Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Wielki niedosyt na Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

BUkowa 1

Po zeszłotygodniowej udanej eskapadzie do Polkowic Katowiczanie powrócili do grania przed własną publicznością. Po dwóch wygranych z rzędu atmosfera mocno się poprawiła i z pozytywnymi odczuciami czekaliśmy na spotkanie z Pogonią Siedlce.

Trener Rafał Górak na to spotkanie zdecydował się wystawić taką samą jedenastkę jak w zeszłotygodniowej potyczce. Początek spotkania zdecydowanie należał do GieKSy, która nie czekała, co zrobią rywale, tylko sama zaatakowała rywali. W 6. minucie świetną akcję Kozłowskiego na skrzydle mógł sfinalizować Sanocki, ale jego główka przeleciała nad poprzeczką. Kilka minut później pomocnik GieKSy mógł stanąć oko w oko z Misztalem, ale wyrzucił się złym przyjęciem piłki i okazja nie była już taka klarowna. Zdołał jednak oddać całkiem niezły strzał, ale bramkarz obronił nogami. W kolejnych akcjach próbował Woźniak, najpierw po kombinacji w polu karnym, a następnie po świetnej centrze Rogali uderzeniem głową powinien był trafić piłką w bramkę. Napór GieKSy nie przyniósł bramki i szybko mogliśmy zostać skontrowani. W 20. minucie jeden z rywali przedarł się w pole karne, dośrodkował po ziemi w pole karne, a na 16. metrze uderzał Margol. Strzał zawodnika Pogoni obronił Mrozek. Co nie udało się w 20. minucie, udało się gościom w 27. Wyjście z kontrą zainicjował Baidoo, który podał do Wróblewskiego. Piłka po rykoszecie trafiła do bramki zdezorientowanego Mrozka. GieKSa ruszyła do odrabiania strat, ale szło to wszystko bardzo wolno, a do tego arbiter przerywał większość akcji w momencie delikatnych starć pomiędzy zawodnikami. W 35. minucie po rzucie wolnym Adriana Błąda głową uderzał Jaroszek, ale piłka znowu przeleciała nad poprzeczką. W 42. minucie kolejna dobra okazja dla GieKSy. Rozprowadził akcję Sanocki, podał nieco za plecy do Błąda, ale ten zdołał jeszcze opanować piłkę i uderzyć z dystansu. Futbolówka zatrzymała się na słupku bramki Misztala, a dobitkę Rogali z ostrego kąta bramkarz Pogoni spokojnie wyłapał.

GieKSa w drugiej połowie od razu ruszyła do odrabiania strat i udało się to już w pierwszej groźnej akcji. Na skrzydle do piłki dopadł Sanocki, podciągnął parę metrów i dośrodkował w pole karne, tam piłka trafiła do Rogali, który zacentrował w pole karne i Arkadiusz Woźniak głową skierował piłkę do siatki. W 60. minucie świetne okazje dla obu stron zmarnowali napastnicy obu zespołów. Najpierw Maciej Górski nie doszedł do piłki puszczonej wzdłuż linii bramkowej Mrozka, a następnie Kozłowski oddał strzał, który ponownie wybronił nogami Misztal. Minutę później w pole karne wpadł Sanocki po świetnym podaniu Stefanowicza, ale strzał został zblokowany na róg. Po rzucie rożnym świetnie nabiegał na piłkę Woźniak, ale jego strzał zablokował jeden z zawodników GieKSy. Trener Górak reagował na wydarzenia na boisku i wpuścił Kiebzaka za Sanockiego oraz Urynowicza za Stefanowicza. Mecz w tej części spotkania był ciekawy i pełen niezłych okazji do zdobycia bramek. Warto podkreślić, iż otwarcie o punkty walczyła Pogoń Siedlce, która nie murowała bramki. Kolejny raz w tym spotkaniu przewaga GieKSy mogła się zemścić na naszej drużynie. Badioo znowu wszedł łatwo w pole karne, wycofał do Górskiego, który sam na sam trafił w Mrozka. Na Pogoni sytuacja zemściła się minutę później. Adrian Błąd otrzymał piłkę na skrzydle, wszedł w pole karne i wyłożył ją na 11. metr. Marcin Urynowicz przyjął spokojnie piłkę i oddał lekki, ale celny strzał dając prowadzenie GieKSie. GieKSa kontrolowała spotkanie do 93. minuty. W doliczonym czasie gry strzał z linii wybił Kołodziejski, ale zrobił to ręką i sędzia podyktował rzut karny. Rywale zamienili go na bramkę i spotkanie zakończyło się podziałem punktów. Wielki niedosyt po końcówce na Bukowej.

26.09.2020 Katowice
GKS Katowice – Pogoń Siedlce 2:2 (0:1)
Bramki: Woźniak (51), Urynowicz (78) – Wróblewski (27), Brodziński (90-k)
GKS: Mrozek – Wojciechowski, Jędrych, Kołodziejski, Rogala – Sanocki (67. Kiebzak), Jaroszek (46. Gałecki), Stefanowicz (67. Urynowicz), Błąd (84. Kościelniak), Woźniak – Kozłowski (90. Szwedzik).
Pogoń: Misztal – Sewerzyński (86. Rymek), Marciniec (65. Więdłocha), Margol (86. Piotrowski), Baidoo (79. Walków), Olszewski, Pierzchała, Górski (79. Kozłowski), Wróblewski, Kozłowski, Brodziński.
Żółte kartki: Sanocki, Kołodziejski – Pierzchała, Walków.
Czerwona kartka: Kołodziejski (90).
Sędzia: Marcin Kochanek (Opole).

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Roh

    26 września 2020 at 19:57

    Pan Górak powinien dać już sobie z tym spokój. Ten zespól nie robi żadnych postepów.

  2. Avatar photo

    Solski

    26 września 2020 at 20:02

    Roh Ty tez daj sobie spokój

  3. Avatar photo

    Solski

    26 września 2020 at 20:21

    @niebieskie zarzecze.
    Ale pierdolisz kmiocie jeden (60)

  4. Avatar photo

    Luk

    26 września 2020 at 20:25

    Na środku boiska wystarczyło wybić piłkę na aut przy akcji z karnym, a naszych dwóch zawodników nie wiem co odje…

  5. Avatar photo

    Arkadiusz

    26 września 2020 at 22:48

    Punkt jest punktem, ale czy jesteśmy drużyną do awansu? Moim zdaniem, z Adrianem Błądem jako liderem – keine Schance:)Z Adrianem będziemy solidnym średniakiem… Błąd bardziej przydałby się teraz Zawiszy, który gra w 4 lidze i może na tym poziomie faktycznie byłby prawdziwym liderem. Oczywiście nie przypadkowo wymieniłem Zawiszę.

  6. Avatar photo

    GK

    27 września 2020 at 07:50

    Po słabszym początku sezonu jest teraz lepiej drużyna strzela dużo goli stwarza sobie dużo sytuacji. Do poprawienia gra obronna. Ostatnie mecze to systematyczne punktowanie. Dajmy czas a Górakowi. Nie wiem też czego oczekujecie od Adriana Błąda sam meczu nie wygra a ostatnie mecze pokazują że gra naprawdę dobrze. Spokojnie czekajmy na kolejne mecze bo gra wygląda dobrze ogladajac spotkania w końcu człowiek się nie męczy tak jak w zeszłym sezonie.

  7. Avatar photo

    ...

    27 września 2020 at 08:38

    Arkadiusz tylko że polityka tego klubu zrobiła się taka że za błąda przyszedł by gość z jakiś goczalkowic i uwierz mi że znów się cofniemy. Akurat Błąd to ta ligę zjada tylko gra 11 a nie tylko on

  8. Avatar photo

    KaTe

    27 września 2020 at 10:04

    Moim zdaniem wpływ na stratę ostatniej bramy miały błędne decyzje trenera. Nie wiadomo czemu zmienił w końcówce kluczowego zawodnika (Adriana Błąda) i znowu ustawił Urynowicza na pozycji „8” w drugiej linii. No i kolega Urynowicz pokazał, że o ile w ataku sobie nieźle radzi, to w defensywie jest daremny – fatalny wślizg przed polem karnym skutkujący akcją bramkową Pogoni.

  9. Avatar photo

    Sztifel32

    27 września 2020 at 10:26

    Lepsza taka gra i remis 2:2 zamiast grania jak kiedyś w poprzek boiska i do tyłu i 0:0 . Są sytuacje do zdobycia bramek, strzały z dystansu czego zawsze brakowało.
    Optymistycznie patrzmy do przodu.

    • Avatar photo

      Arkadiusz

      27 września 2020 at 13:05

      Awans jest wtedy kiedy są punkty (matematyka). Później przegrana 0:1 lub remisik z niby dobtą grą i co z tego?

  10. Avatar photo

    Tom

    28 września 2020 at 08:21

    Panowie robimy frekwencję w sobotę! Szczególnie jak wygramy w środę o co jestem spokojny.Teraz to był wypadek przy pracy…Ino GieKSa!!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna Wideo

Stadion znowu eksplodował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Oceny za wyszarpanie z Cracovią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.

Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.

Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.

Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.

Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.

Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.

Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.

Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.

Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.

Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.

Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.

Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.


Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.

Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.

Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.

Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.

Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga