Piłka nożna
Utrata złudzeń
6.03.2016 Katowice
GKS Katowice – Arka Gdynia 0:2
Bramki: Da Silva (17), Abbott (39)
GKS: Kuchta – Czerwiński, Kamiński, Prażnovsky, Frańczak – Wołkowicz, Duda (79. Leimonas), Pielorz, Iwan (64. Sawicki), Szołtys (46. Szymański) – Goncerz.
Arka: Jałocha – Da Silva, Fialho, Kakoko, Nalepa, Sobieraj, Stolc, Szwoch (76. Siemaszko), Warcholak, Formella (70. Youssuf), Abbott (88. Wojowski).
Ż.kartki: Warcholak
Cz.kartki:
Sędzia: Sebastian Krasny
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Berol
6 marca 2016 at 13:25
totalna chujnia jak idzie o gre jestem mega na minus zaskoczony
n.k.w.d.
6 marca 2016 at 13:28
mistrzowie sparingów
Karlik
6 marca 2016 at 13:31
Brawo !!!!!!! 1 Liga do końca świata i jeden dzień dłużej!!!!! To było do przewidzenia po obrazie sparingów. Szkoda Goncerza mógł grać gdzie indziej, rozwijać się piłkarsko. Kurwa, jaki potencjał drzemie w tych ciulach ja się pytam ??? Środek tabeli jest nasz. Nigdy nie wrócimy do ekstraklasy. Gdzieś jest problem i nie jest nim trener. Piszę przy 0:2 Zobaczymy ile jeszcze śledzie wciepną?.
Berol
6 marca 2016 at 13:52
to co zagrali w pierwszej połowie to masakra jakby zebrac spod bloków z ławek piwoszy pierwszych lepszych i ubrac w koszulki moze by choc minimum honoru i ambicji było i by sie starali . 2 połowa nic patrzmy oby cos sie zmieniło
fanclub dortmund
6 marca 2016 at 14:22
deja vu z Zaglebia powraca wieczny ligowiec bedziemy znowu spiewac…niestety ale 2 ligowiec…i to nie to ze Gieksa az tak slaba…po prostu Arka zdecydowanie lepsza…
Berol
6 marca 2016 at 14:40
i znów marazm znów nicosc szarosc pierwszej ligi liczyłem ze po tym spotkaniu choc bedzie nadzieja i jakis kontakt pt z czołówka tymczasem strzał w ryj z buta niesamowity sprowadzajacy na ziemie juz nawet nie chodzi tylko wynik lecz dno które pokazali ani jednej okazji przez 90 min z akcji zero pomyslunku zero gry dno dno……
Misiek
6 marca 2016 at 14:42
Hi hi ha ha… Dawno mnie tu nie było z wpisem, a tu biedolenie naiwniaków bez zmian… Za rok też z awansu gówno będzie, wystarczy popatrzeć kto gra ogony w ekstraklasie i zestawić z tym GieKSe… Banda naiwniaków i znowu przez pół roku nic nie będę pisał bo znawcy będą snuć cudowne wizje przed klubem…
damian
6 marca 2016 at 14:49
Nie widzę tej drużyny o ile można ich tak nazwać. Zostawiłbym tylko Kuchte, Praznowskiego, Czerwińskiego, Franczaka, Kochańskiego, Bębenka, Szymańskiego, Burkharda i Goncerza oraz młodzież. Reszta wypad i budowa drużyny od teraz w lecie dokupić kogoś kto to pociągnie. Zbyt dużo u nas grajków którzy od lat nie potrafią tego klubu udźwignąć. Za mało zawodników kreatywnych którzy podejmą ryzyko jeden na jeden żeby stworzyć przewagę i nie bać sie przytrzymać piłkę. INO GIEKSA
hajna
6 marca 2016 at 14:50
Co robił trener zimą bo tacy ludzie jak Duda,Iwan czy Wołkowicz nie powinni nawet siedzieć na ławie rezerwowych a co dopiero grać jedyny plus to gra młodych łącznie z zdjetym Sołtysem oni przynajmniej próbowali. Drużyna bez koncepcji gry to niestety wina trenera który nie widzi możliwości zmian w ustawieniu w zależności od przeciwnika ten mecz spokojnie można było zremisować stawiając na młodzież co pokazała końcówką drugiej połowy.
Bartolo
6 marca 2016 at 15:13
Jak można od tej ekipy oczekiwać awansu,jak oni w tym składzie od kilku lat grają i wiadomo ,że są po prostu słabi.Jednak zarząd uparcie podbija bębenek o awansie.pANIE cYGAN-jedno pytanko:GDZIE SĄ PIENIĄDZE z UM???Jesteś pAN zwykłym kłamcą a nasz ukochany klub zwykłą PRALNIĄ PIENIĘDZY.Powinny polecieć głowy i to dosłownie.Były już różne czasy:zimna woda pod prysznicem itp.,ale takiej hujni jak teraz to nie pamiętam.Wszystko ładnie marketing ok,sponsorzy ok medialność ok,a gdzie sukces sportowy.Zapytam jeszcze raz cYGAN:GDZIE SĄ TRANSFERY????!!!!Jeśli chce się awansu,to trzeba zmienić drużynę!!Bo z tej to nawet kompletny laik wie,że nic nie będzie.Kurwa jakich czasów człowiek dożył.Jutro taczka dla zarządu!
banik12
6 marca 2016 at 15:45
i po chuj karnet kupiłem,na tą zbieranine pajacy nie idzie patrzeć.Jak na następnym szpilu będzie 1500 kibiców to max.Opamiętajcie sie.
tomassi
6 marca 2016 at 15:48
1 połowa: przecież tego nie można było oglądać, zero,nic,masakra
2 połowa: troche więcej walki niż w pierwszej
przez 90 minut może jedna składna akcja= kompromitacja!!!!!
xx
6 marca 2016 at 15:57
Czego się spodziewaliście ? Przecież my nie mamy składu nawet na środek tabeli obecnie, a dopiero co o walkę z Arką. Przyszły sezon będzie to samo jakieś śmieszne transfery zawodników wolnych za darmo których nikt nie chce bo nie prezentują żadnego poziomu i tak w kółko , a wy śpiewajcie dalej nasza wiara nie zachwiana a Cygan was w huja wali
Igor
6 marca 2016 at 16:16
Zgadzam się z Bartolo, że wszystko to marketing, który z niczego robi produkt. Zgadzam się też, że wygląda to na pralnię pieniędzy UM, bo jakoś od wielu lat płynie na klub kasa o której inni mogą pomarzyć, a efekt taki jak na boisku… Te drużynę należy zrobić od nowa (zostawić Kuchtę i Goncerza, jak się zgodzą). Niedługo Sosnowiec będzie miał i ekstraklasę i stadion, a u nas będzie nadal kasa przeciekać przez palce. Należy się w końcu przyjrzeć powiązaniom zarządu z UM. A jako kibic płacący bilety żądam przejrzystości finansowej (kto ile zarabia), bo nie może tak być, że publiczna kasa jest inwestowana, a oni zasłaniają się tajemnicą handlową.
GREGOR
6 marca 2016 at 18:11
Ogólnie bardzo bardzo słabo czyli jak prawie zawsze pozytywów poza kuchta w tym meczu brak
Ale to co wyprawiał Iwan wola o pomstę do nieba taki doświadczony zawodnik Dramat
Ps teraz czysto organizacyjnie jak to jest kurwa ze wszyscy sie wzmacniają a my huja
Co z tymi transferami arka sosnowiec wszyscy sie wzmacniają a my huja gdzie te pieniądze
Jak wam kurwa szkoda na transfery a szło przecież zawodników sprowadzić na wolnym transferze
To tak to wyglada po 2 kurwa co z tym stadionem jak to tak dalej będzie wyglądać to zostanie 500 kibiców
I klub kotleta
pawelas197
6 marca 2016 at 18:45
nie da sie na topatrzec panowie trzeba zrobic z tym porzadek smieja sie z nas juz wszyscy moze trzech sie nadaje reszta won
pawelas197
6 marca 2016 at 18:48
mamy 2 budzet w 1 lidze gdzie to qurwa widac na boisku pytam