Piłka nożna
Goncerz: Mogłem lepiej się zachować przy mojej akcji
Po meczu z Rozwojem przed dziennikarzami stanął Grzegorz Goncerz. Poczytajcie, co miał do powiedzenia nasz kapitan:
Goncerz: Wiele sobie mówiliśmy o tym spotkaniu, miało skończyć się jak z Kluczborkiem. Mieliśmy wyjść wysokim pressingiem i początek był obiecujący, bo strzeliliśmy bramkę. Potem przytrafiła się jedna sytuacja i straciliśmy bramkę po stałym fragmencie gry. Strzelamy na 2:1 i mamy mecz w swoim rękach. Dostajemy bramkę kuriozum moim zdaniem i Wróbel strzela na 2:2. Mamy punkt i możemy kolejny raz powiedzieć, że nie dajemy radę, ciężko nam wygrać kolejne spotkanie. Jest nam potrzebne zwycięstwo, rozmawiamy ze sobą na wszystkie możliwe sposoby, ale wygrana nie chce przyjść. Musimy jednak pracować nad tym by te wygrane przyszły, bo jestem ciągle przekonany, że ta runda jest jeszcze do uratowania, jeśli chodzi o wynik punktowy.
Grzegorz kilka słów o Twojej okazji na 3:2.
Uderzyłem czysto piłkę, była to bardzo dobra okazja. Powinienem się lepiej zachować i strzelać przy słupku. Niestety tak to jest, jak nie idzie to nie idzie i nawet niebiosa nie sprzyjają. Trzeba to przyjąć na klatę i powiedzieć, że byśmy wygrali gdyby nie moje złe zachowanie.
W końcówce to Rozwój był bliższy zdobycia bramki. To efekt meczu z Cracovią?
Ciężko mówić, że to miało znaczenie. Myślę, że to bardziej wynikało z tego, że poszliśmy na hurra do przodu. Momentami było groźnie i niewiele brakło byśmy tą bramkę stracili.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

GieKSiarz
25 września 2015 at 23:22
… hallo Gonzo a może tak
https://www.youtube.com/watch?v=jxfWTVQoWGk http://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/549168/lewandowski-lek-na-narodowy-kompleks-nizszosci
kibic bce
25 września 2015 at 23:34
Krotko podsumuje. Gonzo, Iwan, Praznowski to sa pilkarze na tak i na sile Pietrzak reszta w… z boiska na czele z Kaminskim stary chop cie oblecial jak mloda k….. . Brawo Wrobel, Gielza, Mielnik i Kufel reszta tez!!!!!!!
Kochani kibice tu nawet przyjscie Fergusona nic nie da. Dajmy sznase Brzeczkowi co mamy do stracenia? NIC!!!!!!!!
Tak po za tym byli kumple z Pawlowic i Zor i dawno takiej padaki nie widzieli. Roni mowil ze chlopaki z Pniowka Pawlowice obiechali by ich z palcem w nosie. Kulfon mowi ze pilkarze z Nadwislana G tez daliby im rade. Co tu mowic wiecej.
Wymieniona 4 przezemnie powinna dostac gelt. Reszta takie kary by ich wyje… Z butow.
Wstyd mi k… za nich ze ziomki tyle sie taszczyli na szpil a zobaczyli jeden wielki ch… .
Panie prezydent chopcom z Rozwoju nalezy sie tez kasa. Bynajmniej ten 1mln. Oni bardziej nas promuja.
Berol
26 września 2015 at 03:51
cos w srodku u nas jest nie tak od dawna tych treningach? atmosferze? nie wiem widac to jednak na przykładzie juz paru zawodników przychodza na poczatku cos tam jeszcze graja potem popadaja w ten sam marazm co reszta drużyny znów Iwan i słowak w obronie wyrózniaja sie bo ledwo co zaczeli u nas grac za chwile znów zrównaja sie poziomem z reszta serio tyle lat kibicuje temu klubowi ale nie wiem o co tu chodzi przecież te chłopy chyba mają jakis honor godnosc? kolejni trenerzy sie nie sprawdzaja zawodnicy sa jakby na wczasach ciągłych od lat leja nas byle leszcze na murawie o co tu kur… chodzi w tym klubie?Już szału od nich od paru lat nie wymagam ale by choc wstydu nie przynosili …………………….
kaem16
26 września 2015 at 09:39
Gonzo to bardzo dobry piłkarz, ale w tym sezonie niestety dostosował sie do reszty
kibol
26 września 2015 at 10:00
Na stojąco meczów sie nie wygrywa pamiętajcie trzeba po prostu ZAPIERDALAĆ ! tak jak ROZWÓJ
Mecza
26 września 2015 at 17:17
Do Berol, po Cracovii pisałem, że Iwan i Praznovsky najlepiej wyglądają bo za długo nie trenowali z Piekarczykiem i resztą. Zespół trenerski tworzy zespół i nie przeszkadza piłkarzom w budowaniu atmosfery. U nas nie ma niczego. Jak zobaczyłem wchodzącego Mielnika przypomniało mi się, że był on jednym z najlepszych bocznych obrońców ligi za czasów Nawałki. Po drugiej stronie grał jeden z najlepszych Sroka… długo by można wymieniać jak to przeciętni piłkarze robili wynik przy dobrym trenerze. Profesjonalny sztab szkoleniowy buduje piłkarzy, kariery… To nie Bębenek, Bury, Trochim są słabi !!! U nas Lewy nic by nie zrobił. Liczka na dyrektora sportowego a z trenerem jeszcze poszukajmy! Brzęczek nie, chociaż nie ma reguły. Nawałka też się teoretycznie nie nadawał przychodząc do nas. Miał coś do udowodnienia i mu wyszło. Brzęczek podobnie ale przy Liczce jako dyrektor.