Dołącz do nas

Piłka nożna

Trenerze Paszulewicz – nie idź tą drogą! (ostrzeżenie)

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie będziemy w tym artykule zajmować się stricte meczem z Tychami, choć teoretycznie jest to artykuł z cyklu „pre-scriptum. Nie będziemy, bo nie ma to najmniejszego sensu. Za chwilę pewnie na stronie oficjalnej pojawi się wywiad przedmeczowy z jednym z zawodników, który wypowie się o „ważnym meczu derbowym, „derbach, które rządzą się swoimi prawami” czy „będziemy chcieli się zrehabilitować za mecz z Ruchem”. Szczerze mówiąc dla zdrowia psychicznego chłopaków pracujących w klubowych mediach, lepiej byłoby, gdyby nie musieli takiego wywiadu nagrywać. Bo przecież słysząc takie teksty, które de facto są kłamstwami w żywe oczy (i oko kamery), zapewne idzie… oszaleć.

W tygodniu ogłoszono na konferencji prasowej nazwiska czterech zawodników, którzy żegnają się z GieKSą już teraz, a nie po zakończeniu sezonu. Powiedzmy sobie szczerze, że sytuację tę można rozpatrywać dwojako. Wiele osób się bardzo ucieszyło, że w końcu nastąpił wstrząs, że trener uderzył pięścią w stół, a dyrektor Bartnik powiedział, że wszyscy zawodnicy muszą się mieć na baczności.

Przyczyn pożegnania się akurat z tymi piłkarzami nie znamy, bo tłumaczenie Bartnika, że „nie pasują do koncepcji trenera” jest bardzo lakoniczne. Nie chodzi najprawdopodobniej tylko o postawę na boisku w dotychczasowych meczach, bo taki Cerimagić zagrał dwa razy po połowie, Plizga jedną połowę (niezłą), a Goncerz i Kędziora w ostatnim czasie również więcej nie grali, niż grali. Można więc domniemywać, że zadecydowały inne kwestie niż boisko.

Problem w tym, że główni aktorzy seryjnej żenady w ciągu ostatnich kilku tygodni ostali się bez szwanku. Tacy piłkarze jak Słaby, Zejdler czy Prokić za ostatnie spotkania powinni dostać dożywotni ban na występy przy Bukowej. Słaby wyglądał, jakby wszystkie złe rzeczy na Cichej robił specjalnie, Zejdler od półtora roku nie zagrał nawet jednego przyzwoitego meczu, Prokić spisuje się tak, jakby chciał, żeby przypadkiem GieKSa nie zajęła miejsca, które według niego powinna zająć Stal Mielec… Przykładów jest zresztą dużo więcej.

I teraz powstaje pytanie, co widzi trener Paszulewicz, a czego nie widzi lub nie chce widzieć? Bo z jednej strony to „urlopowanie” kilku zawodników niby daje jakiś sygnał, ale czy rzeczywiście szkoleniowiec zorientował się już, że to jednak wielu innych – grających regularnie – z dużym prawdopodobieństwem jest zamieszana w gierki niekoniecznie czyste?

Dotychczasowe wypowiedzi szkoleniowca dotyczą bowiem kwestii czysto piłkarskich, a nie wypowiada się o motywacji i mobilizacji zawodników do wygrywania spotkań. I mamy szczerą nadzieję, że to tylko wersja, na konferencjach. Bo jeśli Jacek Paszulewicz szczerze wierzy w to co mówi na spotkaniach z mediami, to jest na prostej drodze, by swoją karierę w GieKSie skończyć jak Jerzy Brzęczek i Piotr Mandrysz, czyli mówiąc delikatnie – w niesławie i z obrzydzeniem do tego zawodu.

Od zeszłej wiosny wiele się nie zmienia. Zespół mobilizuje się wtedy, kiedy ma na to ochotę i ma w tym interes. I wówczas następuje zamydlanie oczu wszystkim obserwatorom, a potem przychodzi spektakularne odpuszczenie meczu. To m.in. doprowadziło do piłkarskiej depresji trenera Mandrysza, który ze swojej bezsilności nie potrafił nic zrobić i wyglądał na konferencjach jak wrak człowieka. Człowieka, którego znaleźliśmy jako choleryka i kipiącego energią szkoleniowca. Do tego potrafią doprowadzić cyniczny ludzie mieniący się piłkarzami GKS Katowice. Warto by Jacek Paszulewicz sobie zdawał z tego sprawę, bo oni nie cofną się przed niczym, by i jemu zniszczyć dobrze zapowiadającą się karierę trenerską. Tym bardziej jeśli – jak dochodzą nas słuchy – niektórym zawodnikom wybitnie nie po drodze z trenerem chcącym narzucić swoje twarde zasady.

Przed rundą wiosenną ostrzegaliśmy już Jacka Paszulewicza, do jakiej szatni wchodzi. Zrobimy to jednak jeszcze raz. Najpierw przytoczmy fragment styczniowego felietonu, który napisaliśmy po ogłoszeniu decyzji o rozstaniu z trenerem Mandryszem:

„Trudno czasem było uwierzyć, że trener wierzy w to, co mówi o zaangażowaniu. Każdy mający dobry wzrok obserwator meczów GKS widział, że co najmniej kilka meczów było oddanych kompletnie bez walki i choćby odrobiny zaangażowania. Nie można chyba być tak zaślepionym, żeby – mowa o trenerze – wmawiać sobie, że zawodnicy gryzą trawę, w momencie, gdy grają de facto przeciw trenerowi i to nawet niekoniecznie celowo, ale po prostu nie angażując się w grę. Czy trener Mandrysz dobrze wiedział co jest grane, ale bał się lub nie chciał tego ugłośnić na konferencjach prasowych? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast – widząc go po prostu na tychże konferencjach – że bardzo mocno to przeżywał i go to gryzło. Wolał jednak wszystko, co trudne zachować dla siebie. I to też go chyba zgubiło”.

Zaraz po zatrudnieniu trenera Jacka Paszulewicza napisaliśmy kolejny felieton – już stricte dedykowany trenerowi – tym razem pod tytułem „Krótka lekcja historii dla trenera Paszulewicza” (całość https://gieksa.pl/krotka-lekcja-historii-dla-trenera-paszulewicza/). Oto dłuższy fragment, który jak ulał pasuje do obecnej sytuacji GKS Katowice:

„Każda ze wspomnianych trzech sytuacji i postaci [Moskal, Brzęczek, Mandrysz – przyp.red.] ma swoje punkty wspólne. Przede wszystkim nieprawdopodobne wręcz chronienie piłkarzy przez każdego szkoleniowca. Kibice w Katowicach nie są głupi. Za dużo już widzieliśmy, zarówno meczów, jak i zawodników. Potrafimy odróżnić zaangażowanie nawet w przegranych meczach, od ordynarnie przechodzonych i oddanych bez walki. A takie zdarzały się w 2017 roku bardzo często, jesienią również – problemem było to, że zawsze były to spotkania ważne i prestiżowe.

Ani Moskal, ani Brzęczek, ani Mandrysz nawet nie zająknęli się, że piłkarze robią pod górkę. Nie tylko klubowi, ale także właśnie trenerom. Zawsze słyszeliśmy te samo słodkie paplanie, że „nie mogę się zgodzić z tym, że nie było zaangażowania”. Prawdopodobnie takie same teksty były wygłaszane przez trenerów w czasach, gdy korupcja w polskiej piłce święciła swoje wielkie dni. Zastanawiające jest, czy trenerzy są tak ślepi, że nie widzą braku zaangażowania czy po prostu po jakimś czasie zgadzają się na to, akceptują i wolą się nie wychylać. Trener Brzęczek był zwichrowany do tego stopnia, że gdy po meczu z Górnikiem szanse na awans stały się iluzoryczne – gratulował „chłopakom” dobrego meczu.

Trener Jacek Paszulewicz nie może być kolejnym, który będzie przykładał cegiełkę do zakładu pracy chronionej GKS Katowice. Mamy w zespole zdrowych, dorosłych, (podobno) wysportowanych mężczyzn, a tymczasem każdy kolejny trener, widząc (a może nie?) brak ambicji i zaangażowania, a jednocześnie chroniąc ich w każdej minucie, traktuje ich jako niepełnosprawnych. Dodatkowo klub nie ma zespołu rezerw, żeby przesunąć jednego czy drugiego nieangażującego się delikwenta. I efekt jest taki, że ciągniemy za uszy w kadrze zawodników, którzy aktywnie uczestniczyli nie w jednej czy dwóch, ale całej masie oddanych meczów, a wręcz całych kampanii pod tytułem „awans do ekstraklasy”. To chuchanie i dmuchanie na tę grupę zawodową, tak się właśnie kończy”.

To tyle z cytatów. Warto, żeby szkoleniowiec miał tę wiedzę i znał historię swoich poprzedników. Bo „piłkarze” GKS grając teraz w sposób skandaliczny i odpuszczając mecze, powtarzają też to, co grali jesienią. Problem w tym, że te święte krowy nadal jeszcze pozostają nietykalne (decyzje kadrowe z wtorku jeszcze nas nie przekonują, że jest inaczej). Bo jeśli wspomniani Prokić, Słaby czy Zejdler ciągle są podstawowymi zawodnikami, mimo mentalnego sprzedania kilku meczów, to znaczy, że nadal niektórzy w klubie nie widzą tego, co widzą kibice.

Powiem szczerze, że na ten moment nie wiem, czy chciałbym, żeby GKS Katowice awansował. Uważam, że to się i tak nie stanie, a jeśli coś by się odmieniło i jednak awans by był, to podejrzewam, że jedynie z pobudek typu, że w ekstraklasie można kręcić jeszcze większe wałki. Nie mam ani krzty zaufania do sportowych ambicji tych ludzi. Do tego stopnia obrzydzają oni piłkę nożną, że śmiem twierdzić, iż „szalona” radość w szatniach na meczach wyjazdowych to była radość z czegoś innego niż to, że przybliżyliśmy się do ekstraklasy. A z czego? Nie wiem. Po ostatnich meczach, a już w szczególności po haniebnie oddanym Ruchowi Chorzów spotkaniu derbowym, nie wierzę im w nic. W ani jedno słowo w wywiadzie, w ani jedną dobrą akcję na boisku, że jest robiona na chwałę klubu.

Nie wiem, czy chciałbym awansu, bo zdaję sobie sprawę, że w tym przypadku większość obecnej kadry zostanie w Katowicach. I mimo promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej, to byłoby dalsze pogłębianie patologii sportowej w tym klubie, tylko na wyższym poziomie. Szczerze mówiąc wolałbym w końcu wyczyszczenie szatni z piłkarskiej trucizny, tak żebyśmy mogli na nowo cieszyć się z ambitnej, walczącej i sportowej GieKSy. Wolałbym to – nawet kosztem awansu. Zlikwidowanie piłkarskiej patologii w tym klubie będzie większym sukcesem niż awans. Będzie sukcesem bezcennym.

Ale już to, czego się boję najbardziej i co by było najgorsze to scenariusz następujący. GKS Katowice wygrywa trzy mecze, zdobywa dziewięć punktów, ale nie awansuje, bo Zagłębia lub Stali nie udaje się wyprzedzić. Więc pozostajemy na zapleczu ekstraklasy, tak naprawdę z powodu odpuszczenia wielu, wielu meczów w całym sezonie. Ale co powiedzą wtedy piłkarze? Że było tak blisko, że zabrakło jednego punktu, że brakło szczęścia. Ryzyko polega na tym, że mogą się na to nabrać Jacek Paszulewicz, Tadeusz Bartnik i Marcin Janicki. I skoro było tak blisko, a końcówka była „piorunująca” to trzeba tym zawodnikom sprawiedliwie dać szansę na następny sezon. I nie będzie wtedy znaczenia, że Zejdler zawalił dwa awanse, Kamiński trzy, a Foszmańczyk, który po kółeczku z Grudziądza powinien wylecieć rok temu, cały czas jest w tej szatni. Tak, wiemy, że Kamyk gra dobrą rundę, ale jest tak samo zamieszany w to wszystko co się działo rok temu i teraz. Gdyby nie był, to powinien głośno powiedzieć, że coś jest nie halo, a nie w którymś wywiadzie mówić, że „jest spokojny o ten zespół”. Jest zamieszany w klubową patologię, jak cała reszta.

Tadeusz Bartnik na konferencji powiedział, że chciałby uniknąć latem rewolucji typu wyrzucenie 75% składu. Okej, można zrozumieć, że nie chce teraz osłabiać morale zespołu, bo jest „szansa”. Ale każda rozsądnie myśląca i mająca w miarę dobry wzrok osoba, widząc ostatnie trzy rundy w wykonaniu GKS, wie, że większość zawodników po prostu powinna wylecieć jak najszybciej i najlepiej dostać zakaz stadionowy i zakaz zbliżania się na Bukową na odległość kilometra, by przypadkiem swoją obecnością nie przesyłać na stadion fluidów genu porażki i kombinatorstwa.

Mecz z Tychami? Spokojnie może być wygrany, bo awans w tej chwili nam nie grozi. Mam szczerą nadzieję, że kibice nie nabiorą się na ewentualne zwycięstwo, tak jak nabrali się po meczu z Podbeskidziem. Ta drużyna niezależnie od wyniku nie zasługuje na doping. I mam szczerą nadzieję, że tego dopingu nie dostanie. Wszyscy musimy zrozumieć, że wspierając tę drużynę w jakikolwiek sposób, również jesteśmy odpowiedzialni za jej patologię.

I jedno zdanie na koniec. Jestem w tym momencie murem za trenerem, nawet mimo błędów, które popełnia. Jestem murem za trenerem i Was zachęcam do tego samego. Ale trener musi przejrzeć na oczy i przyznać się przed samym sobą, że niektórzy zawodnicy, których uznawał za profesjonalistów, robią pod górkę – jemu, kibicom i całemu klubowi.

Jeśli szkoleniowiec stanowczo nie będzie reagował i co równie ważne – nie będzie miał za sobą prezesa Janickiego – to skończy marnie swoją karierę szybciej niż na dobrą sprawę się ona zaczęła.

32 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

32 komentarze

  1. Avatar photo

    fun

    17 maja 2018 at 10:08

    prawda w najczystszej formie. świetny felieton.

  2. Avatar photo

    maziGKS

    17 maja 2018 at 10:24

    Nie zgodzę się z wieloma kwestiami w tym felietonie. Tak wygląda ta liga niestety (teoretycznie słabi wygrywają z tymi niby lepszymi). I to nie jest tylko nasz problem ale słabości tej ligi. Nie usprawiedliwiam bo przegrana z ruchem to hańba i wstyd . Ale bronił będę Prokica bo jego brak był właśnie najbardziej widoczny w meczu z ruchem, gdzie Volas nie istniał bo nie miał wsparcia Andrzeja. Zgodzę się z ostatnim zdaniem tym podkreślonym na Grubo i tez jestem murem za trenerem. A z awansu będę się cieszył jak nikt. INO GieKSa !

  3. Avatar photo

    Irishman

    17 maja 2018 at 11:47

    Shellu, nie chcesz awansu, żeby wyczyści szatnię.
    No ale przecież po Moskalu niby została wyczyszczona, no bo chyba mi nie wmówisz, że Goncerz albo Kamiński, którzy się jedynie ostali to jacyś „capo di tutti capi” blokujący nam we dwójkę od lat awans?
    Nie, po prostu piłkarze są wszędzie tacy sami i nawet jak wywalimy wszystkich, to ci którzy przyjdą będą robić to samo, o ile im się na to pozwoli. Tak samo, ci którzy zostaną nie będą tego robić, jeśli im na to ktoś nie pozwoli.
    Można zrobić awans i zmienić charakter drużyny, tak samo jak można go przegrać i nic nie zmienić. Ja wybieram to pierwsze.

    Aczkolwiek, gdyby tego awansu nie było, to byłaby to wraz ze wstydem po obu derbach z chorzowskimi, pewnego rodzaju kumulacja upokorzenia i upodlenia nas i naszego klubu. I to nie jest istotne, czy przegramy o punkt, czy o np. 11 punktów. Szczerze, to już bym wolał przegrać co najmniej o siedem, żeby nie okazało się, ze chorzowscy nam odebrali to o czym tak bardzo marzymy od lat! Tak więc, gdyby tego awansu nie była, a nic wielkiego nie stałoby się z drużyna, to by oznaczało, że nie tylko piłkarze mają nas i nasze zdanie w tyle….. ale także osoby decyzyjne w klubie.
    Dyrektor Bartnik powiedział ostatnio, że oni nie są od tego, żeby spełniać życzenia czy żądania. Czyli co… „gramy dla siebie”? Już to niedawno gdzieś słyszeliśmy.

    A ja myślę, że tak jak my, kibice jesteśmy dla klubu, tak i on jest też dla nas! Tylko w tej symbiozie można coś osiągnąć. Tak więc panowie – trenerze, dyrektorze, prezesie pamiętajcie także i o nas. Pamiętajcie, ze to my przegraliśmy najwięcej w tych dwóch, upokarzających nas porażkach na jesieni i kilka dni temu!

  4. Avatar photo

    Tomek

    17 maja 2018 at 11:56

    Od desygnowania składu jest trener i to on za to odpowiada, skreślanie tego czy innego jest nie na miejscu, nie uczestniczymy w treningach rozmowach nasza ocena opiera się tylko na pojedynku piłkarskim. Niestety jest rozdźwięk pomiędzy poziomem sportowym klubu a marketingiem. To czy awansujemy nie zależy od nas. Karty są już rozdane i tylko po kursach można się domyśleć kto z kim wygra. Mając na uwadze to iż w ostatnim czasie wygrywają ci którzy są z wyższym kursem.

  5. Avatar photo

    Argail

    17 maja 2018 at 12:57

    NIe chcesz awansu??? Proponuje żebyś jeszcze raz się nad tym zastanowił, tak naprawdę zastanowił, bo chyba nie potrafisz odciąć od siebie niepowiązanych rzeczy. Awans jest czysto iluzoryczny, nie zależny już od nas i nie jesteśmy nawet jako 3 faworyt, ale jest możliwy. Szatnię można czyścić w okresie transferowym, sezon trzeba dograć tym co się ma … (chyba że mówimy o 3 walkowerach), teraz można tylko przekazać sygnał. Ekstraklasa to inny świat, inne pieniądze, wpływy etc, i przede wszystkim koniec tego marazmu, nie oznacza natomiast konieczności pozostawienia nikogo za „zasługi” więc nie rozumiem Twojego toku myślenia. Uważasz że tą, niewielką już szanse, należy odrzucić, nie dopingować i najlepiej oddać?? W imię czego FOCHA??? Prawda jest taka że jest straszna mizeria i „zawodnicy” po prostu nie gwarantują i trzeba się rozstać z … może nawet wszystkimi. Ale w tym sezonie są ludzie którzy wykonali prace, zainwestowali pieniądze, poświęcili czas i inne dobra dla klubu. NIe wiesz jak sytuacja w lidze będzie wyglądała za rok, nie wiesz jak będzie konkurencja a co najważniejsze nie wiesz jakie skutki przyniosą roszady! Ale Ty „nie chcesz awansu” ??? U uważasz że należy przeznaczyć minimum rok czasu i miliony złotych nie mówię już utraconych korzyściach, bo „grajki zawaliły parę meczy”, a powiedz kto za rok to odcierpi? Oni? Chyba nie bo ich przecież nie będzie. Odcierpimy to My! Kolejnym sezonem w tej zaściankowej lidze którą wszyscy od lat rzygamy. Nie jesteście może oficjalnymi mediami klubowymi ale warto się czasem zastanowić co sie wypisuje w felietonach i do czego w nich nawołuje . Dziennikarstwo to przede wszystkim odpowiedzialność!! Nie zapominaj o tym. WIęc lepiej w tych ostatnich meczach wspierać klub (nie piłkarzy) kibicować i mieć nadzieje że jakimś cudem inni spaprają sprawę bardziej może si uda, a rozliczenia zostawmy na moment gdy szanse bedą równe 0. Rozwalić i wyrzucić można zawsze. Ale żeby nie byo aż TA anty, to zgadzam się z Tobą w jednym „TEŻ JESTEM MUREM ZA TRENEREM”

  6. Avatar photo

    Shellu

    17 maja 2018 at 13:19

    Wierzysz w to, że w przypadku awansu będzie rewolucja kadrowa? Bo ja nie. I powiem Ci więcej – większość zawodników pozostanie w klubie, bo przecież będą „bohaterami”.

  7. Avatar photo

    Argail

    17 maja 2018 at 13:43

    Moja „wiara” nie ma tu nic do rzeczy, skoro ufamy Trenerowi …

  8. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2018 at 14:05

    Śmieszy mnie wasza wiara w trenera bo ona szybko minie. Tak samo większość pisała przy zatrudnianiu Mandrysza. Facet został odstrzelony przez znawców (nie mam na myśli Bartnika bo on z innych powodów to zrobił) po 6 miesiącach. Popełnił błędy ale w pół rundy ciężko coś zrobić. Mandrysz miał wszystko aby ten awans zrobić w dwa lata. Paszulewicz to żółtodziób bez sukcesów który tylko lepiej medialnie wypada, ale jak mawiał Mandrysz, awans się robi a nie o nim mówi. Fajnie się słucha Paszula, zimą napisałem że przypomina mi złotoustego Stawowego, oby nie skończył jak on.

  9. Avatar photo

    maxiu

    17 maja 2018 at 14:10

    Ja czekam az czystka dotknie jeszcze takich zawodników jak Kamiński,Foszmanczyk,Nowak,Franczak,Zejdler,Kalinkowski.Po odejsciu tych kopaczy i zastapieniu ich zawodnikami pokroju Słomka Skrzecz Błąd,Kuliński bedzie szansa na lepsze jutro!!!Przez w/w zawodników stracilismy nie tylko niepowtarzalna szanse na awans.Ale przypominam że po ostatnim sezonie stracilismy sztab szkoleniowy (który teraz walczy w ekstaraklasie o puchary)Prezesa który wyprowadzil klub na prosta.Pierwszego od lat strategicznego sponsora firme Aasa.I jeszcze wiele innych przywileji zwiazanych z awansem.Wiec licze ze ci pseudokopacze tez kiedys beda tak potraktowani jak potraktowali nas kibiców!!!!Nie życze nic dobrego żadnemy z zwolnionych zawodników niech wasze kariery sportowe sie juz koncza!!! HUJ WAM W RYJ PATAŁACHY!!!

  10. Avatar photo

    Zenek

    17 maja 2018 at 14:20

    Prawda i cała prawda, ta grupa piłkarzy już tyle złego wyrządziła temu klubowi, że nie wiem jakiego pecha trzeba mieć aby taką „grupę wyłowić” i nazwać „drużyną”, ile razy kobieta/mężczyzna musi zostać „zdradzony” aby do niej/niego dotarło że widocznie w tym zestawie związek jest patologiczny i chory i jedna strona jest regularnie oszukiwana! (wiele za wiele w przypadku tej tzw „drużyny”)

  11. Avatar photo

    Irishman

    17 maja 2018 at 16:36

    @Argil, zgadzam się w dużej mierze.
    Nie można nie chcieć awansu, bo może być korzystny dla piłkarzy, których się znienawidziło. Tu trzeba swoje urazy schować do kieszeni jeśli idzie o GieKSę. Awans da potężnego kopa całemu klubowi i właśnie on spowoduje, że będziemy wieli większe pole manewru w budowaniu drużyny.
    Poza tym nie wszyscy piłkarze to zawodnicy, nie wszyscy zasługują na nasze potępienie, a podsycanie takiej atmosfery niechęci powoduje, że dostaje się także tym, którzy na to nie zasłużyli.
    Zgadzam się, że trzeba usunąć tą truciznę, która zadomowiła się w naszym klubie i pozbawia go sukcesu. Ale trzeba to zrobić zmieniając mechanizmy, stosunki personalne, wymaganie w stosunku do pracowników itp. Inaczej można sobie wymieniać kolejnych piłkarzy, a ci nowi, którzy przyjdą będą postępowali tak samo!
    I oczywiście, że trener powinien mieć nasze bezwarunkowe poparcie gdy po drugiej stronie stoją zawodnicy, którzy zawiedli. Ale w stosunku do niego samego, to mam trochę zdanie podobne do @Mecza i poczekam z tym pełnym poparciem, na to co pokaże jesienią.

  12. Avatar photo

    Shellu

    17 maja 2018 at 16:49

    Nie no żadne „akty terroru” nie wchodzą w grę. To nie poprawi sytuacji klubu, a pogorszy.

  13. Avatar photo

    wiesiek

    17 maja 2018 at 17:47

    Ktoś tu jeszcze myśli o awansie…:) Wypisujecie dziesiątki miałkich
    zdań o charakterze życzeniowo eksperckim i sądzicie że macie jakiś wpływ na działalność klubu. Ewidentnie po raz drugi wyruchani w dupska przez piłkarską maf*ę nie potraficie wyciągnąć wniosków i nadal żyjecie gdzieś obok rzeczywistego świata. Przyjście na Bukową jeszcze w tym sezonie to dowód frajerstwa i źle pojmowanej miłości do klubu.

  14. Avatar photo

    KruchY

    17 maja 2018 at 17:50

    Brakuje niewiele:wygrywamy 3razy! zs raz wtopi lub 2 remisy no i sm 1remisik

  15. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2018 at 19:08

    @wiesiek, irytują mnie hasła wzywające do bojkotu, podejście typowe dla kibiców sukcesu. Tu chodzi o GKS, o postrzeganie nas w Polsce, ty dla „piłkarzy” i zwycięstw pojawiasz się? Oni nas mają gdzieś, ich za chwilę nie będzie a GKS będzie istniał, obojętnie na jakim poziomie. Komu zrobisz na złość?

  16. Avatar photo

    Tymron

    17 maja 2018 at 19:52

    Piłkarze są bezpośrednio winni ale nie bądźcie naiwni – za czyimś przyzwoleniem. Ryba psuje się od głowy, jeśli dziecko jest źle wychowane i ulega demoralizacji (taka analogia z mojej pracy zawodowej) to zawsze winę ponosi rodzic. A tymi rodzicami nie są bynajmniej Moskal, Brzeczek, Mandrysz, Paszulewicz. Oni weszli do „rodziny” z zewnątrz. Sami sobie odpowiedzcie kto procz części piłkarzy jest od samego początku oszustwa pod tytułem „gra GKS o awans”.

  17. Avatar photo

    Hasiokowi kopacze

    17 maja 2018 at 19:59

    Awansu nie będzie z tym trener ani bez niego. Z tymi zawodnikami albo bez nich. Z tym prezesem albo bez niego. Bo nie ma tego nakazu z góry. Biadolić jak stare aby będziecie za rok, dwa i pięć. Ktoś z urzędu kto płaci za to żeby popełniać te wpisy podwójne nadziei o tym że trzeba dawać szansę trenerowi albo ty akcji tamtym, albo tak czy siak budować drużynę, musi mieć z Was niezły ubaw. Ale w wyborach zagłosujecie na jedyną słuszną opcję bo ktoś Wam frajerskie dupy, pociśnie słodkie pierdy o stadionie i awansie za rok albo dwa 🙂 zastanówcie się tylko dlaczego rozwiązali drugą drużynę? Czyż nie po to żeby nie było ogranych juniorów których można wprowadzać do składu? 🙂

  18. Avatar photo

    artur

    17 maja 2018 at 20:31

    Od kilku lat staje się jasne o co tu idzie. Niestety niektórzy potrzebują jeszcze sporo upokorzeń żeby przejrzeli na oczy. Ten kto ma awansować już wie. Nasi kopacze, trener i zarząd też od początku wiedzieli o co gramy. Mówili to między wierszami, niby żeby nie zapeszać, ale jednak na tyle jasno, że kto bystry ten wie, że nie w tym roku awans i nie w przyszłym pewnie też.

  19. Avatar photo

    cobden

    17 maja 2018 at 21:52

    Shellu zrób sobie przerwę bo odlatujesz..
    To nie jest po prostu team na awans. Za mało jakości.

  20. Avatar photo

    Sebek

    17 maja 2018 at 22:01

    Moim zdaniem największym problemem Gieksy jest brak w szatni 2-3 zawodników związanych mocno z klubem, zawodników dla których dobro Gieksy jest najważniejsze, zawodników, którzy trzymali by za ryje całe barachło. Złapałby jeden takiego Andrzeja za ucho, powiedział, że jak hajsy mu się już zgadzają to ma brać PKS-a do Mielca, bo Katowicach robią awans i nie potrzebują półproduktów. Drugi z Zajdlerem by się na piwo umówił, a jakby mu piwo nie smakowało, to w walce o piłkę na treningu dałby takiemu własnej krwi posmakować.

  21. Avatar photo

    Irishman

    17 maja 2018 at 22:07

    @Sebek, jeden GieKSiarz był, tylko, że….. wbrew koncepcji trenera i już został urlopowany.
    Może dobrze, może źle – zobaczymy za kilka miesięcy.

  22. Avatar photo

    tomassi

    17 maja 2018 at 22:11

    Najgorsze co może być to nie przyjść na mecz. Jak można tak wogóle myśleć?
    Nie ma nas to dopiero pole do popisu dla jakiś piłkarskich manipulacji.
    Jeżeli takie są. Bo pomyślmy kiedy łatwiej? Przy pełnych trybunach, gorącym,
    żyjącym Blaszokiem ? Czy przy pustych trybunach?
    Musimy być na tym meczu!!!
    Nie dla piłkarzy ale dla siebie. Bo jesteśmy fanatykami tak? Bo kochamy ten
    klub i te barwy. Bo jesteśmy zawsze tam gdzie nasza GieKSa gra.
    Czy nie tak śpiewasz?

  23. Avatar photo

    Sebek

    17 maja 2018 at 22:25

    @Irishman, bez urwazy ale Plizga w Gieksie zagrał może z 40 meczów (marne statystyki żeby nazwać piłkarzem oddanym Gieksie).

    Nam jest potrzebnych dwóch Gattuso. I nie mówię tu o umiejętnościach piłkarskich tylko o oddaniu barwom. Jak dla mnie mogliby nawet nie mieścić się do pierwszej 11.

  24. Avatar photo

    tomassi

    17 maja 2018 at 22:30

    I dużo osób pisze że trzeba zaufać trenerowi. Zgadzam się z tym. To jego
    decyzje. Pokażemy mu że ma nasze poparcie. Pokażemy mu to nawet przez 90 minut.
    Zobaczymy jak to będzie i w tą i czerwcową sobotę, niedzielę.
    Wszyscy na mecz!
    Gdzie byście wylewali te swoje fochy jak to byłby 90 rok? Bez neta.
    Pewnie pod kasami albo w autubusie. Bo wątpię żeby ktoś w zinie pisał o tych
    domysłach i spiskich.
    Wszyscy na mecz.

  25. Avatar photo

    Tymron

    18 maja 2018 at 01:09

    Tomassi na mecz owszem ale z przekazem, że GieKSa to My, żadnego wsparcia dla nikogo sobie nie wyobrażam. Po za tym sorry ale czy przy pełnym Blaszoku czy przy pustych trybunach to już nieraz pokazali, że nie ma najmniejszej różnicy żeby się skurwić.

  26. Avatar photo

    Hasiokowi kopacze

    18 maja 2018 at 07:22

    Idę na szpil żeby ich rozliczyć jak dostaną wpierdol na boisku. Na słodkim popierdywaniu w necie mogłoby się skończyć gdyby spuścili smrody do IIej ligi i odpuścili awans. A nie dość że odpuscili awans to jeszcze ośmieszyli nas i klub…

  27. Avatar photo

    Zenek

    18 maja 2018 at 11:10

    Pytanie do tzw „zawodników”, czyje to słowa ” A wy za kim jesteście? Odpowiedź: – Za Ruchem. – W takim razie nie możecie u mnie spać, fani Gieksy by mi nie wybaczyli. Przykro mi.”

  28. Avatar photo

    Irishman

    18 maja 2018 at 14:15

    @Sebek, a Plizga to jest chyba ostatni z naszych wychowanków, który cokolwiek prezentuje i mógłby się ewentualnie włączyć w awans. Tak podupadliśmy piłkarsko po tych kilkunastu latach tułania się po peryferiach polskiej piłki.
    Ale myślę, że niekoniecznie tu chodzi o to, że u nas nie ma ludzi związanych z GieKSą. Może wystarczyłoby, po prostu mieć kilku z charakterem?! Mówił o tym nawet niedawno Brzęczek w wywiadzie, że takich mu brakowało.

  29. Avatar photo

    mag

    18 maja 2018 at 20:45

    jeśli nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Widocznie więcej da się zarobić nie awansując.

  30. Avatar photo

    maxiu

    18 maja 2018 at 22:24

    irishman@ Z tego co mi wiadomo to plizga nie jest naszym wychowankiem tylko Stadionu Śląskiego.I jestem szczesliwy ze tego falszywego kutasa juz nie ma u nas!!Jak tak bardzo sie utożsamiał z GieKSa jak to powtarzal w wywiadach to dlaczego nie przyszedł za pierwszym razem jak mial propozycje,tylko wybrał Górnik.???O Katowicach sobie przypomnial jak juz go nikt nie chcial! Koniec emerytów,i inny gieriatykow na koniec kariery.

  31. Avatar photo

    Makron

    19 maja 2018 at 02:21

    Plizga? Nigdy nie był wielce zdeklarowanym GieKSiarzem ino dorobkiewiczem, który za dobra kasę łapnie kontrakt gdzie popadnie. Jedynym GieKSiarzem w naszej kadrze jest Wierzbicki, który dostał szansę przez przypadek, powinien po sezonie dostać kontrakt jako 3 bramkarz. Ludzie opamiętajcie się !!! Niepowodzenia GieKSy to od lat wina tylko piłkarzy? Nie!! To jest zarządzenie z góry, że awansu ma nie być! Czy my jesteśmi ślepi? Jak statystycznie możliwy jest brak awansu lub spadku z 2 (I) ligi przez 12 kolejnych lat ?? W całej Europie podobnego wyczynu dokonał chyba tylko swego czasu TSV Monachium. Przypomnijcie sobie o „hamulcowych”, potem sezon „Foszmańczyka i spółki”, teraz kolejny – „Prokicia” a za rok będzie pewnie „Błąda”. Co pół roku wypierdalamy piłkarzy, trenerów, asystentów, menadżerów itp. bo są beznadziejni. Klątwa?? Nie o to chodzi… Czy ktoś wreszcie skuma o co?? Jeśli nie, to 4 sezon będziemy „emocjonować” się (frustrować) walką o nie-awans, puszczaniem meczów derbowych, odpuszczaniem gry gdy tylko będzie potrzeba.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga