Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Bezlitośni dla błędów przeciwnika
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej i siatkówki GieKSy.
Już w najbliższy weekend start rozgrywek lig piłkarskich dla Pań i Panów, w związku z tym drużyny rozegrały ostatnie mecze przed początkiem rundy. W czwartek Panie rozegrały drugi mecz ¼ rozgrywek Pucharu Polski, z drużyną TME Grot SMS Łodź. Na boisku w Łodzi, padł remis 1:1 i nasza drużyna odpadła z tych rozgrywek. Piłkarze rozegrali ostatni test-mecz: przeciwnikiem była ekipa MKS-u Kluczbork. Nasza drużyna wygrała 4:0 (3:0).
Siatkarze rozegrali jedno spotkanie ligowe, w piątek, przegrywając z drużyną MKS-u Będzin 0:3. Obecnie drużyna zajmuje szóstą lokatę, gwarantującą udział w fazie play-off, do rozegrania siatkarzom zostało pięć spotkań rundy zasadniczej. W tym tygodniu siatkarze rozegrają dwa mecze: najpierw w środę (26 lutego), w hali w Szopienicach, z ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle, oraz w sobotę (29 lutego) na wyjeździe z Vervą Warszawa. Przeciwnie drużyny zajmują odpowiednio drugie i pierwsze miejsce w tabeli, będzie bardzo trudno o zdobycz punktową…
W Polskiej Hokej Lidze, nadszedł „czas prawdy”: rozpoczęły się mecze ćwierćfinałowe play-off. Nasza drużyna przegrała dwa pierwsze mecze z Podhalem 1:4 i 1:2.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Zaliczka wystarczyła. SMS znów w półfinale Pucharu Polski
Ekipa katowickiej GieKSy przyjechała do Łodzi z zamiarem zmazania plamy z pierwszego spotkania (0:3). Szybko szukała do tego rozwiązań i już w 28. minucie spotkania wynik otworzyła Zofia Buszewska. Piłkarki gości szukały kolejnych bramek, tak bardzo potrzebnych do awansu. Dziś jednak na więcej im nie pozwolił SMS.
Można powiedzieć, iż ‚dyskusję zakończyła’ Paulina Filipczak w 51. minucie gry zdobywając gola na 1:1. Więcej trafień nie padło i podopieczne Marka Chojnackiego po raz drugi z rzędu zameldowały się w półfinale Pucharu Polski.
[…] Przegrane zespoły w ćwierćfinałach otrzymały 20 tysięcy złotych.
sportowefakty.wp.pl – Sparingi. GKS Katowice zdał ostatni test. Lech II Poznań strzelił 10 goli
To już ostatnia sparingowa sobota tej zimy. Pierwszoligowcy oraz drugoligowcy przeszli próbę generalną przed rundą wiosenną. GKS Katowice wygrał 4:0.
GKS Katowice zagrał na własnym stadionie z trzecioligowym MKS-em Kluczbork i podstawowi piłkarze dali znać trenerowi Rafałowi Górakowi, że dokonał trafnych wyborów. Grająca w pierwszej połowie drużyna strzeliła trzy gole i praktycznie zapewniła zwycięstwo w meczu, który zakończył się wynikiem 4:0.
sportdziennik.com – Marek Szczerbowski: Nasza gra ma dawać radość
Rozmowa z Markiem Szczerbowskim, prezesem GKS-u Katowice.
[…] Czy kwota 11,2 milionów złotych, na jaką GKS może liczyć z miasta, w połączeniu ze środkami od sponsorów wystarczy do spięcia budżetu na 2020 rok?
Marek SZCZERBOWSKI: – Biorąc pod uwagę plan budżetowy wynikający z zawartych do 30 czerwca zobowiązań, można powiedzieć, że te środki z pewnością nam wystarczą. Do 30 czerwca mamy zabezpieczony byt. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy te środki starczą nam do czerwca, bo równie dobrze mogą wystarczyć do sierpnia, października, grudnia. Biorąc pod uwagę, że zostaną wszystkie sekcje i utrzymają ten sam poziom sportowy, trzeba będzie poszukać dodatkowego wsparcia. Cieszę się, że od mojego przyjścia do GKS-u wszelkie zobowiązania regulujemy na bieżąco. Mamy też jednak perspektywę drugiej części roku. Trzeba będzie się w tym zakresie przygotowywać, planować działania.
Czy GieKSa może zostać uszczuplona o jedną z czterech sekcji?
Marek SZCZERBOWSKI: – Mój scenariusz będzie wynikał z tego, co uzgodnimy wspólnie z władzami miasta. Na każdy musimy być przygotowani. To będzie zależne od ogólnej sytuacji. Wszystkie kluby wspierane przez samorządy będą stawały przed tego typu decyzjami, więc GKS Katowice pewnie też. Dziś mamy jednak cztery sekcje i jedziemy do przodu. Chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik. Mówię to najszczerzej, jak tylko mogę.
Trochę brzmi to tak, jakby dziś sekcje GKS-u rywalizowały między sobą o pieniądze, byt?
Marek SZCZERBOWSKI: – Mamy cztery wspaniałe ekipy, każda chce osiągnąć swoje najwyższe cele. Nie ma co ukrywać – nie wszyscy dostaną tyle, ile by chcieli. To już jednoosobowa odpowiedzialność – a może nie tyle odpowiedzialność, co zaszczyt – prezesa zarządu, do którego przychodzi się złożyć propozycję. Stąd u mnie te słynne karty sprawy, bo na twarz to jest krem Nivea. Działam tak, że wszystko odbywa się na poziomie decyzji wynikającej z wniosku, który do mnie wpływa. Nie można przyjść, poprosić o coś, „bo jest fajne”. Trzeba uzasadniać. Próbujemy dla każdego stworzyć przestrzeń, by realizował to, co zaplanował przed sezonem. Zapewnienie najlepszych warunków jest naszym obowiązkiem. Nie potrzebuję tego, by ktoś się krygował. Albo zapewniamy, albo nie. Jeśli nie – to przedstawiciele sekcji mają przyjść i to powiedzieć.
[…] O ile w skali miesiąca udało się panu uszczuplić koszty funkcjonowania klubu?
Marek SZCZERBOWSKI: – Nie mam pełnej analizy. Za 80 procent kosztów nie odpowiadam do dziś, bo w momencie, gdy przychodziłem, większość kontraktów była już podpisana. Koszty administracyjne spadły o kilkadziesiąt procent. Nie jest tak, że chcę słynąć z twardej ręki finansowej. Chcę słynąć z optymalizacji, czyli robić coś najtaniej, nie zmniejszając przy tym jakości. Ten proces optymalizacji będzie trwał.
„Jeśli budowa stadionu będzie przesuwana z innego powodu niż kwestie funkcjonalne, to mnie tu nie będzie”.
Marek SZCZERBOWSKI: – To moje słowa, dziękuję za przypomnienie. Gdyby zdarzyło się tak, że ten stadion nie będzie budowany, bo ktoś będzie próbował odłożyć to w czasie politycznie, a nie merytorycznie, to oczywiście je podtrzymam. Znam jedną jednostkę samorządu terytorialnego, która budowała stadion. Zdążyłem odejść, a ona budowała jeszcze przez trzy lata. Choć nie miałem z tym nic wspólnego, ponosiłem PR-owską odpowiedzialność. Będę czuł, czy ktoś nie chce budować, czy opóźnienie to efekt błędów popełnionych na poziomie procesu inwestycyjnego. Będę widział, czy budowany jest tak, jak w niektórych miastach – obiecankami, przedłużającym się procesem projektowym i ruchami, które mają się toczyć tylko po to, by coś się działo. Może nie jestem wulkanem intelektu, ale z pewnością zrozumiem, że ktoś gra. A jeśli ktoś będzie grał, to cała nasza praca wokół piłki nożnej, siatkówki, hokeja, nie będzie miała sensu. Po co rozwijać klub, projekt, skoro nie będzie do tego przystosowanej infrastruktury?
Zwrot kamer drugoligowych
Stowarzyszenie Druga Liga Piłkarska jesienią musiało dopłacać do niemal połowy transmisji meczów, dlatego teraz odpowiedzialność za ich realizację przenosi na kluby. Najpopularniejsi – jak GKS Katowice – na zmianach stracą.
Drugoligowe kluby i kibiców czekają zmiany dotyczące internetowych transmisji z meczów o punkty na platformie tvcom.pl. Od rundy wiosennej większa odpowiedzialność za ich realizację spoczywać będzie na gospodarzach spotkań, a nie – jak było do tej pory – stowarzyszeniu Druga Liga Piłkarska, które opłacało koszty produkcji sygnału. Odkąd transmisje z drugoligowych stadionów weszły w życie – w sezonie 2018/19 – pojedynczy mecz kosztował 12 zł. Teraz ceny dyktować będą kluby – gospodarze. Zmiany w tej materii spowodowane są niezadowoleniem włodarzy stowarzyszenia z małego zainteresowania, jakie wzbudzają niektóre drużyny.
[…] Jak było dotąd? Średni koszt realizacji transmisji w rundzie jesiennej tego sezonu wyniósł blisko 1000 zł (co pokrywało stowarzyszenie DLP). Aby się zbilansował, szacowano, że średnio kibice musieli wykupić 100 dostępów do transmisji, po 12 zł każdy (z czego 1,30 zł to prowizja dla portalu tvcom.pl, na którym pokazywano mecze). Zysk był dzielony w proporcjach: 40 procent dla gospodarza, 40 procent – dla gościa, a 20 procent dla stowarzyszenia. O ile ten zysk był, bo wypracowała go w tym sezonie raptem niewiele ponad połowa spotkań. Do reszty dopłacało DLP. Klubów, których mecze wypracowały zysk, było ledwie siedem: Stal Rzeszów, GKS Katowice, Olimpia Elbląg, Resovia, Pogoń Siedlce, Elana Toruń i Stal Stalowa Wola.
[…] Transmisje meczów z udziałem GKS-u Katowice wygenerowały jesienią 6945 złotych przychodu. Skoro Widzew działa na własną rękę, wychodzi na to, że bardziej wartościowa dla II ligi jest tylko Stal Rzeszów (9091 zł). Do kasy klubów spłynęło 40 procent tych kwot; resztą podzielili się przeciwnicy (40%) i stowarzyszenie DLP (20%). Największą popularnością w przypadku GieKSy cieszył się wyjazdowy mecz z Resovią (1528 zł), a najmniejszą – domowy ze Skrą Częstochowa (94 zł). Przez całą jesień najlepszy wynik to 2731 zł. Tyle zarobiła Stal Rzeszów na wyjeździe do Łodzi (Widzew TV udostępnił sygnał do tvcom). Deficytowe zaś okazało się spotkanie Widzew – GKS Katowice, bo było wtedy sporo reklamacji. Przez całą jesień DLP uwzględniła ich 206, czyli około 1% wszystkich wykupów.
Ze Skry Częstochowa do GieKSy?
Danian Pavlas może okazać się ostatnim tej zimy wzmocnieniem GieKSy.
19-letni boczny pomocnik jesienią występował w Skrze Częstochowa na zasadzie wypożyczenia z Rakowa. Jesienią rozegrał 18 meczów w II lidze, z czego 12 – w wyjściowym składzie.
Na Bukową ma trafić definitywnie. Wskoczy w miejsce zwolnione przez bocznych pomocników, którzy opuścili GKS, czyli Kacpra Tabisia i Mateusza Kompanickiego.
Pavlas urodził się w Rosji, ale wychował w Polsce, dlatego przysługuje mu status młodzieżowca. Do Rakowa trafił rok temu z KS Łomianki, wcześniej kilka lat spędził w akademii Pogoni Szczecin.
SIATKÓWKA
siatka.org – Ważny komplet punktów MKS-u Będzin
MKS Będzin odniósł trzecie zwycięstwo z rzędu. W piątek w ramach rywalizacji w 20. kolejce PlusLigi podopieczni trenera Jakuba Bednaruka pokonali 3:0 GKS Katowice. Jedynie w trzecim secie goście postawili się będzinianom, w dwóch pierwszych odsłonach to gospodarze dyktowali warunki na boisku. Wygranie z zespołem z Katowic zbliżyło MKS do awansu do fazy play-off. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrano Rafała Farynę.
[…] MKS Będzin – GKS Katowice 3:0 (25:17, 25:18, 25:23)
plusliga.pl – MKS Będzin – GKS Katowice 3:0
[…] Gospodarze otworzyli mocnym akcentem. Dryja ze środka było 1:0. Przewaga będzinian szybko rosła i różnica w miejscach w tabeli nie była widoczna na boisku. Po dwóch kolejnych autowych atakach katowiczan MKS prowadził 19:12 i spokojnie utrzymał prowadzenie w tabeli.
Druga partia rozpoczyna się od skutecznego ataku Jarosza. Jednak na tym kończą się przewagi GKS-u w tej części spotkania. Podopieczni trenera Bednaruka grali rozsądnie i spokojnie punktowali rywala. W połowie partii było 16:10 dla MKS-u i gospodarze nie zamierzali na tym poprzestać. Seta zakończył atakiem z szóstej strefy Sobański.
Trzeci set był pełen równej gry dwóch równorzędnych rywali. W końcówce gospodarze objęli prowadzenie 22:20. Goście wyrównali. Przy stanie 23:22 będzinianie mieli piłkę w górze na kolejny punkt, ale nie wykorzystali tej szansy. Jednak co się odwlecze… MKS wygrał zasłużenie i walnie włączył się do walki o awans do play off.
HOKEJ
sportowepodhale.pl – Pierwsze rozdanie dla „Szarotek”
[…] Od pierwszego gwizdka sędziego na tafli zrobiło się ciasno. Zawodnicy zdawali sobie sprawę z wagi meczu i było mało miejsca i czasu na rozegranie krążka. Gdy tylko ktoś był w jego posiadaniu rywal siedział mu na plecach. „Zwarcie” nie przynosiło bramkowego efektu aż do 10 minuty. Wtedy katowiczanie popełnili błąd w swojej strefie. Naettinen wywalczył zza bramką krążek, wrzucił na bramkę, a Rahm „wypluł” przed siebie. Pettersson zagrał na drugi słupek do Dziubińskiego, a ten trafił do odsłoniętej bramki. Pasiut miał okazję na wyrównanie, lecz ostemplował słupek. Rękę jego drużynie podał Franek, który ostro zaatakował DaCostę i sędziowie ukarali go podwójną karą mniejszą. W drugiej minucie biegnącej kary przyjezdni doprowadzili do wyrównania. Pasiut zagrał zza bramki, a Turtianen z bliska umieścił krążek w siatce.
Druga tercja równie zacięta. Pierwsi okazje mieli górale. Franek między nogami obrońcy podał Bulinowi krążek, a ten w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Rahma. W odpowiedzi Makkonen stanął oko w oko z Odrobnym i również przegrał z nim pojedynek. Potem bliżsi objęcia prowadzenia byli przyjezdni, ale… Błąd we własnej tercji popełnił Tomasik, który zagrywał wzdłuż tercji do partnera, krążek przejął Neupauer i nie dał szans ostatniej instancji Katowic. 28 sekund później krążek po uderzeniu Campbella odbił się od zawodników i zaskoczył Rahma. W końcówce dwie świetne okazje mieli goście. Pasiut i Paszek ( dostał krążek na pustą bramkę) mieli szanse na zmianę niekorzystnego rezultatu.
W trzeciej tercji, nie mający nic do stracenie goście, atakowali, próbowali odwrócić losy spotkania, ale ich próby okazały się nieudane. W ofensywie byli bezradni. Brak ognia był wynikiem świetnej gry w defensywie nowotarżan. Najlepszą sytuacje mieli w 49 minucie; Krężołek z Pasiutem nie potrafili z najbliższej wepchnąć krążka do bramki. 185 sekund przed końcem Piotr Sarnik wycofał bramkarza i ten manewr nie przyniósł im oczekiwanego efektu. Więcej jego zespól stracił gola strzelałem do pustej bramki.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 4:1 (1:1, 2:0, 1:0)
Bezlitośni dla błędów przeciwnika
[…] Katowiczanie w pierwszych 40 minutach mieli tyle sytuacji, że powinni spokojnie jechać do domu z wygraną. Jeden tylko warunek, trzeba było spełnić – wyśmienite okazje zamienić na gole. Za nieporadność pod bramką Podhala oraz błędy we własnej tercji ( w trzeciej odsłonie) przyszło im słono zapłacić.
Katowiczanie po sobotniej porażce nie mogli sobie pozwolić na drugą przegraną. Musieli zaatakować. I tak też uczynili. Nacierali na bramkę Odrobnego, ale mieli – podobnie jak w sobotę – problemy z wykończeniem akcji. Pod jego bramką grali bardzo nerwowo. Krążki skakały im na kijach. Najlepsze sytuacje zmarnowali: Turtianen, Paszek (sam na sam nie trafił z backhandu), Salamon ( nie trafił z metra do pustej bramki) i Cimzar. Z drugiej strony Rahm bardzo niepewnie bronił. Wszystkie krążki odbijał przed siebie i stwarzał okazje góralom do zdobycia gola. Po takich zagraniach bramkarza gości Franek i Willick mieli świetne okazje do pokonania go.
Jeśli ktoś po przerwie liczył na metamorfozę „Szarotek”, to srodze się zawiódł. Grały bardzo słabo i tylko nieporadności katowiczan w ofensywie zawdzięczają, że straciły tylko jednego gola. Mnożyły się sytuacje pod bramką Odrobnego. Makkonen, Krężołek i Starzyński mieli takie sytuacje, że powodowały wielki ból głowy ich szkoleniowca. Gospodarze fatalnie grali w przewadze i właśnie w tym okresie stracili gola. Pasiut w samotnym najeździe położył na lodzie Odrobnego i nad nim umieścił krążek w bramce, który odbił się od siatki i dopiero po analizie wideo został uznany. Za chwilę Kolusz powinien podwyższyć na 2:0. Przy kolejnym osłabieniu przyjezdni wyprowadzili dwójkową kontrę, ale Makkonen nie skopiował wyczynu Pasiuta. Górale nie mieli tylu okazji do zdobycia gola. Szvec nie zamknął akcji przy słupku mając pustą bramkę. Willick nie potrafił z bliska pokonać Rahma, a po strzale Stadela spod niebieskiej krążek był już za plecami golkipera gości, ale nikt nie znalazł się na dobitce, a bramka była pusta.
Górale wyrównali na początku trzeciej odsłony. Fatalny błąd gości we własnej tercji, którzy wszyscy byli pod bandą. Wolny Suominen dostał krążek i przez nikogo nie atakowany posłał go do bramki. No i górale złapali wiatr w żagle. Byli bezlitośni dla błędów rywala i w 57 min. zdobyli zwycięskiego gola. Franek huknął z korytarza międzybulikowego i Rahm musiał wyciągać krążek z siatki.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 2:1 (0:0, 0:1, 2:0)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze