Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Paździerz nad paździerze, a miał być mecz GKS-u z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Piast Gliwice, który zakończył się remisem 0:0.

weszlo.com – Paździerz nad paździerze, a miał być mecz GKS-u z Piastem

Są takie mecze o których nie chce się rozmawiać, pisać, nie chce się ich pamiętać, właściwie nie wiadomo, po co one są, oprócz tego, że każdy musi zagrać z każdym po dwa razy, tak, by było parzyście. Zatem dzięki spotkaniu GKS-u z Piastem zmierzamy do tej parzystości i dziękujemy wam, panowie, za porządek w organizacji ligi.

Swoją drogą, jeśli Ekstraklasa tak lubi wykładać pieniądze – jak za Lechię – to może powinna pomyśleć o dofinansowaniu kibiców, którzy marzli i oglądali ten paździerz? Na przykład, żeby rządzący rozgrywkami rozdali im po ciepłej herbacie. Albo dali jakieś vouchery na coś, co jakkolwiek przypomina rozrywkę, czyli choćby liczenie przelatujących gołębi. Ale to chyba nie jest w żaden sposób biletowane. A szkoda – chyba lepiej wydać parędziesiąt złotych na gołębie, niż na GKS z Piastem. Co w tym meczu bowiem było? Trochę się piłkarze poszarpali, to prawda. Wykonali kilkanaście stałych fragmentów gry, to też prawda. Oddali jeden celny strzał przez pierwsze 45 minut, natomiast taki, że obroniłby go każdy na trybunach – to też niestety prawda.

I serio, dziwne, że paździerzowa loteria wybrała akurat to starcie, bo przecież jednych i drugich ogląda się na początku wiosny (ta…) naprawdę przyjemnie. Obie drużyny po sześć punktów, pokonana Legia czy Raków. Jeśli szukać w tej kolejce ciężarów, to można było stawiać na Śląsk z Widzewem, a nie na spotkanie w Katowicach. Niestety tam grali, a tu nie grali.

Z ciekawszych sytuacji widzieliśmy w zasadzie tylko uderzenia Jirki na początku drugiej połowy i na jej końcu. Poza tym – bryndza. Zero płynności, jakości, starcie dwóch nędznych drużyn, które – znów – pokazywały wcześniej, że nędzne nie są.

Więc: dlaczego? Co was, panowie, skłoniło do takiej bezradności?

W sumie – nieważne. Po prostu nie róbcie tak więcej.

gol24.pl – GKS Katowice zremisował bezbramkowo z Piastem Gliwice. Ciekawiej na trybunach niż na boisku

GKS Katowice zremisował w drugim niedzielnym meczu 21. kolejki PKO Ekstraklasy przeciwko Piastowi Gliwice. W przedostatnim domowym starciu przy Bukowej, przed przeprowadzką goli nie oglądaliśmy. Zdecydowanie ciekawiej było w pierwszej połowie na trybunach niż murawie.

[…] Drugi niedzielny mecz w Katowicach za wielu emocji kibiców w mroźne popołudnie nie przyniósł. Przy Bukowej w pierwszej połowie więcej niż goli, oglądaliśmy stałych fragmentów gry. Spotkanie było zamknięte, a obie drużyny mocno pracowały w defensywie i środkowej tercji boiska. Nikt nie chciał popełnić błędu.

Ciekawiej było na trybunach przy Bukowej. Był to przedostatni domowy mecz przed przeprowadzką i z tej okazji fani puścili serpentyny ze swojego sektora przed pierwszym gwizdkiem. Kiedy natomiast i z kim odbędzie się inauguracja na nowym, odświeżonym obiekcie? Przypadnie ona na ostatni weekend marca, kiedy GKS mierzyć się będzie w meczu przyjaźni z Górnikiem Zabrze. Wcześniej podopieczni trenera Góraka zmierzą z Zagłębiem Lubin u siebie.

Sytuacji w meczu było jak na lekarstwo. Statystyki po pierwszej połowie? Pierwszy strzał celny gospodarze oddali na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry. Wtedy Frantisek Plach poradził sobie z próbą Borjy Galana z rzutu wolnego. Wcześniej dwukrotnie podopieczni trenera Rafała Góraka oddawali niecelne uderzenia, a goście trzykrotnie mylili się i nie trafiali nawet w światło bramki Dawida Kudły.

– Na pewno nie jest urodziwy mecz. Bardzo dużo długiej piłki, bardzo dużo niewymuszonych błędów. Ale cóż, no czekamy na swoją tak naprawdę jedną okazję, bo mieliśmy w pierwszej połowie dużo stałych fragmentów – mówił w przerwie meczu, Adrian Błąd, czyli atakujący tegorocznego beniaminka z Katowic.

– Ile tych rożnych by nie było, to zawsze jest ich sporo, więc czekamy na ten jeden konkretny. Najważniejsze, że stwarzamy gdzieś te i dochodzimy przede wszystkim do pola karnego rywala – tłumaczył reporterowi Canal+Sport.

W drugiej połowie również oglądaliśmy zamknięty mecz. Choć na boisku pojawili się dwaj wypożyczeni piłkarze z ligowej czołówki. Filip Szymczak (z Lecha Poznań) zameldował się w 59. minucie. Zmienił Sebastiana Bergiera, a w 78. minucie Dawid Drachal (z Rakowa Częstochowa).

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice i Piasta Gliwice zobaczyli twarde derby, w których nie padł żaden gol

W meczu dwóch zespołów, które do tej pory wygrały wiosną po dwa mecze, obie serie dobiegły końca. GKS Katowice z Piastem Gliwice zremisował bez goli.

W niedzielne wczesne popołudnie na Bukowej spotkały się dwa z trzech zespołów, które wygrały dwa pierwsze wiosenne mecze. Derby GKS-u Katowice z Piastem Gliwice zapowiadały się więc znakomicie.

Już początek spotkania dał jednak odpowiedź na pytanie, jak to starcie będzie wyglądało. Na murawie rozgorzała twarda walka, sporo pracy mieli masażyści, a „trup” słał się gęsto. Do niebezpiecznego zdarzenia doszło już po pięciu minutach, gdy głowami zderzyli się Alan Czerwiński i Jorge Felix. Ostatecznie obaj zdołali wrócić do gry.

Ekipa Aleksandara Vukovicia koncentrowała się na wysokim pressingu, całkowicie neutralizując najgroźniejszą broń gospodarzy, czyli szybkie ataki. W efekcie pod bramkami najgroźniej bywało po indywidualnych błędach popełnianych przez obrońców, ale generalnie w pierwszej połowie gra przypominała szarpanie się pięściarzy w klinczu. Sporo było też spalonych i kolejnych fauli.

Na trybunach – w Katowicach po raz kolejny zanotowano sold out, a z Gliwic przyjechało 400 fanów – doping trwał nieustannie. Do przerwy jednak gole nie padły i obaj szkoleniowcy mieli nad czym myśleć. Na jedyną zmianę zdecydował się Vuković – miejsce Macieja Rosołka zajął Miłosz Szczepański. Rafał Górak z kolei skoncentrował się na rozwiązaniach taktycznych i katowiczanie zaczęli uderzać z dystansu.

Pierwszą konkretną okazję do zdobycia gola miał jednak Piast. Erik Jirka dopadł do piłki tuż przed punktem rzutu karnego i Dawid Kudła mógł popisać się efektowną interwencją, tym trudniejszą, że po rykoszecie od obrońców.

Tempo gry zaczęło rosnąć ze wskazaniem na gości. Piast zaczął dominować w środku boiska i próbował zaskoczyć katowiczan podaniami w pole karne. Miał też rzuty wolne – najbliżej szczęścia był Michał Chrapek, ale efektów bramkowych jak nie było, tak nie było. GKS atakował rzadziej, ale ewidentnie brakowało mu pomysłów, a może i środków, do zdemontowania gliwickiej defensywy. W 85 minucie losy meczu mógł rozstrzygnąć Borja Galan, ale Frantisek Plach nie dał się pokonać. Podobnie jak w doliczonym czasie Kudła po potężnym uderzeniu Jirki.

Katowiczanie w derbach zagrali w nowych zielonych koszulkach, na których znalazły się motywy związane z obecnym stadionem. To element pożegnania z Bukową, które ma nastąpić przed marcowym meczem z Górnikiem Zabrze.

katowickisport.pl – Bezbramkowe derby GKS-u z Piastem

To były derby, w których kibice zobaczyli sporo walki. Niestety, zabrakło goli. Mecz zapowiadał się nieźle, bo zarówno Gieksa jak i Piast wygrały swoje dwa pierwsze mecze tej wiosny. Jednak już od pierwszej minuty na murawie oglądaliśmy więcej ostrych starć niż składnych akcji. Niestety, to nie był ładny mecz i wynik 0:0 to potwierdza.

Bezbramkowy rezultat sprawił, że GKS zachował ósmą pozycję w tabeli, z kolei Piast awansował o jedno miejsce i jest dziewiąty.

piast-gliwice.eu – „Cenny punkt” – wypowiedzi po #GKSPIA

W meczu 21. kolejki PKO BP Ekstraklasy Piast Gliwice w wyjazdowym spotkaniu zremisował z GKS-em Katowice 0-0. Przedstawiamy pomeczowe wypowiedzi Michała Chrapka, Miguela Munoza i Erika Jirki oraz trenerów obu zespołów – Aleksandara Vukovicia i Rafała Góraka.

Michał Chrapek: „Przez pierwszą połowę meczu był wyrównany. Natomiast druga część była pod nasze dyktando, mieliśmy pełną kontrolę. GKS Katowice może miał z dwie sytuacje, ale to raczej nie było nic groźnego. Szkoda, bo jesteśmy w dobrej formie i byliśmy blisko trzech punktów.”

Miguel Munoz: „W każdym meczu chcemy wygrywać, nie było inaczej i tym razem. Doceniamy ten jeden punkt, jednak mieliśmy sytuacje, aby to spotkanie wygrać. Byliśmy podbudowani dwiema poprzednimi wygranymi, w tym jedną w naszym domu. W piątek gramy na Okrzei 20 ze Stalą Mielec i będziemy robili co w naszej mocy, aby trzy punkty zostały w Gliwicach.”

Erik Jirka: „Zbieramy jeden punkt, ale wiadomo, że chcieliśmy zdobyć trzy. W pierwszej połowie lepszy był GKS Katowice, a w drugiej części spotkania dominowaliśmy my. Zasłużyliśmy na to, aby strzelić zwycięską bramkę.”

piast.gliwice.pl – Bez bramek w małych derbach Górnego Śląska

Małe derby Śląska bez rozstrzygnięcia bez bramek. W pierwszej połowie nie dało się tego meczu oglądać. Po przerwie już sporo się działo, ale bardzo dobrze spisywali się bramkarze, którzy nie popełnili żadnego błędu. Remis można uznać za sprawiedliwy i też niedosytu nie powinno być, bo żadna z drużyn nie zasłużyła na wygraną, choć więcej sytuacji stworzyli sobie gliwiczanie.

Bez rewolucji, ale z dwoma zmianami wymuszonymi kartką i kontuzją rozpoczął Piast mecz z GKS Katowice. Miejsce Kostadinova zajął Tomasiewicz, a za kontuzjowanego Katsatonisa wszedł Rosołek.

Trudno było przewidzieć jak to spotkanie będzie wyglądać. GieKSa dała się już poznać jako zespół grający ofensywnie, oddający dużo strzałów, ale też popełniający błędy w obronie. Piast natomiast na pierwszym miejscu stawia defensywę, ale w tym roku dało to efekt w postaci 6 punktów.

Już w 2 minucie jednak, po stracie Dziczka – Bergier przejął piłką i za chwilę Kowalczyk wpadł w pole karne, jego strzał w porę jednak zablokował Czerwiński. W 10 minucie po składnej i szybkiej akcji – Chrapek wyłożył piłkę Dziczkowi na 16 metr, ten jednak choć uderzył mocno to bardzo niecelnie. Po kwadransie gry nie można było wskazać drużyny, która miałaby przewagę, choć więcej stałych fragmentów (rogów) mieli gospodarze, a to zawsze jakieś zagrożenie. Nie mniej jednak gliwiczanie nie popełnili błędu, który skutkowałby sytuacją bramkową. Między 15 a 25 minutą optyczną przewagę mieli katowiczanie, ale i ten fragment meczu goście przetrwali. Po półgodzinie gry Piast przejął inicjatywę i w 32 minucie ponownie Dziczek stanął przed szansą na zdobycie gola, ale choć był blisko bramki, nie trafił w jej światło. W 35 minucie fatalny w skutkach błąd popełnił Czerwiński, który przy próbie wybicia piłki zagrał ją pod nogi Bergiera. Na szczęście w porę interweniował Munoz, który wybił piłkę spod nóg wychodzącego sam na sam napastnikowi Gieksy. W 40 minucie gliwiczanie wykonywali dwa rogi z rzędu, ale tylko postraszyli bramkarza Gieksy. W 44 minucie gospodarze wykonywali rzut wolny, a po nim pierwszy celny strzał w tym meczu oddał Borja Galan, ale nie na tyle groźny, by zaskoczyć Placha. Ostatecznie w pierwszej, bardzo słabej połowie kibice nie zobaczyli bramek.

Pierwszych 45 minut w zasadzie nie dało się oglądać. Gliwiczanie mieli dwie okazje, by wyjść na prowadzenie. Katowiczanie jedną. Piast zdążył jednak już przyzwyczaić do takiego obrazu gry. W przerwie meczu udzielający wywiadów zawodnicy obu zespołów przyznali, że gra jest szarpana i trzeba wprowadzić korekty. Na drugą połowę nie wyszedł już Rosołek, który narzekał na grę kolegów. Zastąpił go Szczepański. Już w pierwszych sekundach drugiej odsłony Galan chciał sprytnym strzałem umieścił piłkę siatce, bez powodzenia jednak. W 50 minucie Jirka oddał mocny strzał lewą nogą, był tam jeszcze lekki rykoszet, ale Kudła zdołał odbić piłkę. To była sytuacja bramkowa i szkoda, że nie wpadło. W 61 minucie Chrapek idealnie zacentrował z rogu na głowę Czerwińskiego, ten przymierzył w okienko i zabrakło kilkunastu centymetrów do tego, by piłka znalazła się w siatce. Od tego momentu zarysowała się dość wyraźna przewaga Piasta. Gliwiczanie w zasadzie nie opuszczali okolic pola karnego gospodarzy. W 73 min na 26 metrze faulowany był Dziczek. Na bezpośredni strzał zdecydował się Chrapek, ale posłał piłkę dość daleko od bramki. Czym było bliżej końca tego pojedynku tym mocniej naciskał Piast, ale i katowiczanie mieli swoja okazję. Galan wyszedł na pozycję i oddał strzał, który dobrze obronił Plach. Na 2 sekundy przed końcem meczu Jirka uderzyła zza pola karnego potężnie, celnie, ale Kudła pofrunął niczym w powietrzu i odbił piłkę na róg. Sędzia jeszcze pozwolił wykonać rzut rozny, by zaraz zakończyć mecz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga