Dołącz do nas

Siatkówka

Po znakomitym widowisku w Katowicach lepsza Skra po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Obie drużyny przystąpiły do tego spotkania bez zmian w wyjściowych szóstkach. Warto odnotować kolejny komplet publiczności w hali szopienickiej i świetny doping dla naszej drużyny!

Mecz zaczął od dobrego ataku ze skrzydła Serhij Kapelus, a wyrównał Nikołaj Penczew atakiem po skosie. Pierwszą dłuższą wymianę w spotkaniu skończył Mariusz Wlazły obijając blok katowiczan, po czym bułgarski przyjmujący zepsuł zagrywkę. W kolejnej akcji Wlazły zablokował atak Tomasza Kalembki, a Bartosz Kurek mocnym atakiem po kontrze trafił Kapelusa w twarz. Świetna odpowiedź Karola Butryna, który zaatakował ze skrzydła (3:4). Karol udanie zakończył kontrę po obronie trudnej piłki przez Adriana Stańczaka (5:5). Wlazły trafiając piłką w antenkę dał prowadzenie GKS-owi (7:6), ale szybko się poprawia i atakuje mocno ze skrzydła. Ładna kiwka Marco Falaschiego oraz blok Kalembki na Wlazłym dały dwa oczka przewagi (9:7), którą powiększył as serwisowy Kapelusa, gdy piłka prześlizgnęła się po taśmie w boisko po stronie rywali (12:9). Następna długa wymiana zakończyła się lekkim atakiem po prostej Sobańskiego przy samej linii bocznej boiska (15:11) i zmusiła trenera gości do wzięcia czasu. Słabszy fragment w wykonaniu naszych siatkarzy, szybko wykorzystują przyjezdni i kontrę wykorzystał Penczew uderzając po bloku w aut, po wcześniejszej obronie Kurka (17:15). Świetny atak z krótkiej kończy Kalembka, potem nie wykorzystując kontry po złym przyjęciu zagrywki przez gości (18:16). As Penczewa w końcowe centymetry boiska, a Kurek skutecznie zaatakował na kontrze i był remis po 18 oraz czas dla Piotra Gruszki. Po przerwie Kalembka skuteczny ze środka, a Wlazły przedarł się przez ręce Sobańskiego (19:19), potem pokazał się Karol Kłos mocnym atakiem nad siatką (20:20). Po kapitalnej obronie Stańczaka zagrywki  Wlazłego, Sobański uderzył mocno po skosie (21:20), chyba mało kto się spodziewał, że mógł to być ostatni punkt zdobyty przez nasz zespół w tym secie po własnej akcji, a tak się właśnie stało. Wyrównał Penczew atakiem z drugiej linii po bloku w aut, a Kurek zaserwował w siatkę (22:21). Kapelus nie skończył z przechodzącej piłki i znów Penczew zdobył punkt atakiem ze skrzydła, po czym Bułgar zablokował atak Kapelusa (22:23) i drugi time out dla GKS-u. Show Penczewa trwało nadal i przyjmujący Skry wykończył skutecznie kontrę bełchatowian, dając pierwszą piłkę setową (22:24). Tę sprezentował gościom Falaschi po odgwizdaniu błędu piłki niesionej (22:25). I tak przegraliśmy seta, który był spokojnie do wygrania.

 

Drugi set rozpoczął zepsuty serw Bartłomieja Krulickiego, a wyrównał Butryn atakiem po bloku gości. Następną bardzo długą wymianę skończył Wlazły atakiem blok-aut. Znów pokazał się Penczew, wpierw psując zagrywkę, a potem skutecznie zaatakował z drugiej linii. Kalembka zablokował atak Kurka, po czym Tomasz zaserwował w siatkę, a Krulicki udanie ze środka (4:4). Kilka akcji punkt za punkt, aż Kurek zablokował atak Kapelusa i goście mieli lekką przewagę (7:9). Świetne dwa bloki z rzędu Kalembki na Kurku oraz as serwisowy Kapelusa wyprowadziły GieKSę na prowadzenie 10:9, aż w końcu Srecko Lisinac atakiem ze środka przełamuje chwilowy zastój u gości (10:10). Po udanej kontrze w wykonaniu Butryna znów mieliśmy dwa oczka więcej (12:10), a po jego asie, gdy piłki nie broni Wlazły nawet trzy (14:11). Efektowny atak Penczewa z drugiej linii na czystej siatce (14:12), a chwilę potem Butryn uderzył piłką w siatkę po ataku ze skrzydła i Kurek ponownie z drugiej linii i był remis po 16. Po zagrywce w siatkę Uriarte, nastąpił kapitalny fragment gry w wykonaniu GKS-u. Wpierw Kalembka zablokował atak Wlazłego, potem Kapelus zatrzymał na siatce akcję Penczewa i na deser znów Kalembka zastopował Lisinaca, a więc trzy bloki punktowe z rzędu na siatkarzach Skry! coś niesamowitego (20:16). Goście szybko się pozbierali za sprawą ataku Lisinaca nad naszym blokiem oraz wykorzystanej kontry Kurka (20:18). Butryn mocno ze skrzydła, a Błoński zepsuł zagrywkę (21:19). Kalembka wykorzystał atak z krótkiej na środku i to samo zagrał Kłos (22:20). W następnej akcji sędzia odgwizdał gościom przełożenie ręki nad siatką (challenge nic nie zmienił), po czym znów w roli głównej wystąpił arbiter tego meczu, gdy na jego żądanie nastąpiła wideoweryfikacja, która pokazała że piłka po zagrywce Butryna wpadła w boisko po stronie bełchatowian (24:20). Pierwszą piłkę setową wybronił atak z krótkiej na środku Kłosa, po czym drugą piłkę setową wykorzystał nam autowy atak Penczewa (25:21). Jeszcze wzięty challenge przez gości niczego nie zmienił i był remi w meczu.

Trzecią partię zaczął skuteczną akcją Butryn atakiem ze skrzydła, a Wlazły zrewanżował się tym samym. Karol znów skutecznie po prostej, a Sobański nie wykorzystał kontry, po czym kolejną bardzo długą wymianę zakończył atak Kurka, gdy piłka wpadła w środek boiska po naszej stronie (2:3). Następna długa akcja zakończyła się atakiem Kalembki ze środka, a Kłos zrobił swoje w podobnej sytuacji (3:4). Po autowym serwisie Wlazłego, Sobański zablokował byłego reprezentacyjnego atakującego, ale Wlazły się nie poddawał i zaatakował mocno po bloku GKS-u (5:5). Następny fragment tego spotkania to gra punkt za punkt. Efektowny siatkarski gwóźdź w wykonaniu Lisinaca, potem dobry atak Sobańskiego po prostej i był remis po 11. Autowy atak Wlazłego po świetnej zagrywce Butryna dał prowadzenie GieKSie (13:12). Sobańskiemu udało się przebić przez potrójny blok rywali, a potem przypomniał o sobie Penczew również atakiem po bloku (14:14). Kapelus z trudnej piłki uderzył lekko na czystej siatce,a Pietraszko posłał asa (16:14) czym zmusili francuskiego trenera bełchatowian do wzięcia czasu. Niestety Kapelus został zablokowany na kontrze przez Uriarte (16:15) i szybko zareagował Piotr Gruszka wzięciem czasu. Nic to nie pomogło, ponieważ w kolejnej akcji Wlazły zablokował Kapelusa, a błąd przekroczenia linii ataku popełnił Sobański i Wlazły skończył następną kontrę (16:18). Mały zastój w GieKSie przerwał w końcu atak Kalembki ze środka, ale goście szybko dokładają cztery oczka z rzędu. Wlazły atakiem po bloku, potem Kurek na kontrze szczęśliwie nabił nasz blok, zagrywkę Gładyra nie przyjął Stańczak, a Sobański zaatakował obok bloku ale jednak w aut (18:23). Do akcji wkroczył Butryn atakując po rękach gości w aut, a potem zablokował Wlazłego (20:23). Atakujący Skry nie chciał być gorszy i po ataku ze skrzydła, zaserwował asa gdy piłka po taśmie przeszła na naszą stronę tuż za siatkę (20:25).

 

Zły początek czwartego seta w wykonaniu GKS-u. Kalembka zaserwował w siatkę, potem Falaschiemu odgwizdano błąd podwójnego odbicia, a Sobański nie przyjął zagrywki Uriarte (0:3) i zrobiło się już na początku bardzo źle. Pierwszy punkt zdobył Butryn atakiem po prostej w drugiej akcji, a Kurek z drugiej linii trafił w aut (2:3). Wlazły zaatakował mocno ze skrzydła, a Sobański po bloku gości (3:4). Następnie Rafał zaserwował w siatkę, a Gładyr asa (3:6), choć były kontrowersje czy aby na pewno piłka była w boisku, przez chwilę trwały przepychanki i kłótnie, aż w końcu sędzia ukarał czerwoną kartką Falaschiego za protesty co wiązało się ze stratą punktu (3:7). W końcu Kapelus skutecznie po bloku rywali w aut (4:7), Butryn na kontrze ze skrzydła (6:8), a Sobański z drugiej linii zaatakował na czystej siatce (7:8). Kłos wykorzystał kontrę z krótkiej na środku (7:10), po czym skończył z przechodzącej piłki, ale nasz sztab trenerski poprosił o challenge sugerując błąd w postaci utrudniania rozegrania piłki naszemu rozgrywającemu. Wideoweryfikacja potwierdziła te sugestie i nastąpiła korekta wyniku (8:10). Wlazły uderzył mocno ze skrzydła, potem efektowna kiwka Uriarte (9:12) i wynik zaczynał nam już uciekać. Sobański dobrze ze skrzydła, ale znów bardzo mocny atak Wlazłego (10:13). Następnie Rafał zatrzymał na siatce atakującego gości, po czym Kurek posłał piłkę w aut po świetnej obronie Stańczaka i podbitej piłce będąc już na… bandzie  reklamowej i jeszcze as serwisowy Sobańskiego (13:13) dały nadzieję na odwrócenie losów tej partii. Znów świetna obrona naszego libero, ale w końcu Wlazły skuteczny po bloku z drugiej akcji (13:14). Bardzo długa wymiana zakończyła się blokiem Kłosa na Kapelusie, ponownie po znakomitej obronie Butryna na bandzie reklamowej (14:16). Udana akcja Sobańskiego z drugiej linii (15:16), a Butryn zablokował Penczewa i był remis po 17, po czym Bułgar skutecznie ze skrzydła (17:18). Wreszcie po autowym ataku Wlazłego, GieKSa wyszła na prowadzenie (19:18), ale szybko atakujący Skry uderzył mocno po rękach siatkarzy GKS-u i był remis po 19. Butryn po bloku gości w aut, po czym Karol myli się minimalnie na zagrywce i było po 20. Kolejna bardzo długa wymiana ze świetnymi obronami Mariańskiego i Butryna, zakończyła się blokiem Krulickiego. Siatkarze nie mieli chwili wytchnienia, bo znów długa akcja w tym meczu z kilkoma obronami skończyła się skutecznym atakiem Sobańskiego po bloku w aut (22:20) i czas dla Skry. Po przerwie Wlazły mocno po prostej, a Gładyr oraz Pietraszko psują swoje zagrywki (23:22). Następna świetna obrona Mariańskiego przyczyniła się skutecznej kontry w wykonaniu Kapelusa (24:22), po czym Ukrainiec zablokował Wlazłego (25:22) i piąty set był koniecznością.

Tie-break rozpoczął mocnym atakiem po bloku Wlazły, potem Uriarte ustrzelił zagrywką Butryna będącego za linią boiska, a następnie Argentyńczyk zaserwował w aut (1:2). W kolejnej akcji wydawało się, że Penczew zaatakował w aut, ale challenge pokazał, że piłka była w boisku, wreszcie dwie akcje Kapelusa, atak ze skrzydła oraz as serwisowy dały remis po 3. Świetna obrona Stańczaka po ataku Wlazłego dała możliwość kontry, którą wykorzystał Sobański atakiem po bloku, następnie Kurek nie przyjął zagrywki Kapelusa (5:3) i trener gości musiał wziąć przerwę na żądanie. Po niej Lisinac zaatakował ze środka, a tym samym odpowiedział Kalembka, po czym Tomasz zaserwował w siatkę (6:5). Butryn uderzył po bloku w aut z bardzo trudnej piłki i następnie nie wykorzystaliśmy kontry po błędzie podwójnego odbicia przez Pietraszkę (7:6). Kurek zaserwował daleko w aut, a potem Penczew mocno zaatakował po bloku w aut (8:7). Bardzo długa akcja zakończyła się znów błędem podwójnego odbicia, tym razem wykonaniu Butryna (wielka szkoda), za to Kłos zagrywał daleko w aut (9:8). Kapelus nie skończył z przechodzącej piłki, aż akcję rozwiązał atakiem ze środka Lisinac, po czym serbski środkowy wykorzystał kontrę na siatce po złym przyjęciu Kapelusa (9:10). Wyrównał Kalembka atakiem z krótkiej, za to Lisinac znów wbił gwóźdź w nasz parkiet (10:11). Kiwka Kapelusa, jak się potem okazało, była ostatnim punktem zdobytym przez GKS po własnej akcji (11:11). Ponownie Lisinac ze środka, challenge dla naszego zespołu niczego nie zmienił, po czym Serb zaserwował w aut (12:12). Kłos mocno ze środka, a potem dobrze Butryn ze skrzydła, sędziowie uznali jednak błąd dotknięcia siatki przez Kurka (13:13). Jeszcze raz skutecznie na środku Karol Kłos, a pierwszą piłkę meczową wykorzystał Kurek, którego mocnego serwisu nie podbija Kapelus i niestety przegrywamy 13:15. Szkoda, wielka szkoda, bo można było ugrać w tym meczu znacznie więcej niż jeden punkt!

 

GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów  2:3 (22:25, 25:21, 20:25, 25:22, 13:15)

GKS: Falaschi (1), Butryn (21), Krulicki (2), Kalembka (12), Kapelus (18), Sobański (18), Stańczak (libero) oraz Fijałek, Van Walle, Pietraszko (2), Błoński, Stelmach, Mariański (libero). Trener: Piotr Gruszka.
Skra: Uriarte (4), Wlazły (24), Lisinac (12), Kłos (12), Kurek (11), Penczew (15), Milczarek (libero) oraz Janusz, Gładyr (2), Piechocki (libero). Trener: Philippe Blain.  MVP: Karol Kłos.

 

Przebieg meczu:
I:  3:5, 10:8, 15:11, 20:19, 22:25.
II:  4:5, 10:9, 15:12, 20:16, 25:21.
III:  5:4, 9:10, 15:14, 18:20, 20:25.
IV:  3:5, 7:10, 14:15, 20:19, 25:22.
V:  1:3, 6:4, 9:8, 11:12, 13:15.

 

GKS-Skra 1

 

GKS-Skra 2

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga