Dołącz do nas

Piłka nożna

[FELIETON] Okres przygotowawczy GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jakiś czas temu ogłosiliśmy nabór do naszej redakcji (kliknij tutaj, aby do nas dołączyć), ale oprócz tego sami wyruszyliśmy na poszukiwanie wartościowych osób, które mogłyby wzbogacić stronę. Jedną z nich jest nasz dzisiejszy felietonista, który od czas do czasu będzie dla nas pisał. Jest to osoba, która zna zarówno zapach piłkarskiej szatni, jak i rozumie trybuny. Jesteśmy przekonani, że przypadnie Wam do gustu.

W dzisiejszym felietonie będę chciał przedstawić, specyfikę 1. ligi, cele i formy okresu przygotowawczego oraz budowanie relacji w drużynie, które są niesamowicie istotne w perspektywie osiągnięcia zamierzonego celu. W momencie ostatniego gwizdka w meczu z Łęczną rozpoczął się tak naprawdę okres przygotowawczy GieKSy do kolejnego sezon. Zawodnicy co prawda udali się na urlop, ale urlop to też część okresu przygotowawczego, jest to czas na zregenerowanie się, wyleczenie kontuzji, a także okres, w którym zawodnicy podtrzymują swoje parametry wydolnościowe i siłowe po to, aby po powrocie z urlopów byli w pełni zaadoptowani do wysiłku, jaki ich czeka w okresie przygotowawczym. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że za wiele w tym okresie nie da się poprawić, tym bardziej że w tym sezonie, okres od ostatniego meczu poprzedniego sezonu a pierwszego zbliżającego się sezonu jest bardzo krótki z racji Mistrzostw Świata U-20 organizowanych w Polsce. Zawodnicy będą bazować na tym, co udało się wypracować w przerwie zimowej poprzedniego sezonu. O ile w ekstraklasie zmierza to w dobrym kierunku, tak w 1. lidze zdecydowanie musi się to zmienić. Dla przykładu porównajmy sobie przerwy letnie w zachodnich ligach europejskich a naszej 1. lidze. W lidze angielskiej ostatnia kolejka była rozegrana 13 maja, a start nowego sezonu zaplanowano na 10 sierpnia. W Niemczech sezon kończył się 13 maja, a rozpoczyna 24 sierpnia. GieKSa kończyła sezon 3 czerwca, a rozpoczyna 21 lipca. Jest to bardzo krótki okres i tak jak wspominałem wyżej, tutaj nic specjalnego nie da się osiągnąć. Miejmy nadzieje, że trener Jacek Paszulewicz zalał odpowiedniego diesla zawodnikom w zimę i nie będziemy mieli problemu z „przyciśnięciem” rywala w końcowej fazie meczu a każdy z nas który bacznie śledzi rozgrywki pierwszej ligi potrafi ocenić, jak wiele można ugrać, będąc dobrze przygotowany fizycznie.

W GieKSie w okresie letnim doszło do prawdziwej rewolucji kadrowej i należy pamiętać, że okres przygotowawczy to również czas wzajemnego poznania. Relacje te w aspektach psychologicznych wcale do łatwych nie należą, szczególnie wtedy, kiedy mamy do czynienia z osobami charakterologicznie trudnymi. W okresie przygotowawczym często dochodzi do pierwszego kontaktu zawodników i trenerów, którzy kontynuują swoją karierę w danym klubie z tymi, którzy swoje występy dopiero w nim zaczynają. Nie bez kozery o tym wspominam, bo często czytając wypowiedzi zawodników GieKSy i nie tylko, słyszymy o tym, jak ważna jest atmosfera w drużynie, jak ważna jest jedność i budowanie tożsamości zespołu. Mając nawet dom ze złota, który jest zbudowany na kiepskich fundamentach prędzej czy później runie. Dlatego w tym jakże krótkim okresie przygotowawczym zawodnicy muszą zdać sobie sprawę, że płyną do celu tą samą łodzią i wiosłują w tym samym kierunku. Jeśli ktoś zaczyna wiosłować w innym to wypad za burtę. O atmosferze i jedności w zespole często decydują zgrupowania, gdzie zawodnicy cały czas przebywają ze sobą i nie jest to łatwe siedzieć tydzień skoszarowany w tym samym miejscu i dziennie oglądać te same twarze, ale takie wyjazdy kształtują charakter drużyny, pozwalają one pogłębić relacje w drużynie i rozwiązywać konflikty, bo nie ma co się oszukiwać, gdzie przybywa 24 facetów, tam konflikty się pojawiają, ale paradoksem jest to, że niekiedy konflikty budują zespół.

Jako anegdotę opowiem historię bodajże, o której opowiadał trener Rumak. W Lechu Poznań miał problem z relacjami na linii zawodnik- zawodnik zastanawiał się co zrobić, aby ta drużyna się scaliła, aby nie traktowali siebie tylko jak kumpli z roboty, ale jak kolegów, z którymi równie dobrze po treningu można się spotkać i spędzić ze sobą nie tylko czas podczas treningu. Miał 4 zawodników, którzy psuli atmosferę, którzy między sobą nie potrafili się dogadać a byli to bardzo dobrzy zawodnicy kluczowi w układance trenera. Trener Rumak poprosił ich żony, aby po meczach gdzie zawodnicy właśnie z żonami czy dziewczynami jedzą kolacje, usiadły koło siebie. Po 2-3 tygodniach z racji tego, że dziewczyny bardzo się ze sobą za kumplowały zawodnicy, którzy nie byli do siebie nastawienie pozytywnie, stali się najlepszymi kumplami w drużynie. To pokazuje, jak ważna jest rola trenera w budowaniu relacji i zarządzaniu grupą. Mistrzem zarządzania zespołem jak dla mnie jest Jurgen Kloop, dzięki temu osiąga fantastyczne wyniki, a oglądając Borussie za jego kadencji i obecny Liverpool, który prowadzi widać na boisku jak jedność i przyjaźń poza boiskiem przekłada się na wynik sportowy. Miło patrzeć jak ci chłopcy zasuwają jeden za drugiego. Trener Brzęczek chcąc budować i spajać zespół wprowadził na obozie losowanie pokoi. Zazwyczaj zawodnicy dobierali się sami, czyli wiadomo, jak to wyglądało: nowi zawodnicy byli ze sobą, a starzy ze sobą. W momencie losowania decydował już ślepy los i zdarzały się sytuacje, gdzie nowy zawodnik był ze starym zawodnikiem, młodszy wiekiem ze starszym wiekiem itd.

W tym roku GieKSa nie wyjechała na żadne zgrupowanie, została w Katowicach, ale piłkarze zamieszkali w hotelu co jest bardzo istotne w budowaniu atmosfery w drużynie. W sumie nie ma się co dziwić — GieKSa ma rewelacyjne boiska treningowe, także nie widzę też najmniejszego sensu ruszania się poza teren Śląska. Słuszną decyzją było to, że zawodnicy po dwóch jednostkach treningowych nie wracali do domu, tylko razem przejeżdżali do hotelu i spędzali ze sobą czas. Ktoś może powiedzieć, że tydzień to nie dużo, aby się poznać, ok może i ma racje, ale niech każdy z nas cofnie się do czasu dzieciństwa, gdy jeździliśmy na kolonie wakacje obozy sportowe, niekiedy wystarczyło 2-3 dni i już zawiązywały się niesamowite przyjaźnie.

Za tydzień rusza liga, jak co rok my kibice przystępujemy do niej z ogromnymi nadziejami. Obserwując działania zarządu, jak i aktywność na rynku transferowym jestem pełen optymizmu i z ogromną ciekawością ruszę na pierwszy mecz GieKSy. Ja będę. A Ty?

Luka Modrić

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    mody

    19 lipca 2018 at 04:14

    Fajny artykul przytrzymal mnie przy zyciu na nocce. Pytanie poza temetem bedzie w tym roku jakas nasza Liga do Fantasy 1 Ligi?

  2. Avatar photo

    Irishman

    19 lipca 2018 at 06:46

    Świetny felieton, fajnie się czyta.

    Ja nie znam zapachu szatni ale zapach trybun znam od wielu, wielu lat. I całkowicie zgadzam się z autorem, co do tych okresów przygotowawczych. Odkąd pamiętam, zawsze piłkarze wypracowywali sobie formę zimą, i to formą na cały rok. Kto to zawalił, miał potem bardzo duży problem, aby to nadrobić.
    Jasne, byli trenerzy, którzy próbowali zbudować formę latem organizując ciężkie treningi. Często jednak przynosiło to odwrotny efekt i kończyło się to tym, że ich piłkarze byli zajechani, drużyny przegrywały, a oni wylatywali z pracy po kilku tygodniach.

    No i niestety to nie są dla nas dobre wieści. Bo co prawda wydaje się, że trener Paszulewicz bardzo dobrze przepracował z drużyną przerwę zimowa. No tylko, ze z tej drużyny pozostało mu 8-miu piłkarzy, a do pierwszego składu 4-5. Jak pozostali przepracowali przerwę zimową, tego się dopiero dowiemy. Jednak tak na pocieszenie, z tego co można się było dowiedzieć o tym jak budowaliśmy drużynę, każdy piłkarz, który był przez nas pozyskiwany przechodził skrupulatne badania wydolnościowe. Pewnie więc wybraliśmy tych wytrenowanych.

    Jednak nie uciekniemy do końca od tego, że drużynę na jesień buduje się zimą. Dlatego, tym bardziej mając na uwadze skalę zmian, ja również oczywiście już nie mogę doczekać się ligi! Ale nie oczekuję od naszej drużyny, że od pierwszego meczu będzie seryjnie zdobywać punkty. Liczę za to na walkę i zaangażowanie jakich dotąd na Bukowej nie uświadczyliśmy za dużo w wykonaniu naszych zawodników.

  3. Avatar photo

    Mecza

    19 lipca 2018 at 11:41

    Nadzieje są, ale jestem realistą. Chciałbym aby strata po zimie nie była większa nić 5 punktów. To jest zupełnie nowa drużyna, część transferów okaże się wzmocnieniem, część nieporozumieniem. Najsłabsze ogniwa wymienić zimą, przepracować dobrze okres i atak wiosną na drugą pozycję. Co do oczekiwań to chciałbym aby GKS punktował stabilnie, nie chce żadnych porażek u siebie z beniaminkami czy średniakami bo one są bardzo irytujące i nie zrozumiałe. Co nam z tego że wygramy z liderem na wyjeździe jak nie będziemy potrafili wygrać u siebie z ostatnią drużyną. Nie chcę takiej huśtawki nastrojów, bo wtedy znowu będą głosy że nie chcą, że zakłady – oczywiście głupota. Chce aby Bukowa była twierdzą.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga