Piłka nożna Prasówka
GieKSa triumfuje w Bełchatowie! Media po meczu PGE GKS Bełchatów-GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mediów na temat meczu PGE GKS Bełchatów – GKS Katowice 1:2 ( 1:0 ). Bramki zdobyli: Seweryn Michalski dla Bełchatowa oraz Filip Burkhardt i Łukasz Pielorz dla GieKSy.
sportowefakty.pl – Dramat spadkowicza
[…] Gospodarze sobotniego spotkania już od pierwszych minut ruszyli do ataku, na co zupełnie nieprzygotowani wydawali się być przyjezdni. Z każdą kolejną akcją pod bramką Rafała Dobrolińskiego było coraz groźniej. Niefrasobliwość gości ukarana została zresztą już w 10. minucie spotkania, kiedy wychodzącego na czystą pozycję Cezarego Demianiuka faulował Adrian Jurkowski. Po chwili burzliwych dyskusji i przepychanek arbiter pokazał obrońcy GKS-u Katowice czerwoną kartkę. Do piłki ustawionej tuż przed polem karnym podszedł zaś Seweryn Michalski i ładnym, mierzonym strzałem pokonał zasłoniętego przez mur bramkarza zespołu ze Śląska.
Gospodarze po objęciu prowadzenia nie zamierzali zwalniać tempa i dalej regularnie nękali defensywę rywali.
[…] Dominacja podopiecznych Rafała Ulatowskiego w pierwszej części spotkania nie podlegała dyskusji. Mocno odmłodzony skład zespołu z województwa łódzkiego dyktował warunki gry przez całe 45 minut, niemal nie schodząc z połowy przeciwnika. Do potwierdzenia jego zdecydowanej przewagi brakowało tylko kolejnych bramek. Osłabieni goście często mieli poważne problemy już choćby z wyprowadzaniem piłki z własnego pola karnego. W związku z tym, pod bramką debiutującego w rozgrywkach I ligi Pawła Lenarcika meldowali się bardzo rzadko.
Po zmianie stron inicjatywa wciąż należała do miejscowego zespołu, choć stwarzanie groźnych sytuacji sprawiało im dużo więcej problemów, niż przed przerwą.
[…] Do głosu coraz częściej zaczęli jednak dochodzić katowiczanie. Z czasem mecz się wręcz wyrównał, a gospodarze wydawali się nie mieć w tym okresie żadnego pomysłu na sforsowanie formacji defensywnej GKS-u.
W 78. minucie odzyskujący rezon podopieczni Piotra Piekarczyka doprowadzili wreszcie do wyrównania. Strzelcem gola okazał się wprowadzony niewiele wcześniej do gry Filip Burkhardt, który w zamieszaniu podbramkowym potrafił wykorzystać dogranie Rafała Pietrzaka i pokonać bezradnego Lenarcika. Gościom wciąż było jednak mało i osiem minut później wyszli na prowadzenie 2:1.
katowickisport.pl – GieKSa triumfuje w Bełchatowie!
[…] W nieprawdopodobnych okolicznościach ekipa z Bukowej wróciła do domu z trzema punktami. Już w 10. minucie za faul taktyczny z boiska usunięty został Adrian Jurkowski. Wkrótce potem bełchatowianie objęli prowadzenie. Goście, grając w osłabieniu, zdołali trafić do siatki dwukrotnie.
dzienniklodzki.pl – PGE GKS Bełchatów – GKS Katowice 1:2
[…] Bełchatowianie mieli wszystko w swoich rękach, łącznie z liczbową przewagą na boisku, a jednak dali sobie nie tylko wydrzeć zwycięstwo, ale jeszcze tuż przed samym końcem stracili drugiego gola. Broniący się w doliczonym czasie gry w dziewiątkę (!) katowiczanie nie mieli problemów z utrzymaniem wygranej.
[…] Katowiczanie nie wyglądali na drużynę, która jest w stanie zrobić komukolwiek krzywdę. Piłkarze PGE GKS grali mądrze, utrzymywali piłkę daleko od swojej bramki i mieli też okazje, jak choćby Kubań, który trafił w poprzeczkę. Kto wie, czy ta wyraźna dominacja nie uśpiła w przerwie czujności bełchatowskiej drużyny.
[…] Im bliżej było do końca meczu, tym częściej bełchatowianie popełniali błędy, podając rękę drużynie z Katowic. W 78. minucie goście mieli furę szczęścia, bo piłka odbijała się od nóg piłkarzy obu drużyn, aż wreszcie w najlepszej sytuacji strzeleckiej znalazł się Filip Burkhardt i wyrównał. I wtedy zrobiło się nerwowo, a bełchatowianie chyba nie bardzo wiedzieli, czy pilnować już punktu, czy rzucić się jeszcze do ataku, by spróbować odnieść zwycięstwo. Skończyło się fatalnie, bo katowiczanie wyprowadzili świetną kontrę, Grzegorz Goncerz wystawił piłkę Łukaszowi Pielorzowi, a ten idealnie przymierzył i dał gościom prowadzenie.
lodz.sport.pl – Niespodziewana porażka drużyny z Bełchatowa
Choć od 10. min PGE GKS Bełchatów grał z przewagą jednego zawodnika, przegrał z GKS Katowice, tracąc dwa gole w końcówce
Mecz zaczął się znakomicie dla gospodarzy, bo już od 10. min grali z przewagą jednego zawodnika. Po przejęciu piłki w środku boiska wychodzący sam na sam z bramkarzem Cezary Demianiuk został przewrócony przez Adriana Jurkowskiego. Sędzia dość długo się zastanawiał, po czym wyrzucił stopera z Katowic z boiska. To nie był koniec, bowiem rzut wolny świetnie wykonał Seweryn Michalski, strzelając gola.
[…] Grający w dziesiątkę katowiczanie byli tylko tłem dla mądrze grających rywali. Gospodarze długo rozgrywki piłkę, starając się przede wszystkim unikać strat. A gdy nadarzała się okazja, zagrażali bramce.
[…] Potwierdziła się też opinia, że GKS Katowice ma problemy z obroną przy stałych fragmentach. Większość dośrodkowań kończyła się zamieszaniem w polu karnym.
Podopieczni Rafała Ulatowskiego po przerwie niepotrzebnie się cofnęli, zostawiając przeciwnikom sporo miejsca. Niepotrzebnie się też rozluźnili, czego efektem były błędy.
sportslaski.pl – Horror z happy endem
Kiedy już w dziesiątej minucie wczorajszego spotkania czerwoną kartkę zobaczył Adrian Jurkowski, oglądający to spotkanie kibice GieKSy z pewnością zaczęli mieć obawy, że historia z przegranego 5-0 meczu w Bełchatowie sprzed dwóch lat znów się powtórzy. Wtedy na początku spotkania z boiska wyleciał inny zawodnik trójkolorowych – Janusz Gancarczyk
Jeśli do czerwonej kartki dołożymy straconego gola, który padł po perfekcyjnie wykonanym przez Seweryna Michalskiego rzucie wolnym kilka chwil po opuszczeniu boiska przez Jurkowskiego, to jasnym się staje, że nawet najwięksi optymiści zaczęli wątpić w to, że z wyjazdowego spotkania katowiczanom uda się przywieźć chociażby jeden punkt.
[…] Katowiczanie w pierwszej połowie faktycznie skupili się tylko na tym, by nie stracić drugiej bramki. Mimo kilku prób gospodarzy Rafał Dobroliński zachował czyste konto i do przerwy utrzymał się wynik 1-0.
Niesamowita metamorfoza nastąpiła w obu zespołach tuż po przerwie. Gospodarze z każdą minutą grali coraz słabiej, natomiast grający w dziesiątkę goście w miarę upływu czasu nabierali wiatru w żagle.
Przyniosło to skutek w 76 minucie, kiedy po strzale Pietrzaka piłka odbiła się od jednego z obrońców GKS-u Bełchatów, a zimną krew w polu karnym zachował wprowadzony na boisko kilka chwil wcześniej Filip Burkhardt.
Bramka na 1-1 tylko napędziła gości, którzy w 86 minucie zadali śmiertelny cios. Po szybkim wyprowadzeniu kontry przez Pielorza w pole karne zagrał Januszkiewicz, tam fantastycznie zastawił się Goncerz a całą akcję kapitalnym strzałem zakończył ten, który dzieła zniszczenia rozpoczął – Łukasz Pielorz. Na ławce rezerwowych zapanowała euforia, a najbardziej szczęśliwy był chyba zazwyczaj stonowany trener Piekarczyk.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Najnowsze komentarze