Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Górnikiem: Kompromitacja GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Górnik Łęczna – GKS Katowice 1-0 (1-0).

kurierlubelski.pl – Piękny sen drugoligowca z Łęcznej trwa dalej! Górnik wyeliminował GKS Katowice

W 1/16 finału Pucharu Tysiąca Drużyn drugoligowiec z Łęcznej wygrał z ekstraklasowiczem z Katowic i była to wygrana zasłużona.
[…] Zespół z Łęcznej mecz z GieKSą rozpoczął w nieco innym składzie od tego, którym na co dzień wybiega na spotkania Betclic 2. Ligi. W bramce stanął 17-letni Kuba Wilki. Na młodego golkipera trener Jurij Szatałow stawiał także w dwóch poprzednich rundach, przeciwko KKS 1925 Kalisz i Stali Mielec, kiedy to zresztą ten został jednym bohaterów konkursu rzutów karnych.
Także w pierwszej połowie wtorkowego starcia z ekstraklasowiczem nie można było mieć do niego żadnych zastrzeżeń. Już w 6. minucie uderzeniem tuż zza szesnastki przetestował go Ilja Szkurin, ale Wilk bez kłopotów wyłapał tę próbę. W 13. minucie z nieco dalszej odległości próbował Bartosz Nowak, lecz tuż obok bramki. To był kwadrans należący do gości, którzy jednak żadnej stuprocentowej okazji sobie nie stworzyli, a z każdą kolejną sekundą coraz pewniej na boisku czuli się gospodarze.
Górnik nie zamierzał ograniczyć się do obrony, wyraźnie chciał grać w piłkę i to nastawienie się opłaciło w 32. minucie. Wówczas bramkarz rywali Maciej Kikolski popełnił błąd przy wyprowadzeniu piłki, którą zagrywał do Bartosza Wolskiego. Zrobił to niedokładnie i zza pleców pomocnika wyskoczył niczym z procy Dawid Tkacz, następnie wpadł w pole karne rywali, obrócił się i lewą nogą przymierzył w dalszy róg bramki, dając Górnikowi sensacyjne prowadzenie. Z takim też rezultatem zespoły zeszły na przerwę.
Co prawda w końcówce tej części gry próbowali jeszcze piłkarze z Katowic, lecz w podejmowanych próbach brakowało im precyzji. Ale swoją szansę mieli także Łęcznianie: z około dwudziestu metrów strzelał Fryderyk Janaszek, ale dobrze interweniował Kikolski.
Ważnym momentem spotkania była 57. minuta, gdy potrójnej zmiany dokonał trener gości Rafał Górak. Jednym z wprowadzonych na boisko graczy był Szymon Bartlewicz. Przez kilka kolejnych minut trwało prawdziwe oblężenie bramki Górnika, właśnie dzięki świetnej postawie Bartlewicza. Ale nie do pokonania był Wilk.
Gospodarze przetrwali trudny moment i mieli świetną szansą na gola numer dwa. Jakub Myszor wrzucał z lewej strony, a wolejem z pola karnego huknął Wiktor Niewiarowski, lecz wprost w Kikolskiego. Za moment było jeszcze bliżej, lecz po strzale Bekzoda Akhmedova z pięciu metrów piłkę zmierzającą do bramki nogą zablokował Alan Czerwiński.
W 84. minucie gospodarze powinni zakończyć to spotkanie. Od połowy boiska sam na sam z Kikolskim biegł dopiero co wprowadzony Bartłomiej Korbecki, minął golkipera rywali, jednak z ostrego kąta przestrzelił. Miejscowi mieli jeszcze inne okazje, ale też ich nie wykorzystali.
Niewykorzystana sytuacja nie zemściła się i Górnik dowiózł prowadzenie do końca. Na stadionie zapanowała euforia.

dziennikzachodni.pl – Kompromitacja GKS Katowice w meczu z Górnikiem Łęczna. Drugoligowiec wyrzucił GieKSę za burtę

W poprzedniej edycji STS Pucharu Polski GKS Katowice dotarł do półfinału, gdzie po epickim boju przegrał z Rakowem Częstochowa. W tej zespół Rafała Góraka w pierwszej rundzie miał wolny los jako europucharowicz, a w 1/16 trafił na Górnika Łęczna, rozgrzanego już zwycięstwami nad KKS-em Kalisz i – po karnych – Stalą Mielec.
Szkoleniowiec ekstraklasowej drużyny na mecz z drugoligowcem wystawił mocny skład, z drobnymi korektami. Do jedenastki wrócił Arkadiusz Jędrych, a w bramce stanął Maciej Kikolski. I ta druga decyzja okazała się brzemienna w skutkach. W 32 minucie golkiper podał piłkę… Dawidowi Tkaczowi, a ten zdobył gola.
Prowadzenie Łęcznej było zasłużone. Katowiczanie grali słabo, a ich akcje ofensywne istniały tylko teoretycznie. Pewnym zaskoczeniem był więc brak zmian w przerwie.
Za to już po niecałym kwadransie Rafał Górak dokonał trzech. Od tego momentu GKS osiągnął przewagę i zaczął grać konkretniej. Minuty jednak nieubłaganie uciekały, a Kuba Wilk pozostawał niepokonany. To pomogło Górnikowi, który w 70 minucie przeprowadził dwa ataki, zakończone stuprocentowymi okazjami do podwyższenia prowadzenia. Wtedy jednak Kikolski spisał się bezbłędnie.
GKS nie potrafił udowodnić wyższości nad drugoligowcem i zbliżał się do kompromitującej porażki. W 84 minucie Bartłomiej Korbecki ruszył z kontrą ze środka boiska, wychodząc sam na sam z bramkarzem, ale już w polu karnym kompletnie się pogubił i ostatecznie strzelił z ostrego kąta obok słupka. Takie akcje powinny się zemścić. Tyle, że goście nie potrafili tej zemsty dokonać.

dziennikwschodni.pl – Górnik Łęczna lepszy od GKS Katowice. Najniższy wymiar kary i zasłużony awans w STS Pucharze Polski

Górnik Łęczna gra dalej w STS Pucharze Polski. We wtorek zielono-czarni pokonali na swoim stadionie GKS Katowice 1:0, a gdyby wykorzystali wszystkie dogodne okazje wynik byłby jeszcze wyższy. Kibice zielono-czarnych z pewnością nie mają jednak tego za złe swoim ulubieńcom, bo najważniejsze jest to, że Łęcznianie wyrzucili za burtę zespół z PKO BP Ekstraklasy i przypomnieli o sobie całej piłkarskiej Polsce.
Kiedy kibice zobaczyli wyjściowy skład Łęcznian na starcie z GieKSą mieli prawo do obaw. O ile miejsce między słupkami dla młodego Kuby Wilka nie było żadnym zaskoczeniem, to kompletna zmiana linii obrony, posadzenie na ławce Adama Dei i Bartłomieja Korbeckiego mogło już budzić wątpliwości czy Jurij Szatałow większej wagi nie przykłada do najbliższego spotkania w Betclic II Lidze przeciwko Zniczowi Pruszków niż do wtorkowej rywalizacji.
Przebieg spotkania pokazał jednak, że wybory doświadczonego szkoleniowca okazały się trafne. Łęcznianie wyszli na murawę z konkretnym planem na mecz i bardzo dobrze funkcjonowali w defensywie. GKS Katowice nie mógł stworzyć sobie żadnej stuprocentowej okazji, a po pół godziny gry popełnił katastrofalny błąd. W 32 minucie Maciej Kikolski zagrał piłkę prosto pod nogi Dawida Tkacza. Pomocnik Górnika oszukał ładnym zwodem jednego z rywali i mierzonym strzałem przy słupku trafił na 1:0. Kilka minut później Łęcznianie musieli dokonać wymuszonej zmiany. Kontuzji doznał debiutujący w Górniku Kacper Radkowski, a jego miejsce na boisku zajął Rafał Kobryń. Na szczęście nie zmieniło to obrazu gry i do przerwy gospodarze byli na prowadzeniu.
W drugiej połowie goście zaczęli osiągać zdecydowaną przewagę. Pomiędzy 63, a 65 minutą GieKSa miała swoje dwie szanse, ale za każdym razem świetnymi interwencjami popisywał się Wilk. Górnik przetrwał kluczowy moment, a w końcówce miał wiele okazji by „zamknąć mecz”. Trener Szatałow na ostatnie minuty wpuścił między innymi Korbeckiego. Ofensywny pomocnik zielono-czarnych w 84 minucie wyszedł od połowy boiska sam na sam z Kikolskim. Będąc w polu karnym minął bramkarza gości, ale wyrzucił się ze światła bramki i później uderzył niecelnie. Chwilę później groźnie strzelał Jakub Myszor, a piłka i tym razem minęła bramkę gości. Natomiast w doliczonym czasie gry Korbecki jeszcze raz mógł pokonać Kikolskiego, ale i tym razem nie trafił do siatki i mecz zakończył się wygraną drugoligowca 1:0.

weszlo.com – Kik(s)olski daje awans Górnikowi Łęczna. GieKSa za burtą Pucharu Polski

GKS Katowice może zapomnieć o Pucharze Polski 2026/27. Ekstraklasowicz poległ na boisku Górnika Łęczna 0:1, a porażkę „zawdzięcza” fatalnemu błędowi Macieja Kikolskiego. Jego vis-a-vis, 17-letni Kuba Wilk, był tym, któremu w dużej mierze swój sukces zawdzięcza drugoligowiec. Byłoby jednak sporą przesadą stwierdzić, że GieKSa zasłużyła na awans i miała pecha. Krótkie fragmenty dobrej gry w obu połowach to za mało.
Dwie klasy rozgrywkowe różnicy? Na pewno nie było tego widać przez około 40 minut meczu. Łęcznianie grali z Katowiczanami jak równy z równym. Być może to efekt tego, że podopieczni Rafała Góraka podeszli do rywalizacji na zbyt dużym luzie. Wyglądali tak, jakby mecz miał się wygrać sam. Cóż, granie we wtorek o 12:30 spotkania o stawkę to dla nich spora egzotyka, ale to żadne usprawiedliwienie.
W pierwszym kwadransie poczynania GieKSy próbował rozruszać Bartosz Nowak, ale jego dwa strzały nie zrobiły krzywdy Górnikowi – za pierwszym razem pewnie interweniował Kuba Wilk, za drugim piłka minęła jego bramkę.
Zespół Góraka z letargu wybudził w 32. minucie Dawid Tkacz, ale nie byłoby jego bramki, gdyby nie fatalne zachowanie Macieja Kikolskiego. Bramkarz przyjezdnych po prostu podał piłkę nogi przeciwnika, a ten ładnie się obrócił i uderzył przy dalszym słupku, nie do obrony.
Dopiero w ostatnich minutach pierwszej części gry Katowiczanie przycisnęli. Najbliżej szczęścia był Mateusz Wdowiak, ale jego mierzony strzał wylądował na górnej siatce. Minimalnie niecelna była też próba Sebastiana Milewskiego. Goście oddali więcej ciekawych strzałów, ale nie stworzyli żadnej stuprocentowej sytuacji i jest to dość dobre podsumowanie ich gry przed przerwą.
Kto liczył na przebudzenie ekstraklasowicza, ten się nie zawiódł. Po sennym kwadransie zespół trenera Góraka ruszył do przodu, spychając Łęcznian do głębokiej defensywy. Bramkarza gospodarzy zatrudniali kolejno Szymon Bartlewicz, Wdowiak i Borja Galan. 17-latek ze wszystkich opresji wyszedł obronną ręka, a parada po uderzeniu głową Hiszpana to klasa światowa. Wychowanek Górnika rozkręcał się z interwencji na interwencję.
I chyba trochę wybił Katowiczanom z głowy myśli o szybkim wyrównaniu. GKS, po chwili lepszej gry, wyraźnie siadł i do głosu doszli zawodnicy Jurija Szatałowa. Strzał Jakuba Myszora był tylko ostrzeżeniem. Dużo groźniej było po próbie kompletnie niepilnowanego Wiktora Niewiarowskiego. Najgroźniej było zaś, gdy piłkę z prawej strony od Samuela Quainoo otrzymał Bekzod Akhmedov. Zmierzający do bramki strzał Uzbeka wyblokował jednak Alan Czerwiński. Defensywa GieKSy była wyraźnie na popołudniowej drzemce.
W 84. minucie Górnik mógł dobić GKS po akcji dwóch zmienników. Niewiarowski prostopadłym podaniem uruchomił Bartłomieja Korbeckiego. Napastnik Łęcznian wychodził sam na sam z Kikolskim od połowy boiska. Położył bramkarza, ale jego strzał z ostrego kąta nieznacznie minął dalszy słupek bramki. Na stadionie przy Alei Jana Pawła II rozległ się jedynie jęk zawodu miejscowej publiczności.
W doliczonym czasie gry Korbecki ponownie urwał się rywalom i popędził na bramkę rywali. Tym razem sytuację miał trudniejszą. Jego płaski strzał nogami wybronił Kikolski, a dobitka Niewiarowskiego była niecelna. Minutę później było już po wszystkim. Sędzia Paweł Malec zagwizdał po raz ostatni. To Górnik Łęczna gra dalej w Pucharze Polski!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga