Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: czeka nas zmierzch klubów miejskich

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Aż trudno uwierzyć, że od momentu powrotu do Ekstraklasy nie możemy znaleźć sposobu na Piasta. Najczęściej pada remis, a jedną, szczególnie bolesną porażkę zanotowaliśmy przy Nowej Bukowej, przerywając długą serię zwycięstw. Tym razem jesteśmy świeżo po zakończeniu niechlubnej passy bez zwycięstwa na wyjeździe i będziemy chcieli podtrzymać ten trend w Gliwicach. Jakie siły przeciwstawią nam miejscowi? Zapytaliśmy Marka, kibica Piasta znanego na Twitterze jako @maras1971.

Rozmawiamy tuż po zakończeniu pucharowego pojedynku Piasta z Chemikiem w Bydgoszczy. Tegoroczne rozgrywki przyniosły już kilka niespodzianek, ale dla was był to chyba mecz z gatunku „zakuć, zdać, zapomnieć”.
Daniel Myśliwiec zamieszał w składzie posyłając do gry drugi garnitur, a na boisku zobaczyliśmy między innymi młodych Maziarza, Leśniaka i Kucharskiego, który zdobył nawet bramkę. Podoba mi się, że trener chce dawać szansę młodzieży, bo u jego poprzedników nie było to tak oczywiste – zarówno Vuković, jak i Fornalik woleli stawiać na sprawdzonych, ukształtowanych zawodników. Wynik otworzył kuriozalny gol samobójczy, ale Chemik kapitalnie wszedł w drugą połowę i byłem przekonany, że lada chwila wyrówna. Obraz gry uległ jednak zmianie po wejściu Ivana Limy i kolejnych bardziej doświadczonych graczy. Lima zaliczył asystę przy drugim golu, a później wywalczył karnego, więc w zasadzie w pojedynkę rozstrzygnął losy awansu.

Zdecydowanie trudniejsze zadanie stoi przed Piastem w lidze, bo po raz kolejny zapowiadają się ciężkie boje o każdy punkt. Nie masz wrażenia, że w nowym sezonie kręcicie w Gliwicach kolejną część filmu „Oszukać przeznaczenie”?
Jako kibic Piasta nie powinienem tego mówić, ale zostawiając na boku klubowe sympatie uważam, że jesteśmy w gronie kandydatów do spadku. Już w poprzednim sezonie upiekło nam się tylko dlatego, że Lechia dostała karę ujemnych punktów. Z drugiej strony Daniel Myśliwiec wykręca w Gliwicach całkiem przyzwoitą średnią punktową, więc jest to jakiś argument za utrzymaniem. Okienko transferowe jest jeszcze otwarte, a my zwykle jesteśmy najaktywniejsi w jego końcówce, ściągając tych niezdecydowanych, więc jeszcze nie czas na ferowanie wyroków. Na ten moment stawiam nas jednak w piątce klubów najbardziej zagrożonych spadkiem – my, Radomiak, być może Wieczysta, choć uważam, że jeszcze się odbiją…

A Motor, wasz ostatni przeciwnik w Ekstraklasie?
Motor też musi się ogarnąć, bo z nami zagrał dramatycznie. Na ich miejscu trochę bym się martwił, ale Zbigniew Jakubas to właściciel z najwyższej półki jeśli chodzi o możliwości finansowe, choć z drugiej strony niezbyt chętny do wydawania pieniędzy jak choćby właściciel Wieczystej.

Właśnie po przegranym meczu z Wieczystą wystosowałeś na Twitterze pewien apel do kibiców Piasta, aby chodzić na mecze, bo jest to prawdopodobnie wasz ostatni sezon w Ekstraklasie, patrząc na całokształt sytuacji wokół klubu. Podobne czarne scenariusze kreślił w ubiegłym sezonie Przemek z Gliwic, na szczęście dla was wtedy udało się ich uniknąć.
Przemek to mądry i sympatyczny facet, ale bardzo często uprawia czarnowidztwo. Ja z kolei zwykle widzę szklankę do połowy pełną. Mam więc problem, bo tym razem nawet ja nie widzę powodów do optymizmu. Cała liga poszła do przodu, jeśli chodzi o jakość sportową, możliwości finansowe czy infrastrukturę. Uważam, że czeka nas zmierzch klubów miejskich i prędzej czy później będzie to także wasz problem.

Przez długi czas Piast był stawiany za wzór zarządzania klubem miejskim, zdobywającym medale Mistrzostw Polski, z tym najcenniejszym na czele. Co się zmieniło od tego czasu?
Wtedy działało to inaczej. Na większość decyzji sportowych, dotyczących trenera czy piłkarzy, największy wpływ miał mniejszościowy udziałowiec, Zbigniew Kałuża. Miał on mocne wsparcie w Gliwicach, a wspierany przez dyrektora Bogdana Wilka i kilka innych osób brał na siebie ciężar zarządzania pionem sportowym. Ruchy personalne były dość logiczne – zazwyczaj byli to piłkarze „po przejściach”, tacy jak Świerczok, Czerwiński, Jodłowiec czy Chrapek. W 2023 roku w mieście zmieniła się jednak władza, co przełożyło się też na Piasta. Kałuża został odsunięty na boczny tor po podwyższeniu kapitału przez Miasto.

Zarówno Kałuża, jak i Wilk, wspierani przez Grzegorza Jaworskiego, byłego przewodniczącego Rady Nadzorczej i Jakuba Szmatułę, zasłużonego piłkarza Piasta, zorganizowali niedawno konferencję, podczas której zarzucali nowym włodarzom niekompetencję i wpędzanie klubu w długi. Miejski Piast stał się ofiarą lokalnej gry politycznej?
Na pewno. Warto jednak zaznaczyć, że zdobywając medale Mistrzostw Polski poprzednia ekipa poszła va banque, stąd te długi. Po zmianie władzy Miasto dokapitalizowało Piasta, od tego czasu nie sprowadzaliśmy zawodników, którzy mogliby tu rozbić bank jeśli chodzi o wypłaty, raczej są to piłkarze, którzy chcą się tu wypromować i iść wyżej. Uważam, że dziś nie stać nas na piłkarzy pokroju Michała Chrapka, który przed laty przychodząc do Gliwic był przyjmowany z mieszanymi uczuciami, a dziś witalibyśmy piłkarza o takim potencjale z otwartymi ramionami. Od wielu miesięcy czekamy na wartościową „szóstkę” i nie wiem, czy się doczekamy, czy będziemy musieli grać juniorami.

Patrząc na wasz letni bilans transferowy stawiam tezę, iż jest on zdecydowanie ujemny. Po stronie odejść kilka uznanych ligowych nazwisk, natomiast trudno dziś wskazać odpowiednie zastępstwa.
Wciąż czekamy na powrót po kontuzji Františka Placha. Zastępuje go Słoweniec Domen Gril, który praktycznie w każdym meczu popełnia jakiś błąd. Za każdym razem, gdy piłka ląduje w naszym polu karnym, podnosi się ciśnienie. Czasem aż trudno uwierzyć, że na tym poziomie można popełniać wręcz juniorskie błędy zarówno w ustawieniu, jak i samych interwencjach. Z kolei w środku pola jest dziura po odejściu Dziczka i Tomasiewicza, który był naszymi płucami. Ma ich zastąpić młody Oskar Leśniak, choć uważam, że jest on stworzony do gry wyżej, na pozycji numer 10. Na „szóstce” bardziej podoba mi się Boisgard, kolejne opcje to sporowadzony w lecie Łabojko, który jak dotąd spisuje się całkiem nieźle oraz junior Maziarz. I tu kończy się lista środkowych pomocników.

Na tym etapie sezonu Piast obok Radomiaka traci najwięcej bramek w lidze. To „zasługa” wyłącznie bramkarza, czy cała linia obrony pozostawia dziś do życzenia?
Od meczu z Legią zmieniliśmy ustawienie w obronie i zaczyna to wyglądać lepiej. Gramy nieco niżej, nie przesuwamy się już tak do przodu wszystkimi formacjami, bo wcześniej przeciwnicy wykorzystywali to bezlitośnie, zagrywając prostopadłe piłki za linię obrony. Dotychczas Piast potrafił grać ofensywnie, natomiast słabo bronił. Akcenty zostały więc przesunięte w kierunku lepszej defensywy, bo trener musiał coś zmienić, aby poprawić wyniki.

Fajerwerków zarówno z przodu, jak i z tyłu nie brakowało szczególnie w waszych pojedynkach z drużynami z Krakowa – wyniki były wręcz hokejowe.
Wesoły futbol, przyjemny do oglądania dla postronnych kibiców, bo piłka  jest przede wszystkim rozrywką, natomiast dla nas najważniejsze są punkty. Musimy je zbierać przede wszystkim w pojedynkach z zespołami sąsiadującymi z nami w tabeli. Mamy dziś taki, a nie inny potencjał kadrowy, dlatego każdy zamieniłby efektowny mecz z Wieczystą na choćby punkt w tabeli. Między innymi dlatego koncepcja sztabu nieco się zmieniła i może się okazać, że za kilka tygodni będziemy się prezentować znacznie lepiej, zwłaszcza w defensywie. Warto zauważyć, że „ogarnął się” Jakub Czerwiński, który w pewnym momencie został odstawiony przez trenera Myśliwca. Zastąpił go Igor Drapiński, który latem przeniósł się do Turcji. Czerwiński wrócił więc na środek obrony i choć pierwsze dwa mecze pozostawiały wiele do życzenia, to ostatnio wygląda już znacznie lepiej.

Postawa doświadczonego Czerwińskiego wydaje się być dla was kluczowa, szczególnie w perspektywie wsparcia dla młodzieży, która zbiera w Piaście coraz więcej minut. Mowa tu o Leśniaku, Kucharskim czy Maziarzu, który znaczną część swojej przygody z piłką młodzieżową spędził w Akademii Młoda GieKSa. Jak spisują się na boisku?
Oliwier Maziarz zaliczył bardzo dobre wejście z Wieczystą, kiedy trafił do siatki i zaliczył asystę drugiego stopnia. W Pucharze z Chemikiem gola zdobył Maciej Kucharski i trzeba oddać szacunek trenerowi, że postawił na tego 17-latka. Mam nadzieję, że będą się dobrze rozwijać i w perspektywie czasu okażą się dla nas wzmocnieniami. Trudno jednak oczekiwać od nich już dziś takiej jakości, jaka zagwarantuje nam utrzymanie. Uważam, że na ten moment mamy najsłabszy kadrowo skład w Ekstraklasie. Czasami jednak talenty ujawniają się z nienacka i być może w naszym przypadku też tak będzie.

Cała nadzieja w Myśliwcu, że uda mu się „ugotować” z tego drużynę na miarę utrzymania.
Liczę zarówno na trenera, jak i na aktywność Piasta w ostatnich dniach okienka transferowego. Na skrzydłach nie wyglądamy źle, bo jest tam Sanca, Vallejo czy Lokilo. Z przodu grają sprowadzony latem z Amiens Ntamack oraz Katsantónis, czekam więc przede wszystkim na ruchy w środku pola.

W ostatnim meczu z Piastem przy Nowej Bukowej do siatki GieKSy trafiał Erik Jirka, który dziś zakłada żółtą koszulkę. Jak wspominasz tego zawodnika?
Przez pewien czas był przez nas postrzegany jako typowy jeździec bez głowy – potrafiący pójść na przebój, stworzyć przewagę tylko po to, by na koniec zmarnować akcję złym zagraniem. Z czasem się jednak rozkręcił do tego stopnia, że odchodząc do GieKSy był jednym z naszych najlepszych strzelców. Dziś wspominam go bardzo dobrze, jako solidnego piłkarza i miłego gościa. Szkoda, że nie uznano mu pięknej bramki strzelonej naszym sąsiadom z Zabrza.

A propos, komu kibicowałeś w ostatnie niedzielne popołudnie?
Szczerze mówiąc remisowi. Wielu moich znajomych Piastoli trzymało kciuki za GieKSę, ja jednak zawsze stawiam na remisy przeciwników Piasta w Ekstraklasie. Mimo wszystko warto podkreślić, że mecz był świetny i emocjonujący do ostatniej minuty.

Co ciekawe, Piast jest jedną z niewielu drużyn, na które nie potrafimy znaleźć sposobu po powrocie do Ekstraklasy. Trzy remisy i jedno zwycięstwo Piasta to nasz dotychczasowy bilans.
Możecie powiedzieć, że jak nie teraz, to kiedy. Macie fajną serię zwycięstw, nie gracie już w pucharach, w tygodniu nie musieliście jechać na Puchar Polski, do tego Szkurin szaleje w ataku. A my mamy swoje problemy. Zdobyliśmy wprawdzie cztery punkty w dwóch ostatnich meczach, ale wcześniej tych punktów brakowało. Z Lechem zagraliśmy dobrze w pierwszej połowie, po przerwie opadliśmy jednak z sił i Kolejorz to wykorzystał. Najsłabszy mecz zagraliśmy z Wieczystą i na początek sezonu z Zagłębiem, kiedy również brakowało nam sił w końcówce. Ostatnie korekty wprowadzone przez sztab mają to zmienić.

A co sądzisz o ostatniej formie GieKSy?
Rozmawialiśmy już o meczu w Zabrzu, a moc pokazaliście już tydzień wcześniej w pojedynku z Wisłą Płock. Wiem, że Nafciarze nie są teraz w wybitnej formie, ale w tym spotkaniu wychodziło wam wszystko. Po porażce z Motorem odbiliście się więc całkiem wysoko.

Jakie masz przewidywania na piątek? Unikniemy nudnego 0:0 jak w maju przy Okrzei?
Wbrew pozorom tamten mecz był dość intensywny i były momenty dobrej gry z obu stron. Balansowaliśmy wtedy na granicy strefy spadkowej i bardzo potrzebowaliśmy zwycięstwa z GieKSą. Ostatecznie padł remis i tych punktów zabrakłoby do utrzymania, gdyby nie kara Lechii. Stawiam, że tym razem wygramy 2:1 i zbliżymy się do was w tabeli. A przede wszystkim życzę nam emocjonującego meczu i aby publika dopisała, bo z tym u nas ostatnio różnie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga