Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Skuteczna pogoń GKS-u Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Zagłębie Lubin 2:2 (0:2).
gol24.pl – Bartosz Nowak wyszarpał remis dla GKS Katowice. Wpadka Zagłębia Lubin po przerwie
Wielkie emocje w meczu GKS Katowice – Zagłębie Lubin wieńczącym 2. kolejkę PKO Ekstraklasy. W pierwszej połowie strzelali tylko goście. W drugiej – tylko gospodarze. Efekt jest taki, że skończyło się remisem 2:2. Dublet dla GieKSy zaliczył najlepszy na boisku Bartosz Nowak.
Zagłębie zapomniało, że mecz trwa nie 45 minut, lecz 90. Zostało w szatni, jak mawia się w języku piłkarskim. Dowód? Dwie stracone bramki, zero celnych strzałów…
A wcześniej wszystko wyszło wręcz idealnie. Właśnie za sprawą jedynych celnych uderzeń udało się trafić i podwyższyć. Najpierw akcję Adama Radwańskiego zwieńczył w polu karnym Marcel Reguła. Potem rolę się odwróciły. Młodszy wywalczył karnego, starszy mocnym uderzeniem trafił do siatki.
GieKSa przed przerwą nie grała dosłownie nic, czego dowodem był wynik na telebimie, ale i reakcja kibiców, gwiżdżących na piłkarzy. Wszystko zmieniło się po zmianie stron, kiedy świetnie wypadł Bartosz Nowak. Pomocnik wykorzystał swoje momenty. Najpierw z jego dośrodkowania z rzutu wolnego wyszedł strzał. Potem już całkiem zamierzenie uderzył precyzyjnie przy tym samym słupku, odnajdując lukę w gąszczu rywali.
Zagłębie zerwało się dopiero w okolicach doliczonego czasu gry. Najlepszą akcję zatrzymał ofiarnie interweniujący Alan Czerwiński, który przecież z Miedziowych się wywodzi.
dziennikzachodni.pl – Fani GieKSy nie żałowali gardeł, a katowiczanie walczyli do końca
W ostatnim meczu 2. kolejki PKO Ekstraklasy rozegranym 28 lipca GKS Katowice zremisował z Zagłębiem Lubin 2:2. Ponad 10 tysięcy fanów GieKSy głośno dopingowało drużynę Rafała Góraka, a katowiczanie walczyli do końca i zdołali odrobić straty z I połowy.
[…] Na nasiąkniętym wodą po intensywnych opadach deszczu boisku początkowo lepiej czuli się goście.
Po prawej stronie boiska szarpał Mateusz Wdowiak, na bramkę GKS strzelał Kajetan Szmyt i w końcu po kwadransie gry Zagłębie objęło prowadzenie. Po płaskim dośrodkowaniu Adama Radwańskiego do siatki trafił młodzieżowiec Marcel Reguła.
W szeregach katowiczan aktywny był Bartosz Nowak, który najpierw wpadł z piłką w pole karne, a później groźnie strzelał z rzutu wolnego z 18 m. Po główce Arkadiusza Jędrycha Dominik Hładun wybił piłkę nad poprzeczkę, ale groźniejsi byli lubinianie. Po strzale przewrotką Reguły piłka trafiła w rękę Lukasa Klemenza i po objerzeniu powtórki na monitorze VAR sędzia podyktował rzut karny, który wykorzystał Adam Radwański.
Po zmianie stron GieKSa ruszyła to odrabiania strat. Gospodarze szybko strzelili kontaktowego gola. Nowak dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, a mocno podkręcona piłka minęła wszystkich piłkarzy i wpadła do bramki.
Później potężnym uderzeniem z dystansu popisał się wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Marcel Wędrychowski, lecz bramkarz lubinian musnął piłkę rękami i ta trafiła w poprzeczkę. W końcówce Nowak po podaniu Alana Czerwińskiego sprytnym uderzeniem tuż przy słupku doprowadził do remisu. W doliczonym czasie gry Zagłębie mogło przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale z pustej bramki piłkę wybił Czerwiński.
weszlo.com – GKS ma remis dzięki Nowakowi, a Zagłębie przez swoją głupotę
Już gdy Bartosz Nowak trafiał do GKS-u Katowice, było wiadomo, że musi być kluczową postacią tej drużyny, ale teraz – po roku – musi być nią tym bardziej. Nie ma Bergiera, nie ma Repki, Nowak właściwie nie może sobie pozwolić na dłuższe okresy w gorszej formie. Dzisiaj sobie nie pozwolił i GKS ma chociaż punkt z Zagłębiem..
To naprawdę wielkie szczęścia (i świetny ruch), że katowiczanie z Nowakiem się dogadali. Spokojnie można sobie wyobrazić, że ten gość radzi sobie w lepszej drużynie, która gra o wyższe pozycje. Jasne, już nie jako największa gwiazda, ale jakby pykał z Imazem i Pululu w takiej Jagiellonii, to pewnie nikt by się nie obraził..
Niemniej – dzisiaj GKS był prawie w całości Nowakiem. W pierwszej połowie, gdy nic się nie układało, tylko on szarpał, w drugiej dołożył konkrety i wyciągnął gospodarzom ten remis. Najpierw centrostrzał z rzutu wolnego, potem uderzenie w krótki róg. Po wejściu na murawę trochę Nowaka odciążał Wędrychowski – też był bliski gola – no, ale żeby coś wpadło do sieci, musiał w tym brać udział właśnie Nowak.
Z kolei Zagłębie też chciałoby się chwalić, w końcu w pierwszej części gry było lepsze od GKS-u, pierwsza bramka palce lizać, druga też, choć z karnego. Ale jak zdobytego (ręka Klemenza, ale najpierw przewrotka Reguły) i jak wykonanego… Radwański trafił niczym niegdyś Harry Maguire i w sumie i tu, i tu, była to jedenastka dość niespodziewana.
Natomiast Miedziowi naprawdę mieli pomysł na GKS, potrafili podejść wysoko, byli agresywni, konkretni. Dlaczego więc zrezygnowali z tego przy stanie 0:2? Wierzyli już, że gospodarze się nie podniosą i odpuszczą? No dajcie spokój. Nie pomagał Ojrzyński, bo zmieniać Radwańskiego w 60. minucie i wpuszczać za niego Makowskiego, albo ściągać w tym samym momencie Wdowiaka i dawać Sypka…
Cóż – bez sensu. Trener Ojrzyński lubi powtarzać, że jakby miał ofensywnych piłkarzy, to grałby ofensywnie, ale czasem wychodzi właśnie z niego taki murator. Zresztą końcówka pokazała, że GKS był na spokojnie do walnięcia, przy 2:2 bronił się rozpaczliwie, między innymi wybijając z linii, bo Zagłębie znów ZAATAKOWAŁO.
Naprawdę – można było to zrobić wcześniej, walnąć na 3:0 i zamknąć mecz. A jak się chciało dowieźć 2:0, to przy golu kontaktowym zrobił się smród, którego lubinianie już nie opanowali.
I zamiast trzech punktów mają jeden. Kara.
katowickisport.pl – GKS Katowice remisuje, choć przegrywał już 0:2!
Terminarz Ekstraklasy ułożył się w taki sposób, że Gieksa dwa pierwsze mecze rozgrywała przed własną publicznością. Z pewnością ci bardziej optymistycznie nastawieni kibice liczyli na to, że przy Nowej Bukowej uda się ugrać komplet punktów. O ile wiadome było, że o punkty z Rakowem trzeba będzie się wyjątkowo napracować, o tyle Zagłębie Lubin wydawało się być rywalem jak najbardziej w zasięgu Gieksy. Finalnie katowiczanie muszą się zadowolić zaledwie jednym oczkiem. To efekt remisu z Miedziowymi i w tym miejscu trzeba zaznaczyć, że podopieczni Rafała Góraka mogą mówić o sporym szczęściu.
Zagłębie dużo lepiej weszło w mecz i prowadziło po golu w 15. minucie po golu Marcela Reguły. Jeszcze przed przerwą bramkę na 2:0 z rzutu karnego zdobył Adam Radwański. Po przerwie oglądaliśmy już lepszy zespół gospodarzy i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 54. minucie po dośrodkowaniu Klemensa, piłkę do siatki wbił Bartosz Nowak i Gieksa złapała kontakt. Wyrównanie przyszło w 81. minucie a gola ponownie zdobył Nowak! GKS miał jeszcze swoje okazje, ale najlepszą mieli przyjezdni. Nie wykorzystali oni jednak sytuacji w doliczonym czasie gry i mecz zakończył się podziałem punktów.
sportowefakty.wp.pl – Było 0:2. Nie przegrali. Skuteczna pogoń GKS-u Katowice
[…] Od początku większą ochotę do ataku pokazywali goście. W 10. minucie strzał Kajetana Szmyta na rzut rożny wybił Dawid Kudła. Sześć minut później lubinianie objęli prowadzenie. Adam Radwański wbiegł z piłką w pole karne, zagrał na szósty metr do Marcela Reguły, który wpakował futbolówkę do bramki.
Prowadząc Miedziowi nie zamierzali się początkowo bronić, tylko szukali kolejnych trafień. W 18. minucie strzał Aleksa Ławniczaka z ok. 16 metrów zmierzał do bramki. Maciej Rosołek zablokował piłkę w ostatnim momencie.
Katowiczanie zagrozili gościom dopiero w 29. minucie. Stojący tyłem do bramki Arkadiusz Jędrych zdołał uderzyć głową. Dominik Hładun wybił piłkę na rzut rożny. W końcówce premierowej odsłony GKS w końcu uzyskał przewagę, ale niewiele z niej wynikało..
To gościom udało się trafić po raz drugi. Po uderzeniu przewrotką Reguły sędzia po analizie VAR uznał, że Lukas Klemenz zagrywał ręką i wskazał na rzut karny. Radwański mocnym strzałem w samo okienko zdobył gola.
Po zmianie stron początkowo dość niemrawo atakujący katowiczanie potrzebowali dziewięciu minut, aby złapać kontakt bramkowy. Wówczas Bartosz Nowak dośrodkował z rzutu wolnego. Piłka bezpośrednio wpadła do bramki obok zaskoczonego Hładuna.
Gospodarze zamierzali ruszyć po remis, ale goście dość szybko opanowali sytuację i oddalili grę od własnej bramki. Drużyna Rafała Góraka wyrównać mogła w 66. minucie. Marcel Wędrychowski groźnie uderzył z ok. 16 metrów. Hładun zbił piłkę na poprzeczkę. Po chwili z kilku metrów niedokładnie główkował Aleksander Buksa.
Z kolei w 76. minucie, z sześciu metrów, sytuacyjnie główkował Lukas Klemenz, piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę gości. Pięć minut później katowiczanie wyrównali. Nowak niespodziewanie uderzył płasko z ok. 15 metrów. Piłka przy bliższym słupku wpadła do bramki Hładuna, który w tej sytuacji powinien zachować się dużo lepiej.
W końcówce obie drużyny szukały zwycięskiego trafienia. Ostatecznie go nie znalazły. W ostatniej akcji meczu strzał Michalisa Kossidisa sprzed linii bramkowej wybił Alan Czerwiński i uratował katowiczanom punkt.
infokatowice.pl – Udana pogoń GieKSy. Dwa gole Nowaka ratują remis w meczu z Zagłębiem
GieKSa po słabiutkiej pierwszej odsłonie przegrywała z Zagłębiem dwoma bramkami. W drugiej odsłonie katowiczanie zagrali znacznie lepiej i po dwóch trafieniach Nowaka udało im się doprowadzić do remisu.
GieKSa rozpoczęła spotkanie z Zagłębiem Lubin w takim samym składzie, jak w nieudanym, inauguracyjnym pojedynku tego sezonu z Rakowem Częstochowa. Choć w trakcie samego meczu nie było deszczu, po wielogodzinnych ulewach murawa na Arenie Katowice była nasiąknięta wodą, niczym gąbka. Katowiczanie rozpoczęli spotkanie dość sennie. Jako pierwsi zaatakowali w 10 min. goście. Z szybkim kontratakiem pobiegł Szmyt, który oddał piłkę Wdowiakowi. Strzał tego drugiego z ostrego kąta wybił jednak Kudła. W odpowiedzi kibice w końcu także doczekali się dobrej akcji gospodarzy. Futbolówkę w polu karnym otrzymał Nowak, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i Hładun nie miał problemów z interwencją. W 16 min. znów dali o sobie znać znacznie bardziej dynamiczni w tym fragmencie gry lubinianie i piłkę w siatce z najbliższej odległości umieścił Reguła. Dwie minuty później mogło być już 0:2, ale groźne uderzenie z dystansu wybił jeden z obrońców. Potem do głosu doszli w końcu Trójkolorowi. W 21 min. do rzutu wolnego wykonywanego tuż za linią pola karnego stanął Nowak, który jednak strzelił tuż obok słupka. W 26 min. po rzucie rożnym głową na bramkę Hładuna uderzał Rosołek, ale zbyt lekko, a w dodatku prosto w golkipera Zagłębia. W 29 min. Hładun ponownie musiał interweniować, tym razem po główne Jędrycha. W 34 min. po kolejnym rzucie rożnym bliski wyrównania był Galán, ale w gąszczu zawodników trafił w nogi jednego z obrońców. W końcówce pierwszej odsłony po ręce Klemenza arbiter podyktował rzut karny, który na drugiego gola dla przyjezdnych zamienił Radwański. W ostatnich sekundach GieKSa próbowała jeszcze zdobyć kontaktową bramkę, ale bezskutecznie i po 45 minutach Zagłębie w pełni zasłużenie prowadziło na Arenie Katowice 2:0.
Druga odsłona rozpoczęła się od przewagi nie mającego już nic do stracenia GKS-u. W 49 min. z dystansu uderzył Nowak, ale zbyt lekko. W 53 min. rywal sfaulował szarżującego lewą stroną Wasielewskiego. Do rzutu wolnego podszedł Nowak. Piłka po jego dośrodkowaniu minęła wszystkich zawodników i… wpadła do siatki. W 62 min. Rafa Górak zdecydował się na dwie zmiany. Bąda i Rosołka zastąpili na boisku Wędrychowski i Buksa. W 66 min. Trójkolorowi byli blisko wyrównania. Na bramkę rywala huknął wprowadzony chwilę wcześniej Wędrychowski, ale świetną interwencją popisał się Hładun. W 69 min. ten sam zawodnik znów zdecydował się na strzał, tym razem jednak był on zbyt lekki. Niesieni głośnym dopingiem kibiców katowiczanie nie poddawali się i w 81 min. precyzyjnym strzałem tuż obok słupka popisał się Nowak i tym samym wyrównał wynik pojedynku. Od tego momentu niespodziewanie to znowu przyjezdni zaczęli przeważać. W doliczonym czasie gry lubinianie byli blisko zwycięskiego gola, na szczęście Czerwiński wybił piłkę zmierzającą do pustej bramki i ostatecznie pojedynek skończył się dwubramkowym remisem.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze