Dołącz do nas

Felietony Kibice Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] 5 powodów, dlaczego jesteśmy znowu w tunelu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

… a światełka, które gdzieś tam widzimy, to jest nadjeżdżający pociąg.

1. Niekonsekwencja

Kiedy w klubie zatrudniono dyrektora Bartnika, a później trenera Paszulewicza, który sezon wcześniej wygrał z Olimpią Grudziądz klasyfikację PRO-JUNIOR plan był prosty – należy przewietrzyć szatnie, bardziej zdecydowanie oprzeć ją wzorem Górnika Zabrze na młodszych piłkarzach z niższych klas. Trzeba było ją także zmniejszyć, po poprzedniku, który szukając odpowiednich zawodników zbyt ją rozbudował pod względem osobowym. Mówiono o tym w wywiadach, a zresztą taki kierunek wyznaczył sam właściciel klubu, ustami prezydenta Krupy jeszcze w ubiegłorocznym, wrześniowym wywiadzie dla „Sportu”.

Przed bieżącym sezonem mieliśmy kolejne zapewnienia, że będziemy kontynuować ta obraną strategię – tym razem ustami prezesa Janickiego, który stwierdził, że stawia na spokojne podnoszenie jakości drużyny, która w końcu osiągnie taki poziom, że w konsekwencji zrobi ten awans, bo niejako nie będzie innego wyjścia. Z kolei trener Paszulewicza stwierdził w wywiadzie, że ponieważ przerwa letnia jest bardzo krótka, będziemy poszukiwać piłkarzy grających w swoich klubach, mających dobre statystyki, czyli generalnie gotowych do gry od zaraz.

No i początkowo wszystko było robione właśnie zgodnie z tą dobrą, nakreśloną wcześniej strategią. Pożegnaliśmy bardzo wielu piłkarzy, którzy wcześniej zawodzili, a w ich miejsce przyszli w większości młodzi, wybijający się piłkarze z niższych lig. Oczywiście przyszło też, czy zostało w klubie kilku doświadczonych zawodników, ale dzięki temu w drużynie był zachowany taki dobry balans pomiędzy rutyną a młodością. I co najważniejsze zaczęło przynosić to efekty! Oczywiście wyniki, czy gra nie była idealne (szczególnie w pierwszym meczu z Podbeskidziem), ale z czasem zaczęło to się zmieniać na lepsze. Był widoczny progres, moim zdaniem znakomity, jak na tą ilość zmian w kadrze.

I nagle wszystko odwróciło się o 180 stopni! No po prostu jakby ktoś nagle rzucił jakiś czar na osoby decyzyjne w GieSie, które zaczęły postępować całkowicie niekonsekwentnie, dokładnie odwrotnie w stosunku do tego, co zapowiadały i co robiły, a co zaczynało się sprawdzać. Dosłownie w kilka dni zniweczyliśmy swój kilkomiesięczny trud i doprowadziliśmy do katastrofy!

2. Rozrzutność

Niestety dziś w związku z fatalną polityką transferową i personalną poza rozwaloną pod względem sportowym sekcją piłkarską (mężczyzn), jesteśmy też prawdopodobnie pod ścianą pod względem finansów. Musimy przecież opłacać trenera Mandrysza, trenera Paszulewicza, znów bardzo rozbudowaną kadrę piłkarzy, pomimo, że kilku po prostu jest bezużytecznych, gdyż są bez formy albo mają kontuzje. Jak, a dokładniej za co, w tej sytuacji zatrudnić dobrego trenera, który mógłby ogarnąć kryzys, w który wpadliśmy, a tym bardziej dokonać jakichkolwiek korekt w drużynie, które wydają się niezbędne?

No, a przecież miasto też nie będzie skore do wyłożenie kolejnych pieniędzy w sytuacji, gdy te dotąd zainwestowane zostały tak zmarnowane. Może być wręcz odwrotnie i to będzie cała pełnia tragedii, która może się dopiero rozegrać.

3. Brak doświadczenia

Z cała pewnością nie można zarzucić poszczególnym osobą w naszym klubie brak dobrej woli czy pracowitości. Nie, zrobili dużo…, a właściwie może nawet paradoksalnie niestety zbyt dużo – tak jeśli chodzi o trening piłkarzy, jak i transfery. I dlatego efekt mamy całkowicie odwrotny do zamierzonego. Ale czy mogło być inaczej skoro niedoświadczony w samodzielnej pracy prezes zatrudnia niedoświadczonego dyrektora, który z kolei stawia na trenera, dopiero na dorobku? No mogło, ale tylko fartem, bo obok pracowitości, potrzebna jest jeszcze wiedza i doświadczenie, tym bardziej jeśli chodzi o tak zaawansowany projekt, jak awans do ekstraklasy z takim klubem jak GKS Katowice solidnie finansowanym przez bogate miasto!

4. Lekkomyślność

Czy powierzylibyście swoje życie w ręce ambitnego ale niedoświadczonego chirurga, w przypadku jakiejś bardzo trudnej operacji? Albo czy powierzylibyście swoje oszczędności w ręce pracowitego, ale niedoświadczonego maklera, który dopiero uczy się grać na giełdzie? A tak się właśnie dzieje w naszym klubie. Przecież tam ostatnimi czasy nie było i nadal nie ma wśród osób decyzyjnych kogoś doświadczonego, kto mógłby jakoś doradzić, wpłynąć na resztę. To znaczy rok temu był trener Mandrysz (cokolwiek można by mówić o jego sympatiach klubowych, stylu bycia itp.) ale został wyrzucony, nawet nie w połowie drogi.

5. Brak cierpliwości i stabilizacji

Oczywiście nie dzisiaj! Może kilka, kilkanaście miesięcy temu powinniśmy o tym mówić (może nawet jeszcze kilka tygodni temu, do feralnego końca okienka transferowego?), ale obecnie te dwa słowa powinny w ogóle zniknąć ze słownika, mając na uwadze sytuacje, w jakiej się znaleźliśmy. Niemniej będę się upierał, że tego nam często brakowało. Już w jednym z poprzednich felietonów pisałem, że u nas od momentu awansu do I ligi, średni czas pracy trenera I drużyny to średnio trochę ponad 9 miesięcy. Tak nie da się zbudować solidnej drużyny, szczególnie gdy co jakiś czas dotykają ją kolejne „wietrzenia szatni” i to niekoniecznie zbieżne z zatrudnieniem nowego szkoleniowca.

Irishman

Felietony kibiców to nowa seria, którą wprowadziliśmy na stronę GieKSa.pl. Nasz portal tworzą oczywiście sami trójkolorowi fani, ale gdy stają się członkami redakcji, to może umyka im zwykły głos trybun. Dlatego w tym sezonie wyszliśmy z taką inicjatywą i każdy z Was może zmieścić tutaj tekst – wystarczy wysłać do nas maila na gieksainfo[at]gmail.com. Teksty najlepiej przesyłać do nas w Wordzie w formacie .doc lub .docx. Zastrzegamy sobie prawo poprawiania, skracania lub niepublikowania, ale… jeszcze nam się to nie zdarzyło. Robimy jedynie delikatną korektę. Felietony docelowo chcemy publikować w każdą środę, w którą nie gra GieKSa.pl. Optymalnie byłoby, abyście swoje teksty nadsyłali do nas do poniedziałku wieczora. Jeśli ich treść jest ponadczasowa, to może to być dowolnie wybrany dzień.

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Luk

    3 października 2018 at 16:26

    Zatrudnijmy nazot Mandrysza. Przynajmniej kasa na jego pensje nie będzie wypłacana za nic nie robienie. Tak pół żartem pół serio. Ale teraz widać dokładnie jakim błędem było jego zwolnienie. Może nie zrobiłby awansu (chociaz kto wie, patrząc na ubiegły sezon i awans sosnowca) ale na pewno nie bylibyśmy w takiej czarnej dupie. A Mandryszowi niech pensje wypłaca Bartnik ze swojego portfela skoro go zwolnił. A nowy trener musi być na JUŻ bo inaczej przyszły sezon też będzie zmarnowany! Z Dziółką to my ze strefy spadkowej nie wyjdziemy do końca rundy i potem niepotrzebna nerwówka na wiosnę. Nowy trener musi mieć dużo czasu na wprowadzenie swojej filozofii, ten sezon jest stracony, więc niech będzie wykorzystany na eksperymenty, tak, żeby od 1 kolejki nowego realnie grać o awans.
    Ale w co ja wierzę… Dogonił nas już ŁKS, za rok dogoni nas Widzew. Jeszcze chorzowskie się odrodzą i nas przescigna.. Albo Zawisza z 6 ligi.
    A może my walczymy o 1 miejsce w tabeli wszechczasów I ligi ???

  2. Avatar photo

    Mecza

    3 października 2018 at 17:32

    Stanowisko Dyrektor Sportowy na rynku jest duża posucha. Ci medialni się nie nadają bo skakają z kwiatka na kwiatek kasując grubą kasę a efekty mizerne (Żewłakow itp) W Płocku jest robota skuteczna i pracują po cichu bez rozgłosu (chyba Masłowski) Co do trenera – tak trzeba dać czas 2,3 lata ale nie na naukę a na wykonywanie roboty która się potrafi. Niestet Kaczmarka nam sprzątnęli, nie widzę za bardzo na rynku tych którzy się na tym znają i są wolni. Zając? Pracował u nas, zna cały warsztat Nawałki, jest młody i chętny do pracy ale to znowu będzie eksperyment podobnie jak z Góralczykiem.

  3. Avatar photo

    abel

    3 października 2018 at 17:35

    Śmiać mi sie chce jak czytam to. Autor odkryl teraz amerykę. Kumaci pisali o tym juz dawno dawno temu. Autor twierdzil wtedy co innego. Diagnoze po fakcie to kazdy potrafi opisac. Dokonac takiej oceny na dlugo przed faktem tylko nieliczni. Artykul bez jakiejkolwiek wartosci a wrecz nie wiarygodny bo autor na forach znany jest z wyjatkowej naiwnosci i braku zdolnosci do empirycznej oceny.

  4. Avatar photo

    PanGoroli

    3 października 2018 at 19:48

    @abel, nie trolluj.

  5. Avatar photo

    Maks

    3 października 2018 at 19:54

    Maciej Bartoszek jest chyba wolny….obiło mi się coś o uszy że jest w kręgu zainteresowań Pana Bartnika…

  6. Avatar photo

    abel

    3 października 2018 at 20:35

    PanGoroli nie myl pojec ja tylko stwierdzam fakt. Poczytaj sobie wstecz tego czlowieka a potem sie wypowiadaj

  7. Avatar photo

    q2

    3 października 2018 at 21:42

    @Abel 100% racji, tab było.

  8. Avatar photo

    Mecza

    4 października 2018 at 08:27

    Ja odbieram ten wpis zupełnie inaczej, to jest właśnie piguła tego co Irishman pisał przez blisko ostatni rok, zaczynając od zwolnienia Mandrysza. On pisał o potrzebie stabilizacji, braku doświadczenia, rozrzutności a przeciwnicy chcieli wszystko wywrócić do góry nogami a teraz piszą że o tym że nawoływali do stabilizacji.

  9. Avatar photo

    Irishman

    4 października 2018 at 10:24

    @Mecza, masz racje, obaj jako nieliczni byłyśmy przeciw zwolnieniu Mandrysza. I to przecież nie z jakiejś sympatii, czy antypatii ale po prostu tak na logikę, nie zwalnia się takiego fachowca, na wysokim kontrakcie, który trafia na bardzo trudny okres (drużyna rozbita po porażce, kibice wkurzeni na maksa, dyrektor sportowy myślami w Lubinie), a mimo to z trudem bo z trudem ale zaczyna ogarniać sytuacje. I to po połowie roku!!! Przecież poza stratą pieniędzy, jak to świadczy o klubie, który robi takie rzeczy! To naprawdę trzeba było mieć bardzo mocne argumenty, bardzo dobrego następcę, żeby coś takiego zrobić. A tymczasem to było ryzyko i to jeszcze nie trafione, za które dzisiaj płacimy.
    Ewentualnie, gdyby także po solidnie przepracowanej zimie wyniki nadal były nie satysfakcjonujące (w co nie wierzę), to należało to zrobić latem, spokojnie przygotowując się do tego przez kilka tygodni, zatrudniając nowego trener wraz z nową („jego”) szatnią.

    Z drugiej strony, stało się jak się stało, przyszedł nowy trener, a ja zawsze uważam, że trzeba dać ludziom szansę. Tak samo teraz uważam, że zatrudnienie znowu kogoś dopiero na dorobku, w sytuacji bardzo poważnego kryzysu, pociągnie nas na dno. Ale jak taki przyjdzie to będę go wspierał i ściskał za niego kciuki, bo moje racje, moje ego totalnie się nie liczy, jeśli chodzi o dobro klubu.
    No ale wracając do tego co było, to oczywiście, że chwaliłem i trenera Paszulewicza, i dyrektora Bartnika jeśli to co robili miało sens. A przecież, to co robili prawie przez całe okienko transferowe było wręcz genialne! Gdyby na koniec okienka transferowego zatrudniony został jedynie Woźniak (ale jako alternatywa dla Rumina!), gdyby nie przewrócona została do góry nogami defensywa, gdyby trener trzymał się tego co sam zbudował przez okres przygotowawczy i pierwsze mecze, to dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu!!! I do tego ciągle mielibyśmy rezerwę budżetową żeby zima wzmocnić się na kluczowych pozycjach!

    I dlatego to tak boli, i tak wkurza, że to co tak dobrze zaczynało wyglądać zostało tak zmarnowane! I stąd ten mój tekst. A jeśli ktoś uważa inaczej, to przecież łamy naszego portalu stoją otworem.

    PS.
    Zapomniałem wspomnieć we felietonie o Volasie, a to też przecież bardzo dziwna sprawa z tym jego transferem.

  10. Avatar photo

    PanGoroli

    4 października 2018 at 11:43

    Po prostu – koncepcja była znakomita, ale wykonanie tragiczne. Zabrakło umiejętności, doświadczenia. No, i poza tym nieswoje pieniądze, to się lekko wydaje.
    I tu wydaje mi się, że mamy potężny problem organizacyjny – KONTROLA. Najpierw Cygan, który się nie znał i piłkarze mu zrobili z sekcji burdel. Zupełnie nie miał kontroli nad tym, co się w sekcji działo. Swoje też dorzucił kilkoma szokująco idiotycznymi decyzjami,jak chociaż likwidacja rezerw.
    A teraz mamy prezesa. który się nie zna, ale szefuje Bartnikowi, który nie umie i się u nas uczy. I taki układ daje nam tzw. SPoF, 'single point of failure’, 'pojedynczy punkt awarii’. Co to znaczy? W każdyn systemie, układzie, bardzo złe rzeczy. A mianowicie, jakakolwiek usterka, awaria w spof, powoduje katastrofę całego systemu. U nas spof, to Bartnik. Jego szef się nie zna, więc w praktyce ma wolną rękę. Jeśli Bartnik robi głupoty, to nie ma komu go zastopować, gdyż jego bezpośredni zwierzchnik nie ma wiedzy, by móc ocenić, czy Bartnik, to geniusz, czy idiota bawiący się w FIFĘ w realu. Taki układ skazany jest na katastrofę. I efekty mamy. Orgia transferowa, nieobsadzone kluczowe stanowisko, niskie kwalifikacje podwładnych. W tej chwili ciężko znaleźć słabsze kluby w tej lidze.

  11. Avatar photo

    PanGoroli

    4 października 2018 at 11:43

    W każdym razie, o Bartniku już powiedziano wiele. To jest bardzo prosta decyzja, by usunąć go z klubu. Potrzeba już teraz nowego dyrektora sportowego, by ogarnął sytuację i by miał odpowiednio dużo czasu, by przygotować się do zimowego sezonu transferowego.
    Osobna kwestia, to Janicki. Za nim przemawiają wyniki pozostałych sekcji. Jednak, ocena menedżera, to nie statystyka. Jeśli chirurg po pijaku zaszyje rękawiczki w czyjejś głowie, to go zwalniamy, nawet, jeśli wcześniej miał tysiące świetnych operacji. W chwili obecnej, OBOWIĄZKIM Janickiego jest zwolnienie Bartnika. Za nieudolność, niegospodarność i liczne złe decyzje niosące katastrofalne skutki. Jeśli tego nie zrobi, oznacza to, że powinien odejść razem z Bartnikiem.

  12. Avatar photo

    Irishman

    4 października 2018 at 12:12

    @PanGoroli, też niestety dochodzę do takich wniosków!

  13. Avatar photo

    Irishman

    4 października 2018 at 12:13

    Ale boję się, że tak się nie stanie i tego co z tego może wyniknąć….. 🙁

  14. Avatar photo

    Mecza

    4 października 2018 at 12:36

    Panowie a ja się boję hasła „zimowy sezon transferowy” Przecież z tak niegospodarnymi ludźmi pójdziemy z torbami. Przypomniała mi się sprawa Kupca, wypatrzyli go (?) podpisali kontrakt a po 4 tygodniach był pomysł że chcą z nim rozwiązać umowę. Może to plotka ale jeśli Bartnik lekką ręką wydaje kasę na rozwiązanie kontraktu ze sztabem Mandrysza i kilkoma innym zawodnikami to zaraz będzie bez zawodników i bez funduszy a nowych. Przecież z trenerem tak to właśnie wygląda, opcja ekonomiczna. Najlepiej rezygnacja Bartnika i jego pensję przeznaczyć na dobrego trenera i póki co bez tego stanowiska. Rozpisać konkurs.

  15. Avatar photo

    Luk

    4 października 2018 at 15:47

    Spaść nie spadniemy. Udawało się utrzymać w czasach kiedy nie było na wypłaty, a miałoby się nie udać teraz, gdy jesteśmy „hegemonem finansowym” tej ligi? Jest kilka dużo słabszych zespołów, choćby Stomil, Warta, Garbarnia, także w spadek nie wierzę. Grunt tylko, żeby w efekcie tego straconego sezonu, kolejny również nie był stracony. Dlatego NOWY TRENER NA JUŻ! Niech ma 2/3 tego sezonu na poskładanie tego rozwalonego zespołu. Im dłużej Dziółka trenuje, tym trudniej będzie to wszystko naprawić.

  16. Avatar photo

    pablo eskobar

    4 października 2018 at 16:47

    Czyli stomil oprowadzi dziolka marazmu ciag dalszy

  17. Avatar photo

    Irishman

    4 października 2018 at 19:43

    A ja tam taki pewny już nie jestem. Jeszcze kilka porażek i będziemy musieli punktować lepiej niż za Nawałki na wiosnę, żeby się utrzymać.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga