Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Pogonią: Twierdza Nowa Bukowa padła

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Pogoń Szczecin 0-1 (0-0).

weszlo.com – Naprawdę nie ma żartów z Pogonią. Nowa Bukowa została podbita!
Jeżeli będąc na fali wznoszącej wygrywasz na stadionie GKS-u Katowice, który od wielu miesięcy był twierdzą nie do zdobycia, wysyłasz mocny sygnał, że chcesz liczyć się w walce o czołowe lokaty. I właśnie to uczyniła dziś Pogoń Szczecin.
Spotkało się dwóch godnych siebie rywali. Obie drużyny miały tyle samo punktów (Pogoń jeszcze z meczem zaległym). GKS to najlepsza ofensywa ligi, a Pogoń najlepsza defensywa. Jedni i drudzy mogli się poszczycić trzema kolejnymi zwycięstwami w Ekstraklasie. Było naprawdę dużo punktów zaczepienia, aby sądzić, że czeka nas ciekawe starcie.
Jednocześnie w takich sytuacjach często są obawy, że to prędzej zespół świetnie broniący zneutralizuje ofensywne atuty przeciwnika, niż na odwrót, co sprawi, że ilość emocji będzie ograniczona. Nie powiemy, że mecz w Katowicach był nudny, absolutnie nie, ale też trudno teraz stwierdzić, że obejrzeliśmy porywające widowisko.
GieKSa u siebie była maszyną. W tym sezonie odniosła komplet zwycięstw jako gospodarz – cztery w lidze i dwa w europejskich pucharach. Po raz ostatni przed własną publicznością przegrała blisko rok temu, 1:3 z Piastem Gliwice 8 listopada 2025. Przyjechała jednak Pogoń i potwierdziła wszystkie swoje atuty, którymi imponuje od początku kadencji Oscara Garcii.
Katowiczanie przez większość meczu byli absolutnie bezradni z przodu. Konkretne sytuacje mieli tak naprawdę w pierwszej akcji i ostatniej. Zaczęło się od dośrodkowania Wędrychowskiego, woleja Galana i świetnej interwencji Cojocaru. Na koniec natomiast Zrelak zagrał za plecy obrońców do Szkurina, ale ten posłał piłkę obok słupka. Oprócz tego GKS sporo szumiał, rzecz jasna dominował (Pogoń ma najmniej posiadania piłki w lidze), lecz do konkretnych szans nie dochodził. Raz centymetrów zabrakło Szkurinowi, żeby wyjść sam na sam z bramkarzem po zagraniu Galana, ale dobrze z asekuracją wrócił Mendy. Wyjątkowo mało swobody dostawał Bartosz Nowak i to zaburzyło całość poczynań jego zespołu.
Nawet na chwilę nie miało się wrażenia, że Pogoń traci kontrolę nad przebiegiem boiskowych wydarzeń i mecz zaczyna jej się wymykać z rąk. Ta drużyna nie czuje się niekomfortowo bez piłki i często celowo lekko się cofnie, żeby potem błyskawicznie wyjść do przodu i zaskoczyć rywala. Tak też padł jedyny gol. Szalai posłał dalekie podanie do Sancheza między dwóch obrońców, Hiszpan idealnie przyjął piłkę, zaskakująco łatwo oszukał Restę i spokojnie wykończył akcję. Gabriel Kobylak w zasadzie położył mu się przed strzałem, więc finalizacja stanowiła tu najłatwiejszy element.
To jednak nie tak, że Pogoń raz zaatakowała i oprócz tego ciągle się murowała. Do przerwy dwie szanse miał Mukairu. Zaraz po zmianie stron właśnie ten piłkarz strzelił gola, ale był na minimalnym spalonym. Do swoich sytuacji doszli także Czurlinow i Ława w samej końcówce. Przeważnie chodziło po prostu o dość bezpośrednie granie, bez długiego konstruowania, czyli znów – w stylu Pogoni Garcii.

dziennikzachodni.pl – Twierdza Nowa Bukowa padła. Pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Pogoń Szczecin (0:1)
Imponująca seria domowych spotkań bez porażki GKS Katowice dobiegła końca. Trzy punkty ze stadionu imienia Jana Furtoka wywiozła Pogoń Szczecin. Gospodarze dali z siebie wszystko, ale na bardzo mocnych rywali to nie wystarczyło.
Trzy wygrane z rzędu – z takim bilansem sobotni mecz rozpoczynały zespoły GKS Katowice i Pogoni Szczecin. Portowcy znajdowali się na czwartym miejscu, gospodarze na piątym. Goście chwalili się też najmniejszą liczbą straconych goli w całej lidze: zaledwie sześciu w dziewięciu występach. Ekipa Rafała Góraka legitymowała się natomiast nieprawdopodobną i trwająca już blisko rok serią bez porażki na Nowej Bukowej.
W pierwszej połowie obie jedenastki potwierdziły swoją klasę. W efekcie bezbramkowy remis był sprawiedliwy, a sam mecz… lepszy niż wynik. Druga zaczęła się od słusznie nieuznanego gola dla gości, ale w 52 minucie wszystko było już zgodne z przepisami. Potężny wykop Attili Szalaiego ze swojego pola karnego trafił do Jordiego Sancheza, a ten skorzystał z fatalnej interwencji Pau Resty i w sytuacji sam na sam z Gabrielem Kobylakiem nie dał mu żadnych szans.
Jak się okazało była to jedyna bramka w tym meczu. GKS atakował, postawił wszystko na jedną kartę, przestawił się na ofensywę, ale Pogoń dotrwała do końca spotkania. Piłkę na remis miał Ilia Szkurin, ale nie trafił w bramkę…
Pięć wniosków po meczu GKS Katowice – Pogoń Szczecin
1. Walka, walka, walka. Katowiczanie w starciu z Pogonią potwierdzili, że są jednym z najbardziej, a może nawet najbardziej walecznym zespołem w Ekstraklasie. Na murawie iskrzyło na każdym metrze, pojedynki podnosiły temperaturę, a wzajemna asekuracja zawodników była imponująca. Za wyjątkiem bardzo kosztownej pomyłki przy stracie gola, która wynikała w dużej mierze z rozwiązań, jakie GKS stosuje w defensywie.
2. Szymon Marciniak w formie. Trzeba przyznać, że z trudnym meczem znakomicie poradził sobie Szymon Marciniak, który w przeciwieństwie do sporej grupy kolegów po fachu jest naprawdę w formie. Pozwolił grać i pozwolił, by była to gra na pograniczu, ale bez przekraczania temperatury wrzenia.
3. Brak Emana Markovicia. Nieobecność Norwega była dużą niespodzianką, trzymaną w tajemnicy przez Rafała Góraka i jego sztab, Jak się okazało Marković doznał urazu pachwiny, który wyeliminował go z meczu przeciwko Pogoni. Na murawie wyraźnie go brakowało.
4. Pogoń była najlepsza. Szczecinianie potwierdzili swoją klasę. To najlepszy zespół, z jakim przyszło się mierzyć w Katowicach w tym sezonie GKS-owi. Organizacja gry i jakość piłkarzy stanowiła duże wyzwanie i poważną weryfikację dla gospodarzy.
5. Przedostatni mecz zatrzymał serię. Żeby Twierdza Nowa Bukowa przetrwała pełny rok Katowiczanie musieli uniknąć porażki już tylko w dwóch meczach: z Pogonią i Widzewem Łódź (31 października). Potknęli się na pierwszym z nich. Poprzednim rywalem, który ze stadionu GKS-u wywiózł trzy punkty, był Piast Gliwice, który wygrał na nim 8 listopada 2025.

sportowefakty.wp.pl – Po blisko roku padła twierdza w PKO Ekstraklasie
Od listopada aż do soboty GKS Katowice nie przegrał meczu na Nowej Bukowej. Za podbicie twierdzy odpowiada Pogoń Szczecin. Rewelacyjnie dysponowana drużyna Oscara Garcii wygrała 1:0 dzięki strzałowi najskuteczniejszego w lidze Jordiego Sancheza.
W PKO Ekstraklasie nie było mocniej rozpędzonego klubu niż te, które zmierzyły się w sobotę w Katowicach. Zarówno GKS, jak i Pogoń Szczecin zwyciężali w trzech ostatnich meczach. Do bezpośredniego starcia przystąpiły z takim samym dorobkiem 18 punktów, tym samym zwycięzca miał zapewnione wyższe miejsce w tabeli po 90 minutach. GKS bronił statusu zespołu niepokonanego u siebie od 8 listopada.
Także Pogoń miała czym postraszyć, ponieważ była niepokonana w lidze w ośmiu kolejkach od inauguracji sezonu. Drużyna Oscara Garcii wyrastała na „czarnego konia” rozgrywek, a jej spotkanie z GKS-em było zderzeniem najlepszej defensywy z najbardziej bramkostrzelnym atakiem Katowiczan.
Trener Garcia po raz pierwszy od początku kadencji nie wymienił w składzie Pogoni ani jednego piłkarza w porównaniu z wygranym 2:0 meczem przeciwko Koronie Kielce. Po stronie katowickiego zespołu pojawił się Borja Galan zamiast Mateusza Wdowiaka.
W 7. minucie GKS zagroził gościom. Po dośrodkowaniu Marcela Wędrychowskiego strzelał technicznie Borja Galan, ale płaskim kopnięciem nie zaskoczył instynktownie broniącego Valentina Cojocaru. W 14. minucie poprawiał jeden z dwóch byłych Portowców w składzie gospodarzy. Kacper Łukasiak również odbił się od rozgrzanego już Valentina Cojocaru.
Dopiero tuż za półmetkiem w pierwszej połowie meczu, konkretnie w 23. minucie, Pogoń czymś odpowiedziała. Paul Mukairu główkował obok bramki po dośrodkowaniu Darko Curlinova. Pogoń prezentowała się coraz solidniej i w 27. minucie postraszyła po raz drugi niecelnym strzałem Jordiego Sancheza. Na przełomie drugiego i trzeciego kwadransa był już fragment dominacji Pogoni, ale bez konkretu.
Przez całą pierwszą połowę trudno było wyzbyć się wrażenia, że czegoś w tym hicie brakuje. Częstotliwość sytuacji podbramkowych była niska. Nie raz, nie dwa ataki były pchane niż rozgrywane.
Krótko po przerwie piłka znalazła się w bramce GKS-u, ale radość szczecińskiego zespołu potrwała przez kilka sekund. Nie było gola z powodu spalonego. Była to jednak zapowiedź żwawszego grania w drugiej połowie.
W 51. minucie Pogoń poprawiła i objęła prowadzenie 1:0 strzałem Jordiego Sancheza. Najskuteczniejszy piłkarz ligi zabrał się z piłką po rewelacyjnym podaniu Attili Szalaia. W pojedynku z defensorem oddalił się i pokonał w sytuacji sam na sam również Gabriela Kobylaka. Szczecinianie mogli celebrować w pobliżu sektora gości.
GKS musiał odrabiać stratę po nieudanym rozpoczęciu drugiej części. W 60. minucie Marcel Wędrychowski odpowiedział strzałem w bramkarza Pogoni. W 74. minucie raz jeszcze na posterunku był Rumun i szansa na odrobienie strat przez gospodarzy malała. W końcówce festiwal zmian personalnych, a ekipa ze Szczecina wytrzymała w obronie do ostatniego gwizdka Szymona Marciniaka. Dużo szczęścia miała w doliczonym czasie, kiedy spudłował z dogodnej pozycji Ilja Szkurin.

wkatowicach.eu – GKS Katowice przegrywa z Pogonią Szczecin 0:1. GieKSa walczyła do końca, ale punkty pojechały do Szczecina
GKS Katowice przegrał z Pogonią Szczecin 0:1 w meczu 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Spotkanie rozegrano w sobotę, 17 października 2026 roku, na Arenie Katowice. O zwycięstwie gości zdecydował gol Jordiego Sancheza w 51. minucie. Mimo kilku dogodnych okazji podopiecznym Rafała Góraka nie udało się doprowadzić do wyrównania.
Sobotnie spotkanie na Arenie Katowice rozpoczęło się od aktywnej gry gospodarzy. Już w 7. minucie Borja Galán był bliski otwarcia wyniku, jednak jego techniczne uderzenie zatrzymał bramkarz Pogoni Valentin Cojocaru. Kilka minut później golkiper gości ponownie uratował swój zespół, broniąc strzał Kacpra Łukasiaka.
Pogoń również próbowała zagrozić bramce GieKSy, ale w pierwszej połowie żadna z drużyn nie zdołała zdobyć gola. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis.
Po zmianie stron emocji nie brakowało. W 47. minucie piłkę do siatki skierował Paul Mukairu, jednak sędzia Szymon Marciniak nie uznał trafienia z powodu spalonego.
Cztery minuty później Pogoń objęła prowadzenie. Jordi Sanchez wykorzystał sytuację sam na sam z Damianem Kobylakiem i zdobył jedyną bramkę spotkania.
Katowiczanie nie zamierzali się poddawać. Swoich szans szukali m.in. Marcel Wędrychowski, Adam Zrel’ák i Ilya Shkuryn. Szczególnie groźnie było w końcówce, jednak mimo starań GieKSa nie zdołała pokonać bramkarza gości.
Ostatecznie GKS Katowice przegrał z Pogonią Szczecin 0:1. Choć gospodarze stworzyli kilka dobrych okazji, zabrakło skuteczności pod bramką rywala.

24kurier.pl – Czwarta wygrana Pogoni!
Po rozpoczętym z niewielkim opóźnieniem (z powodu zadymienia boiska po pirotechnice śląskich szalikowców) dobrym meczu i konsekwentnej grze Granatowo-Bordowych w defensywie, na nowej Arenie Katowice na Bukowej, Duma Pomorza odniosła czwarte z rzędu zwycięstwo, a wygraną z Gieksą można uznać za w pełni zasłużoną.
Pierwszy kwadrans meczu należał do gospodarzy, zaś później spotkanie się wyrównało, a nawet nieco więcej z gry mieli Portowcy. W 7. minucie z bliska strzelał Galan, ale świetnie wybił piłkę Cojocaru. Minutę później w szczecińskim polu karnym ostro atakowany był Wędrychowski, jeszcze niedawno grający na Twardowskiego, lecz nasz międzynarodowy arbiter nie widział podstaw do podyktowania jedenastki (dzień wcześniej Marciniak był arbitrem VAR-u w bezbramkowo zakończonym meczu w Łodzi Widzewa z Wisłą, czyli kibicowskich przyjaciół szalikowców Pogoni, a doszło tam do podyktowania nieco kontrowersyjnego rzutu karnego przeciwko gospodarzom, zaś arbiter główny Olsztynianin Maciej Szczerbowicz sam postanowił obejrzeć sporną sytuację na monitorze i nie zdał się na opinię kolegi z międzynarodowym stażem; z jedenastki Angel Rodado trafił w poprzeczkę, a przedstawiciele PZPN-u powiedzieli nam, że karny był słusznie podyktowany, bo ręki nie ma tylko wtedy, gdy zawodnik podpiera się nią o ziemię przy wślizgu, a tak w piątek nie było; nawiasem mówiąc przepisy dotyczące zagrania ręką, ich interpretacje w Polskim Kolegium Sędziów i częste zmiany w tych wykładniach, wprowadzają chaos, więc warto by wrócić do korzeni i karać tylko celowe zagrania ręką). Wróćmy jednak do pojedynku na Górnym Śląsku, gdzie w 14. minucie w polu karnym z powietrza uderzał były Portowiec Łukasiak, a szczeciński golkiper przerzucił piłkę nad poprzeczką. Z upływem minut Szczecinianie otrząsnęli się z przewagi miejscowych, a w 22. minucie po centrze Czurlinowa, Mukairu główkował obok słupka. Po czterech minutach Sanchez z bliska strzelił nad bramką, zaś w kolejnej akcji, po podaniu Dziczka, Sanchez został zblokowany. Minutę później, po świetnym zagraniu Biegańskiego, Sanchez źle przyjął piłkę, lecz dobiegł do niej Mukairu, ale uderzył obok bramki. W 35. minucie Keramitsis poskrobał po nodze w szesnastce Klemenza, lecz nie skończyło się to rzutem karnym. Chwilę później było spore zamieszanie na szczecińskim przedpolu, a w 41. minucie na drugiej połowie boiska gospodarze zablokowali będącego na dobrej pozycji Biegańskiego. W końcówce pierwszej połowy w obiecującej sytuacji znalazł się Szkurin, ale pod presją Szczecinian strzelił bardzo słabo.
Drugą połowę Pogoń rozpoczęła od mocnego uderzenia, bo w 47. minucie po rzucie rożnym Portowców, wybita piłka wróciła po dośrodkowaniu na katowickie przedpole, a Mukairu umieścił ją w siatce, ale w momencie centry Nigeryjczyk był na spalonym, wiec gol słusznie nie został uznany. Co się odwlekło, to nie uciekło, bo cztery minuty później Szalai świetnie podał daleką piłkę sprzed własnego pola karnego do Sancheza, który przyjął futbolówkę, ograł rywali i w sytuacji sam na sam z bramkarzem, strzelił zwycięską – jak się później okazało – bramkę. Po dziesięciu minutach szansę na wyrównanie miał Wędrychowski, lecz szczeciński golkiper obronił uderzenie. Dwie minuty później Portowcy mogli zamknąć mecz, lecz w kontrze dwóch na jednego, Mukairu źle podał do Sancheza, ale odzyskał piłkę i wypuścił w uliczkę Czurlinowa, którego strzał skończył się tylko rzutem rożnym, a po dośrodkowaniu z kornera Keramitsis główkował nad poprzeczką. W 70. minucie ostro w polu karnym atakowany był Wędrychowski, lecz zdaniem sędziego, nie było przekroczenia przepisów, a po chwili Cojocaru obronił główkę Resty. Na te akcje odpowiedział Mukairu indywidualnym rajdem przez połowę boiska, ale strzał z pola karnego był niecelny. Najwięcej emocji było zaś w samej końcówce, gdy po składnej akcji Ława strzelał z kąta z dwóch metrów, a Kobylak sparował uderzenie na korner, po którym z pierwszej piłki szczęścia szukał Dziczek, lecz został zablokowany. W doliczonym czasie zaatakowali gospodarze i w 92. minucie mieli tzw. piłkę meczową, gdy z pola karnego (ale z kąta) strzelał Szkurin, a piłka minęła dalszy słupek. Dwie minuty później jeszcze raz uderzał ten białoruski napastnik, ale ponownie obok bramki i zawody zakończyły się zasłużonym zwycięstwem ekipy z grodu Gryfa.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga