Dołącz do nas

Siatkówka

Kłam­stwa, bez­czel­ne kłam­stwa i…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Amerykański pisarz Mark Twain powiedział, że są trzy rodzaje kłamstw: kłam­stwa, bez­czel­ne kłam­stwa i sta­tys­ty­ki. Spróbujmy się przyjrzeć tym ostatnim w kontekście poziomu w PlusLidze i w 1 lidze, na przykładzie zbliżającego się meczu w Pucharze Polski pomiędzy GKS-em, a Resovią. Wziąłem pod uwagę tylko tegoroczne spotkania tych drużyn, a więc…

Czas trwania spotkań – GKS średnio 105 minut, Resovia średnio 91 minut. Całkowita liczba zdobytych i straconych małych punktów: GKS 99:82,67 a Resovia 79,5:69.

Ilość zdobytych punktów – GKS: Król 22,33; Błoński 14,67; Sobański 12,0; Pietraszko 8,67; Kalembka 8,33; Butryn 2,67; Fijałek 2,0; Naliwajko 1,5; Przystał 0,5. Średnia na jeden mecz 73,0.
Resovia: Achrem 12,75; Jaeschke 11,25; Kurek 9,33; Paszycki 9,25; Lyneel 7,0; Witczak 6,33; Dryja 6,0; Holmes 6,0; Śliwka 4,0; Penczew 2,0; Drzyzga 0,67; Tichacek 0,5. Średnia na jeden mecz 58,25.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS: Król 10,0; Sobański 7,5; Błoński 6,5; Pietraszko 5,5; Kalembka i Fijałek 2,5; Butryn 1,5. Średnia na jeden mecz 36,5.
Resovia: Paszycki 5,75; Jaeschke 5,25; Achrem 4,75; Dryja 2,75; Lyneel 2,5; Kurek 2,33; Penczew, Holmes i Witczak 2,0; Tichacek 0,5; Drzyzga 0,33. Średnia na jeden mecz 24,5.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS: Król 12,0; Błoński 6,5; Sobański 6,0; Pietraszko 4,5; Butryn 2,5; Kalembka 1,5; Fijałek 0,5. Średnia na jeden mecz 34,5.
Resovia: Paszycki 7,0; Jaeschke 5,75; Achrem 5,5; Kurek 5,33; Dryja 4,5; Lyneel 2,5;  Wiczak 1,33. Średnia na jeden mecz 29,0.

Ilość zagrywek – GKS: Sobański 17,5; Kalembka i Pietraszko 15,0; Błonski 14,5; Król i Fijałek 12,5; Butryn 6,0. Średnia na jeden mecz 96,0.
Resovia: Tichacek, Dryja i Holmes 13,0; Jaeschke 12,75; Paszycki 12,5; Achrem 10,25; Witczak 9,0; Kurek 8,33; Drzyzga 7,33; Lyneel 6,0; Śliwka 3,0; Penczew 2,0. Średnia na jeden mecz 81,0.
Ilość błędów na zagrywce – GKS: Król i Kalembka 4,0; Sobański 3,0; Pietraszko i Fijałek 2,0; Butryn i Błoński 1,0. Średnia na jeden mecz 18,5.
Resovia: Holmes 3,0; Achrem 2,25; Kurek 2,0; Jaeschke i Paszycki 1,75; Drzyzga i Witczak 1,67; Tichacek i Lyneel 1,5; Dryja 1,25. Średnia na jeden mecz 13,25.
Ilość asów serwisowych – GKS: Sobański 4,0; Król i Pietraszko 3,0; Błoński i Fijałek 2,5; Kalembka 1,5; Butryn 1,0. Średnia na jeden mecz 17,5.
Resovia: Achrem 1,75; Paszycki 1,25; Dryja i Holmes 1,0; Jaeschke 0,75; Tichacek i Lyneel 0,5; Kurek 0,33. Średnia na jeden mecz 5,75.

Ilość przyjęć – GKS: Mariański 19,5; Sobański 19,0; Błonski 15,0; Pietraszko i Fijałek 1,0; Kalembka 0,5. Średnia na jeden mecz 61,0.
Resovia: Jaeschke 18,5; Ignaczak 17,0; Achrem 15,0; Lyneel 10,0; Wojtaszek 8,0; Penczew 4,0; Dryja i Paszycki 0,5. Średnia na jeden mecz 55,25.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS: Mariański 2,0; Błoński 1,0; Sobański 0,5. Średnia na jeden mecz 3,5.
Resovia: Achrem 2,0; Ignaczak 1,33; Jaeschke 1,0; Lyneel 0,5. Średnia na jeden mecz 4,25.
Procent przyjęcia pozytywnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS: Mariański 66,5%; Błoński 55,5%; Sobański 42%. Średnia na jeden mecz 55%.
Resovia: Wojtaszek 75%; Jaeschke 55,75%; Penczew 50%; Achrem 44,75%; Ignaczak 42,67; Lyneel 26%. Średnia na jeden mecz 50,25%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS: Mariański 54%; Błoński 38,5%; Sobański 27,5%. Średnia na jeden mecz 41%.
Resovia: Wojtaszek 38%; Achrem 25,5%; Jaeschke 25%; Ignaczak 23%; Lyneel 14,5%. Średnia na jeden mecz 24,5%.

Ilość ataków – GKS: Król 24,5; Błoński 20,5; Sobański 17,0; Pietraszko 8,5; Kalembka 8,0; Butryn 5,5; Fijałek 1,0. Średnia na jeden mecz 90,0.
Resovia: Jaeschke 19,0; Achrem 16,75; Witczak 14,67; Kurek 14,0; Lyneel 11,0; Śliwka 10,0; Paszycki 6,75; Holmes 6,0; Dryja 4,75; Penczew 4,0; Drzyzga 1,0. Średnia na jeden mecz 80,0.
Ilość błędów w ataku – GKS: Błonski 2,0; Król 1,5; Pietraszko 1,0; Butryn 0,5. Średnia na jeden mecz 6,0.
Resovia: Witczak 1,67; Jaeschke, Achrem i Lyneel 1,5; Kurek 1,0; Paszycki 0,25. Średnia na jeden mecz 6,75.
Ilość ataków zablokowanych – GKS: Sobanski 2,5; Król i Błoński 2,0; Kalembka 1,5; Pietraszko 1,0. Średnia na jeden mecz 9,0.
Resovia: Witczak 1,67; Achrem 1,5; Jaeschke 1,25; Kurek, Lyneel i Holmes 1,0; Dryja i Paszycki 0,25. Średnia na jeden mecz 6,0.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS: Król 14,5; Błoński 9,0; Sobański 7,0; Kalembka 4,5; Pietraszko 3,5; Butryn i Naliwajko 3,0; Biegun 2,0; Przystał 1,0. Średnia na jeden mecz 44,5.
Resovia: Achrem 10,0; Jaeschke 9,5; Kurek 8,33; Lyneel i Witczak 6,0; Paszycki, Śliwka i Holmes 4,0; Dryja 3,5; Penczw 2,0; Drzyzga 0,67. Średnia na jeden mecz 43,75.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS: Król 59%; Butryn 55%; Kalembka 54%; Błoński 44%; Pietraszko 42%; Sobanski 41%. Średnia na jeden mecz 49%.
Resovia: Kurek 72,33%; Paszycki 70,75%; Holmes 67%; Achrem 60%; Dryja 55,75%; Penczew 50%; Lyneel 49,5%; Jaeschke 48,25%;  Śliwka 40%; Drzyzga 33,33%; Witczak 22,33%. Średnia na jeden mecz 55%.

Ilość bloków punktowych – GKS: Król i Pietraszko 2,0; Błoński, Kalembka i Sobański 1,0. Średnia na jeden mecz 7,5.
Resovia: Paszycki 4,0; Dryja 1,5; Jaeschke, Achrem i Holmes 1,0; Kurek 0,67; Lyneel 0,5; Witczak 0,33. Średnia na jeden mecz 8,75.

Wnioski: Oczywiście trzeba wziąć te liczby troszkę z przymrużeniem oka, ponieważ jednak jest znacząca różnica w poziomie gry drużyn w 1 lidze, a w PlusLidze, a już na pewno musi być między beniaminkiem 1 ligi, a Mistrzem Polski. Ciężar zdobywania punktów w naszej drużynie spoczywa na trzech zawodnikach, natomiast w Resovii jest on bardziej zbilansowany. Mamy bez wątpienia asa, a właściwie króla – Janka Króla – w rękawie, który jest motorem napędowym gry w ataku. Podobnego lidera ma w składzie Resovia, jest im oczywiście Bartosz Kurek, ale z uwagi na wyczerpujący sezon w reprezentacji Polski, jest on mocno oszczędzany. Jest jeden element gry w którym mamy przewagę nad Resovią, to oczywiście jakość zagrywki. Mamy bardzo dobrą średnią asów serwisowych i tu możemy troszkę postraszyć naszego przeciwnika, który nie ma jakiegoś rewelacyjnego perfekcyjnego przyjęcia, aczkolwiek bardzo dobrej klasy rozgrywający potrafią i tak odpowiednio wykorzystać siłę swoich skrzydłowych. W przyjęciu w naszym zespole bryluje libero Bartosz Mariański, natomiast w ekipie z Rzeszowa też libero Damian Wojtaszek, który również jest oszczędzany z powodu gry w reprezentacji, ale Resovia ma tu w zastępstwie bardzo doświadczonego Krzysztofa Ignaczaka. Słabszym elementem gry w GieKSie jest bez wątpienia gra blokiem, tutaj bez dwóch zdań Resovia ma większą jakość mimo, że nie występuje ich podstawowy środkowy reprezentant kraju Piotr Nowakowski, który leczy kontuzję. Również gra w ataku środkowych bloku jest skuteczniejsza po stronie rzeszowian, gdzie na pierwszy plan wysuwa się bardzo dobra gra Dmytro Paszyckiego. Zobaczymy jak te wyliczenia przełożą się na przebieg ćwierćfinałowego spotkania, który zweryfikuje nasze aspiracje do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Warto tylko dodać, że 28 stycznia nasz klub wysłał aplikację do Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej na grę w PlusLidze. Teraz trzeba wypełnić wymóg sportowy czyli miejsca w pierwszej czwórce ligi na koniec sezonu i dopiero wtedy nastąpi weryfikacja wniosku, sprawdzanie pod kątem punktów, o których wspomniałem we wcześniejszym newsie na ten temat, zapoznanie się z infrastrukturą sportową, z budżetem wraz z deklaracjami sponsorskimi oraz oczywiście nie mniej ważne (a w naszym przypadku chyba najważniejsze) rozmowy z władzami miasta. Tak więc czeka nas jeszcze długa i kręta droga do ew. występów z najlepszymi klubami w Polsce. Oprócz naszej drużyny aplikację złożyły jeszcze dwa inne kluby 1 ligi, na pewno nasz ostatni przeciwnik, czyli Espadon Szczecin. Oficjalny komunikat w tej sprawie PLPS powinna wydać po najbliższym weekendzie.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    jaca

    4 lutego 2016 at 08:38

    Jack popraw ostatni akapit w którym jest napisane „pod kontem”

  2. Avatar photo

    Jack

    4 lutego 2016 at 18:01

    @jaca – Fakt, dzięki za czujność, widocznie nasz korektor jest na L-4 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga