Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Motorem: Taka GieKSa bez problemu dojedzie do pucharów!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin 3:2 (3:1).
dziennikwschodni.pl – Meczycho w Katowicach, GKS zatrzymał Motor
GKS Katowice to ostatnio gwarancja emocji i goli. Drużyna Rafała Góraka w dwóch poprzednich meczach remisowała 4:4 i 3:3. W piątkowy wieczór pokonała za to Motor Lublin 3:2. Przy okazji przerwała świetną passę żółto-biało-niebieskich, którzy przegrali po raz pierwszy od 15 lutego.
Już w dziewiątej minucie gospodarze wypracowali sobie pierwszą szansę na gola. Ilia Shkurin świetnie zgrał piłkę z „pierwszej”, a chociaż Eman Marković miał dalej do piłki, to prześcignął Herve Matthysa. Na koniec strzelił jednak tuż obok słupka.
W 14 minucie goście dostali drugie ostrzeżenie. Marković znalazł w polu karnym Shkurina, ten odegrał przed szesnastkę do Bartosza Nowaka, który w dobrej sytuacji fatalnie jednak spudłował.
Za chwilę „Gieksa” sunęła z kolejnym atakiem. Kapitalnie w środku pola zachował się Damian Rasak. Przyjęciem minął rywala i zagrał prostopadle do Shkurina. Wydawało się, że Brighe Ede wybije piłkę jednak skiksował. Próbował jeszcze naprawić swój błąd, naciskał napastnika i ten nie zdołał oddać strzału. Upadając na murawę, spadł jednak prosto na Ivana Brkicia, który doznał urazu żeber. Chorwat musiał opuścić murawę, a zastąpił go Gasper Tratnik.
Golkiper ze Słowenii nie zdążył jeszcze zaliczyć żadnej interwencji, a po rzucie rożnym musiał od razu sięgnąć do siatki. Centrę wybił Ede, ale wprost na nogę Markovicia, który huknął z woleja w gąszczu zawodników obu drużyn.
Mimo trudnej sytuacji Motor pokazał charakter i błyskawicznie wyrównał. Ivo Rodrigues przedarł się lewym skrzydłem, dograł do Bradly van Hoevena, a Holender wrzucił piłkę na głowę do Karola Czubaka, który wiedział co z nią z robić – posłać do siatki. Napastnik zaliczył szesnaste trafienie w sezonie, a spotkanie zaczynało się od początku.
Goście mieli swój moment i potrafili zdominować GKS. Celne strzały oddali: Filip Luberecki i Czubak. W 39 minucie zrobiło się jednak 2:1. Gospodarze wyprowadzili kontrę po… rzucie rożnym rywali.
W pierwszym tempie szybki atak udało się zatrzymać. „Gieksa” nadal miała jednak piłkę. Alan Czerwiński z prawej flanki dograł w piątkę, gdzie między obrońcami idealnie znalazł się Nowak, który huknął pod poprzeczkę.
Ten sam gracz za chwilę skiksował z ostrego kąta, a zmarnowana okazja mogła się zemścić. W 42 minucie po podaniu Rodriguesa sam na sam z Dawidem Kudłą był Czubak. Niestety, uderzył prosto w bramkarza.
W trzeciej dodatkowej minucie gry miejscowi zaliczyli trzecie trafienie. Akcję rozegrali od swojego bramkarza. Na koniec Marcin Wasielewski zagrał pod bramkę, a tam był Marković, który z bliska podwyższył na 3:1.
Lublinianie wyszli na drugą połowę z mocnym postanowieniem poprawy. I szybko złapali kontakt. Już w 49 minucie po wrzutce Lubereckiego ręką zagrał Lukas Klemenz. Wszyscy stanęli w oczekiwaniu na gwizdek, ale nie Bartosz Wolski, który uderzył do siatki z pola karnego.
Motor miał swój moment i w 54 minucie mógł wyrównać. Van Hoeven dograł do Jacquesa Ndiaye, ale „Jacek” uderzył za lekko i prosto w bramkarza.
W kolejnych minutach GKS opanował sytuację i zdecydowanie zdominował rywali. Było sporo sytuacji, aby zamknąć mecz, ale zostało 3:2. W końcówce żółto-biało-niebiescy nie byli w stanie na poważnie zagrozić bramce rywali i ostatecznie po siedmiu meczach bez porażki, nie dopisali do swojego konta ani jednego punktu.
kurierlubelski.pl – Motor przegrał, Brkić pojechał do szpitala, a Czubak dostał czerwoną kartkę
[…] W starciu dwóch rewelacji sezonu dużo lepszy początek zanotowali gospodarze. Najpierw pojedynek biegowy z Herve Matthysem wygrał Eman Markovic, ale z okolic linii pola karnego posłał piłkę obok słupka – pierwsze ostrzeżenie dla gości.
Drugim ostrzeżeniem było uderzenie Bartosza Nowaka z podobnej odległości, który przymierzył jednak zbyt wysoko. Trzeci raz Katowiczanie zagrozili bramce Ivana Brkicia, gdy błąd w przyjęciu piłki popełnił Bright Ede. Efekt? Ilya Skhuryn stanął oko w oko z golkiperem Motoru. Nie oddał jednak strzału, a pod presją Ede z impetem wpadł w Brkicia…
Chorwat długo leżał na boisku. Przerwa trwała osiem minut, po których został zniesiony na noszach i z urazem żeber odwieziony do szpitala.
[…] Grę z narożnika wznawiali piłkarze GieKSy, a dośrodkowanie głową wybijał ją Ede. Futbolówka spadła na nogę Markovicia, który efektownym wolejem z ok. piętnastego metra dał w 23. minucie swojej drużynie prowadzenie.
To mogło podłamać gości, ale tak się nie stało. Ci szybko wyprowadzili cios, po którym mieliśmy remis. Delikatną podcinką piłkę do Karola Czubaka wrzucił Bradly van Hoeven, a „Czubi” mocno zbił ją głową tak, że Damian Kudła nawet nie drgnął na linii.
Lublinianie przeszli do ofensywy. Uderzeń próbowali Filip Luberecki i Czubak, lecz bez konkretów. Te były po stronie rywali. Chwilę po szansie Motoru z bliska Tratnikowi nie dał szans Nowak, a tuż przez przerwą, także z bliska a 3:1 podwyższył Markovic.
– Szybko wyrównaliśmy, ale przegrywamy 1:3. Musimy coś zmienić. Mam sytuację, nie trafiam, fatalnie – mówił Czubak przed kamerami Canal+ Sport, wracając do sytuacji sam na sam z Kudłą, z 42. min. – Musimy się otrząsnąć, bo nie wyglądamy w tym meczu jakoś tragicznie. Tylko GieKSa co miała, to nam strzeliła – dodawał lider klasyfikacji strzelców Ekstraklasy (16 goli).
I Motor się otrząsnął. W 49. minucie świetnie zachował się Bartosz Wolski. Gdy jego koledzy protestowali, zgłaszając zagranie rękę we własnym polu karnym Lukasa Klemenza, ten po prostu skupił się na piłce i grał dalej. Huknął wolejem z ok. jedenastu, trafiając do siatki.
Żółto-biało-niebiescy mieli swoje okazje: między innymi bliski gola po strzale głową był Van Hoeven. Atakowali również Katowiczanie: strzał Arkadiusza Jędrycha z linii wybił Ivo Rodrigues. W innych dwóch przypadkach gości Motor ratował bramkarz – Tratnik.
Na przestrzeni całej drugiej połowy działo się dużo więcej, ale wynik zmianie nie uległ. Goście kończyli mecz w dziesiątkę, bo już w doliczonym czasie gry drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, obejrzał Czubak.
weszlo.com – Taka GieKSa bez problemu dojedzie do pucharów!
GKS Katowice spędził zimę w strefie spadkowej. Ten sam GKS Katowice zrównuje się właśnie punktami z Jagielllonią i Górnikiem, pokonując inną wiosenną rewelację – Motor Lublin. Drużyna Góraka zmierza do europejskich pucharów. I nie widzimy żadnych przeciwskazań, by się w nich znalazła. Dobrze dla polskiej piłki, dobrze dla Europy i przede wszystkim sprawiedliwie.
Czy to była Ekstraklasa? Naprawdę spotkały się ze sobą dwie drużyny, które są w formie i tak po prostu rozegrały świetny do oglądania mecz? Żaden z dwóch trenerów nie chciał zamknąć spotkania i wejść w klincz, bo lepsze pewne 0:0 niż wysoki wynik, który może pójść w dwie strony?
To naprawdę niesłychane, ale jak widać można grać w tej lidze w piłkę. I jako Weszło po prostu dziękujemy za takie podejście, bo świetnie bawiliśmy się w to piątkowe popołudnie. Jeszcze czujemy w kościach trudy zeszłej kolejki Ekstraklasy i ogólnie całego sezonu, więc tym bardziej doceniamy, że na otwarcie obecnej serii gier otrzymaliśmy spotkanie, które zupełnie nie pasuje do typowych piątków o osiemnastej.
Po pierwszej połowie Motor schodził z boiska niezwykle poobijany. Mamy na myśli głównie metaforyczny wydźwięk tego słowa (w końcu otrzymał trzy gole w plecy), ale też dosłowny, bo stracił bramkarza (ten pojechał do szpitala z podejrzeniem złamania żeber). Sam przebieg meczu nie wyglądał aż tak jednostronnie, jak wskazywałby na to suchy wynik.
Motor popełniał jednak znacznie więcej błędów z tyłu – i właśnie w takim meczu, otwartym i szybkim, mocno wyszło to na wierzch. W tym aspekcie „królował” Bright Ede i jak tak dalej pójdzie, trudno będzie za niego skasować choćby sto tysięcy euro (a niedawno miał kosztować ponad dziesięć milionów). Młody obrońca wyglądał tak źle, że aż nie wyszedł na drugą połowę, na co wpływ miała też żółta kartka.
To Ede asystował przy otwierającym golu Markovicia. Wybił piłkę tak, że ta spadła akurat na nogę rywala, który niby nie miał dużo miejsca, a strzelił rewelacyjnie. Lublinianie szybko wyrównali, konkretnie zrobił to Czubak, który pokazał niezwykły kunszt – odkleił się od obrońców, wymusił zagranie na głowę i idealnie zmieścił piłkę będąc w sytuacji, w której połowa napastników w tej lidze nie oddałaby nawet celnego strzału.
W wywiadzie w przerwie Czubak nie podniecał się jednak tym wykończeniem i przede wszystkim był wkurzony na siebie, że w innej akcji, stojąc oko w oko z bramkarzem, dał się przeczytać.
Jeszcze bardziej wkurzony był w samej końcówce, gdy popełnił faul, za który wyleciał z boiska wskutek dwóch napomnień. Ewidentnie był to wyraz frustracji.
Wracając do chronologii, w pierwszej odsłonie trafiali za to katowiczanie. Obie akcje wyglądały w ostatniej fazie podobnie – po zagraniach z bocznej strefy okazywało się, że w szesnastce Motoru jest za dużo wolnej przestrzeni, z czego korzystali najpierw Nowak, a potem Marković. Swoją drogą, Norweg znowu kończy z doppelpackiem, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu dni ma na koncie pięć bramek. Piłkarz, który był w cieniu, wreszcie eksplodował. GKS potrzebował kogoś takiego, kto odciążyłby w ofensywie Nowaka.
Po zmianie stron mecz nam lekko wyhamował, ale tempo nie spadło na tyle, byśmy mieli jakiekolwiek powody do narzekania. To nadal były kozackie zawody. Mimo że presja była na Motorze, znacznie więcej okazji na gola stworzyli sobie gospodarze, ale…
Szkurin zmarnował sam na sam (chciał przelobować Tratnika, ten świetnie zostawił rękę)
strzał Jędrycha wybito z linii bramkowej
Najemski dał sobie zabrać piłkę w szesnastce, ale Nowak nie skorzystał z prezentu
Zrelak próbował piętą, został zablokowany.
A propos Szkurina, do zmarnowanych sytuacji należy doliczyć jeszcze jedną z pierwszej połowy, gdy wychodząc sam na sam postanowił szukać rzutu karnego. Od kiedy napastnicy szukają jedenastek, a nie bramek? To był kompletny absurd, bo przecież Białorusin miał wystarczająco dużo miejsca, żeby kończyć akcję. Zamiast tego wdał się w drybling, licząc, że zostanie przewrócony, ale nie został, a później jeszcze spowodował kontuzję Brkicia.
Piłkarze GieKSy w rolę sędziów weszli też przy drugim golu lublinian. Klemenz zagrał ręką w szesnastce, więc wszyscy stanęli uznając, że sędzia i tak się nad nimi nie zlituje. Wszyscy poza Wolskim, który skorzystał z prezentu i strzelił obok wrytych w ziemię zawodników, wlepiając im karę za gapiostwo.
Motor zrobił jednak za mało, by pokonać dziś GieKSę, która nie kalkulowała nawet w końcówce i nie grała na wynik (w tym sensie, że nie cofnęła się, by bronić). Wręcz przeciwnie, atakowała do samego końca, skończyła z xG na poziomie 2,96 i dała nam dużo radości. Taką piłkę chcemy oglądać!
dziennikzachodni.pl – Pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Motor Lublin: Nikt nie gra tak efektownie jak GieKSa
[…] Piłkarze GKS Katowice odnieśli efektowne zwycięstwo pokonując na swoim stadionie Motor. Zawodnicy Rafała Góraka cały czas walczą o miejsce na podium PKO Ekstraklasy i zakwalifikowanie się do europejskich pucharów.
Zobacz pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Motor Lublin
GKS Katowice to w tej chwili najbardziej efektownie grająca polska drużyna. Na spotkaniach Katowiczan nie sposób się nudzić. Piłkarze trenera Góraka grają ofensywnie i strzelają dużo bramek, a po ich akcjach ręce same składają się do oklasków.
Świetna forma Emana Markovicia. Norweg w drugim meczu z rzędu zdobył dwa gole dla swojej drużyny. Po dublecie w spotkaniu z Lechem w Poznaniu teraz dwukrotnie pokonał bramkarza Motoru. Kolega Erlinga Haalanda wpisał się na listę strzelców także w pucharowej potyczce z Rakowem, więc w sumie w trzech ostatnich spotkaniach zdobył pięć bramek.
Bartosz Nowak ciągnie grę Katowiczan. „Nowy” nie otrzymał powołania do reprezentacji Polski na baraże o finały MŚ, ale wciąż prezentuje reprezentacyjną formę. W piątkowym meczu nie tylko strzelił gola, ale też obsługiwał kolegów z drużyny znakomitymi podaniami wypracowując im sytuacje strzeleckie.
Gra obronna Katowic wymaga poprawy. W tej beczce miodu musi się jednak znaleźć także łyżka dziegciu. Katowiczanie strzelają dużo bramek, ale też bardzo łatwo je tracą. W trzech ostatnich meczach dali sobie wbić aż dziewięć goli i to z pewnością jest coś nad czym muszą popracować.
Cała GieKSa razem. Piłkarzy w meczu z Motorem świetnie dopingowali kibice Katowiczan, ale do gorącej atmosfery na Nowej Bukowej w ciągu ostatniego roku już zdążyliśmy już przywyknąć. W przerwie spotkania na zielonej murawie pojawili się jednak także hokeiści klubu z Katowic prezentując puchar za wicemistrzostwo Polski i również zostali bardzo ciepło przyjęci przez fanów, którzy nagrodzili ich gromkimi brawami.
ekstraklasa.org – GKS Katowice 3:2 Motor Lublin – Doskonały początek
To była godna inauguracja 29. kolejki 2025/2026. W starciu GKS Katowice z Motorem Lublin padło 5 goli.
W 3 ostatnich meczach między tymi drużynami padło 17 goli. Nie możemy być rozczarowani początkiem kolejki w Katowicach, bo znów świetną formę zaprezentowali bohatowie 2026 roku. Bartosz Nowak zdobył swój 9. punkt w klasyfikacji kanadyjskiej w rundzie wiosennej, a Karol Czubak strzelił 16. gola w tym sezonie. Kolejny dublet natomiast ustrzelił Eman Marković.
sport.tvp.pl – GKS Katowice pokonał Motor Lublin i liczy się w walce o europejskie puchary
W meczu inaugurującym 29. kolejkę PKO BP Ekstraklasy piłkarze GKS-u Katowice pokonali na własnym stadionie Motor Lublin 3:2. Taki wynik sprawił, że drużyna Rafała Góraka pozostaje w walce o europejskie puchary. Na razie jest piąta.
[…] TAK PADŁY GOLE:
23′ (1:0) – gospodarze jako pierwsi zadali cios. Po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego futbolówka została wybita w okolice szesnastego metra, gdzie znajdował się pozostawiony bez opieki przez rywali Eman Marković. Norweg świetnie przymierzył bez przyjęcia i zapewnił swojej drużynie prowadzenie.
29′ (1:1) – przyjezdni dość szybko odpowiedzieli wyrównującym trafieniem. Bradly van Hoeven urwał się lewym skrzydłem i posłał precyzyjną centrę w kierunku Karola Czubaka, a ten strzałem głową przy bliższym słupku pokonał bezradnie interweniującego Dawida Kudłę.
39′ (2:1) – znakomity kontratak zespołu Rafała Góraka. W jego finałowej fazie Bartosz Nowak wykorzystał płaskie podanie z prawej flanki od Alana Czerwińskiego i płaskim uderzeniem z bliskiej odległości nie dał szans Gasperowi Tratnikowi, który chwilę wcześniej zastąpił między słupkami kontuzjowanego Ivana Brkicia.
45+3′ (3:1) – tuż przed przerwą miejscowi odskoczyli gościom na dwa gole. Znów w roli głównej wystąpił Eman Marković. 26-latek bardzo dobrze odnalazł się w polu bramkowym i po zagraniu Marcina Wasielewskiego skutecznym uderzeniem z czterech metrów skompletował dublet.
49′ (3:2) – podopieczni Mateusza Stolarskiego złapali kontakt. Filip Luberecki posłał wrzutkę z lewej strony boiska, piłka następnie trafiła w rękę Lukasa Klemenza, ale sędzia nakazał kontynuować grę. Do piłki błyskawicznie dopadł Bartosz Wolski, który mocnym strzałem skierował ją do siatki.
PODSUMOWANIE:
Dzięki wygranej GKS Katowice wykonał ważny krok w kierunku europejskich pucharów. Aktualnie plasuje się na piątej lokacie, mając tyle samo punktów na koncie, co trzecia Jagiellonia Białystok oraz czwarty Górnik Zabrze. Obie te ekipy rozegrały jednak jedno spotkanie mniej. Motor poniósł pierwszą porażkę w Ekstraklasie od 15 lutego (3:4 z Lechią Gdańsk). Na razie zajmuje ósmą pozycję w tabeli.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze