Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Górnikiem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

O meczu z Górnikiem Zabrze chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jak rok temu GieKSa przy Roosevelta zagrała beznadziejne spotkanie. O samym pojedynku powiedziano już wszystko. Skupmy się więc na wyjeździe okiem redakcji, a potem będziemy myśleć tylko o piątkowym starciu z Radomiakiem.

1. Jako że wyjazd niedaleki, a mecz późno, spora część soboty była dla siebie. Jeśli chodzi o kolejne wyjazdy, to już tak kolorowo nie będzie, bo przecież we wrześniu wybierzemy się w delegację do Gdańska i Płocka.

2. Mamy problemy kadrowe, dlatego z redakcji udaliśmy się zaledwie we dwóch – ja i Patryk. A jako że Śląski Klasyk był świętem, to Patryk zabrał rodzinkę, która poszła na trybuny, a my – do roboty.

3. Mimo wszystko z dużym zapasem wyjechaliśmy z Katowic, bo o siedemnastej. Chcieliśmy w jakimś rozsądnym miejscu zaparkować, no i nie gonić się ze wszystkim.

4. Już od wjazdu do Zabrza, kilka kilometrów od stadionu, widać było żółte koszulki. Wiadomo – szczególne wydarzenie – to ludzie przyjechali też wcześniej, żeby na spokojnie dojść czy wypić sobie piwko przed meczem.

5. Dojechaliśmy pod sam stadion i na szczęście nie mieliśmy problemów z zaparkowaniem. Jest trochę tych uliczek w okolicy obiektu i gdzieś tam się wcisnęliśmy. Byliśmy na miejscu przed 18.

6. Ja pokręciłem się trochę pod stadionem, zanim wszedłem na obiekt, gdyż mieliśmy informację, że akredytacje będą wydawane na dwie godziny przed meczem.

7. A pod stadionem – zabawa. Jakieś konkursy, Superbet ze swoim koszem, stoiska gastronomiczne. Nawet i GieKSik się kręcił, a sympatycy GKS i Górnika, jak i autor tegoż artykułu, robili sobie z nim pamiątkowe fotki.

8. Kawałek musiałem obejść, by dojść do bramy wejściowej, czyli wjazdowej. Z racji uruchomienia czwartej trybuny, wejście dla mediów było w innym miejscu niż wcześniej. Choć trochę kuriozalne było, jak – żeby wejść – pan z ochrony siłował się z tą bramą, żeby ją otworzyć.

9. Dalej wszystko poszło bardzo prosto. Szybko odebrałem akredytację, która szczęśliwie leżała na samej górze. Windą udałem się na wskazane – trzecie piętro.

10. Trzeba przyznać, że pachniało tam nowością. Czyste wykładziny i choć pewna surowość z budowy trochę była zachowana, to było całkiem przyjemnie. I jak się później okazało… w środku było po prostu ciepło, gdy marzliśmy podczas meczu.

11. Do dopracowania jest catering, który był bardzo skromny, trzy dzbanki z wrzątkiem, które szybko się skończyły i na przykład w przerwie już nie było. Do tego była jakaś tacka z kanapkami, ale po kilkudziesięciominutowym posiedzeniu na trybunie, jeszcze przed meczem, gdy wszedłem do salki, była praktycznie pusta.

12. Do woli była jedynie niegazowana woda mineralna, zawsze to coś, ale z czasem, jak będzie się robić coraz zimniej, to trzeba będzie postawić na wrzątek.

13. Po wyjściu na trybunę można rzeczywiście zachwycić się ogromem tego stadionu. Nasza kameralna Nowa Bukowa jest w porównaniu do tego kolosa małym stadionem. Oczywiście kolosa jak na polskie warunki.

14. Widok z czwartej trybuny jest godny. Trzeba co prawda dobrze usiąść, żeby szybka czy barierki nie zasłaniały któregoś narożnika, ale naprawdę – i wysokość, i widoczność jest bardzo dobra. Same stanowiska też są spoko. Wygodne, szerokie blaty, kontakty, wszystko, co potrzebne jest na miejscu. Z niecierpliwością więc oczekiwaliśmy rozpoczęcia meczu.

15. Jako że do meczu było jeszcze dużo czasu, byłem na praktycznie pustym stadionie i widziałem, najpierw piłkarzy GKS, którzy wyszli na murawę, potem piłkarzy KSG. Publiczność powoli zaczęła wchodzić na stadion.

16. Co ciekawe, jupitery zostały włączone dość późno, przez co te przechadzki piłkarzy odbywały się już w takim niemal półmroku. Ciekawe, czy to oszczędzanie prądu w Zabrzu, czy co? Trzeba było trochę wytężyć wzrok.

17. W końcu można było poczuć piłkarską atmosferę. Fanatyczni kibice coraz tłumniej przybywali, piłkarze wyszli na rozgrzewkę, cała otoczka już na obiekcie była wyczuwalna. Czekaliśmy na pierwszy gwizdek sędziego Marciniaka. W tym czasie kibice obu klubów rozpoczęli śpiewy i wzajemne pozdrowienia lub wspólne przyśpiewki.

18. Na wyjście piłkarzy rozpoczęła coraz bardziej popularna na polskich stadionach gra świateł. Jest to niewątpliwie element show i wprowadza taki estetyczny aspekt. Przy czym było to ze smakiem i nienarzucające. Wkrótce sędzia Szymon Marciniak rozpoczął mecz.

19. Sam mecz, jaki był, każdy widział. Najchętniej byśmy przemilczeli sportowy aspekt tego wydarzenia. W skrócie – Górnik był dobry (ale nie wybitny), my bardzo słabi.

20. Powiedziałbym, że mimo słabej gry, było blisko dociągnięcia do przerwy wyniku bezbramkowego. Ale w przypadku GKS nie było blisko, bo katowiczanie na potęgę tracą bramki w końcówkach połów. Zagłębie, dwa razy Widzew, dwa razy Legia, Arka… A jeszcze przecież jest końcówka poprzedniego sezonu. Znów Legia, dwa razy Korona, Lech. Naprawdę liczba tych bramek straconych do 5-6 minut przed końcem połów jest zatrważająca.

21. Górnik zaliczył rekord frekwencji na nowym stadionie. Spotkanie obserwowało 28236 widzów. Niesamowita publika. Pamiętamy mecz z 2009, kiedy na starym obiekcie było 20 tysięcy, co wówczas było wynikiem fenomenalnym. Większy stadion daje większe możliwości. Kibice zgotowali bardzo dobrą atmosferę.

22. Liczyliśmy, że w drugiej połowie gra się odmieni. Niestety było jeszcze gorzej. Kuriozalne zachowanie naszych zawodników przy drugim golu doprowadziło do tego, że szybko było po ptokach, gdy Liseth strzelił drugą bramkę.

23. A potem Marten Kuusk zrobił Garbacika i podawał do Kudły tak, że piłka wpadła do bramki. To od razu przypomniało sytuację z 2017 roku, kiedy to Damian Garbacik właśnie tak samo niefortunnie zagrywał do Mateusza Abramowicza, że ten musiał wyciągać piłkę z siatki. Pamięta tę sytuację Adrian Błąd, który był wtedy na boisku.

24. Co ciekawe Kuuskowi taka sytuacja nie przydarzyła się pierwszy raz. W barwach reprezentacji Estonii „zdobył” podobną bramkę 5 lat temu w meczu z Macedonią w Lidze Narodów. Teraz, gdy wydarzyła się powtórka, Marten chyba już zawsze będzie patrzył, czy bramkarz jest na posterunku.

Po tym golu już dogorywaliśmy srogo na tym boisku. W końcówce GieKSa włączyła drugi bieg, ale to już było zdecydowanie za późno. Zasłużenie przegraliśmy z Górnikiem 0:3.

25. W pewnym momencie na boisku pojawił się Lukas Podolski i mieliśmy natężenie gwiazd światowej piłki, jakiego w historii meczu GKS chyba jeszcze nie było. Poldi – mistrz świata, no i Szymon Marciniak, legendarny już przecież sędzia, bo jest jednym z trzech, którzy sędziowali zarówno finał Mistrzostw Świata, jak i Ligi Mistrzów (obok Howarda Webba i Nicoli Rizzoliego). Wiadomo, że przeciw GieKSie grał ten Zidane ze swoimi kompanami, ale oni byli dopiero przyszłymi zwycięzcami Mundialu.

Fot. Eurosport

Fot. TVP Sport

26. Nie służy nam Zabrze, oj nie służy. Przed meczem pisałem o tych wynikach od spadku z ekstraklasy – 0:2 (na starym stadionie), 0:1, 0:3. Teraz doszło do tego kolejne 0:3. Nie umiemy w Zabrzu strzelić gola. Jeszcze chwila i za rok (oby) kibice zaintonują znaną przyśpiewkę sprzed 15 lat z Kluczborka: „Strzelcie jedną bramkę…”. To wtedy, co Adrian Napierała grał na szpicy…

27. Trochę miałem stresu, czy znajdę dobry trakt na konferencję. Problemy jednak okazały się inne, całkiem obiektywne. Otóż… zepsuła się winda, a schodami nie można było zejść „bo były jeszcze w remoncie”. Pan ochroniarz z kimś się kontaktował odnośnie tej windy, cała akcja trwała może z 10 minut. W końcu powiedziano nam, że możemy zejść po schodach. Żadnego remontu nie było.

28. Salka konferencyjna to jeden z małych minusów. Nawet nie tyle funkcjonalnie, bo wszystko, co potrzebne to jest, tylko estetycznie. Raczej na stadionach są już sale mniejsze większe, ale właśnie „konferencyjne” z prawdziwego zdarzenia. Tutaj to jest bardziej taki… pokój konferencyjny. Jeszcze ten filar w dziwnym miejscu. Ciekawe, czy zostanie przeniesiona gdzieś na czwartą trybunę, czy już tak zostanie.

29. Na szczęście konferencja odbyła się dość szybko, co nie jest oczywiste, jeśli po meczu jest Liga+ czy Liga+Extra i są łączenia z trenerami. Zależało nam na tym, by w miarę szybko wrócić do domu.

30. Konferencja się skończyła, a ja zostałem jeszcze kilkanaście minut, żeby ją wrzucić na stronę. Jak się okazało, o mało nie przypłaciłem tego kolejnym problemem.

31. Otóż gdy skierowałem się do bramy wyjściowej, była ona… zamknięta. Furtki też. Gdzieś tam ekipa z Liveparku zbierała kable, ale oni nie szykowali się na razie do wyjścia. Na szczęście jakiś gościu z drugiej strony wjeżdżał na stadion i też wkurzony, że bramka zawarta, ale miał kontakt do kogoś i poprosił o otwarcie, uff.

32. Doszedłem do auta i wkrótce byliśmy w Katowicach – nieco przed północą. Wkurzeni po meczu z wyniku. Święto było ok, ale nie samym świętem człowiek żyje. Przydałaby się też radość z wygranej.

33. Trzy delegacje w tym roku i trzy razy w trąbę z bagażem trzech bramek. Trzeba to zmienić.

34. Do zobaczenia na Radomiaku!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga