Dołącz do nas

Piłka nożna

Plusy i minusy po Pogoni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa wygrała w Siedlcach i na dwie kolejki przed końcem ma punkt straty do prowadzącej dwójki. Choć spotkanie nie porwało, katowiczanie wygrali zasłużenie.

Plusy:
+ Wygrana z trudnym rywalem – Pogoń wcześniej pokonała Widzew i Górnika Łęczna. Rywale byli więc w fomie, ale to nie wystarczyło na GKS.

+ Obroniony karny – w końcu! Kapitalna interwencja Mrozka uratowała nas przed przegrywaniem tego meczu i znacząco przyczyniła się do wygranej.

+ Stałe fragmenty – oba gole padły po rzutach rożnych. Katowiczanie wrócili do skuteczności w tym aspekcie.

+ Obrona – tym razem prawie bezbłędnie. Pogoń – oprócz karnego – nie zagroziła bramce naszego golkipera.

+ Trzymamy kontakt – odrobiliśmy dwa punkty do Łęcznej i teraz do obu prowadzących ekip tracimy już tylko jedno oczko.

+ Konsekwencja w grze – tym nasz zespół wygrał to spotkanie.

Minusy:
– Janiszewski po raz trzeci – zawodnik znów prokuruje w głupi sposób rzut karny. Miał się uspokoić, a tego nie uczynił.

– Senna i wolna gra – ale to taki pół-minus, bo jak widać uśpienie rywala, przyniosło efekt.

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Siwen

    16 lipca 2020 at 20:10

    Minus jest taki, że nic nie zależy już tylko od nas!(wiadomo to po „przegranym remisie” z Widzewem) My musimy punktować a Widzew i Łęczna swoje punkty gdzieś zgubić. W przypadku gdy obie te drużyny skasują komplet 6 pkt w dwóch ostatnich meczach nasze ewentualne zwycięstwa nic nam nie dadzą.

    Ale największym minusem jest to, że w moim odczuciu włodarzom miasta a co za tym idzie i GieKSy, pozostawienie kluby w II lidzie wydaje się być bardzo dobrym rozwiązaniem. II liga to mniejsze koszty(głównie tańsi kopacze, można grać wychowankami) z budową stadionu też będzie można poczekać(mniejsza presja ze strony kibiców i mocniejsze argumenty przeciwników budowy o czym już prasa donosi) co w sytuacji tej przedziwnej pandemii i malejących wpływów do kasy miasta oraz zwiększonych wydatków na ratowanie pseudobiznesów(kilka tygodni przestoju i już bankruci) jest po prostu miastu na rękę nie pchanie się do I ligi….

    pożywiom – uwidim jak mówią Rosjanie. ZAGRAJ GIEKSO JAK ZA DAWNYCH LAT!

  2. Avatar photo

    Irishman

    17 lipca 2020 at 10:41

    No to może spadnijmy do A-klasy to koszty już będą w ogóle minimalne.

    Kurde, jak mnie takie pieprzenie wkurza to się w pale nie mieści. @Siwen daj jakiś realny argument, jakiś wywiad albo chociaż jakąś wypowiedź prezydenta Krupy albo cokolwiek poza Twoimi domysłami, co świadczyłoby, że Miasto nie chce awansu. Sory facet, to nic personalnego ale mnie się już normalnie rzygać chce od takich z d… wziętych tekstów. Co rok pod koniec sezonu to samo. Zresztą co ja gadam? Zanotujemy 2-3 słabsze mecze i już „Miasto nie chce awansu” albo „Dopóki będziemy na garnuszku miasta to nic z tego nie będzie” itp.

    A w ogóle jaka presja kibiców na budowę stadionu? Masz jakieś manifestacje albo chociaż jakieś listy słane do Magistratu? Mam wrażenie, że wręcz pogodziliśmy się z tym co jest i cierpliwie czekamy, bo ten stadion musi w końcu powstać i to nie dla GieKSy tylko dla miasta, dla jego mieszkańców, bez względu w której będziemy lidze. Zresztą na Bukowej możemy grać nawet w ekstraklasie no więc co Miastu miałoby przeszkadzać, że awansowalibyśmy na jej zaplecze?

  3. Avatar photo

    Kato

    17 lipca 2020 at 11:06

    Ciekawe jaki powstanie ten nowy Stadion, bo wizualizacje dużo później odbiegają od realnych wybudowanych obiektów.
    Tak to w Katowicach się dzieje, że pokazywane wcześniej wizualizacje, pozostają jedynie nimi. I o to się obecnie zaczynam martwić.
    A co do awansu to wydaje mi się że drużyna jest w stanie go zrobić. Dwa warunki;
    gramy od początku do końca bez kalkulowania oraz walczymy, walczymy i jeszcze raz walczymy, nie odpuszczamy.

  4. Avatar photo

    Tomi

    17 lipca 2020 at 14:47

    Dokładnie Kato tak jak piszesz bez kalkulowania 2 zwycięstwa i tyle. Nie ma szans żeby Łęczna zgarnęła 6 punktów tylko pytanie czy my domy rada. A Irishman święto racja jaka presja na stadion porostu czekamy…Ino GieKSa

  5. Avatar photo

    alzek

    17 lipca 2020 at 16:52

    Fajny artykuł z Waszlo na temat bzdurnych teorii o braku chęci awansu. https://weszlo.com/2020/07/10/dlaczego-teza-o-tym-ze-ktos-nie-chce-awansowac-do-ekstraklasy-jest-bzdura/
    Każdy awans to kasa w klubie a brak awansu i spadek to problemy finansowe!

  6. Avatar photo

    Siwen

    17 lipca 2020 at 21:08

    @Irishman nie denerwuj się! to są tylko i wyłącznie MOJE ODCZUCIA (domysły, przypuszczenia, zgadywanki, podejrzenia jak zwał tak zwał). przecież mogę się kompletnie mylić i oby tak było!!! jestem kibicem GieKSy od 30 lat. Różne dziwne rzeczy widziałem na bukowej. kiedyś zgasło światło innym razem blaszok krzyczał „Ledwoń pedał GieKSe sprzedał”, zdumiewające wyniki i sędziowanie za ery Magnata(całej ówczesnej I ligi) był tez chroniczny brak kasy, zimna woda pod prysznicem a z najnowszej historii dziwna bramka i wygrany mecz zdegradowanego już wtedy Kluczborka oraz kuriozalny gol bramkarza Bytovii, Brzęczek który ulotnij się z klubu jak kamfora a najciekawsze jest to że własnie teraz Prokić świętuje awans do ekstraklasy ze Stalą Mielec, Klemenz w niej gra. Obaj panowie nie chcieli zostać w GieKSie by z nią ten awans wywalczyć. Może wiedzieli, że na to po prostu nie ma szans? A może do tylko moje domysły?…

    Prezydent Krupa nigdy nie powie Ci prawdy, bo jest zwykłym politykiem a „dla polityków prawda każdego dnia jest inna”.
    https://gol24.pl/nie-budujcie-nowego-stadionu-gks-katowice-apeluja-radni-ze-srodmiescia/ar/c2-15056928

    @Irishman, jak dziś pamiętam atmosferę na meczu z bordeaux, nabity blaszok, ryk po bramce Strojka a po spotkaniu z kumplami udaliśmy się pod szatnie gości, Zizu rzucił nam przez okno koszulkę i getry. Pamiętam jak na GieKSe chodziło tyle ludzi, że mając leciutko uchylone okno w domu słyszałem kiedy padła bramka na Bukowej a mieszkam dobry kilometr z hakiem w linii prostej od stadionu. Czekam cierpliwie i z utęsknieniem aż historia zatoczy swe koło, czego tobie i sobie życzę.

    ZAGRAJ GIEKSO JAK ZA DAWNYCH LAT!

  7. Avatar photo

    Irishman

    17 lipca 2020 at 21:54

    Spoko @Siwen. Każdy ma tam swoje odczucia, ja mam takie jak napisałem. Piszesz o Bordeaux. A ja pamiętam także wiele wcześniejszych meczów, a choćby Rovaniemi Palloseura i na przykład pudło Krzysia Walczaka z pięciu metrów, gdzie trzeba się było bardzo postarać żeby nie trafić z tej pozycji. Pamiętam wszystkie przegrane mistrzostwa! No i też można by się zastanawiać….. czy aby nie celowo? Ale przecież to bzdura!
    Dajmy już spokój tym bzdurom i uwierzmy w końcu w naszych chłopaków, bo złapali taką formę, że czy w barażach czy nie ZROBIĄ TEN AWANS!!!

  8. Avatar photo

    3 kolory

    18 lipca 2020 at 07:37

    Do siwen to nie było o Ledwoniu tylko o Karwanie …taki drobiazg

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga