Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Motorem: Beniaminkowie fajnie zagrali w piłkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Motor Lublin – GKS Katowice 3:2 (2:1).

weszlo.com – Widowisko w Lublinie. Beniaminkowie fajnie zagrali w piłkę

Na zakończenie 22. kolejki Ekstraklasy beniaminkowie zapewnili nam bardzo przyjemny wieczór. I Motor Lublin, i GKS Katowice chcą grać w piłkę, rozgrywać od tyłu i nie chować się za podwójną gardą, więc już na starcie istniało duże prawdopodobieństwo, że nie zmarnujemy dziś czasu. Tak też było w istocie. Zobaczyliśmy sporo ładnych akcji, pięć goli, a losy meczu ważyły się do samego końca.

Co nie znaczy, że wszystkich możemy za to spotkanie chwalić, nawet jeśli dobrze zaczęli. Mowa tu zwłaszcza o Sebastianie Bergierze. Generalnie wykorzystuje szansę, jaką dały mu problemy zdrowotne Adama Zrelaka. Pokazał, że najwyższy szczebel go nie przerasta. W Lublinie zdobył już swoją szóstą bramkę w tym sezonie, dostawiając nogę po pięknie rozegranej akcji przez Błąda i dośrodkowującego Wasielewskiego. To aktualny najskuteczniejszy polski napastnik w Ekstraklasie.

Problem w tym, że akurat w poniedziałkowy wieczór koniec końców skuteczność go zawiodła. Bergier powinien schodzić z boiska co najmniej z hat-trickiem, a może nawet z czterema golami. Zabrał dwie klasowe asysty Bartoszowi Nowakowi. Najpierw wytrącić z rytmu zdołał go interweniujący ostatkiem sił Łabojko, w drugim przypadku snajper GieKSy po prostu spudłował w bardzo dobrej sytuacji. Mógł się jeszcze zrehabilitować, gdy piłka trafiła do niego w wyniku piąstkowania Kacpra Rosy po rzucie rożnym, ale i wtedy zabrakło mu precyzji.

Dzień konia miał natomiast jego kolega po fachu z drużyny przeciwnej. Samuel Mraz nie mógł się wstrzelić w tym roku, aż do dziś. Nim z zimną krwią wykończył akcję Ceglarza i Wójcika, zaliczył przypadkową asystę walcząc w powietrzu z wyjątkowo niepewnym Kuuskiem, a później to jego uderzenie po nienajlepszej interwencji Kudły na 2:1 dobił Van Hoeven. Wyszło na to, że Mraz miał duży udział przy każdej bramce. Wydaje się, że Mateusz Stolarski za wcześnie zdjął go z boiska. Kacper Wełniak dostał ponad pół godziny na wykazanie się i nie dał ani jednego argumentu, że warto postawić na niego zamiast na Słowaka.

GieKSa przegrała, bo nie dość że była bardziej nieskuteczna – mimo lepszych szans – to jeszcze sprezentowała gospodarzom gole. O interwencji Kudły już wspominaliśmy, ale wtedy zawalili przede wszystkim Jędrych z Kuuskiem, którzy nie zrozumieli się przy rozegraniu od tyłu, piłkę przejął Wójcik i dalej już poszło.

Kudła różnicy nie robił, w przeciwieństwie do Kacpra Rosy. Zaraz po pierwszym gwizdku zaliczył podwójną paradę, a później wykazywał się jeszcze po uderzeniach Jędrycha, Repki czy przede wszystkim Nowaka, który naprawdę ładnie huknął pod poprzeczkę i pewnie już widział piłkę w siatce, ale Rosa jakimś cudem odbił jego uderzenie.

GKS Katowice doznał pierwszej wiosennej porażki, Motor natomiast odniósł pierwsze wiosenne zwycięstwo i wyprzedził w tabeli drużynę ze Śląska, ponownie oddalając się na w miarę bezpieczną odległość od grupy bezpośrednio zamieszanej w walkę o utrzymanie.

gol24.pl – Motor Lublin ograł GKS Katowice na zakończenie 22. kolejki PKO Ekstraklasy. Piłkarze stworzyli świetne widowisko

Na zakończenie 22. kolejki PKO Ekstraklasy Motor Lublin i GKS Katowice zaprezentowały świetne widowisko. Po niezwykle zaciętym spotkaniu, gospodarze wygrali 3:2 i wyprzedzili popularną GieKSę w tabeli. Dużą zasługę w zwycięstwie lublinian miał Kacper Rosa, który kilkukrotnie popisywał się znakomitymi interwencjami.

[…] Gdy rozbrzmiał pierwszy gwizdek arbitra, na nudy też nie można było narzekać. Już w 8. minucie GKS Katowice objął prowadzenie. Do siatki miejscowych trafił Sebastian Bergier po tym, jak świetnym podaniem obsłużył go Marcin Wasielewski.

Goście nie cieszyli się jednak długo z prowadzenia. Niemal równo z upływem pierwszego kwadransa gry do wyrównania doprowadził Piotr Ceglarz. Kapitan Motoru świetnie złożył się do wrzutki i precyzyjnym uderzeniem uradował fanów swojej drużyny.

W 21. minucie miejscowi zadali drugi cios. Tym razem Dawida Kudłę pokonał Bradly van Hoeven, dla którego było to premierowe trafienie w barwach Motoru Lublin. Holender przytomnie dobił uderzenie Samuela Mraza.

Do końca wynik nie uległ już zmianie, ale spotkanie było naprawdę ciekawe. Zawodnicy obu drużyn prezentowali tego dnia bardzo dobrą dyspozycję, dzięki czemu dla postronnego kibica rywalizację oglądało się znakomicie.

– Musimy kontynuować tę odważną grę. Staramy się grać po ziemi i tak otwierać grę od własnej bramki. Motor tak samo, więc na pewno jest to fajne widowisko dla całej publiczności. Natomiast my musimy po prostu wyjść na drugą połowę i postarać się odrobić to, co straciliśmy w pierwszej połowie – powiedział w przerwie dla Canal+ Sport napastnik Sebastian Bergier.

Po zmianie stron obraz gry wcale nie był mniej ciekawy. Znów świetnie rozpoczął GKS Katowice. W 51. minucie precyzyjnym strzałem do remisu doprowadził Borja Galan. Chwilę później popularna GieKSa mogła nawet prowadzić, ale tym razem uderzenie Bartosza Nowaka powędrowało minimalnie obok bramki.

Czy przyjezdni zdołali utrzymać koncentrację? Nic z tych rzeczy! W 58. minucie Motor Lublin znów wyszedł na prowadzenie, a do bramki Dawida Kudły trafił Samuel Mraz. Dla słowackiego napastnika był to 9. gol w tym sezonie PKO Ekstraklasy.

Piłkarze GKS Katowice nie załamali się i w 63. minucie znów mogli doprowadzić do wyrównania. W tym przypadku mocne uderzenie Sebastiana Bergiera powędrowało jednak ponad poprzeczką.

Mijały kolejne minuty, a przyjezdni coraz bardziej naciskali, ale za każdym razem brakowało skuteczności. Swojej kolejnej szansy nie wykorzystał Sebastian Bergier, a atomowe uderzenie Oskara Repki świetnie wybronił Kacper Rosa.

Natomiast w 86. minucie po znakomitym uderzeniu Bartosza Nowaka fantastyczną interwencją popisał się golkiper miejscowych. To w dużej mierze dzięki niemu Motor Lublin utrzymywał w drugiej połowie korzystny rezultat.

sportowefakty.wp.pl – Radosna kanonada w PKO Ekstraklasie. Motor i GKS Katowice zrobili show

Takie poniedziałki z PKO Ekstraklasą można lubić. Motor Lublin i GKS Katowice zagrali ofensywnie, bez hamulców i zdobyli pięć goli. Motor odniósł przełomowe zwycięstwo 3:2 i wyprzedził rywali w tabeli.

Na koniec kolejki w PKO Ekstraklasie zmierzyli się beniaminkowie. Obaj raczej spokojni o utrzymanie, a także walczący o miejsce w górnej połowie tabeli. W rundzie jesiennej lepiej wypadł Motor Lublin, ale wiosną dał się wyprzedzić między innymi katowiczanom. Przed poniedziałkowym spotkaniem GKS miał o punkt więcej niż Motor. Z taką zaliczką, a także z serią pięciu meczów bez porażki, wybrał się do Lublina.

Nie minęła minuta grania i GKS był blisko prowadzenia. Motor został uratowany przez Kacpra Rosę, który interweniował po uderzeniach Bartosza Nowaka oraz Adriana Błąda. Bohater gospodarzy mocno nakrzyczał na leniwych kompanów z bloku obronnego. Trzecie uderzenie celne gości było w 5. minucie, ale zbyt proste do pokonania Rosy. Zanosiło się na ekscytujące granie i widowisko nie zawiodło.

GKS atakował i w 8. minucie potwierdził napór golem na 1:0. Podanie prostopadłe Adriana Błąda trafiło na wolne pole do Marcina Wasielewskiego, a ten pognał sprintem w kierunku bramki Motoru. Dośrodkowanie trafiło między Kacpra Rosę i obrońców gospodarzy, a Sebastian Bergier strzelił stamtąd do siatki.

Pojedynek nabierał rumieńców. W 15. minucie Motor wyrównał na 1:1. Piotr Ceglarz przymierzył pod poprzeczkę po dośrodkowaniu i szczęśliwym zgraniu Samuela Mraza. Blisko napastnika z Lublina był Marten Kuusk, ale w pojedynku powietrznym, zamiast wybić piłkę, to obił ją o głowę Samuela Mraza. Piotrowi Ceglarzowi pozostało wymierzyć karę za złe zachowanie.

W meczu beniaminków trwała radosna kanonada. W 21. minucie Motor objął prowadzenie 2:1 po odwróceniu wyniku. GKS dołączył do listy ofiar niezdarnego rozgrywania piłki na krótko. Goście zgubili futbolówkę, a Bradly van Hoeven wykonał dobitkę po płaskim strzale Samuela Mraza i obronie Dawida Kudły. Do przerwy pozostało energicznie, z licznymi uderzeniami, ale bez kolejnego gola.

Bramka na 2:2 padła już w drugiej połowie. Była 51. minuta i Mateusz Kowalczyk oddał piłkę Borji Galanowi, a reszta należała już do niego. Południowiec ułożył sobie piłkę na prawej stopie i przymierzył na 2:2 w kierunku dalszego narożnika. Borja Galan zaskoczył Kacpra Rosę kopnięciem z kilkunastu metrów.

GKS jak szybko zdobywał bramki w obu połowach, tak szybko je tracił. W 57. minucie Samuel Mraz odzyskał prowadzenie dla Motoru. Napastnik zmienił wynik na 3:2 krótko przed zejściem z boiska. Wyprzedził obrońców z Katowic i pokonał Dawida Kudłę po płaskim dośrodkowaniu Filipa Wójcika.

Motor dowiózł przewagę 3:2 do końca meczu. I tym razem, to co najciekawsze, wydarzyło się na początku połowy spotkania. Najbliżej wyrównania był Bartosz Nowak, ale jego strzał poskromił widowiskowo Kacper Rosa.

dziennikwschodni.pl – Sporo goli i emocji w meczu beniaminków, Motor lepszy od GKS Katowice

Trzeba uczciwie przyznać, że GKS Katowice nie zasłużył w poniedziałek na porażkę. Piłka nie zawsze jest jednak sprawiedliwa i tym razem skorzystał na tym Motor Lublin, który w starciu beniaminków pokonał „Gieksę” 3:2.

[…] Co do meczu, to chyba wszyscy na początku byli zaskoczeni. A najbardziej gospodarze. Już w pierwszej minucie Kacper Rosa zaliczył… dwie interwencje. Najpierw odbił próbę Bartosza Nowaka, a za chwilę dobitkę Adriana Błąda.

Ten drugi w ósmej minucie popisał się kapitalnym podaniem na lewe skrzydło do Marcina Wasielewskiego. A ten idealnie dograł pod bramkę, gdzie Sebastian Bergier uciekł obrońcom i z bliska huknął na 0:1.

Goście niespodziewanie zdominowali mecz. Dłużej utrzymywali się przy piłce, potrafili ją ładnie rozegrać, ale przede wszystkim ciągle byli groźni. Zanim minął kwadrans mieli kolejną szansę. Kapitalne w środku pola zachował się Nowak, który samym przyjęciem zgubił Arkadiusza Najemskiego, a za chwilę zagrał bardzo dobrą piłkę do Bergiera. Napastnik przyjezdnych wychodził sam na sam i gdyby nie wślizg Jakuba Łabojki, to znalazłby się w znakomitej sytuacji. Defensywny pomocnik Motoru wytrącił go jednak z równowagi i akcja nie zakończyła się nawet strzałem.

Kilkadziesiąt sekund później byliśmy już drugim polem karnym, gdzie po centrze Krystiana Palacza o futbolówkę powalczył Samuel Mraz. Nie przejął jej, ale w odpowiednim miejscu znalazł się Piotr Ceglarz, który długo się nie zastanawiał, tylko świetnie przymierzył z powietrza w „okienko”.

Piłkarze Mateusza Stolarskiego źle weszli w mecz, a mimo to w 21 minucie już prowadzili. Arkadiusz Jędrych fatalnie wyprowadzał piłkę ze swojej szesnastki, bo oddał ją Filipowi Wójcikowi. Obrońca zagrał do Mraza, Słowak uderzył, ale jego strzał odbił bramkarz. Na szczęście z dobitką zdążył debiutujący w podstawowym składzie Motoru Bradly van Hoeven. Holender z bliska dopełnił formalności i to „Gieksa” musiała teraz gonić.

Do przerwy nie udało się wyrównać jednak szybko po zmianie stron próbkę swoich możliwości dał Borja Galan. Hiszpan „urwał” się na lewej flance, „złamał” akcję do środka i bardzo precyzyjnym strzałem po długim rogu trafił na 2:2.

W 57 minucie gospodarze odzyskali jednak prowadzenie. Na prawym skrzydle Ceglarz podał do Wójcika, a prawy obrońca wyłożył piłkę do Mraza, który idealnie przymierzył po ziemi do siatki.

Niedługo później z trybuny przyjezdnych można było usłyszeć „jeeeeest”, tyle że przedwczesne. Mateusz Kowalczyk znalazł się w dobrej sytuacji jednak z kilku metrów przymierzył tylko w boczną siatkę.

Kolejne fragmenty? Trzeba przyznać, że drużyna Rafała Góraka napsuła rywalom mnóstwo krwi i naprawdę pokazała się z bardzo dobrej strony. Było sporo rzutów rożnych, akcji oskrzydlających, a świetną robotę robił zwłaszcza Galan. Hiszpan na skrzydle radził sobie z Wójcikiem, a kiedy na boisko wszedł „świeży” Paweł Stolarski, to szybko złapał kartkę, a później jeszcze dwa-trzy razy gracz „Gieksy” mijał go z dużą łatwością.

Raz zabrakło lepszego dogrania, a kiedy takowe pojawiło się w 86 minucie, to zapracowany Rosa po raz kolejny odbił uderzenie Nowaka.

W doliczonym czasie gry w szesnastce miejscowych był już nawet bramkarz Dawid Kudła. Motor wybronił jednak trzy punkty i na pożegnanie Rafała Króla pokonał u siebie GKS 3:2.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice poległ w strzelaninie w Lublinie. Zespół Rafała Góraka nie zasłużył na tę porażkę

Piłkarze GKS Katowice ponieśli pierwszą porażkę w 2025 roku. W Lublinie oddali więcej celnych strzałów i zagrali niezłe spotkanie, ale to Motor zgarnął trzy punkty.

Rewanżowe starcie beniaminków zaczęło się od mocnego uderzenia wyprowadzonego przez GKS Katowice, który próbował szybko zgasić Motor. Zaczął w 8 minucie Sebastian Bergier zamykając kapitalną akcję rozpoczętą przez Adriana Błąda, a kontynuowaną na skrzydle przez Marcina Wasielewskiego. Chwilę później Bergier miał szansę na drugie trafienie, po czym… wyrównali lublinianie. Piotr Ceglarz z bliska pokonał Dawida Kudłę, gdy Marten Kuusk został przepchnięty przez Samuela Mraza. W 21 minucie Motoru prowadził- złe podanie Arkadiusza Jędrycha zamieniło się w asystę drugiego stopnia, gdy strzał Samuela Mraza, odbił Kudła, a dobił Bradly van Hoeven.

GKS na przegrywanie nie zasługiwał. Sprawiedliwość została przywrócona w 51 minucie. Borja Galan wbiegł z boku w narożnik pola karnego i dwa kroki później precyzyjnie „wkręcił” piłkę do siatki. Po kilkudziesięciu sekundach znów katowiczanie zmarnowali kolejną okazję i znów Motor ich skarcił! Samuel Mraz w asyście trzech obrońców kopnął piłkę tuż przy słupku do bramki, po czym… został zmieniony.

Wynik już nie uległ zmianie za sprawą Kacpra Rosy. Bramkarz Motoru zrobił w tym szalonym meczu różnicę, która dała gospodarzom trzy punkty.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga