Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Lubinem: Zagłębie wypunktowało bezbarwny GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Zagłębie Lubin – GKS Katowice 2-1 (1-0).

miedziowe.pl – Wyjątkowa oprawa oraz ważna wygrana na jubileusz
Historyczne stroje, wyjątkowa oprawa na trybunach i przede wszystkim kapitalny wynik na boisku. Podwójny jubileusz – 80-lecie Zagłębia Lubin oraz 65-lecie KGHM-u – doczekał się oprawy godnej swojej bogatej historii. Zespół Leszka Ojrzyńskiego nie zawiódł kibiców i w święto całego regionu pokonał GKS Katowice 2:1.
Sobotnie starcie miało symboliczny wymiar, bowiem to właśnie przeciwko zespołowi z Katowic przed laty rozpoczęła się historia Miedziowych na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Po poniedziałkowej porażce w Krakowie gospodarze mieli też coś do udowodnienia, a wyższa ranga tego spotkania wyzwoliła w nich dodatkowe pokłady energii.
Od pierwszych minut kibice oglądali Zagłębie zdeterminowane, grające ofensywnie i walczące o każdy metr murawy. Duże zagrożenie Miedziowi stwarzali zwłaszcza przy stałych fragmentach gry. Na początku meczu minimalnie pomylił się Nalepa po długim wrzucie z autu, a przed wyborną okazją stanął Kocaba, jednak po zamieszaniu w polu karnym huknął nad poprzeczką.
Gdy wydawało się, że pierwsza część zakończy się remisem, trybuny wreszcie eksplodowały z radości. Dąbrowski zainicjował akcję kapitalnym, długim podaniem na dobieg do Ćorluki, Chorwat celnie zgrał piłkę w pole karne, a Nowogoński pewnym uderzeniem dał prowadzenie swojemu zespołowi.
Po zmianie stron lubinianie nie zwalniali tempa, choć występ w jubileuszowym meczu urazem opłacił Szymczak, który musiał przedwcześnie opuścić plac gry. Z biegiem czasu goście przejęli inicjatywę, zmuszając Zagłębie do głębszej defensywy. Mimo naporu GKS-u to gospodarze wyprowadzali groźniejsze kontry – doskonałą okazję sam na sam zmarnował Sypek, a z drugiej strony uderzenie Wędrychowskiego pewnie wyłapał Alomerović.
Po chwili celny cios zadał Kosidis. W 78. minucie napastnik Miedziowych przełamał swoją półroczną serię bez gola w lidze i zimną krwią wykończył podanie od Orlikowskiego. Gospodarzom jednak nie udało się zakończyć meczu z czystym kontem. W doliczonym czasie gry Yakuba sfaulował rywala w swoim polu karnym i sędzia wskazał na wapno. Alomerović rzucił się w dobrą stronę, ale nie zdołał obronić uderzenia i mecz zakończył się wynikiem 2:1.

weszlo.com – Apelujemy o więcej jubileuszowych obchodów w Lubinie!
Mecz Zagłębia z GieKSą z trybun oglądał Jan Urban i pewnie bliski był przycięcia komara gdzieś w dwudziestej minucie. Nowaka czy Reguły i tak dodatkowo oglądać nie trzeba, wszyscy wiedzą, co obaj panowie potrafią, a na boisku nie zanosiło się raczej na fajerwerki. Tyle że gospodarze cały czas, w swoim dosyć jednostajnym rytmie, parli do gola i trochę nas ostatecznie zabawili. Prezentując się całkiem nieźle i – uwaga – długimi fragmentami prowadząc grę. Niezłe widowisko stworzyli bez większej pomocy Katowiczan, którzy na boisko wyszli chyba tylko po to, żeby powalczyć dopiero przez ostatnie trzy minuty.
Ale oddajmy, naprawdę oddajmy GieKSie, że chociaż trochę się przyłożyła i w pierwszej połowie. Był przecież do przerwy cały jeden celny strzał gości, kiedy z ostrego kąta pokonać Alomerovicia próbował Szkurin! Strzał to był w sumie sprytny i wykonany – jak na tę pozycję Białorusina – całkiem nieźle, ale… jeden? Cóż, niektórym to wystarczy.
Bo tylko raz w światło bramki trafiali też w pierwszej połowie Miedziowi, a na przerwę schodzili z prowadzeniem i całkiem wyraźną przewagą.
Mieli wszak jeszcze próbę Kocaby, którego strzał z piątego metra posłany został na wysokość czwartego piętra. Portale statystyczne odnotowały tę akcję jako „wielką szansę” i słusznie, ale piłkarz Zagłębia nie zrobił z niej żadnego użytku. Faktem jest jednak niezaprzeczalnym, że jeśli któraś drużyna robiła w tym meczu cokolwiek, by wygrać, to było nią Zagłębie.
Trochę zamieszania po stałych fragmentach, choćby wtedy, kiedy do strzału głową doszedł w dogodnej pozycji Nalepa. Odrobinę wiatru na skrzydłach, głównie po stronie Reguły, choć Nowogoński dotrzymywał mu kroku. No i widoczna motywacja do uświetnienia obchodów świętowanego dziś 80-lecia klubu.
GieKSa wyglądała niewiele lepiej niż tydzień temu z Piastem. Zagłębie? Solidne, po prostu. Ale czasem to wystarczy.
Zmiana stron nie przyniosła tego, czego najbardziej mogli się obawiać kibice Miedziowych i całe szczęście. Bo zamiast od razu schować się za podwójną gardą, Lubinianie stwierdzili, że zagrają trochę inaczej. Od razu po przerwie gospodarze wysłali zresztą bardzo wyraźny sygnał trybunom – charakterystycznymi gestami prosili o dodatkowe wsparcie i odpłacili się trzema niezłymi okazjami. Czujność Kobylaka sprawdził Ławniczak, potem mocnym strzałem po zejściu ze skrzydła popisał się Nowogoński. Niedługo później próbował Szymczak i tylko dzięki temu wzmożeniu w pięć minut dostaliśmy więcej celnych strzałów niż w całej pierwszej połowie.
Problemem tego meczu nie było więc Zagłębie. Była nim GieKSa. Ślamazarna, niezdarna i niezdolna do samodzielnego przeniesienia gry na dłużej pod bramkę Alomerovicia. Nawet gdy gospodarze w końcu oddali jej inicjatywę i sami ją zaprosili w okolice własnego pola karnego, to niewiele mieli z tego tytułu zmartwień. Albo nie mogli, albo już nie chcieli grać na zbyt dużej intensywności i z trybu ataku przeszli w tryb czekania na rywala, a ten rywal, w kolejnym meczu z rzędu, po prostu nie dojechał. Niewiele szans stworzył, z niewielu akcji dał się zapamiętać. Ma problem trener Górak.
Dość powiedzieć, że strzał Szkurina z pierwszej połowy pozostał jedynym celnym strzałem GKS-u aż do 75. minuty. Wtedy, w odpowiedzi na wcześniejszą (spapraną), świetną szansę Sypka, Alomerovicia sprawdził Wędrychowski. Wszystko po niezłej akcji Nowaka, który pozostawał cały czas największą nadzieją Katowiczan, lecz ostatecznie zagrał mecz kiepski.
I tak, przyznać wypada, że ta jedna okazja była dobra, ale… szybko o niej zapomnieliśmy.
Nie minęła chwila, a świetnym podaniem otworzył prawe skrzydło przed Orlikowskim Reguła. Boczny obrońca Miedziowych mógł spokojnie przygotować sobie dokładne dogranie w pole karne, co zresztą zrobił. W dobrym miejscu znalazł się Kosidis i nie było już czego zbierać. Bezradny Kobylak, stojący jak zamurowani jego koledzy z obrony i Zagłębie – kolejny raz dzięki prostym środkom zdobywające całkiem urodziwą bramkę.
[…] Dobrego wrażenia nie zaciera po występie Miedziowych nawet nieco przypadkowy rzut karny po faulu Jakuby i nerwowa z jego powodu końcówka rywalizacji. Ona nieco podniosła temperaturę w ostatnich minutach, ale nie sprawiła, że zapomnieliśmy o całym meczu. Udanym dla Zagłębia i, znowu, kiepskim dla ekipy z Katowic.

gol24.pl – Zagłębie wypunktowało bezbarwny GKS Katowice. Udany mecz na 80-lecie istnienia
A więc urodziny nie zostały zepsute. Zagłębie Lubin w jubileuszowym meczu z okazji swojego 80-lecia pokonało GKS Katowice, zwyciężając 2:1. Po bramce zdobyli Kamil Nowogoński i wprowadzony Michalis Kosidis. To pierwsza wygrana Miedziowych od połowy sierpnia, kiedy w derbach udało się znaleźć sposób na Śląsk Wrocław.
GKS Katowice nie był sobą. Drugi raz z rzędu przegrał. Tym razem jednak przynajmniej zdobył kontaktową bramkę. Tuż przed końcem z rzutu karnego straty o połowę zmniejszył Arkadiusz Jędrych – z rzutu karnego podyktowanego za faul na Marcinie Wasielewskim. Na wyrównanie nie starczyło ani czasu, ani pomysłu.
Co nam mówi tabela? Zagłębie z zaledwie jedną porażką w sezonie awansowało na wysokie szóste miejsce. GieKSa spadła natomiast na dziesiątą.
Trzeba przyznać, że na to zwycięstwo Zagłębie sobie zasłużyło. Prowadzenie jeszcze przed przerwą dał Kamil Nowogoński po zagraniu z prawej strony. Tak też udało się trafić po raz drugi, za sprawą Michalisa Kosidisa, gdy już dogrywał nie Josip Corluka, lecz Igor Orlikowski.
Na tę chwilę przy równej liczbie rozegranych meczów Zagłębie ma tyle samo punktów co Jagiellonia – czyli dwanaście. Prawda, że zaskakujące?

gazetawroclawska.pl – Huczne obchody i triumf Zagłębia Lubin na 80. urodziny
KGHM Zagłębie Lubin wygrało z GKS-em Katowice 2:1 w meczu 8. kolejki PKO Ekstraklasy. Miedziowi obchodzili w trakcie tego spotkania swoje 80. urodziny.
[…] Imprezę swą obecnością uświetnili Mistrzowie Polski z roku 1991 oraz 2007, oraz m.in. prezes Ekstraklasy S.A. Marcin Animucki i selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban. Piłkarze z kolei wyszli na to spotkanie w specjalnych, jubileuszowych strojach.
Wszystko to na oczach nowego prezesa. Dosłownie na ostatniej prostej przed sobotnią potyczką Rada Nadzorcza powołała na stanowisko prezesa Jacka Bednarza. To były piłkarz m.in. Legii Warszawa czy Pogoni Szczecin, który po karierze był telewizyjnym ekspertem i działaczem, w tym m.in. prezesem Wisły Kraków (lata 2013-2014) i dyrektorem sportowym Piasta Gliwice (2017-2018) oraz Bruk-Betu Tremalici Nieciecza. Ostatnią funkcję pełnił aż do momentu, w którym został następcą Pawła Jeża w Lubinie.
Wracając na boisko, dość niespodziewanie to właśnie gospodarze, a nie faworyzowani przed pierwszym gwizdkiem Katowiczanie byli strona przeważającą w pierwszej połowie. Udało im się to potwierdzić w 42′ minucie, kiedy to rozpędzony Josip Ćorluka posłał płaską piłkę w pole karne, a tam dopadł do niej Kamil Nowogoński, zdobywając swoją pierwszą bramkę na boiskach PKO Ekstraklasy.
Drugie 45-minut wyglądało podobnie. Wprawdzie „GieKSa” dłużej utrzymywała się przy piłce i gościła z nią na połowie Zagłębia, ale nie przekładało się to na klarowne okazje.
Czego nie zrobili goście, zrobili gospodarze. W 78′ minucie Michális Kossídis wykończył płaskie dośrodkowanie wprowadzonego na boisko chwilę wcześniej Igora Orlikowskiego, pakując piłkę do bramki obok zaskoczonego Gabriela Kobylaka.
O emocje już w doliczonym czasie gry zadbali sędziowie VAR. Wezwali Tomasza Kwiatkowskiego przed monitor, by pokazać mu starcie w polu karnym gospodarzy. Tam Starający się zablokować Marcina Wasielewskiego Ukrainiec Roman Jakuba nastąpił mu na stopę, przez co ten zaczął zwijać się z bólu. Arbiter – choć zdawał się nie być przekonany do tej decyzji – wskazał na „wapno”. Do futbolówki podszedł Arkadiusz Jędrych i strzelił bramkę kontaktową.
To było jednak wszystko, na co stać było gości w Lubinie. Zagłębie zasłużenie wygrało i uświetniło obchody 80-lecia klubu ważnym zwycięstwem.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga