderzył Patrik Hellebrand, piłka zaliczyła rykoszet i z bliska do bramki wpakował ją Sondre Liseth. Do przerwy był więc remis.

A na drugą połowę trener Gasparik wypuścił najnowszy nabytek klubu – Ondreja Zmrzly’ego. Rafał Górak postanowił natomiast niczego nie zmieniać. Początek należał jednak do Zabrzan. Kilka szybkich akcji i trafienie w słupek przez Maksyma Chłania napędzało Górnika. Trener gospodarzy zareagował potrójną zmianę – wśród jokerów znalazł się były piłkarz klubu z Roosevelta Damian Rasak.

Na boisku pojawiali się nowi piłkarze, ale nie zmieniał się wynik. Lepiej wyglądał jednak Górnik, który kilka razy napędził strachu rywalom, ale w końcu cios zadał GKS. Składna akcja, podanie Nowaka, strzał Ilii Szkurina, zła interwencja Marcela Łubika i dobitka Marcela Wędrychowskiego wyprowadziła Katowiczan na ponowne prowadzenie. Zabrzanie rzucili się do desperackich ataków, ale nadziali się na kontrę i Michał Rakoczy sfaulował Ilię Szkurina. Co prawda arbiter najpierw ukarał napastnika żółtą kartką, ale potem po długiej analizie anulował decyzję i podyktował rzut karny, który wykorzystał pewnie Arkadiusz Jędrych.

Wiosną GKS wzbogacił się już o dziesięć punktów, Górnik tylko o cztery.

weszlo.com – Panie Janie, widział pan na własne oczy. Bartosz Nowak do kadry!

Już w tamtym roku apelowaliśmy do Jana Urbana, żeby nie wahał się powołać Bartosza Nowaka. On nie jest w formie od miesiąca czy dwóch, tylko w zasadzie – z paroma przerwami – od pięciu sezonów. Dziś w prestiżowym starciu z Górnikiem Zabrze pomocnik GKS-u Katowice na oczach selekcjonera kolejny raz pokazał klasę.

To był mecz bardzo zacięty, który mógł się potoczyć w różne strony. Różnicę zrobiły szczegóły, w tym klasa indywidualna Nowaka. 32-latek otworzył wynik, gdy zachował najwięcej przytomności umysłu w zamieszaniu w polu karnym i mocnym strzałem nie dał szans Marcelowi Łubikowi.

[…] Nowak wcześniej samemu miał szansę zdobyć drugą bramkę. Adam Zrelak zgrał mu na „ścianę”, ale uderzenie bez przyjęcia obronił Łubik, który tym razem robił, co mógł, a kibice pretensje mogą zgłaszać do jego kolegów z pola.

I to zarówno do tych z obrony, jak i z przodu. Dość długo mieliśmy bowiem remis ze wskazaniem na Górnika. Goście dominowali i stwarzali zagrożenie. Sondre Liseth zmarnował wyśmienitą okazję, bo zamiast od razu dobić strzał Maksyma Chłania próbował przyjmować piłkę i zrobił to źle. Potem tuż obok słupka uderzał debiutujący w pierwszym składzie Yvan Ikia Dimi. A po przerwie Chłań znów łapał się za głowę, bo jego efektowny strzał zatrzymał się na słupku.

[…] Górnik w międzyczasie wyrównał, bo Liseth tym razem zachował się jak rasowy snajper i od razu poszedł za strzałem wbiegającego Hellebranda, dzięki czemu na koniec musiał tylko dopełnić formalności.

GKS inicjatywę przejął dopiero w ostatnich fragmentach meczu. Rafał Górak bardziej trafił ze zmianami niż Michal Gasparik.

O golu na 2:1 już pisaliśmy, a na deser kibice otrzymali rzut karny zamieniony na bramkę przez Arkadiusza Jędrycha. Sędzia Patryk Gryckiewicz najpierw pokazał Szkurinowi żółtą kartkę za próbę wymuszenia jedenastki. Po długo trwającej analizie zmienił decyzję o 180 stopni: karny i oczywiście anulowana kartka dla Białorusina. Będą dyskusje, ale bliżsi jesteśmy wersji, że Michał Rakoczy wystawił kolano i sfaulował przeciwnika, który już mu uciekał z piłką. Szkoda, że Gryckiewicz nie stwierdził tego od razu.

GKS Katowice odniósł już trzecie wiosenne zwycięstwo i chyba wypisuje się z rozpaczliwej walki o utrzymanie. Górnik natomiast kontynuuje wyhamowywanie z końcówki ubiegłego roku.

gol24.pl – Śląski Klasyk dla GieKSy. GKS obił pogrążony w kryzysie Górnik

Górnik Zabrze przegrał drugi mecz z rzędu na Nowej Bukowej – tym razem 1:3 z GKS Katowice – i wypadł z pierwszej czwórki dającej prawo gry w europejskich pucharach w następnym sezonie. W Śląskim Klasyku przyjezdnych pogrążyły gole Bartosza Nowaka, Marcela Wędrychowskiego oraz Arkadiusza Jędrycha, który wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Ilji Szkurinie. Co ciekawe, napastnik GieKSy początkowo obejrzał żółtą kartkę za symulowanie.

Górnik do Śląskiego Klasyku przystępował po porażce z Pogoń Szczecin (0:1), a gospodarze po pechowej przegranej z Arka Gdynia. Lepiej w derbowy mecz weszli jednak, niesieni dopingiem kibiców, podopieczni trenera Rafała Góraka, a Bartosz Nowak wbił piłkę z najbliższej odległości do siatki Marcela Łubika. Dla rewelacyjnego pomocnika było to już siódme trafienie w bieżącym sezonie, a większość ekspertów i kibiców chętnie widziałaby go w reprezentacji.

Zresztą Śląski Klasyk z trybun na Nowej Bukowej śledził selekcjoner Jan Urban, który wkrótce roześle powołania na marcowe dwuetapowe baraże o awans na mistrzostwa świata 2026.

Dla Górnika jeszcze przed przerwą wyrównał Sondre Liseth, a po zmianie stron znakomite okazje miał Maksym Chłań, który za pierwszym razem trafił w bramkarza, a za drugim w słupek.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i Marcel Wędrychowski na wślizgu uszczęśliwił swoich kibiców w 85. minucie. Przed końcem doliczonego czasu gry sędzia główny ostatniego sobotniego spotkania Patryk Gryckiewicz po długiej analizie VAR i samodzielnym obejrzeniu sytuacji na monitorze przyznał rzut karny, którego na gola zamienił kapitan Arkadiusz Jędrych.

ekstraklasa.org – GKS 3:1 Górnik: Derby dla GIEKSY

GKS powoli dogania Zabrzan w tabeli. Gracze trenera Rafała Góraka zdobyli 10 punktów w 4 ostatnich meczach u siebie.

Derby Śląska rozpoczęły się od bramki niezawodnego Bartosza Nowaka – zawodnik gospodarzy zdobył najwięcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w 2026 roku. Jeszcze w pierwszej połowie wyrównał Sondre Liseth, ale w końcówce meczu GKS dwukrotnie ukłuł rywali. Gola na 2:1 strzelił wprowadzony w drugiej połowie spotkania Marcel Wędrychowski, zaś rezultat starcia ustalił w doliczonym czasie gry z rzutu karnego Arkadiusz Jędrych. Katowiczanie zrównali się liczbą zwycięstw w tej rywalizacji z Górnikiem (po 22 wygrane).

sportowefakty.wp.pl – Trafiali w końcówce. Derby Śląska dla GKS-u Katowice!

[…] Od początku w Katowicach sporo się działo. W 5. minucie Górnik powinien prowadzić. Na przedpolu bramki gospodarzy doszło do zamieszania, ale piłka nie znalazła drogi do bramki. Gospodarze odpowiedzieli zablokowanym strzałem Adama Zrelaka.

W 23. minucie GKS otworzył wynik. To był pierwszy celny strzał w spotkaniu. W zamieszaniu piłka spadła pod nogi Bartosza Nowaka, który wpakował ją z siedmiu metrów do siatki. Już po dwóch minutach powinien być remis. Maksym Chłań zagrał do Yvana Dimi, a ten płaskim strzałem uderzył tuż obok dalszego słupka.

Zabrzanie cierpliwie czekali na swój moment. W końcówce 1. połowy przycisnęli i w 44. minucie przełamali strzelecką niemoc. Patrik Hellebrand zagrywał na trzeci metr, a nadbiegający Sondre Liseth wślizgiem pokonał Rafała Strączka.

Po przerwie również nie można było narzekać na nudę. Żadna z drużyn nie zamierzała kalkulować. Dziewięć minut po zmianie stron w dobrej sytuacji przestrzelił Hellebrand. W 56. minucie próbę Chłania najpierw odbił Strączek. Po chwili zawodnik z Zabrza trafił w słupek. GKS odpowiedział soczystą próbą Bartosza Nowaka. Piłkę zdołał odbić bramkarz Górnika Zabrze.

Po godzinie gry drużyny zaczęły już mnie ryzykować w tyłach. Pod bramkami niewiele się działo. Oczekiwanych skutków w grze ofensywnej nie przynosiły przeprowadzane przez trenerów zmiany.

Decydująca dla losów gry była 85. minuta. Po zagraniu Bartosza Nowaka strzał Ilji Szkurina odbił Łubik, poprawka Marcela Wędrychowskiego znalazła się w siatce!

Po kontrowersyjnej sytuacji doszło w 89. minucie. Ręką we własnym polu karnym zagrał Wędrychowski. Sędzia i VAR uznali, że do złamania przepisów nie doszło.

W doliczonym czasie, po długo trwających analizach VAR, arbiter podyktował dla gospodarzy rzut karny po faulu na Ilji Szkurinie. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych i ustalił wynik gry.

roosevelta81.pl – GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:1. Śląski Klasyk znowu dla gospodarzy

Przyjeżdżamy na Nową Bukową z ciągnącą się za nami serią bez wygranej, pierwszy raz jako neutralni kibice a nie zgodowicze, nie będąc przy okazji faworytem do wygrania spotkania.

Dużo działo się okienku transferowym po obu stronach — Trójkolorowi sprowadzili do pierwszej drużyny aż 7 nowych zawodników, do GieKSy dołączyli starzy znajomi, czyli Erik Jirka i Damian Rasak.

[…] Na stadionie pojawili się kibice Górnika niebędący grupą zorganizowaną, zgromadzeni w jednym sektorze w kilkaset osób z dopingiem od początku spotkania. Gospodarze zaprezentowali oprawę z sektorówkami „Górniczy Klub Sportowy” zajmującymi dwie trybuny wraz z pokazem fajerwerków.

Mecz od początku był bardzo intensywny. Najpierw w pole karne wpadł Ambros, którego dośrodkowanie złapał bramkarz, ale chwilę później dwukrotnie Zrelak szarżował w „piątce” Łubika oddając groźny, ale niecelny strzał.

Do piątej minuty byliśmy świadkami gry akcja za akcję — najpierw Sadilek z prawego skrzydła wpadł w pole karne i obsłużył Chłania, który z najbliższej odległości został zablokowany, piłka trafiła jeszcze do Lisetha, któremu też nie udało się pokonać Strączka. W rewanżu Jirka dograł po raz kolejny do Zrelaka zablokowanego przez Janickiego.

Wyróżniającym się piłkarzem był szalejący na prawym skrzydle Dimi, który kilkukrotnie wziął na karuzelę obrońców GieKSy, wygrywał pojedynki główkowe i rozbijał defensywę rywali. W 23 minucie stało się najgorsze co mogło się stać. W pole karne wpadł Wasielewski, zagrywając płasko wzdłuż bramki, na piątym metrze zablokowany został strzał Czerwińskiego, do którego dobiegł niepilnowany Bartosz Nowak mocnym uderzeniem przy słupku wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.

uż w następnej akcji bliski wyrównania był Ikia. Sytuację wypracował Chłań, sprintując z futolówką przez pół boiska i zagrywając na prawą stronę. Yvan przyjęciem zgubił obrońcę i płaskim strzałem minimalnie chybił. Piłka minęła słupek bramki Strączka dosłownie o kilka centymetrów i ten mógł ją tylko odprowadzić wzrokiem. Pierwsze skrzypce u katowiczan grał Nowak, który co rusz znajdował się w posiadaniu piłki przed polem karnym, a jego kąśliwe próby kilkukrotnie mogły sprawić problemy Łubikowi.

W 33 minucie piłkę posłaną nad obrońcami do Sadilka Strączek wybijał głową po wyjściu na linię szesnastki. Blisko autu wyłuskał ją Chłań i technicznym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy próbował pokonać wracającego bramkarza, ale ten nie dał się zaskoczyć. Gra przez ostatnie 10 minut toczyła się w środku pola, przerywana sporadycznymi próbami GKSu z dystansu, które nie zagrażały bramce Górnika. Efektowną akcję przeprowadził Sacek chwilę przed gwizdkiem sędziego — na 20 metrze zaskoczył Klemenza balansem ciała i został przewrócony. Podyktowanego rzutu wolnego nie zdołał wykorzystać Lukas Ambros trafiając w żółty mur obrony. Już w następnej akcji na połowę gości wbiegł Josema, posyłając prostopadłe podanie do Hellebranda, który lewą nogą dograł do Lisetha wykańczającego akcje wślizgiem i wyrównując stan meczu.

Statystyki pierwszej połowy

Strzały: GKS – 8 (w tym 1 celny) : Górnik – 8 (w tym 3 celne)

Posiadanie piłki: GKS – 44% : Górnik – 56%

Rzuty rożne: GKS – 2 : Górnik – 1

Druga połowa zaczęła się od okazji Hellebranda. Zmrzly wprowadzony w przerwie za Josemę mocno bił rzut rożny, do wybitej piłki doskoczył Pacio, ale nie udało mu się poprawnie złożyć do woleja i ten wylądował ponad poprzeczką. Górnik zdecydowanie dominował przez pierwsze 10 minut. Prym na lewej stronie wiódł Chłań, który schodził na prawą nogę i najpierw po rykoszecie był bliski zaskoczenia Strączka a już w następnej akcji próbował kolejnego strzału, który skończył na dalszym słupku bramki GieKSy! Ukrainiec ma wyjątkowego pecha do trafień w obramowanie bramki.

Trójkolorowi prowadzili grę, byli wyraźnie naładowani od początku drugiej połowy i stwarzali zagrożenie z obu skrzydeł. Katowiczanie próbowali dośrodkowań z bocznych sektorów, ale Bochniewicz z Janickim neutralizowali zagrożenie. W 63 minucie koronkową akcję zagrali gospodarze. Zrelak zagrał klatką piersiową do Bartosza Nowaka, który wolejem zmusił Łubika do interwencji.

Obaj trenerzy przeprowadzili korekty w składzie — wszedł Kubicki, Rasak czy Massimo. Ten ostatni miał od razu szansę na uderzenie z daleka, ale było ono zbyt słabe. Na kwadrans przed końcem meczu obudzili się gospodarze. Po niedokładnym podaniu Hellebranda mieli okazję do strzału, ale Michal Sacek przeciął tor lotu piłki i zażegnał zagrożenie.

Górnicy wrócili do panowania nad piłką i nadawania tonu grze, ale sytuacje Chłania czy Lisetha kończyły się niecelnymi strzałami z dystansu. Najgroźniejsza sytuacja miała miejsce po przejęciu piłki przez Massimo, który wpadł na piąty metr i wystawił ją Lisethowi. Ten niestety nie przyjął futbolówki i akcja spełzła na niczym.

5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry GKS wyprowadził precyzyjnie mierzony cios. Nowak posłał idealną piłkę w pole karne, Łubik zdołał odbić kąśliwy strzał, ale był bezradny, kiedy Wędrychowski przyjął futbolówkę na piątym metrze i mocnym wolejem nie dał szans bramkarzowi.

Końcówka meczu obfitowała w kontrowersje. Najpierw Trójkolorowi reklamowali rękę w polu karnym, potem GKS miał czystą sytuację z kontry, po której Shkuryn przewrócił się na piątym metrze po interwencji Rakoczego. Sędzia po przyjrzeniu się akcji na monitorze VAR zdecydował się na przyznanie rzutu karnego drużynie z Katowic, który pewnie wykorzystał Jędrych.

Przegrywamy w Śląskim Klasyku, GKS przedłuża serię wygranych gospodarzy, Górnik kontynuuje passę meczów bez wygranej.

Statystyki końcowe

Strzały: GKS – 14 (w tym 6 celnych) : Górnik – 16 (w tym 5 celnych)

Posiadanie piłki: GKS – 43% : Górnik – 57%

Rzuty rożne: GKS – 2 : Górnik – 3

se.pl – Eksplozja radości przy Nowej Bukowej!

[…] Pierwsze minuty były obiecujące. Na zamieszanie w polu karnym gospodarzy odpowiedział zablokowanym strzałem Adam Zrelak. W 23. minucie dał o sobie znać najlepszy zawodnik GKS-u Katowice. Bartosz Nowak wpakował piłkę do siatki z bliskiej odległości. Wydawało się, że ekipa trenera Góraka panuje nad sytuacją. Nic bardziej mylnego. Tuż przed przerwą dobre zagranie Hellebranda odebrał Sondre Liseth. Norweg dopełnił formalności i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 1:1.

Początek drugiej połowy ponownie nazwaliśmy obiecującym. Swoje szanse miał Górnik, ale próby Hellebranda, Ambrosa i Chłania nie były skuteczne. Ten ostatni trafił nawet w słupek bramki Strączka. Ta sytuacja obudziła gospodarzy, którzy zaczęli aktywniej szukać drugiego gola. Obaj trenerzy reagowali zmianami, jednak w końcówce tempo wyraźnie spadło. Mieliśmy wrażenie, że oba obozy wzięły sobie do serca powiedzenie „lepszy wróbel w garści…”. Wtem nadeszła 85. minuta meczu! Do Górnika wróciły demony z meczu z Pogonią, gdzie drużyna Michala Gasparika straciła gola w końcówce. Tak było również w sobotni wieczór. Strzał Bartosza Nowaka odbił Łubik, ale dobitka Marcela Wędrychowskiego była skuteczna!

Tuż po golu dla GKS-u mieliśmy protesty ze strony ławki Górnika. Chodził o zagranie ręką Wędrychowskiego we własnym polu karnym. Powtórki pokazały, że najpierw piłka odbiła się od uda, a potem uderzyła w rękę skrzydłowego gospodarzy. Nie było karnego! Doliczony czas gry przyniósł kolejną kontrowersję. Arbiter Gryckiewicz pokazał Szkurinowi żółtą kartkę za „padolino” w polu bramkowym. Sędziowie VAR przywołali kolegę do monitora. Po długiej analizie, sędzia główny podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił kapitan Katowiczan Arkadiusz Jędrych!

Drużyna z Katowic pokazała, że porażka w Gdyni była tylko wypadkiem przy pracy. W przypadku Górnika możemy już mówić o kryzysie. Zaledwie jeden punkt w czterech meczach mówi bardzo wiele. Zabrzanie muszą się obudzić, jeśli chcą na poważnie włączyć się w walkę o europejskie puchary.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga