Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?
Komentarze po meczu z Espadonem skupiły się na jednym. Oczywiście nad wyczynem Karola Butryna, który zdobył w tym meczu aż 36 punktów! Dla sprostowania – wszystkie artykuły podają liczbę 37 oczek, natomiast w PlusLidze protokół meczowy jest zawsze korygowany dzień po zakończeniu spotkania. I ostatecznie nasz atakujący zdobył właśnie 36 punktów i tak zostanie to ujęte we wszystkich oficjalnych statystykach całej ligi.
katowickisport.pl – GieKSa wygrała w Szczecinie
(…) Mecz w Azoty Arenie ułożył się idealnie dla zespołu z Katowic. Spotkanie asem serwisowym otworzył Bartłomiej Krulicki, a w kolejnych fragmentach na boisku dominowali siatkarze GieKSy, którzy grali dobrze blokiem oraz zagrywką. Swoje w ataku robili Serhij Kapelus i Karol Butryn. W drugiej części partii nasz zespół Piotra Gruszki potwierdził swoją dominację. Świetnie w bloku prezentował się m.in. Tomasz Kalembka, który dwukrotnie pojedynczym blokiem zatrzymał ataki rywali. Zupełnie inaczej wyglądała druga odsłona. Na jej początku toczyła się walka punkt za punkt, ale później to zespół gości przejął inicjatywę. Punktowa zagrywka Kalembki i ataki Butryna wyprowadziły GieKSę na prowadzenie 16:12. Gdy chwilę później na tablicy widniał wynik 22:18 wydawało się, że będzie prowadzenie w meczu 2:0. Ambitnie grający gospodarze doprowadzili jednak do nerwowej końcówki, którą zakończyli asem serwisowym. Na początku czwartego seta GieKSa prowadziła 7:4. Z każdą kolejną akcją inicjatywę przejmowali jednak gospodarze, którzy po ataku Danaiła Miluszewa objęli prowadzenie 11:9. Katowiczanie nie odpuszczali i po kolejnym efektownym ataku Butryna po prostej wyszli na prowadzenie 16:15. Końcówka należała jednak do Espadonu, który zdołał wyprowadzić kilka decydujących kontr i objął prowadzenie w meczu. Identycznie wyglądała czwarta odsłona spotkania, ale tym razem GKS nie dał sobie wydrzeć prowadzenia. Doskonała gra Karola Butryna w ataku była motorem napędowym zespołu. Gdy atakujący GieKSy dołożył asa serwisowego było już 23:19. Przewaga wystarczyła w meczy było 2:2.. Tie-break, podobnie jak wcześniejsze sety, był wyrównany. Dopiero po kontrze zakończonej przez Kapelusa goście wyszli na prowadzenie 7:5. Chwilę później dwie mocne zagrywki dołożył Paweł Pietraszko, po których rywale nie zdołali wyprowadzić akcji i GieKSa mogła cieszyć się z 12. zwycięstwa w sezonie. (…)
siatka.org – PlusLiga: W starciu beniaminków lepsi katowiczanie
Tie-break był potrzebny, by rozstrzygnąć o losach spotkania dwóch beniaminków. Górą okazali się katowiczanie, którzy przed tą kolejką spotkań mieli na swoim koncie trzydzieści punktów. Espadon zaś zajmował przedostatnie miejsce w tabeli rozgrywek PlusLigi. Katowiczanie rozpoczęli mecz znakomicie, Bartłomiej Krulicki pocelował zagrywką Wikę, a następnie kontratak skończył Karol Butryn (2:0). Espadon od początku meczu miał spore kłopoty ze skończeniem ataku, a Marcin Wika nie radził sobie w przyjęciu zagrywki (1:5). O czas szybko poprosił Michał Gogol, po którym przyjmujący Espadonu po raz kolejny miał kłopot z odbiorem (1:6). Katowiczanie mogli spokojnie kontrolować boiskowe wydarzenia, wypracowali sobie za sprawą niemocy rywali i własnej dobrej gry sześciopunktowe prowadzenie. Espadon popełniał dodatkowo własne błędy (11:4). GKS przeważał w każdym elemencie, ale dobre wejście zanotował wprowadzony na podwójną zmianę z Michałem Kozłowskim Danaił Miluszew, którego atak i zagrywka pozwoliły zbliżyć się na 8:12. Espadon starał się odrabiać straty zagrywką, ale w ekipie GKS-u skuteczni byli chociażby skrzydłowi, co pozwoliło utrzymywać prowadzenie. Kiedy Butryn pocelował zagrywką Wikę, zrobiło się już 19:13 dla gości i natychmiast na parkiecie pojawił się Michał Ruciak. Katowiczanie jednak kontrolowali boiskowe wydarzenia i między innymi po bloku na Miluszewie o czas poprosił Michał Gogol (14:21). Po nim zapunktował Janusz Gałązka, ale rywale dalej nie zwalniali tempa, po ataku Rafała Sobańskiego z drugiej linii były już piłki setowe dla GKS-u (24:16), a po chwili błąd własny Espadonu zakończył tę część meczu. (…)
siatka.org – Karol Butryn: Wiedzieliśmy, że będzie ciężko
(…) Zacznę od gratulacji za zwycięstwo, jednak nie przyszło ono łatwo. Czy spodziewaliście się, że niżej notowany w tabeli Espadon postawi wam aż tak trudne warunki? – Karol Butryn: – Zgadza się, jest to niżej notowana drużyna, ale należy pamiętać, że zarówno my, jak i Espadon jesteśmy beniaminkami i nikt nie mówił, że to będzie łatwe spotkanie. To, że my jesteśmy na dziewiątym miejscu, a Espadon na piętnastym nie miało znaczenia, wiedzieliśmy, że będzie ciężko. Drugi set moim zdaniem zadecydował o losach spotkania. Przegraliśmy go przez chyba własną nerwowość i potem musieliśmy bić się w pięciu setach.
Po raz kolejny można było się przekonać, ze starcia GKS-u z Espadonem są bardzo zacięte. Zawsze są to długie mecze i to ciągnie się już od I ligi… – KB: – Na pewno te zespoły dobrze się znają, grają w nich zawodnicy, którzy występowali jeszcze w I lidze. Szkoda, że nie udało nam się wygrać tego meczu za trzy punkty, ale cieszymy się z tych dwóch oczek, bo mogliśmy przegrać tego tie-breaka i wtedy bylibyśmy w nieco gorszych nastrojach.
Dużo chyba pomogły wam zmiany. Wszedł na rozegranie Maciej Fijałek, na przyjęcie Michał Błoński. Pokazuje to, że jesteście wyrównanym zespołem. – KB: – To prawda, dysponujemy wyrównanym składem. Każdy z nas czeka na swoją szansę, ja także czekałem na początku sezonu. Chłopaki dali bardzo dobrą zmianę, zresztą jak za każdym razem. Zawsze kiedy wchodzą, potrafią zrobić coś dobrego.
Dziś pokazałeś swoje duże umiejętności zasłużenie zdobywając statuetkę MVP, to jest twój pierwszy sezon w PlusLidze. Ciężko było na początku odnaleźć się w realiach naszej ekstraklasy? – KB: – Myślę, że nie. Miałem duże wsparcie ze strony kolegów z drużyny i trenera Piotra Gruszki. Cieszę się, że tak to się potoczyło i dostałem swoją szanse grania.
Walczyliście ostatnio dzielnie z ZAKSĄ i z Resovią, a teraz przed wami kolejny rywal z topu, czyli PGE SKRA Bełchatów. Jak nastawienie przed tym meczem? – KB: – Takie samo, jak przed tymi dwoma poprzednimi, a także tym niedzielnym z Espadonem. Będziemy walczyć i mam nadzieję, że skończy się to dobrze.
Wy jesteście zespołem, który może wygrać ze Skrą, a Skra ten mecz musi wygrać. Oni cały czas walczą o czwórkę, której nadal nie mogą być pewni. To mniejsze obciążenie psychiczne może wam pomóc? – KB: – Myślę, że tak. Teraz jest końcówka fazy zasadniczej i takie zespoły, jak PGE Skra nie mogą sobie pozwolić na wpadki. My nie mamy żadnej presji, gramy dla siebie, walczymy o każdą piłkę. Cieszę się, że zajmujemy akurat to dziewiąte miejsce w tabeli, bo na przykład Espadon jest w dużo gorszej sytuacji.
polsatsport.pl – PlusLiga: Zacięte starcie beniaminków
(…) Obie ekipy przed obecnym sezonem uzyskały awans do PlusLigi. W ekstraklasie, póki co, lepiej prezentują się siatkarze z Katowic. Podopieczni trenera Piotra Gruszki zajmują miejsce w połowie ligowej tabeli, stali się również sprawcami kilku niespodzianek, jak choćby dwie wygrane z Lotosem Treflem Gdańsk (3:0, 3:2) i pokonanie Asseco Resovii na Podpromiu (3:2). Ekipa Espadonu, która przeszła w tym sezonie wiele zawirowań, ze zmianą trenera na czele, nie zebrała za swą postawę zbyt wiele pochwał. Przedostatnie miejsce w ligowej stawce świadczy o tym, że ekstraklasowa aklimatyzacja nie przebiega tak, jak chcieliby kibice ze Szczecina. (…)
polsatsport.pl – Stańczak: Mecze wygrywa się obroną
Już niemal 20 lat w siatkówce funkcjonuje pozycja libero, a zadaniem zawodników na niej grających jest głównie defensywa. – Atak sprzedaje bilety, ale mecze wygrywa się obroną – powiedział Adrian Stańczak z GKS Katowice.
Jak przyznał, na wyborze miejsca w drużynie zaważył wzrost. – AS: – Kiedy zaczynamy treningi, nie wiemy na jakiej pozycji będziemy grać. Początek to kształtowanie techniki. Potem wszystko zależy od parametrów fizycznych. Jedni rosną po dwa metry i grają w ataku lub na środku, a innym wzrostu brakuje. Tak było w moim przypadku i mogę się cieszyć grą na pozycji libero – zauważył.
Jego zdaniem, gdyby nie decyzja światowej federacji sprzed niemal 20 lat, nie miałby szans na występy w ekstraklasie. – AS: – Jestem przeszczęśliwy, że mogę uprawiać sport, który kocham. Z wielu elementów jestem wyłączony, ale mogę pomóc zespołowi w grze defensywnej. Jestem częścią drużyny, jestem częścią siatkówki – podkreślił Stańczak.
Ponieważ nie wolno mu ani zagrywać, ani blokować, to podczas meczów nie skacze tyle, co koledzy. – AS: – Nam jednak też nie jest łatwo, bo trzeba być cały czas aktywnym nisko na nogach. Mimo wszystko możemy pograć sobie do 40. roku życia, a nawet ciut dłużej. Na każdej pozycji można się odnaleźć. Mam wielką frajdę z gry, to czysta radość – dodał z uśmiechem libero GKS.
Czasy gry bez libero pamięta Piotr Gruszka, były reprezentant Polski, a obecnie trener katowiczan. – PG: – Mnie ta zmiana za bardzo nie dotyczyła, bo z moimi warunkami fizycznymi byłem stawiany jako ten ofensywny przy siatce. Myślę, że to była decyzja fajna przede wszystkim dla ludzi niższego wzrostu, eliminowanych na „dzień dobry” z siatkówki na najwyższym poziomie. A to dało im pole do popisu w grze defensywnej. To był dobry ruch pod kątem obrazu siatkówki, która jest bardziej dynamiczna. Libero naprawdę potrafią czynić cuda w obronie – tłumaczył Gruszka.
Wspominał, że początkowo wprowadzenie siódmego zawodnika wywoływało pewne zamieszanie. Po pierwsze dlatego, że miał inną koszulkę od kolegów, a przede wszystkim z powodu „hokejowego” charakteru zmian. – Każdy mecz, każdy turniej utwierdzały jednak ludzi, którzy podjęli tę decyzję, że to był trafny wybór – nadmienił i podsumował: – Libero to ludzie niezbędni, jeżeli chodzi o trudne piłki w obronie. Zadanie jest trochę niewdzięczne, bo rzadko się docenia ich pracę, ale spełniają ważną, choć może mało widoczną, oprócz spektakularnych obron, rolę. (…)
sportowefakty.wp.pl – Espadon – GKS: świetny Karol Butryn poprowadził katowiczan do zwycięstwa
(…) W drugiej partii rywalizacja wyglądała inaczej. Espadon wywarł presję na przeciwniku. Prowadził 10:8 i GieKSa musiała wrzucić wyższy bieg. Przygotowała serię bloków, zwiększyła siłę zagrywek, czym zmusiła do błędów Michała Ruciaka i Danaiła Miłuszewa. Stratę odrobiła z nawiązką i miała w dłoniach dobre karty, by zwyciężyć. To nie był jednak koniec, a początek falowania. Niebiesko-biali podnieśli się z łopatek, czyli wyniku 14:18 i zwyciężyli 28:26. Efektownymi akcjami, zwrotami wydarzeń i dramaturgią można było obdzielić kilka partii. Do przerwy było 1:1 w setach. Piękny pojedynek toczyli Karol Butryn z Danaiłem Miłuszewem. Siatkarz z Katowic miał na tym etapie 17 punktów, z których 13 zdobył atakiem, trzy blokiem, a jednego zagrywką. Na niego szczecinianie zwrócili uwagę podczas narady w szatni. To, co najważniejsze w trzecim secie, wydarzyło się jednak przy zagrywkach Miłuszewa. Bułgar odrzucił rywali od siatki i pomógł wypracować zaliczkę 22:18. Tego Espadonu nie roztrwonił. Zwyciężył 25:22 i dopisał sobie punkt w tabeli. (…)
volleyespadon.pl – GKS lepszy w starciu beniaminków
Zespół ze stolicy Pomorza Zachodniego prowadził już 2:1 w pojedynku z GKS-em Katowice, ale ostatecznie skończyło się na porażce. Goście triumfowali w stosunku 3:2 i opuszczają Szczecin z dwoma punktami. Espadonowi na pocieszenie zostaje jedno “oczko”, które pozwala nieco odskoczyć od ostatniego w tabeli AZS-u Częstochowa. Drużyna Michała Gogola przystępowała do niedzielnego spotkania cztery dni po wyjazdowej porażce z Jastrzębskim Węglem. Szczecinianie z seta na set grali wprawdzie coraz lepiej, ale i tak zakończyło się na rezultacie 0:3. GKS, choć też przegrał swój ostatni mecz, miał dużo więcej powodów do zadowolenia. Ekipa Piotra Gruszki przez pięć setów rywalizowała jak równy z równym z Asseco Resovią Rzeszów. (…) Czwarty set to z początku przewaga GKS-u. W ataku oraz serwisie nadal świetnie prezentował się Butryn, a przyjezdni dość szybko odskoczyli (10:7). Punkt z zagrywki Macieja Zajdera oraz skuteczny blok Janusza Gałązki na atakującym katowiczan sprawiły, że zrobiło się 15:15. W końcówce goście znów uciekli (23:19) i po chwili stało się jasne, że o losach meczu będzie decydował tie-break. Piąta partia była wyrównana do stanu 5:5. Później GKS odskoczył (10:6) i ostatecznie to siatkarze Piotra Gruszki zakończyli mecz z dwoma punktami na koncie (15:11). MVP spotkania został Karol Butryn, który zdobył aż 37 “oczek”. (…)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze