Piłka nożna
[KONFERENCJA] Górak: „Zawsze wynik remisowy na wyjeździe daje punkt”
Na konferencji pomeczowej głos zabrali trenerzy obu drużyn – Rafał Górak oraz Tomasz Kafarski.
Rafał Górak: Emocje pomeczowe. Szkoda mi tych piętnastu/dwudziestu minut drugiej połowy. One zaważyły na tym troszeczkę niekorzystnym wyniku dla nas. Jednak zawsze wynik remisowy na wyjeździe daje punkt. Graliśmy moim zdaniem na bardzo trudnym terenie, jeśli chodzi o samo boisko, bo było wiadomo, że w Niepołomicach grają dwa zespoły. Wiatr, śnieg, bardzo trudne warunki. Graliśmy bardzo mocno zdefiniowaną piłkę i byliśmy na pewno dużo lepszym zespołem od Sandecji. Pierwsza połowa wskazywała, że mamy mecz pod totalną kontrolą, prowadziliśmy 1-0 wydaje mi się całkowicie zasłużenie. Rzut karny i niewykorzystanie szansy na podwyższenie jednak dała jakiś tlen drużynie przeciwnej, ona zmieniła ustawienie. W drugiej połowie trener Kafarski starał się zrobić coś więcej w stosunku do naszego ustawienia i starał się nam nasze atuty odebrać. To mu w pewnym momencie zafunkcjonowało, ale ten niestrzelony rzut karny po prostu spowodował, że na moment straciliśmy koncentrację, tak ogromną koncentrację, która nas w tym meczu cechowała, bo później do końca drugiej połowy jednak trzeba powiedzieć, że znowu ta piłka była po naszej stronie. Na pewno mamy niedosyt, ale z samej gry i samej organizacji gry i z samego pomysłu na spotkanie jestem bardzo zadowolony, zawodnicy pracują bardzo ciężko, świadomi tego, że być może zawodzą i samych siebie troszeczkę i nie tylko, bo wiadomo, że kibic zawsze będzie miał chęć wygrania meczu i zawsze będzie do tego dążył. Ja zawsze chylę czoła przed tymi ludźmi, którzy za nami jeżdżą, natomiast rzeczywiście dzisiaj uważam, że GKS Katowice był drużyną taką, jakbym chciał widzieć na meczach wyjazdowych, aczkolwiek mam niedosyt, że nie wygraliśmy tego spotkania. Na pewno o tę jedną bramkę byliśmy lepsi. Piłka ma to do siebie, że najważniejsze to, co w sieci i tak to zostawmy. 1-1 i gratuluję przeciwnikowi meczu i również Tomkowi Kafarskiemu, którego znam od wielu lat, także wszystkiego dobrego Tomek i gramy dalej.
GieKSa.pl: Co było powodem zmiany wykonawcy rzutów karnych?
Arek Jędrych w przerwie zgłosił uraz kolana i sytuacja była bardzo trudna. Natomiast Arek na własną prośbę postanowił grać dalej i czekaliśmy tylko, czy się ten uraz rozwinie, czy też będzie w takiej sytuacji. W momencie rzutu karnego ustaliliśmy z Kubą, że jednak lepiej będzie, aby on strzelał. Oczywiście zawodnikiem numer jeden był Arek, ale jednak ten uraz kolana prawego, taki dyskomfort w tym ciężkim boisku spowodował, że oddał to Kubie.
GieKSa.pl: Jak ze zdrowiem Grzegorza Rogali? Był dzisiaj na ławce, ale nie zagrał.
Mamy ten okres od meczu z Podbeskidziem. W zasadzie wczoraj Grzesiek był na pełnym treningu i wczoraj zdecydowaliśmy, że w ogóle jedzie na mecz. Grzesiek i ja nie mieliśmy pełnego komfortu, aby grał od pierwszej do ostatniej minuty, także po meczu go zapytałem, czy wszystko jest ok i jest ok i to jest najważniejsze, że Grzesiek będzie do naszej dyspozycji w następnym mikrocyklu.
***
Tomasz Kafarski: Na pewno ten mecz trzeba podzielić na dwie połowy. Tak jak prawdziwy mecz. Pierwsza połowa zdecydowana dominacja GieKSy, zdobyta bramka, ale potem było najważniejsze to, co się wydarzyło w szatni, nasza reakcja i to jak piłkarze na tę naszą reakcję zareagowali. Fajnie, że z perspektywy tego, jak ten mecz wyglądał do przerwy i mógł wyglądać, gdyby nasz bramkarz nie obronił karnego. Kończy się to wynikiem remisowym. Myślę, że to jest taki fajny akcent reakcji zespołu i myślę, że będziemy się przygotowywać bardzo dobrze do kolejnego spotkania. Będę miał więcej czasu i myślę, że z każdym kolejnym meczem ta druga połowa, a szczególnie te 20 minut będzie takie jak Sandecja, którą będziemy oglądali.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Mario190580
11 marca 2023 at 18:24
Brawo Górak,ogromny sukces
Maks
11 marca 2023 at 18:40
Wypierdalaj komediancie….
Eder
11 marca 2023 at 19:21
Czyli generalnie jest dobrze . Pogratulować samopoczucia . Wspaniały system motywacyjny . Tak od lat …
3kolory
11 marca 2023 at 21:35
Ja już nie wiem co myśleć!?!?
Dlaczego wszędzie da się coś zrobić tylko nie u nas!!!
Solski
12 marca 2023 at 09:51
Jędrych gra cały mecz i do karnego nie może podejść?
Nogę by mu urwało? Człowieku zastanów się co Ty pieprzysz, a najlepiej odejdź.
Wszędzie gdzie jest biedniej można, u nas nie., A… zapomaniałem. Przecież obóz był w słonecznej Turcji, a nie na takich boiskach jak w Niepołomicach. No to tłumaczy wiele. Człowieku WON
jan
12 marca 2023 at 14:36
panie Gorak nie pograzaj sie pan juz bardziej swoimi wypowiedziami…my wiemy posadka ciepla ,konsekwencji zadnych ale to jak pan przygotowal ten zespol i to ze nie ma pan zadnego wplywu na druzyne powoduje ,ze juz po meczu z Wisla pana nie powinno byc na Bukowej…
Łukasz
12 marca 2023 at 15:42
Myślałem kiedys że Nasz trener to człowiek co ma honor itd.
Ale przykro mi to mówić myliłem się. Ciągle pierdolenie o ciężkiej pracy i budowa zespołu. Zero pomysłu, zero czegoś na co dałoby się patrzeć. Przebłysk raz na rundę a reszta to dno i kupa mułu.
Wypierdalaj Pan
Korek
12 marca 2023 at 19:04
A blaszok dalej będzie śpiewał ” czy wygrywasz czy nie……”
Ileż kurwa można? Lata upokożeń , porażki z wiochami, i ciągły marazm.
Kiedy się kurwa obudzą kibice?
Tu trzeba w każdym meczu nazywać rzeczy po imieniu, czyli Górak , Szczerbowski i nieudaczniki którym zawadza piłka przy nodze, WON.
Kopią się po czołach, liżą po jajach, a kibice nic. Towarzystwo wzajemnej adoracji.
Miasto daje kasę, grube miliony, a partacze mają kontrakty wyjebane w kosmos, kasę rozdupiają na wycieczki po Polsce i wczasy w Turcji. ZERO ambicji, ZERO umiejętności.
Zanim Górak nauczy się ligi, to spadniemy do 2ej ligi, i po chuj nam potem nowy stadion? Żeby grać z Lechem 2 ?
Na razie to wygląda, jak pralnia pieniędzy. Nikt nic nie robi, kasa się rozchodzi, i wszyscy są szczęśliwi,biznes się kręci. KIBICE OBUDŹCIE SIĘ.
Robi
12 marca 2023 at 20:24
Tzn. Resovia remis lub gorzej to dziękujemy
Gieksiarz
13 marca 2023 at 12:32
Niestety,ale dopóki nie będzie prywatnego inwestora i sponsora, który będzie wymagał i rozliczał za brak wyników,to dobrze nie będzie…. Dziwię się jedynie miastu i Krupie, że ładują w sekcję piłki nożnej tyle siana,a efektów ZERO!Tu potrzeba jakiegoś prezesa z jajami,jak śp Marian Dziurowicz, który potrafił pierdolnąć pięścią w stół i miał autorytet…..Niestety,ale złote czasy naszej ukochanej GieKSy już dawno minęły i prędko nie wrócą…A już napewno nie wrócą za rządów tego towarzystwa wzajemnej adoracji….. Przecież ludzie, praktycznie żaden z obecnych zawodników u nas grających nie zrobił ŻADNEGO postępu, wręcz odwrotnie…..Jak to jest, że zawodnicy którzy u nas nic nie grali,poszli gdzieś indziej i jakoś się da?? Ściągamy w każdym okienku transferowym jakiś szrot,odpady z innych klubów czy zawodników z kontuzją jak np Tanżyna czy ten szczyl co się wyleczył na koszt Gieksy i zwiał…Czy wy myślicie, że taki Widzew by oddał zdrowego zawodnika ot tak (Tanżyna)???