Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Hokeiści dostaną premię od prezydenta Krupy, a trener Płachta zostanie w klubie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Ze względu na mecze reprezentacji Polski, Orlen Ekstraliga kobiet ma przerwę w rozgrywkach ligowych. Korzystając z pauzy w rozgrywkach, drużyna rozegrała sparing z drugą drużyną zaplecza ekstraligi zespołem Rekordu Bielsko-Biała. Nasza ekipa wygrała 4:2 (2:1). Piłkarki wrócą do ligowego grania w najbliższy weekend: nasza drużyna rozegra swoje spotkanie w niedzielę (16 kwietnia), w Katowicach, z KKP Bydgoszcz. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13:00. PZPN ogłosił ramowy harmonogram rundy jesienne Orlen Ekstraligi na sezon 2023/24. Drużyna męska, swój kolejny mecz ligowy rozegra jutro (11 kwietnia) z Odrą Opole od godziny 18:00. W tym tygodniu piłkarze rozegrają jeszcze jedno spotkanie, z Górnikiem Łęczna, w najbliższą sobotę (15 kwietnia) o godzinie 20:00. Oba spotkania zostaną rozegrane na Bukowej.
Siatkarze w czwartek (13 kwietnia) o godzinie 20:30 w Katowicach, rozpoczną mecz ze Skrą Bełchatów o zajęcie 11 miejsca w tabeli PlusLigi. Kolejne spotkanie zaplanowano na wtorek 18 kwietnia w Bełchatowie. Drużyny, która wygra dwa mecze zajmie 11 pozycję w lidze. Klub przedłużył kontrakt z trenerem Grzegorzem Słabym na kolejny sezon rozgrywek.
Po zdobyciu przez hokeistów po drugi raz z rzędu tytułu Mistrza Polski, klub podpisał w pierwszej kolejności nowy kontrakt z trenerem Jackiem Płachtą. Umowa obowiązuje do końca sezonu 2024/25. Prezydent Katowice ostatecznie za zdobycie złotych medali MP, przyznał drużynie 900 tysięcy złotych premii. W mediach trwa podsumowanie zakończonego sezonu.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Poznaliśmy projekt kalendarza rundy jesiennej sezonu 2023/2024
Poznaliśmy projekt kalendarza na rundę jesienną 2023/2024. Nowy sezon rozpocznie się 19 sierpnia, a runda jesienna Orlen Ekstraligi oraz Orlen I Ligi zakończy się 12 listopada.
19 sierpnia rozgrywki wznowi również II liga oraz CLJ U-17 i CLJ U-15. Spotkania drugiej rundy Pucharu Polski rozegrane zostaną 18 października, a kolejna mecze kolejnej rundy zaplanowano na 18/19 listopada.
bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 4:2 (2:1)
Liderki ekstraligi zagrały kontrolnie z wiceliderkami I ligi.
Różnica na korzyść ekipy ze stolicy Górnego Śląska oczywiście była widoczna, lecz już nie tak kontrastowa, jak w styczniowym sparingu z udziałem obu zespołów. Wówczas katowiczanki rozgromiły biało-zielone 6:0.
Tym razem bielszczanki musiały mocno popracować w defensywie, a i kilometrów w środku pola trzeba było sporo przebiec, aby przynajmniej postarać się dorównać wyżej notowanym rywalkom. Wprawdzie futbolistki GieKSy zaaplikowały „rekordzistkom” cztery gole, wykorzystując większość z wypracowanych sytuacji, ale biało-zielone potrafiły dwukrotnie się odgryźć.
Wiktoria Nowak (na zdjęciu) kąśliwym uderzeniem wykończyła akcję na skrzydle Anny Zając. Natomiast Klaudia Kubaszek zaskoczyła defensorkę GKS-u agresywnym pressingiem, a bramkarkę gospodyń półgórnym strzałem.
sportdziennik.com – Co z Figlem i Kudłą?
GieKSa po dwóch dniach wolnego rozpoczyna dziś przygotowania do meczu z Odrą Opole.
Świąteczna kolejka, rozciągnięta od Wielkiego Czwartku, skończy się dla niej dopiero we wtorek po Lanym Poniedziałku, czyli dokładnie tak, jak przed rokiem. Wtedy też – tu kolejna analogia – Wielkanoc przebiegała u katowiczan w średnich piłkarski humorach, bo po serii 3 porażek przygotowywali się do bardzo ważnego w kontekście walki o utrzymanie spotkania w Olsztynie. Teraz mają na koncie 8 z rzędu występów bez zwycięstwa, ale przynajmniej sytuacja w tabeli nie jest tak trudna, bo plasują się w jej środku, mając wciąż bezpieczną przewagę nad strefą spadkową. No i choć w niedzielę i poniedziałek spotkają się na treningu, nie mogąc myśleć o wolnym, to przynajmniej nie muszą jechać na drugi koniec Polski, bo opolan podejmą przy Bukowej.
W sobotni wieczór katowiczanie co prawda nie przełamali się, ale rozegrali bardzo dobry mecz w Gdyni, remisując z Arką 2:2.
– Przyjechaliśmy po pełną pulę. W naszych najlepszych momentach pierwszej połowy dostaliśmy dwa razy „gonga” i musieliśmy dwukrotnie gonić wynik. Nie jest to nigdy łatwe, a mimo to podnieśliśmy głowy, wyszliśmy na drugą połowę, chcąc odrabiać straty. Moim zdaniem przy odrobinie szczęścia mogliśmy nie tylko zremisować, ale też przechylić to na naszą stronę – stwierdził Arkadiusz Jędrych, kapitan GieKSy, którego gol ustalił rezultat na 2:2.
Punkt trzeba było szanować o tyle, że nie brakowało przy okazji wyprawy do Gdyni problemów kadrowych. Na piątkowym rozruchu urazu doznał Rafał Figiel. Środkowy pomocnik przeciążył ścięgno przy kolanie, jest już po badaniu USG i nie wiadomo, czy będzie do dyspozycji na spotkanie z Odrą. Znak zapytania trzeba postawić też przy Dawidzie Kudle. Bramkarz był oczywiście jako jeden z liderów zespołu awizowany do wyjściowej jedenastki, lecz zszedł z rozgrzewki z bólem stawu łokciowego. To przeciążeniowy uraz, z którym zmaga się od jakiegoś czasu i odezwał się przy próbie obrony strzału na rozgrzewce. Niezbędna tu będzie dokładna diagnoza, a między słupkami Kudłę zastąpił młodzieżowiec Patryk Szczuka. Urazem swój występ okupił natomiast Michał Kołodziejski. Stoper, który wskoczył do składu za pauzującego za kartki Grzegorza Janiszewskiego, otrzymał uderzenie w kolano i musiał zostać zmieniony w 83 minucie przez Daniela Tanżynę, ale jego dyspozycyjność przed najbliższym meczem nie powinna być zagrożona, zwłaszcza że nastąpi dopiero za tydzień.
SIATKÓWKA
siatka.org – Grzegorz Słaby przedłużył kontrakt z GKS-em Katowice
Nie będzie zmiany na stanowisku pierwszego trenera GKS-u Katowice. W czwartek klub z Górnego Śląska poinformował o przedłużeniu współpracy z dotychczasowym szkoleniowcem na sezon 2023/2024.
Grzegorz Słaby to jedna z najbardziej zasłużonych postaci w historii siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice. Pod jego wodzą w sezonie 2015/2016 GKS zwyciężył w rozgrywkach pierwszej ligi po emocjonującym finale z SMS PZPS Spała i awansował do PlusLigi. Przez kolejne lata Słaby pozostawał w sztabie siatkarskiej GieKSy w roli asystenta kolejno Piotra Gruszki i Dariusza Daszkiewicza aż do objęcia sterów drużyny przed startem sezonu 2020/2021. W sezonie 2021/2022 prowadzony przez trenera Grzegorza Słabego GKS sprawił jedną z największych niespodzianek w swojej PlusLigowej historii, awansując do ćwierćfinału siatkarskich mistrzostw Polski.
– Chcę się rozwijać jako trener, a GKS Katowice mi to zapewnia. Przez ostatnie trzy sezony, mimo różnych trudności i problemów, pokazaliśmy, że w ramach tego, czym dysponujemy, jesteśmy w stanie osiągać wyniki bardzo dobre, czasem wręcz ponad stan. Z każdym rokiem staję się coraz bardziej doświadczonym szkoleniowcem i stąd decyzja o kontynuowaniu pracy w GKS-ie Katowice – powiedział Grzegorz Słaby.
– Biorąc pod uwagę nasze możliwości i budżety innych klubów występujących w PlusLidze, należy ocenić, że Grzegorz Słaby wykonał w ciągu trzech lat swojej pracy bardzo dobrą robotę. Mieliśmy w ostatnim czasie okresy lepszej i gorszej gry, natomiast pragnę podkreślić, że trener Słaby, rodowity katowiczanin, jest maksymalnie oddany sprawom siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice i całej drużyny. Ze świecą szukać tak zaangażowanego człowieka jak on. Oceniam jego dotychczasową pracę bardzo pozytywnie – powiedział Krzysztof Nowak, wiceprezes GKS-u Katowice.
HOKEJ
sportdziennik.com – Liga dwóch prędkości
Każda z pięciu czołowych drużyn Polskiej Hokej Ligi miała szansę grę o złoto, zaś pozostałe w play offie odegrały rolę statystów.
Końcowa kolejność czołowych miejsc jest zgoła inna od tej po zakończeniu sezonu regularnego. I to już świadczy, że w play offach było ciekawie i sypnęło nieoczekiwanymi rozstrzygnięciami. GKS Katowice, o czym mieliśmy już okazję pisać, w pełni zasłużenie sięgnął po raz drugi rzędu po tytułu mistrzowski. Do tego dorzucił jeszcze Superpuchar Polski, wygrywając pewnie z Comarch Cracovią. Powody do zadowolenia powinien mieć GKS Tychy, wszak sięgnął po Puchar Polski oraz wicemistrzostwo. Po sezonie nieobecności znów znaleźli się na podium, choć pewnie hokeiści i kibice nie tak sobie wyobrażali przebieg finałowych spotkań. Te dwie ekipy, naszym zdaniem, mają prawo być zadowolone, zaś pozostałe czołowe zespoły są pod kreską, bo przecież nie tak sobie wyobrażali jego zakończenie.
1. GKS Katowice
Dobre występy w eliminacjach Ligi Mistrzów zostały połączone z udanymi lidze. Przez te pierwsze dwa miesiące ton wydarzeniom nadawał Grzegorz Pasiut, niekwestionowany lider zespołu wraz ze swoimi kompanami z ataku Bartoszem Fraszko oraz Kanadyjczykiem Brandonem Magee (potem grał w drugim). Pozostali byli jakby cieniu tego tercetu. Potem było nieco poniżej oczekiwań, bo liderzy już tak nie błyszczeli, zaś pozostali nie wskoczyli na wyższy poziom. Niemniej w odpowiednim momencie wszystko w „GieKSie” odpowiednio zafunkcjonowało. Nie byłoby złota, tak śmiemy twierdzić, gdyby nie dobra oraz skuteczna gra obcokrajowców w play offie. Matias Lehtonen, Teemu Pulkkinen, Hampus Olsson i pozostali zaprezentowali tak jak właśnie od nich oczekiwali trenerzy. Osobny rozdział stanowi bramkarz John Murray, który w najtrudniejszych sytuacjach potrafi zaprezentować swój kunszt. On kilka razy w play offie utrzymał zespół w grze. Przed nim jeszcze jeden ważny występ w mistrzostwach świata Dywizji 1A w Nottingham. Jesteśmy przekonani, że również nie zawiedzie.
2. GKS Tychy
Tyszanie po zdobyciu w grudniu 9. Pucharu Polski wysłali czytelny sygnał rywalom, że w lidze mają apetyty nie tylko grę w finale. Startowali z pozycji nr 3, ale półfinałową serię z Tauronem Re-Plaste Unią Oświęcim wygrali 4-3. Słowa uznania należą im się za ostatnie spotkanie na tafli rywala. Jednak finał zupełnie nie wyszedł. Spory wpływ na serię 0-4 miała druga potyczka na własnym lodzie. Posiadali sporą przewagę, a zjeżdżali z lodu pokonani.
– W tym finale może zaprezentowaliśmy się poniżej swoich możliwości, ale trafiliśmy zespół wyjątkowo dysponowany – mówił nieco zawiedziony kapitan tyszan, Filip Komorski. – On scementował przez twarde boje w ćwierćfinale oraz półfinale i był od nas wyraźnie lepszy. Oczywiście, nie osiągnęli głównego celu, bo nie zdobyliśmy mistrzostwa. Mimo wszystko, pewnie gdy wszystkie emocje opadną, będziemy ten sezon oceniali pozytywnie. Zdaję sobie sprawę, że dla większości naszych fanów Puchar Polski jest zaledwie namiastką tego co mogliśmy zdobyć.
O wyższości „GieKSy” w finale zadecydowali obcokrajowcy. Ich gra miała odpowiednią jakość. Dłużej utrzymywali się przy krążku, a przede wszystkim byli skuteczniejsi. Tomas Fuczik, tyski golkiper, jest świetnym fachowcem i był wielokrotnie wychwalany pod niebiosa. Jednak podczas meczów w „Satelicie” nie wytrzymał nerwowo i w rezultacie bronił słabiej niż mogliśmy oczekiwać. Tyscy hokeiści mają bodziec do pracy przed przyszłym sezonie, choć skład na pewno ulegnie korekcie.
3. Tauron Re-Plast Unia Oświęcim
W poprzednim sezonie zespół z Oświęcimia zdobył wicemistrzostwo i z pracą pożegnali się trenerzy: Tom Coolen i Piotr Sarnik. Czy teraz nastąpi powtórka z rozrywki? Nie, raczej nie zanosi się na roszadę, by drużynę opuścili trenerzy Nik Zupancić i Krzysztof Majkowski. Hokeiści Unii przegrali dwa razy ze swoim odwiecznym rywalem zza miedzy z Tychów. Tak było w finale PP oraz w półfinale play off. Tutaj decydowały nie tylko umiejętności techniczne, ale również przygotowanie mentalne. W tym półfinale, jak na ironię losu, słabiej niż oczekiwano wypadł Krystian Dziubiński, jeden z liderów drużyny. Jednak w meczach o brąz gdy napięcie nerwowe już nieco opadło zespół potrafił odwrócić losy meczu, choć przegrywał. Brąz nikogo nie zadowala, a zwłaszcza działaczy, którzy już od lat marzy o tytuł mistrzowskim. Apelujemy do nich, by przy tworzeniu składu kierowali się rozwagą i ufali fachowcom. Życzymy wytrwałości w dążeniu do celu.
4. Comarch Cracovia
Spod Wawelu dociera na Śląsk szloch po półfinałowej rywalizacji z GKS-em Katowice. Sekcja hokejowe dysponowała największym budżetem w historii klubu. Tym razem skład był budowany już w okresie przygotowawczym, a potem dokonano jedynie korekt i dołączył m.in. Alan Łyszczarczyk. „Pasy” po zwycięstwie w sezonie zasadniczym uchodzili za głównego faworyta do złota i sami chyba pewni swego. Może ta pewność siebie ich zgubiła? Tylko jeden fachowiec jeszcze na finiszu pierwszej części rozgrywek przekonywał niżej podpisanego, że Cracovia nie zdobędzie mistrzostwa. A był nim trener Robert Kalaber i tłumaczył, że w tym zespole wszyscy chcą grać do przodu. No i wykrakał. Co będzie przed nowym sezonem, by zrealizować cel. Trener Rudolf Rohaczek ma kontrakt jeszcze przez sezon i pewnie zostanie. Czy budżet na drużynę zostanie jeszcze zwiększony? Niebawem pierwsze decyzje. A na razie dochodzi nas szloch…
[…] Wprawdzie jeszcze nie minęły echa zakończonego przed kilkoma dniami sezonu, a już trzeba pomyśleć o kolejnym. Obawiamy się, że znów będzie nam towarzyszył okres niepewności oraz znaków zapytania: ile ostatecznie drużyn zobaczymy jesienią w ekstralidze. Byłoby fajnie gdy rozgrywki znów zyskały na atrakcyjności, ale pod warunkiem pojawienia się nowego zespołu. Na razie to tylko nasze pobożne życzenia. Terminarz rozgrywek powinien być bardziej spójny i należałoby zachować pewien rytm. Teraz zakłócenia, w głównej mierze, były spowodowane grą dwóch zespołów w eliminacjach HLM. Teraz takich problemów nie będzie mieli, bo mistrz kraju wystartuje w Pucharze Kontynentalnym.
Ponadto trzeba pogodzić interes klubowy z reprezentacyjnym. Działacze klubowi nie przepadają za dłuższymi przerwami w rozgrywkach w listopadzie, zwłaszcza w grudniu, zaś w lutym byłoby dobre wygospodarować kilka dni przerwy przed play offami. A terminy w drugiej części powinny lepiej dopasowane. Skoro wiemy, że mamy pięć zespołów o podobnym poziomie to jeżeli spotyka się czwartym z piątym to można założyć serię 7. meczów. Hokeiści GKS-u po rywalizacji z Jastrzębiem jeszcze nie wyregulowali oddechów, a już musieli grać półfinał z Comarch Cracovią.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Hokeiści dostaną premię od prezydenta Krupy, a trener Płachta zostanie w klubie
[…] W poniedziałek 3 kwietnia władze miasta spotkały się z zespołem mistrza Polski na uroczystym śniadaniu. Prezydent Katowic Marcin Krupa gratulował serdecznie zawodnikom i trenerom.
– Zrobiliście coś, co wydawało się niemożliwe. Kolejny raz z rzędu zostaliście mistrzami Polski sprawiając wielką radość nie tylko mnie, ale także mieszkańcom miasta, o czym sami mogliście się przekonać na meczu i podczas fety na ulicach miasta. Zdobyliście tytuł, choć przecież niektórzy rywale mają większe budżety niż nasz klub. Jest nadzieja, że poprzez ten sukces uda się znaleźć kolejnego sponsora, który pozwoli jeszcze lepiej zbudować drużynę i powalczyć nie tylko na krajowej arenie, ale również w rozgrywkach międzynarodowych – powiedział prezydent Krupa, który postanowił zwiększyć pulę premii dla hokeistów o 200 tys. zł. Oznacza to, że katowiczanie dostaną za wywalczenie tytułu 900 tys. zł.
Autorem ostatnich sukcesów GKS Katowice jest trener Jacek Płachta. Kontrakt ze szkoleniowcem kończy się jednak po tym sezonie.
– Jestem po rozmowach i wygląda to dobrze. Podaliśmy sobie ręce z prezesem i myślę, że zaowocuje to nowym kontraktem. Chcemy utrzymać trzon tej drużyny, ale zmiany są nieuniknione. My mamy pewne możliwości, zawodnicy jakieś oczekiwania. Niektóre kwestie wymagają przedyskutowania i dokładnego przeanalizowania sezonu – powiedział trener Płachta.
Katowiczanie pod jego wodzą zamierzają nadal sięgać po mistrzowskie laury.
– Dwa tytuły z rzędu do czegoś zobowiązują. Nie będzie to łatwe, ale będziemy walczyć dalej. Chyba dziś jeszcze nie czas mówić o przyszłości. Na razie się cieszymy, trochę odpoczniemy. Jeśli chodzi o rozgrywki pucharowe to jeszcze nie wiemy co, gdzie i jak, ale postaramy się wypaść jak najlepiej na międzynarodowej arenie. Liga Mistrzów była bardzo fajnym przeżyciem, niestety polskich drużyn teraz w niej nie będzie, ale będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony w Pucharze Kontynentalnym. Czuję wielką dumę z tego, że jestem częścią tego klubu. Cieszę się, że mogliśmy dać kibicom te dwa mistrzostwa w mieście, gdzie się urodziłem. To fajna sprawa – dodał szkoleniowiec GKS Katowice.
Kapitan zespołu Grzegorz Pasiut chwalił charakter drużyny.
– Wywalczony przed rokiem tytuł był pierwszym złotem dla Katowic od 52 lat i dał mnóstwo radości kibicom. Był bardzo ważny, ale w sporcie jeszcze trudniej jest obronić mistrzostwo, a nam się to udało, choć po sezonie zasadniczym na pewno nie byliśmy faworytem. Drużyna pokazała jednak charakter. Każdy wiedział co ma do zrobienia i w tych ciężkich momentach w play off byliśmy razem – stwierdził Pasiut.
hokej.net – Grzegorz Pasiut – zawodnik marca!
Redakcja portalu Hokej.Net wybrała najlepszego zawodnika marca w Polskiej Hokej Lidze. Został nim Grzegorz Pasiut, środkowy GKS-u Katowice.
Marzec bezapelacyjnie należał do hokeistów GieKSy. Podopieczni Jacka Płachty po twardych, wyrównanych i niesamowicie zaciętych bojach pokonali JKH GKS Jastrzębie i faworyzowaną przez ekspertów Comarch Cracovię. Obie te rywalizacje trwały siedem meczów!
W finale poszło już z górki i katowiczanie w czterech meczach odprawili GKS Tychy. Tylko w marcu odnieśli 10 zwycięstw i obronili tytuł mistrzowski!
Jednym z głównych architektów tego sukcesu był właśnie Grzegorz Pasiut. „Profesor”, jak mówią o nim katowiccy kibice, grał jak z nut i strzelał gole z regularnością karabinu maszynowego.
Dość powiedzieć, że w marcu zdobył aż 11 bramek, do których dołożył też 5 asyst. Ten dorobek pomógł mu zostać najlepszym strzelcem fazy play-off (13 goli) oraz zwycięzcą klasyfikacji kanadyjskiej (19 punktów).
Jego gole miały też swoją wymowę, bo napędzały ekipę z alei Korfantego. Gdy GKS Katowice przegrywał rywalizację ćwierćfinałową z JKH GKS-em Jastrzębie 2:3, Pasiut w decydującym meczu przedłużył nadzieję katowiczan i pokonał jastrzębskiego golkipera w dogrywce, dzięki czemu GieKSa mogła jeszcze powalczyć o półfinał. W kolejnym meczu „Pasionek” dołożył dwie asysty.
Z kolei przeciwko Cracovii grał już od początku do końca tak, jak przystało na kapitana drużyny aspirującej do mistrza Polski. Był prawdziwym motorem napędowym swojego zespołu, co udowadniał zarówno na lodzie, jak i w szatni. Podobnie było w czteromeczowej rywalizacji z tyszanami, w której strzelił trzy gole.
Mówiąc kolokwialnie – odpalił na najważniejszą fazę sezonu, co przyniosło wymierne skutki. Jeśli zaprezentuje podobną formę na Mistrzostwach Świata Dywizji IA, to o jego zdobycze punktowe możemy być spokojni.
Płachta z nowym kontraktem. Na dwa lata!
To z pewnością świetna informacja dla kibiców GKS-u Katowice. Jacek Płachta, który poprowadził GieKSę do dwóch tytułów mistrzowskich, podpisał dziś nowy kontrakt z ekipą z alei Korfantego. Będzie on obowiązywał do końca sezonu 2024/2025.
Pod wodzą 53-letniego szkoleniowca katowiczanie sięgnęli po dwa tytuły mistrzowskie. Przed rokiem pokonali w finale Re-Plast Unię Oświęcim 4:0, a przed tygodniem z takim samym wynikiem wygrali rywalizację z GKS-em Tychy.
Pod wodzą Jacka Płachty GKS Katowice sięgnął po Superpuchar Polski (2022) i zaprezentował się z dobrej strony w rozgrywkach Hokejowej Ligi Mistrzów.
– Nasz wspólny wysiłek dał nam sukces w postaci dwóch mistrzostw Polski. Jestem bardzo dumny z tego, że mogę tutaj pracować, czuję się dobrze w Katowicach i cieszę się na dalszą współpracę w przyszłości. W GKS-ie mogę liczyć na profesjonalną organizację i wsparcie naszej pracy – tak trener Jacek Płachta skomentował przedłużenie swojej umowy z katowickim klubem do 2025 roku.
– To bardzo ważna i bardzo dobra informacja dla katowickiego hokeja. Rozmowy o przedłużeniu umowy o dwa kolejne lata rozpoczęliśmy jeszcze przed startem finałowej rywalizacji, aby trener Płachta miał czystą głowę i mógł skupić się na swojej pracy przed najważniejszymi spotkaniami sezonu. Takiej decyzji chcemy wszyscy, począwszy od zarządu, całego sztabu i zawodników aż po kibiców. Ani przez chwilę nie wahałem się nad przedłużeniem umowy z Jackiem Płachtą – podkreślił Krzysztof Nowak, wiceprezes GKS-u Katowice.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze