Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Pan piłkarz Bartosz Nowak zabawił się w Niecieczy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Bruk-Bet Termalica Nieciecza – GKS Katowice 0:3 (0:1).
gazetakrakowska.pl – Bruk-Bet Termalica w coraz gorszej sytuacji. GKS Katowice wypunktował niecieczan
[…] „Słonie” w poprzedniej kolejce przerwały serię porażek (remis u siebie z Zagłębiem Lubin) i teraz liczyły na kolejny krok, który pomógłby im wyjść z kryzysu. Porażka jeszcze go pogłębiła. GKS wygrał zasłużenie, choć gospodarzom nie brakowało okazji do odwrócenia losów spotkania.
Bruk-Bet Termalica znów popełniał błędy w obronie. GKS to wykorzystał
Katowiczanie pierwszy cios zadali w 13 min. Po ciekawej akcji przed bramką „Słoni” powstało zamieszanie. Adrian Chovan kapitalnie obronił dwa strzały rywali z bliska, ale trzecia szansa została przez rywali wykorzystana, gdy Lukas Klemenz trafił ze środka z kilku metrów. Sędziowie jeszcze przejrzeli zapis wideo, aby upewnić się, czy wszystko przebiegło zgodnie z przepisami. Spalonego nie było i goście objęli prowadzenie.
Bolączką niecieczan ostatnio są gole tracone w „pakiecie”, w krótkim odstępie czasu. Podobnie mogło być w tym spotkaniu, lecz po chwili po ładnym uderzeniu z dystansu Kacpra Łukasiaka Chovan końcówkami palców sparował piłkę na słupek.
Przed przerwą gospodarzom nie brakowało okazji do przynajmniej wyrównania. M.in. po wrzutce Rafał Strączek nie złapał piłki, z ostrego kąta luki szukał Krzysztof Kubica, ale został tuż przed bramką zablokowany.
Później golkiper GKS-u dobrze bronił. M.in. w 32 min odbił piłkę po strzale Kubicy, a dwie minuty później zatrzymał Igora Strzałka, który uderzył tuż zza „16”; po chwili goście wybili piłkę w zamieszaniu. W 42 min z dystansu próbował Maciej Ambrosiewicz – znów poprawnie interweniował golkiper.
Niewykorzystane okazje mogły się zemścić w doliczonym czasie I połowy. Wówczas GKS skontrował, a uderzenie Marcela Wędrychowskiego w dalszy róg było tylko nieznacznie niecelne.
Już na początku II połowy niecieczanie dali sygnał, że będą ostro walczyć. Po wyłuskaniu piłki na przedpolu rywali Morgan Fassbender uderzył zza rywala płasko w kierunku dalszego słupka, ale niecelnie. Jeszcze lepsza okazja była w 54 min – po prostopadłym zagraniu Kubica z bliska główkował, lecz za lekko, by zaskoczyć bramkarza.
Goście bardzo poważnie potraktowali te ostrzeżenia. Uszczelnili obronę, od czasu do czasu szukali szans w ofensywie. Początkowo ich okazje nie były zbyt groźne. Aż do 76 min. Wówczas Bartosz Nowak ze środka pola zagrał prostopadle między rywalami do wybiegającego na wolne pole Emana Markovicia, a ten wygrał w sytuacji sam na sam z Chovanem.
„Słonie” jeszcze walczyły. Szybko mogły złapać kontakt (79 min), lecz w zamieszaniu po kornerze piłka nie wpadła do siatki.
A w końcówce przyjezdni postawili kropkę nad „i”. Po składnym rozegraniu znów na listę strzelców wpisał się Marković (ważną rolę odegrali w tej akcji inni rezerwowi – Adriana Błąd i asystujący Ilja Szkurin).
gol24.pl – Wielki awans gości w tabeli
Bruk – Bet Termalica Nieciecza przegrała na własnym obiekcie z GKS-em Katowice 0:3 na otwarcie 14. kolejki PKO Ekstraklasy. Bramki dla gości zdobyli Lukas Klemenz i Eman Marković – dwie. Poza rozgromieniem Jagiellonii Białystok 4:0 w pierwszej kolejce, dla Termaliki nie było zbyt wielu udanych meczów. „Słoniki” tracą już cztery punkty do bezpiecznej strefy. GKS z kolei, dzięki wygranej, wskoczył na 10-te miejsce w tabeli, a przecież moment temu walczyli o utrzymanie.
Od pierwszych minut, Bruk-Bet Termalica Nieciecza chciała ruszyć do przodu, aby jak najszybciej zdobyć bramkę. Po kilku minutach przewagi, do głosu doszedł ubiegłoroczny beniaminek. Katowiczanie łatwo przeszli pod bramkę Słoników i w 13. minucie, po udanym podaniu Marcela Wędrychowskiego, strzał na bramkę zamienił Lukas Klemenz. Były stoper m.in. Wisły Kraków, strzelił już swojego trzeciego gola w tym sezonie.
Po przerwie, Termalica dalej miała więcej posiadania piłki i strzałów, choć słabych, niecelnych, lub spokojnie bronił je Rafał Strączek. GKS Katowice spokojnie przetrwał napór i po wejściu w 62. minucie Evana Markovicia, ubiegłoroczny beniaminek zaczął dominować. W 76 minucie, kolejne kapitalne podanie Bartosza Nowaka, spowodowało, że Marković wyszedł z Chovanem sam na sam, pokonując rywala.
Po tej drugiej bramce, Termalica już nie miała szans na powrót do meczu z wynikiem. Nie uratowało Słoników nawet wprowadzenie Rafała Kurzawy. W 89. minucie, mecz zamknęli rezerwowi. Adrian Błąd podał do Ilji Szkurina, a ten dograł do Markovicia, a ten ustalił wynik meczu na 0:3 dla GKS-u Katowice.
GKS Katowice dzięki wygranej, wskoczył na 10 miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Termalica nadal jest na siedemnastym miejscu, czyli przedostatnim.
weszlo.com – Pan piłkarz Bartosz Nowak zabawił się w Niecieczy
Przy pierwszym golu świetnie podawał do Adama Zrelaka. Przy drugim – kapitalnie zagrał do Emana Markovicia i zaliczył piękną asystę. Dzięki Bartoszowi Nowakowi GKS Katowice, pokonując w Niecieczy 3:0 Bruk-Bet, wygrał dziś czwarty mecz z rzędu. Natomiast Drużyna Marcina Brosza ma coraz większy problem, bo po raz ostatni zwyciężyła w lidze… 84 dni temu.
W poprzedniej kolejce bramkarz Adrian Chovan spisywał się świetnie i, gdyby nie on, Termalica raczej nie dałaby rady zremisować 1:1 z Zagłębiem Lubin. Dziś Słowak też długo robił, co mógł w meczu z GKS-em, ale to nie wystarczyło choćby do zdobycia jednego punktu. Akcja bramkowa z pierwszej połowy była tego symbolem: po świetnym podaniu Nowaka przed Chovanem znalazł się Adam Zrelak, ale Słowak obronił jego strzał, a później jeszcze dobitkę Marcela Wędrychowskiego. Piłka trafiła jednak do Lukasa Klemenza, a ten skierował ją do siatki.
Po stracie bramki gospodarze zaczęli grać trochę szybciej i to przyniosło efekt w postaci zagrożenia pod bramką GKS-u. Niebezpieczny był występujący dziś na prawym wahadle Morgan Fassbender, ale Niemcowi brakowało ostatniego zagrania. Najpierw groźnie kopnął wzdłuż bramki, ale nikt nie przeciął toru lotu piłki. Później, już w drugiej połowie, uderzał zza pola karnego, ale nie trafił w bramkę. Od mniej więcej 30. minuty to gospodarze dominowali: po dograniu Macieja Ambrosiewicza do piłki doszedł Krzysztof Kubica, ale za lekko uderzył głową.
Po 60. minucie nie działo się zbyt wiele. Najciekawsze zdarzenia? Rezerwowy GKS-u Ilia Szkurin, który w poprzednich meczach trafiał do siatki, tym razem wyróżnił się zdzieleniem w twarz Arkadiusza Kasperkiewicza. Żółta kartka. Upomniany został też Kamil Zapolnik, który zamiast próbować strzelić gola, ostro faulował Kacpra Łukasiaka. Gospodarze byli coraz bardziej bezradni z przodu. To zdecydowanie nie był mecz Zapolnika.
Było to za to kolejne bardzo dobre spotkanie Nowaka. W 76. minucie nie potrzebował zbyt wiele miejsca, by fantastycznie podać do Markovicia. Norweg wykorzystał niepewność Chovana, który zwlekał z wybiegnięciem do przodu, i lekkim strzałem posłał piłkę do siatki.
Było po meczu. A w końcówce Marković „ukąsił” jeszcze po raz drugi, kiedy po stracie Igora Strzałka piłkę wyłożył mu Szkurin.
Dla GKS-u, licząc również Puchar Polski, to czwarta kolejna wygrana. Po słabym początku sezonu zespół Góraka zaczyna nawiązywać do ubiegłych rozgrywek. A Bruk-Bet? Tu mamy odwrotny trend. Była wygrana 4:0 w Białymstoku w pierwszej kolejce, po której sugerowano, że beniaminek może być jedną z rewelacji rozgrywek. 8 sierpnia zespół z Niecieczy wygrał 1:0 w Zabrzu z Górnikiem, ale to był klasyczny przykład tego, że w piłce nożnej drużyna wyraźnie słabsza piłkarsko może odnieść zwycięstwo. Od tego czasu w lidze – siedem porażek i trzy remisy.
Dziś zasłużone 0:3.
Marcin Brosz ma o czym myśleć.
ekstraklasa.org – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:3 GKS Katowice – Strasznie dobra forma
GKS Katowice strzelił trzy gole w Niecieczy i dzięki temu wygrał trzeci mecz z rzędu. W pięciu ostatnich meczach drużyna trenera Góraka zdobyła dziesięć punktów.
W 19 zwycięskich meczach od początku sezonu 2024/25 GKS Katowice strzelił 51 goli (śr. 2,68/mecz). W Niecieczy miał swoje problemy, ale wątpliwości rozwiał Eman Marković, który zaliczył dublet. W 3 ostatnich spotkaniach tej drużyny już dwóch zmienników strzelało po dwa gole (wcześniej: Ilia Szkurin). Cieszyć może się też Rafał Strączek, który wciąż nie stracił w tym sezonie bramki w II połowach (i zachował drugie czyste konto z rzędu).
termalica.brukbet.com – Podsumowanie statystyczne spotkania z GKS-em Katowice
Podstawowe liczby meczu z katowiczanami są dla nas druzgocące. Zero bramek, zero punktów, aż trzybramkowa porażka. Wchodząc jednak głębiej w tę ranę, możemy znaleźć nieco więcej niuansów. Przyjrzyjmy się im dokładniej.
Nasz zespół miał dziś przygniatającą przewagę w aspekcie posiadania piłki. Zawodnicy „Słoni” operowali nią aż przez 66% czasu gry! Przełożyło się to na 18 prób uderzeń. Co trzecie było celne, zmuszając do interwencji golkipera gości, Rafała Strączka. Niestety, żadne nie wpadło do siatki, co odróżnia nas od znacznie skuteczniejszych zawodników z Katowic. Ich siedem celnych strzałów przerodziło się w trzy bramki, które konsekwentnie odbierały nadzieje naszemu zespołowi.
dziennikzachodni.pl – Beniaminek nie przełamał się z GieKSą
W piątek 31 października 2025 roku w meczu 14. kolejki PKO Ekstraklasy Bruk-Bet Termalica Nieciecza przegrała z GKS-em Katowice 0:3 (0:1). Dla GieKSy to druga wygrana na wyjeździe w tym sezonie. Dwa gole zdobył Eman Markovic.
Beniaminek z Niecieczy oraz GKS Katowice na tym etapie sezonu są zaplątane w walkę o utrzymanie w PKO Ekstraklasie. Przed 14. kolejką drużyna trenera Marcina Brosza zajmowała przedostatnie miejsce z 10 punktami, a GieKSa była na 15. pozycji (pierwszej bezpiecznej) – 14 punktów. O wiele lepsze nastroje były w katowickim obozie – drużyna Rafała Góraka w lidze wygrała dwa mecze z rzędu, dorzucając jeszcze awans w STS Pucharze Polski po zwycięstwie w Łodzi nad ŁKS-em 2:1. Natomiast „Słonie” do meczu z GieKSą przystąpiły z serią dziewięciu ligowych spotkań bez wygranej (od 8 sierpnia – 1:0 w Zabrzu z Górnikiem), ale ostatnio zremisowały z Zagłębiem Lubin 1:1. Termalica nie miała w tym sezonie ani jednej wygranej u siebie.
W drużynie z Katowic brakowało Mateusza Kowalczyka i Sebastiana Milewskiego, których wykluczyły drobne urazy.
W 13. minucie kibice GieKSy obecni na trybunach stadionu w Niecieczy cieszyli się z gola, ale potem przed dłuższy czas w niepewności oczekiwali na „werdykt” sędziów, bo sytuacja była analizowana przez VAR. Decyzja zapadła w… 18. minucie i była korzystna dla katowiczan. Jak padła bramka? Bartosz Nowak zagrał w pole karne. Adrian Chovan obronił strzał z bliska Adama Zrelaka, następnie dobitkę Marcela Wędrychowskiego, który odegrał do Lukasa Klemenza, a ten z sześciu metrów wpakował piłkę do siatki. VAR analizował, czy nie było spalonego w momencie podania Nowaka.
W 19. minucie było bardzo blisko drugiego gola dla gości. Kacper Łukasiak strzelił zza pola karnego i Chovan popisał się świetną interwencję i zdołał sparować piłkę na słupek.
Gospodarze po pierwszym szoku, też zaczęli szukać swoich szans. W 32. minucie Krzysztof Kubica strzelił z rzutu wolnego i Rafał Strączek odbił piłkę. Dwie minuty później bramkarza GieKSy z trudem obronił uderzenie Igora Strzałka. W tym momencie zespół z Katowic dał się zepchnąć do obrony. W 43. minucie Maciej Ambrosiewicz huknął z daleka i znów bramkarz GKS-u musiał interweniować.
W pierwszej doliczonej minucie katowiczanie wyprowadzili kontrę i Wędrychowski posłał piłkę minimalnie niecelnie obok słupka.
GieKSa od początku drugiej połowy robiła wszystko, aby to do niej należała inicjatywa. W 51. minucie to jednak Termalica stworzyła groźną sytuację, kiedy Morgan Fassbender strzelił tuż przy słupku. Dwie minuty później katowiczanie odpowiedzieli celnym strzałem Nowaka. W 54. minucie Kubica zmarnował dobrą okazję główkując za lekko i wprost do rąk Strączka.
W 76. minucie GKS zadał drugi cios. Nowak posłał prostopadłe podanie i rezerwowy Eman Markovic wygrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy.
Zespół z Niecieczy jeszcze ruszył na bramkę katowiczan, ale stracił trzeciego gola. Po przejęciu piłki Adrian Błąd zagrał w okolice 16 metra, Ilja Szkurin odegrał do Markovica, który spokojnie kopnął piłkę obok bramkarza.
W doliczonym czasie Strączek nie pozwolił na honorowego gola dla gospodarzy, broniąc główkę Kamila Zapolnika.
GKS odskoczył od strefy spadkowej, a Termalica zaliczyła 10 z rzędu mecz bez wygranej!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze