Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 7. kolejki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Za nami 7. kolejka na zapleczu ekstraklasy. Wiemy już na pewno, że Flota nie jest liderem z przypadku i potrafi wygrywać też z solidnymi zespołami. Wiemy też, że spora liczba drużyn robi postępy, ale nie ma wśród nich GKS-u Katowice. Liga póki, co została zdominowała przez dwie drużyny – wspomnianą już Flotę, oraz Zawiszę Bydgoszcz. Słaba dyspozycja GieKSy, Okocimskiego, Arki i ŁKS-u. Wyborną formę strzelecką prezentuje natomiast doświadczony napastnik Kolejarza Stróże – Maciej Kowalczyk, który dzięki zaliczonemu w tej kolejce hat-trckowi, ma na swoim koncie już 9. goli. Zapraszamy na krótką relację, ze wszystkich spotkań 7. Kolejki- 1. ligi.

Warta Poznań – Cracovia Kraków 2:2

Mecz bardzo szybko ułożył się po myśli gospodarzy, już w 6. minucie – Wartę na prowadzenie wyprowadził Wojciech Trochim. Do końca pierwszej połowy akcji strzeleckich jak na lekarstwo, mimo to obie drużyny mogły pokusić się o gola. Najpierw w 28. minucie mocny strzał Szeligi wybronił – Radliński, a 3. minuty później na 2: 0 mógł podwyższyć – Trochim. Druga połowa toczyła się pod dyktando gości, jednak próby ataków Cracovii, nie przynosiły efektów. Nie przynosiły, aż do 72. minuty, kiedy to głową Bartłomiej Dudzic, nie dał szans – Radlińskiemu. Od momentu wyrównania, „Pasy” całkowicie zdominowały „Warciarzy” i na boisku grała praktycznie tylko jedna drużyna. Zespoły prowadzone przez trenera Stawowego charakteryzuje efektowna, lecz mało efektywna gra. Potwierdziło się to i w tym spotkaniu, gdyż w 86. minucie ni stąd ni z owąd, Ngamayama wyprowadził – Wartę na prowadzenie. Goście po stracie gola rzucili się do desperackich ataków i udało się. W 90. minucie – Łukasz Zejdler zapewnił krakowianom jeden punkt. Widzów: 2500

GKS KATOWICE – LKS Nieciecza 1:2

Szerzej o spotkaniu w innych miejscach na naszej stronie. Widzów: 2000

Dolcan Ząbki – Kolejarz Stróże 1:4

Królowie remisów tej ligi, tym razem nie podzielili się punktami. Dość niespodziewanie podopieczni trenera Podolińskiego, dostali srogie lanie na własnym terenie. Długo nie zanosiło się, na taki obrót wydarzeń. Wprawdzie dobrze zaczęli goście, gdyż już w 7. minucie – Maciej Kowalczyk stworzył sobie dobra okazję, jednak na posterunku był – Leszczyński. W 13. i 14. minucie dwie znakomite sytuacje strzeleckie zmarnowali gospodarze. Im dalej w pierwszą odsłonę tego meczu, tym rosła przewaga Dolcanu, w 28. minucie groźnie strzelał – Tataj, lecz zabrakło szczęścia. Co się odwlecze to nie uciecze i oto znów – Tataj, ale tym razem skutecznie z najbliższej odległości po dośrodkowaniu – Chwastka i mamy 1: 0, po 35. minutach gry. Ostatnie 10. minut pierwszej połowy, to nudna gra w środku pola. Pierwsze trzy kwadranse  w żaden sposób nie zapowiadały, tego co wydarzyło się w drugiej odsłonie. Już w 50. minucie – Maciej Kowalczyk doprowadził do wyrównania, pewnie egzekwując rzut karny. W 53. minucie zamieszanie w polu karnym gospodarzy i po rykoszecie – Nitkiewicz strzela na 1: 2, mijają 2. minuty – Kowalczyk zdecydował się na strzał zza pola karnego i mamy 3: 1 dla gości! Kolejne 2. minuty, znakomity strzał – Piesia na rzut rożny sparował bramkarz Kolejarza. 60. minuta, akcja lewą strona gości, strzał – Kowalczyka i gol na 4:1. W ostatnich 30. minutach, gra miała już spokojniejszy przebieg i nie zanotowano, żadnych 100% sytuacji. Dzięki zabójczej skuteczności – Macieja Kowalczyka, Kolejarz wywozi z trudnego terenu, bardzo cenne 3 punkty. Prawdziwy nokaut dla gospodarzy. Widzów: 500

GKS Tychy – Olimpia Grudziądz 2:1

Co by nie mówić, spora niespodzianka na boisku w Jaworznie, gdzie swoje mecze w roli gospodarze rozgrywają tyszanie. GKS wygrał dzięki bramkom – Bukowca w 27. minucie i Rockiego w 52. Honorowe trafienie dla przyjezdnych, zaliczył – Marcin Woźniak dwie minuty przed końcem meczu. Pierwsza odsłona trwała 9. minut dłużej niż powinna, to pokłosie sytuacji z 8. minuty, kiedy to ciężkiej kontuzji doznał gracz GKS-u – Mateusz Mączyński. Piłkarza jeszcze z murawy zabrała karetka pogotowia. Zawodnik odzyskał przytomność dopiero w szpitalu, gdzie pozostanie na obserwacji. Do przerwy zasłużone prowadzenie gospodarzy, którzy mogli prowadzić wyżej, jednak znakomitej okazji nie wykorzystał bardzo aktywny – Piotr Rocki. Druga połowa dosyć wyrównana i na pewno nieporywająca, znakomite zawody nadal rozgrywa – Rocki. GKS zasłużenie pokonał faworyzowaną – Olimpię. Widzów: 400

Okocimski KS Brzesko – Polonia Bytom 1:1

Podział punktów w meczu dwóch najniżej sklasyfikowanych w tabeli zespołów. Polonia po raz drugi w tym sezonie, szansę na korzystny rezultat traci w ostatnich fragmentach spotkania. Pierwsza połowa to dobra gra piłką gości i co najmniej 4. znakomite okazje bramkowe dla gospodarzy… W 65 .minucie, drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał piłkarz Okocimskiego – Mateusz Urbański, z rzutu wolnego przymierzył – Górkiewicz i zrobiło się 1: 0 dla gości. Do końca meczu – Poloniści „pilnowali” już korzystnego rezultatu i mogli, a nawet powinni prowadzić wyżej. W 80. minucie, goście w sile 4. graczy ruszyli na bramkę gospodarzy, jednak z głupi sposób dali złapać się na spalonym. W ostatniej akcji meczu, niefrasobliwość bytomskiej defensywy wykorzystali gospodarze i Łukasz Zaniewski doprowadził do wyrównania. Szkoda młodych i ambitnych zawodników Polonii, którzy byli już o krok od wymarzonego zwycięstwa, ale znów się nie udało. Widzów: 500

ŁKS Łódź – Bogdanka Łęczna 1:1

Gospodarze przystąpili do spotkania z myślą o przełamaniu, natomiast goście chcieli kontynuować dobrą passę meczów, bez porażki. Podopieczni trenera- Chojnackiego zrealizowali swój plan tylko połowicznie, natomiast goście w 100%. Pierwsza połowa wyraźnie pokazała, że bardziej solidnym zespołem jest Bogdanka, mecz w tej odsłonie trzeba przyznać bardzo wyrównany. 5. minut po wznowieniu gry wymarzona sytuacja gospodarzy, Daniel Brud wykorzystał dobre dośrodkowaniu i zdobył bramkę dla łodzian. Przewagę mieli jednak cały czas zawodnicy z Łęcznej i udokumentowali ją golem w 72. minucie – Pesira. 5.minut po tym zdarzeniu, faul – Gieragi na Szałachowskim w polu karnym i sędzia wskazuje na wapno. Do piłki podchodzi sam poszkodowany i przenosi ją nad poprzeczką. W 1. lidze w tym sezonie skuteczność rzutów karnych woła o pomstę do nieba, gdyż wynosi mniej niż 50%!  Mimo przewagi Łęcznej, już do końca spotkania, to ŁKS w ostatnich jego fragmentach mógł zadać decydujący cios. Mecz zakończył się jednak i tak szczęśliwym dla łodzian remisem. Gospodarze pozostają w strefie spadkowej, z jedną tylko wygraną – z GKS w Katowicach… Widzów: 1324

Arka Gdynia – Flota Świnoujście 0:1

Pierwsza odsłona tego meczu, który wielu nazywało hitem kolejki, bardzo rozczarowała. Warto zwrócić uwagę, jedynie na 4. minutę, kiedy to błąd golkipera gospodarzy mógł kosztować – Arkę utratę gola. Maciej Szeliga sam naprawił swój błąd, świetnie broniąc strzał – Września. Następna godna uwagi sytuacja miała miejsce dopiero w 54. minucie, kiedy to słupek uratował gospodarzy po strzale – Udarevicia. 11. minut później, cudownym strzałem w okienko, gola dla „Wyspiarzy” zdobył – Krzysztof Bodziony. Znów zanosi się na niespodziewaną porażkę – Arki, przed własną publicznością. Na 4 .minuty przed końcem, tradycji stało się za dość i Piotr Kuklis dostaje czerwona kartkę, osłabiając w ten sposób – Arkę. Flota dowozi zasłużenie zwycięstwo do końca. 7 z rzędu wygranych w tym sezonie i 0 po stronie straconych bramek, prawdziwe odrodzenia w bramce Floty – Grzegorza Kasprzika, który co trzeba podkreślić w każdym meczu spisuje się znakomicie. A Arka? Cóż, spory ból głowy mają decydenci w tym klubie, zobaczymy, jakie będą decyzje, względem choćby trenera – Nemeca. Widzów: 4572

Miedź Legnica – Sandecja Nowy Sącz 3:1

Pierwsza połowa to całkowita dominacja na boisku piłkarzy gospodarzy. Gracze trenera – Bogusława Baniaka dominowali w każdym aspekcie gry, a efektem tego były dwa gole doświadczonego – Zbigniewa Zakrzewskiego w 31. i 40. minucie meczu. W drugiej połowie tempo zdecydowanie spadło, na czym straciło całe widowisko. Zaczęło się bardzo dobrze dla „Sączersów”, gdyż w 51. minucie – Filip Burkhradt z rzutu karnego strzelił kontaktową bramkę dla przyjezdnych. Karnego znakomitym indywidualnym rajdem wywalczył –Wojciech Mróz. Miedź, która zdawało się przysypia na boisku i tak zadała decydujący cios. W 66. minucie, kolejne skuteczne dośrodkowanie wykorzystał – Wojciech Łobodziński. „Miedzianka” spokojnie dowiozła korzystny rezultat do końca i może cieszyć się z kompletu punktów. Widzów: 3000

Stomil Olsztyn – Zawisza Bydgoszcz 0:5

Podopieczni trenera – Szatałowa od pierwszej minuty gry, całkowicie zdominowali beniaminka z Olsztyna. Zawisza do przerwy zaaplikował gospodarzom 3 bramki. Adrian Błąd w 13. minucie wyprowadził „niebisko-czarnych” na prowadzenie dobijający własny strzał. W 23. minucie – Mąka wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i było 2: 0, a w 26. minucie – Tomasz Chałas wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. Po zmianie stron sytuacja nie uległa zmianie i kolejne bramki strzelali goście. W 60. minucie po raz drugi – Chałas, tym razem precyzyjnie uderzył zza pola karnego. 8. minut później do akcji wkraczają fani obu zespołów. Kibice Zawiszy wyrywają i rzucają krzesełkami, natomiast kibice gospodarzy opuszczają swoje sektory, ruszając na Zawiszę. Do akcji wkraczają mundurowi i po około 6. minutach arbiter wznawia, przerwany wcześniej mecz. W 86. minucie kropkę nad „i” postawił – Leszczyński, a w 93 minucie – Jegliński (Stomil) dostał czerwoną kartkę. Sędzia przedłużył mecz o 10. minut. Zawisza rozbił w pył gospodarzy i niepokonany zajmuje w tabeli miejsce tuż za Flotą. Widzów: 3800

W 9. spotkaniach, 7. kolejki kibice zobaczyli 29. bramek, co daje średnią 3,2 gola na mecz. 2 zwycięstwa gospodarzy, 3 remisy i 4 wygrane gości z wysokości trybun obserwowało 18 596 widzów, co daje średnią zaledwie 2066 widzów na jedno spotkanie.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga