Piłka nożna Prasówka
GKS Katowice bez celnego strzału
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Raków Częstochowa 0:1 (0:0).
gol24.pl – Raków Częstochowa zdobył Nową Bukową. Gol Jonatana Brauta Brunesa, GKS Katowice bez celnego strzału
Raków Częstochowa zaczyna walkę o mistrzostwo Polski od wyjazdowego zwycięstwa. Na inaugurację nowego sezonu PKO Ekstraklasy podopieczni Marka Papszuna wygrali z GKS Katowice 1:0. Po przerwie jedynego gola strzelił Jonatan Braut Brunes, o którym mówiło się po rekordowym wykupie za 2 mln euro, że wcale nie chce zostać w zespole.
Wygrana Rakowa byłaby wyższa, gdyby sędziowie VAR nie wezwali w doliczonym czasie do monitora Jarosława Przybyła. Główny rozjemca dał się bowiem nabrać na rzekomy faul Dawida Kudły na Leonardzie Rochy – i dopiero po analizie zdecydował się anulować jedenastkę.
Tak czy siak Raków na trzy punkty zasłużył. Nie pozwolił GieKSie oddać choćby jednego celnego strzału. Sam natomiast miał wiele dogodnych sytuacji. Po zagraniu najlepszego na boisku Michaela Ameyawa do siatki trafił Jonatan Braut Brunes. To była 51 minuta gry.
Po spotkaniu Raków komplementował trener GieKSy, Rafał Górak. W rozmowie z Canal+ Sport zwrócił uwagę jednak nie na ofensywę. – Raków ma najlepszą defensywę w lidze – stwierdził.
– Raków był drużyną lepszą. Kontrolował mecz – podkreślił wcześniej komentujący mecz Kamil Kosowski. Dodał, że poprzeczka wcale nie została wysoko zawieszona przez gości. Jak to było w strzałach? 3 do 17 i 0 do 4 w samych celnych…
Oprócz Brunesa i Ameyawa świetną szansę na gola miał jeszcze Amorim. W drugiej połowie grę na chwilę wstrzymano z powodu niebezpiecznego incydentu w okolicach trybun. Ktoś rozpylił gaz.
Ciekawostka z samego meczu? Pierwszy raz od dwóch lat (!) w wyjściowym składzie Rakowa było więcej Polaków (6) niż obcokrajowców (5). Zadebiutował m.in. były gracz GieKSy, Oskar Repka.
rakow.com – Wygrana na inaugurację!
Udany początek sezonu! W spotkaniu 1. kolejki PKO BP Ekstraklasy pokonaliśmy na wyjeździe GKS Katowice po trafieniu Jonatana Brunesa!
Spotkanie rozpoczęło się od groźnego uderzenia z dystansu Oskara Repki w 10. minucie, jednak czujny w bramce gospodarzy był Dawid Kudła. Chwilę później efektownym szczupakiem bramkarza GieKSy próbował pokonać Michael Ameyaw. Ten sam zawodnik zmusił bramkarza do interwencji w kolejnej groźnej okazji pod bramką Katowiczan.
W 25. minucie oko w oko z naszym bramkarzem stanął Arkadiusz Jędrych i umieścił piłkę w siatce, jednak po analizie VAR gol został anulowany z powodu pozycji spalonej. 6 minut później, po dośrodkowaniu Ameyawa, Brunes oddał strzał głową; tym razem piłka minęła prawy słupek bramki gospodarzy. W doliczonym czasie pierwszej połowy niewiele brakowało, by najpierw do własnej siatki trafił Arkadiusz Jędrych, a po chwili dorobek bramkowy Rakowa strzałem z dystansu otworzył Jonatan Brunes.
Druga połowa rozpoczęła się mocnym uderzeniem Rakowa; w 51. minucie, po znakomitej asyście Michaela Ameyawa, gola zdobył Jonatan Brunes. Przez kolejne minuty gra toczyła się pod dyktando Medalików. Dopiero w 86. minucie groźnie zaatakował GKS; Aleksander Buksa był bliski wyrównania, ale piłka po jego strzale minimalnie minęła bramkę Kacpra Trelowskiego. Dwie minuty później szansę miał jeszcze Adriano Amorim.
ekstraklasa.org – GKS Katowice 0:1 Raków Częstochowa – Najlepsi od lat
Raków Częstochowa zdobył najwięcej punktów łącznie od sezonu 2019/2020 (380). Nową kampanię również rozpoczęli od zwycięstwa.
To już piąty mecz z rzędu między nimi bez remisu. Znów Raków Częstochowa wygrał z GKS Katowice bez straty bramki (do tej pory jeśli zwyciężał z tym rywalem, to zawsze z czystym kontem), a amuletem w zespole Medalików ponownie okazał się Ariel Mosór. Młody obrońca wystąpił w 12 spotkaniach Rakowa Częstochowa i wszystkie jego drużyna kończyła ze zwycięstwem. Łącznie w 17 ostatnich meczach, w których zagrał ten zawodnik z 2003 roku jego kluby wywalczyły 44 punkty (2,59/mecz; też – 51 w 21 ostatnich meczach = 2,43/mecz).
weszlo.com – Brunes ponownie skuteczny. Raków wygrywa z GKS-em Katowice!
Po pierwszej połowie wydawało się, że będziemy świadkami pierwszego bezbramkowego remisu w tym sezonie Ekstraklasy. Raków miał przewagę, ale nie potrafił stworzyć sobie wielu klarownych sytuacji. W drugich 45 minutach podopieczni Marka Papszuna podkręcili jednak działania z przodu i strzelili zwycięskiego gola. Pierwsze trzy punkty w sezonie wicemistrzom Polski zapewnił Jonatan Brunes. Spotkanie nie zachwyciło, ale częstochowianie zainkasowali to, po co przyjechali.
Przed pierwszym gwizdkiem Marek Papszun na pewno miał w głowie ostatnią porażkę swojego zespołu z GKS-em Katowice. Wiosną drużyna Rafała Góraka znalazła sposób na ekipę spod Jasnej Góry i wygrała na ich stadionie 2:1. Tych punktów w ostatecznym rozrachunku zabrakło Rakowowi do tego, aby sięgnąć po mistrzostwo kraju. W tamtym meczu gola strzelał Sebastian Bergier, a w pierwszym składzie grał Oskar Repka. Dziś obydwu nie ma już w Katowicach, bo jeden gra na chwałę Widzewa Łódź, a drugi właśnie Rakowa.
52-letni szkoleniowiec katowiczan musiał sobie radzić bez swoich asów atutowych, a goście mieli nadzieję na to, że nie podzielą losów pozostałych pucharowiczów. Lech i Jagiellonia wczoraj sromotnie przegrały przecież swoje spotkania.
W pierwszej połowie piłka wpadła do bramki jedyny raz za sprawą ataku GKS-u Katowice. W 25. minucie gola strzelił Arkadiusz Jędrych, ale okazało się, że ze względu na spalonego gol nie został uznany.
Niestety dla gospodarzy poza tym atakiem niewiele dobrego mogliśmy powiedzieć o postawie ekipy Rafała Góraka. Jeśli chodzi o poczynania Rakowa z przodu, również było dyskretnie, ale zdecydowanie bardziej konkretnie. Wyróżniał się Michael Ameyaw, aktywny był również Repka, który szybko sprawdził czujność Dawida Kudły strzałem z dystansu. Niewiele później próbował również wspomniany Ameyaw, ale ponownie interweniował golkiper katowiczan. W dalszej części gry do dobrej sytuacji po dośrodkowaniu byłego zawodnika Piasta główkował Jonatan Brunes, lecz uderzył niecelnie. Raków osiągnął przewagę w środku pola i miał częściej piłkę przy nodze, natomiast nie przekładało się to na korzyści bramkowe.
Można było pomyśleć, że powtarza się znajomy scenariusz z poprzedniego sezonu. Raków Marka Papszuna nieco usypiający, ale na koniec będący zwycięski. Do pełni szczęścia potrzebny był jednak gol, a ten nadszedł niedługo po wznowieniu gry. Oskar Repka zagrał do prawej strony do Michaela Ameyawa, a ten ukoronował swój dobry występ asystą. Gola strzelił Jonatan Brunes, który był najlepszym strzelcem zespołu w poprzednim sezonie. Norweg wykończył atak z zimną krwią i mógł się szeroko uśmiechnąć wykorzystując brak odpowiedniego doskoku ze strony zespołu z Katowic.
GieKSa nie potrafiła w tym meczu oddać choćby jednego celnego strzału, a jej niemoc z każdą kolejną minutą była coraz bardziej dostrzegalna.
Przed sezonem kibice martwili się, jaki sposób Rafał Górak znajdzie w obliczu tego, że kilku ważnych zawodników opuściło zespół. Sebastian Bergier był autorem dziewięciu goli, a Oskar Repka ośmiu. Dzisiaj z przodu zdecydowanie brakowało pomysłu, kreatywności i szybkości. Maciej Rosołek nie otrzymywał zbyt wielu podań, mało pojedynków podejmował Adrian Błąd, a sporo strat notował Bartosz Nowak. Nie pomogły zmiany Marcela Wędrychowskiego oraz Aleksandra Buksy, choć były gracz Wisły Kraków miał całkiem niezłą okazję w końcówce.
Raków spokojnie kontrolował wynik, a w końcówce powinien podwyższyć wynik. Znakomite okazje zmarnowali bowiem Adriano Amorim i Lamine Diaby-Fadiga. Podopieczni Marka Papszuna potrafili wygasić spotkanie i będąc zespołem odpowiednio zorganizowanym zanotowali pierwsze zwycięstwo. Dobrze do zespołu wprowadzili się Oskar Repka oraz Karol Struski, co daje nadzieję przed meczem europejskich pucharów. Po kontuzji potencjał będąc aktywnym z przodu uwolnił Michael Ameyaw. Takiego zawodnika również z pewnością chce oglądać Jan Urban, bo przecież jesienią w meczach Ligi Narodów doszło już do debiutu tego gracza w reprezentacji Polski.
Raków Częstochowa jako jedyny pucharowicz grający w tej kolejce wygrał swoje spotkanie i z podniesioną głową podejmie w czwartek o 21:00 słowacką Żylinę. Drużyna Papszuna była agresywna w pressingu i sprowadziła katowiczan do narożnika. Raków zrewanżował się za ostatnią porażkę w meczu ligowym w marcu, a Jonatan Brunes znów pokazał, dlaczego zapłacono za niego latem 2 miliony euro.
Fanom oglądającym ten mecz za oceanem być może oczy nie otworzą się nadmiernie z wielkiego wrażenia, ale na pewno dowiedzieli się, jaki jest pomysł na futbol Marka Papszuna i czemu często bywa on skuteczny. Rafał Górak na pewno ma nad czym myśleć, jeśli chodzi o ofensywę. Jak sam jednak podkreślał po spotkaniu w wywiadzie w CANAL+, nie co tydzień będą mierzyć się z tak dobrze zorganizowaną drużyną.
wkatowicach.eu – Mecz GKS Katowice – Raków Częstochowa na otwarcie nowego sezonu.
GKS Katowice rozpoczął nowy sezon w Ekstraklasie w sobotę, 19 lipca. Pierwszy mecz GieKSa rozegrała na Arenie Katowice, a jej rywalem był Raków Częstochowa, wicemistrz Polski. Tym razem GieKSa musiała uznać wyższość rywali.
[…] W pierwszym meczu nowego sezonu GKS Katowice spotkał się na Arenie Katowice z wicemistrzem Polski – Rakowem Częstochowa. W wyjściowej jedenastce znaleźli się Kacper Łukasiak i Maciej Rosołek, dla których był to debiut w barwach GieKSy. Natomiast w drużynie rywala od początku, dobrze wszystkim w Katowicach znany, Oskar Repka. Kilkukrotnie w pierwszej połowie swoimi dośrodkowaniami zagrażał gościom Marcin Wasielewski, który przed rozpoczęciem spotkania został uhonorowany za rozegranie 100. meczów w barwach naszego Klubu. W 5. minucie dogrywał do Adriana Błąda, ale ten nie opanował piłki w polu karnym. Chwilę później zagranie w szesnastkę Borjy Galána, ale piłka leciała za wysoko i Błąd nie był w stanie tej akcji wykończyć.
W 11. minucie pierwsza groźna sytuacja Rakowa. Oskar Repka uderzał z 25 metrów, ale Dawid Kudła odbił jego strzał. W kolejnych minutach to zespół trenera Marka Papszuna doszedł do głosy. Szczególnie groźny był aktywny na swojej stronie Michael Ameyaw. W 25. minucie piłka zatrzepotała w siatce Rakowa po uderzeniu Jędrycha. Niestety kapitan GKS-u był na spalonym, co potwierdziła długa analiza VAR. W 33. minucie Mateusz Kowalczyk zablokował potencjalnie groźny strzał Repki. Kilka minut później pędził z akcja Wasielewski. Zagrał w pole karne, ale Maciej Rosołek nie wiedział, jak się złożyć do mocno zagrywanej piłki. Jeszcze przed końcem przed stratą gola uratował katowiczan Kudła, który złapał piłkę po tym, jak ta odbiła się od nogi Jędrycha, gdy mocną piłkę posłał z bocznego sektora jeden z rywali.
Na drugie 45 minut wracaliśmy z bezbramkowym remisem. W 51. minucie składna akcja Rakowa zakończyła się podaniem do Jonathana Brunesa, który pewnym strzałem dał swojej drużynie prowadzenie. W 58. minucie Kacper Łukasiak skutecznie zablokował Repkę po naszej niefrasobliwości w obronie. W 66. minucie swoje debiuty w barwach GKS-u zapisali także Marcel Wędrychowski i Aleksander Buksa, którzy zastąpili odpowiednio Łukasiaka i Rosołka. W 86. minucie Buksa obrócił się z piłką w polu karnym i uderzył na długi słupek. Futbolówka przeleciała jednak obok bramki Kacpra Trelowskiego. W 88. minucie 100% sytuację zmarnował Adriano Amorim, który dostał podanie niemalże na pustą bramkę. W końcówce sędzia cofnął rzut karny po rzekomym przewinieniu Kudły. Potrzebna była analiza VAR. Ostatecznie wynik nie uległ zmianie.
sportowefakty.wp.pl – „Nie panikowałem”. Papszun zadowolony z tego, co Raków pokazał w Katowicach
[…] To był stary, dobry Raków Częstochowa. Może jeszcze nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno w ataku, ale bramka Jonatana Brauta Brunesa pozwoliła wygrać 1:0 w Katowicach.
Do tego dobra defensywa, dzięki czemu GKS nie wypracował sobie żadnej klarownej sytuacji i nie oddał ani jednego celnego strzału.
– Zależało nam, żeby dobrze zacząć i dobrze wejść w sezon. I to zrobiliśmy. Zagraliśmy z bardzo wymagającym przeciwnikiem, z którym w poprzednim sezonie mieliśmy dwa trudne spotkania. Pokazaliśmy dojrzałość, dobrą organizację i dyscyplinę. Jestem zadowolony i z optymizmem patrzę w przyszłość – powiedział trener Marek Papszun na konferencji prasowej.
Siłą Rakowa w Katowicach był kompletnie nowy środek pola. Zagrali tam Oskar Repka i Karol Struski. Obaj zaprezentowali się z korzystnej strony.
– Wypadli bardzo dobrze, szczególnie Oskar. Karol musiał być bardziej ostrożny, stąd też wczesna zmiana z uwagi na żółtą kartkę – przyznał trener Papszun. – Oskar Repka był najlepszym, a jeśli nie, to jednym z najlepszych na boisku. To bardzo budujące, bo wymieniliśmy cały środek pola, a nie jest łatwo wejść od razu do tej drużyny. Musimy sobie radzić. Nie jest to łatwa sytuacja, bo wiemy ile znaczyli Berggren i Koczerhin – dodał trener Rakowa.
Wygrana Rakowa była w pełni zasłużona, ale też zbyt niska. W końcówce stuprocentową szansę miał Adriano Amorim, ale w tylko sobie znany sposób nie trafił w bramkę z pięciu metrów.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze