Dołącz do nas

Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Bytovią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Bytovią i cały sezon 2018/19 już za nami. Czas wrócić po raz ostatni stricte do meczu sobotniego, choć jego echa będziemy jeszcze poruszać wielokrotnie. My, kibice GieKSy, znaleźliśmy się w nowej rzeczywistości. Będzie to rzeczywistość nowej ligi, niższej niż przez ostatnie 12 lat…

1. Mecz z Bytovią zgromadził największą frekwencję w ostatnim czasie. Ranga meczu zdecydowała, że wiele osób nieuczęszczających na GKS regularnie, jednak chciała zobaczyć, jak będzie wyglądało utrzymanie.

2. Cała otoczka, doping, finał „Zagraj na Bukowej” – to paradoksalnie powodowało, że na Bukowej znów mieliśmy piłkarskie święto. Znów, ale też tak, że nie było już takiego od dawna.

3. Pogoda nie rozpieszczała. Podczas samego meczu mieliśmy i deszcz, i słońce – tak jakby pogoda zwiastowała, że może coś dziwnego nastąpić w końcówce.

4. Piłkarze GKS po przerwie pojawili się dużo szybciej na murawie niż Bytovia. Tak jakby dostali szybki przekaz, co mają grać. I nie zastanawiać się.

5. Callum Rzonca zdobył swoją jedyną bramkę w GieKSie.

6. Filip Burkhardt okazał się kolejnym zawodnikiem, który trafił do siatki naszego klubu na Bukowej, a kiedyś reprezentował barwy GieKSy. Mało kto natomiast pamięta, że pierwszą bramkę popularny Bury zdobył w Katowicach aż 15 lat temu. 3 października 2004 GieKSa przegrała u siebie z Amiką Wronki 1:4, a jednego z goli dla Amiki zdobył właśnie Burkhardt. W barwach GKS grali m.in. tacy zawodnicy jak Pęczak, Widuch, Andruszczak czy Brożek, u wronczan występowali Malarz, Skrzypek, Bieniuk, Dudka czy Kryszałowicz. Same nazwiska mówią, jak to było dawno.

7. Andrzej Witan pierwszy raz chciał pobiec w pole karne już bardzo szybko, bo około 91. minuty. Wtedy jednak dostał sygnał z ławki, że jeszcze nie.

8. W ostatniej akcji meczu znalazł się w naszej szesnastce i strzelił gola. Tym samym stał się kolejnym bramkarzem, który trafił na Bukowej. Ostatni raz uczynił to Michał Wróbel kilka lat temu. Dla GieKSy strzelali Janusz Jojko i Jacek Gorczyca, ale były to uderzenia z rzutów karnych.

9. Szybko opustoszało boisko, można zastanawiać się, gdzie wszyscy zniknęli. Zostało tylko kilku zawodników GieKSy pogrążonych (?) w rozpaczy. Bez koszulek a z katapultami na piersi. Inwazji kibiców na boisko nie było.

10. Od euforii do rozpaczy przeszli wszyscy ludzie związani z Bytovią. Na ławce i na trybunach było wiadomo, że Wigry wygrały w Częstochowie i żaden wynik nie daje Bytovii utrzymania. Piłkarze gości o tym nie wiedzieli, więc wraz z Witanem wpadli w euforię. Część ławki również, ale na filmikach widać, jak poszczególne osoby się dowiadują i z gestu triumfu robi się gest chwytania za głowę.

11. Podobnie to wygląda po końcowym gwizdku sędziego, gdy piłkarze Bytovii pędzą do ławki i otrzymują informację.

12. Szok i niedowierzanie na trybunach, gdzie kibice długo pozostali. Płacz, złość. Schodzący Henryk Górnik, który mówi, że stracił tu zdrowie. Żałoba. Kibicowska żałoba.

13. W związku z tym, że kibice zebrali się pod budynkiem klubowym, została wzmożona ochrona. Niestety ci idioci zapuścili gazem tak mocno, że poszedł od i do wnętrza budynku, co było odczuwalne nawet na drugim piętrze.

14. Długo trzeba było czekać na trenerów w związku z zaistniałą sytuacją. Po jakimś czasie się jednak oni pojawili.

15. Od redakcji GieKSa.pl trener Dudek dostał pucharek za spuszczenie GieKSy do drugiej ligi.

16. Jednak trzeba przyznać Dudkowi, że wypowiedział się, nie uciekł, odpowiedział na pytania. Czyli zrobił to, czego nie zrobił tchórz Brzęczek dwa lata temu.

17. Niestety z tchórzostwem mieliśmy do czynienia dalej. Nie było wywiadów, piłkarze przepadli jak kamień w wodę. Bartnik nie miał odwagi cywilnej, żeby porozmawiać z Weszło, wykpił się tekstem, że już w GKS nie pracuje. Inni nie odpisywali. Poza Rzoncą i Puchaczem, nikt nic nie napisał w mediach społecznościowych. Po prostu tchórze.

18. Dopiero wczoraj na stronie oficjalnej pojawił się wywiad z Adrianem Błądem, który się kaja, ale znów wszystko po fakcie, a nie w trakcie…

19. Wywalono Dudka i Bartnika. Szkoda, że tak przedłuża się z Janickim, ale jego czas również się w GieKSie skończył. Dla dobra wszystkich będzie, jak odejdzie.

20. Po konferencji nad Katowicami rozpętała się niesamowita ulewa. Niebo zapłakało nad tym, co się z tym klubem zrobiło.

21. I to tyle z tego post scriptum. Dziękujemy Wam za cały sezon, za dwa miesiące kolejny. Byliśmy, jesteśmy i będziemy z GieKSą. I wy też bądźcie.

22. Do zobaczenia. Czytajcie GieKSa.pl, wkrótce kolejne artykuły, bo niestety – musimy ten sezon podsumować.

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    23 maja 2019 at 07:25

    Masz racje Shellu, niebo zapłakało nad GieKSą, gdzieś tam z daleka nawet grzmiało i błyskało. Ale już parę godzin później wstał w Katowicach piękny dzień. Wierzę, że także w naszej GieKSie!

  2. Avatar photo

    Roh

    23 maja 2019 at 10:19

    Jak długo jeszcze zajmnie zwolnienie Pana Janickiego? Juz nie powinno go tu byc. A swoja droga ten facet to kompletne zero dla mnie. Gosc bez honoru. Narobic takiego syfu w klubie i nie miec odwagi odejsc. Dla mnie ten Pan jest kompletnym zerem. No ale chyba bobrze mu w GieKaeSie skoro nie chce odejsc. Gowno robic, na niczym sie nie znac i brac pieniadze za to.

  3. Avatar photo

    KaTe

    23 maja 2019 at 11:14

    Zmieńcie tabelę (widoczną z prawej strony ekranu) na aktualną. Fałszuje rzeczywistość. Wszak spadła Bytovia, a nie Wigry…

  4. Avatar photo

    Mecza

    23 maja 2019 at 11:16

    Podejście Bartnika bardzo dobrze oddaje jaki to jest człowiek. Już nie pracuje to ma w d… Persona non grata na stadionie GKS. Nie chcę tej mordy już nigdy zobaczyć.

  5. Avatar photo

    GieKSiorz

    23 maja 2019 at 11:16

    tak jak pisalem we wczesniejszym felietonie to nie fatum ,bo mozna miec raz dziwny zbieg okolicznosci,a tu 2 zjebane na wlasne zyczenie awanse,teraz spadek po kuriozalnym golu Witana,zreszta wygrywajac u siebie tylko 1 mecz dziwne w huj.moim zdaniem celowo zarzyna sie GieKSe,zeby coraz mniej ludzi chodzilo,zeby miec z glowy problem stadionu itd,Pan Krupa i wiekszosc radnych jest chyba za ruszkiem ze maja w dupie Gks,niby chca promocji miasta a jak to robia w innych miastach promuja sie przez sport,przez pilke bo to mimo ze nasza liga jest slaba to w polsce najpopularniejszy sport,a tu chuj wielki,miasto wojewodzkie,stolica metropolii a stadionu brak,ekstraklasy brak w chuju to maja.a co na to pan radny Pieczynski,niby taki GieKSiorz?dalej brnac pan Bartnik prezes mks myszkow a myszkow jest fc ruszka dziwne,moze celowe?jedynie my kibice mozemy wziasc sprawy w swoje rece.GieKSa TO MY!!!

  6. Avatar photo

    GieKSiorz

    23 maja 2019 at 11:21

    mi sie nasuwaja rtozne mysli,moze ktos pomysli abstrakcja ale tego nie da sie racjonalnie wytlumaczyc,12 lat w 1 lidze,2 zdupione na wlasne zyczenie awanse,teraz kuriozalny sezon i spadek,tak jak pisalem w magistracie sa za ruszkiem,albo Gks jest dla nich tylko kurwidolkiem do wsadzania kolesi,machlojek itd,moze jeszcze bukmacherka jest ktos zarabia,bo tego inaczej nie da sie wytlumaczyc za huja!!!

  7. Avatar photo

    GieKSiorz

    23 maja 2019 at 11:25

    moim zdaniem teraz my kibice musimy wziasc sprawy w swoje rece,traktowac to jak wojne czyli niezaleznie jak beda grac pokazywac ze Gks ma dalej kibicow,robic wieksza frekwencje,oprawy jak kiedys itd,zrobic jakis protest pod UM,inaczej czarno to widze,bo tym z UM na tym zalezy

  8. Avatar photo

    Korek

    23 maja 2019 at 12:56

    Chciałem coś napisać, mogę?

  9. Avatar photo

    Korek

    23 maja 2019 at 13:06

    Pora na niezależny audyt zewnętrznej firmy.
    Rozliczyć każdą złotówkę, przeanalizować umowy, kontrakty i inne szemrane ruchy.
    Jestem pewien że ktoś powinien beknąć za szkodliwe działanie.
    Zacznijmy 2 ligę z nowym zarządem, nowymi piłkarzami, bo jeśli nie, za rok może nas nie być na szczeblu cantralnym.
    W UM też by się audyt przydał, bo jeśli daje się publiczną kasę na klub, i nie robi się nic, tylko patrzy jak klub upada, to coś tu jest nie halo.
    Pomijam umiejętności kopaczy, bo szkoda nerwów, ale ktoś ich zatrudnił, i płacił kasę.
    Niech teraz wyjaśni dlaczego zatrudniono partaczy z nadwagą.
    Oczekuję rewolucji, bo inaczej będzie tak, jak napisałem wyżej.

    • Avatar photo

      Mecza

      23 maja 2019 at 17:53

      Korek z Zawodzia?

      • Avatar photo

        Korek

        24 maja 2019 at 14:16

        Tak, ciągle ten sam 🙂

  10. Avatar photo

    SX

    23 maja 2019 at 16:46

    rewolucja to ma być ale taka że na stadionie nie powinno być ani jednego kibica przynajmniej do połowy sezonu, jak będą na szczycie tabeli , można wznowić chodzenie na mecze ! Grają piach i robią nas w hu.. od paru lat a wy dalej doping i wyjazdy im dajecie! Tutaj trzeba stanowczo pokazać że koniec z wspieraniem kopaczy którzy są zatrudniani po to aby GKS nie był nigdy w ex ! Wymarsz pod UM do Krupy ! tam można iść a nawet trzeba a nie na szpil dopingować i dawać z siebie robić kretyna ! robią nas w hu.. od paru lat i to się nie zmieni jeśli nie będzie stanowczej reakcji

  11. Avatar photo

    gieksiarz

    24 maja 2019 at 17:17

    Cześć ja tylko słyszę że to wszyscy są winni działacze piłkarze A ja się pytam gdzie byli ci wszyscy co się uważają za kibiców na blaszok ostatnimi czasy było parę ludzi dlamnie kibic to taki co nie tylko jest na meczu jak jest SUPER lecz właśnie w takich chwilach

  12. Avatar photo

    Radzio

    26 maja 2019 at 04:32

    Dwa miasta i jeden klub – GKS ruch

  13. Avatar photo

    Mecza

    26 maja 2019 at 13:27

    @Korek, pozdrowienia. Kiedyś parę meczy na Blaszoku razem się obejrzało ale znamy się tylko z widzenia haha. Ty SP31 a ja z SP2. Z Ciasnym chyba masz nadal kontakt, w sumie na Monte teraz mieszka.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Od razu humor lepszy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.

Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.

Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.

Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.

(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).

Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.

Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.

Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.

Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.

Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.

Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.

I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.

Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.

Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.

Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.

Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.

Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.

Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.

Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.

Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.

I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.

Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.

O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.

Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?

Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.

Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.

Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.

Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.

Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.

A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.

PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga