Piłka nożna Prasówka
Echa meczu z ROW’em w mediach
GKS Katowice odniósł pierwsze ligowe zwycięstwo w tej rundzie, pokonując na wyjeździe ROW Rybnik aż 4-0 (0-0).
Derby 1 ligi były ciekawe, oglądane przez ponad 4 tys kibiców katowickiego GKS’u (którzy szczelnie wypełnili klatkę), Banika Ostrava, Górnika Zabrze oraz ROW’u Rybnik.
3 punkty praktycznie dały GieKSie utrzymanie w lidze. Marne to pocieszenie biorąc pod uwagę, że GKS miał walczyć o awans do ekstraklasy.
Matematycznie wszystko jest możliwe więc czekamy na następne spotkania.
Przeczytajcie jednak co na temat derbów pisano w mediach.
gkskatowice.eu: Przełamanie w derbach
Po przerwie GKS ruszył do ataku i rozpoczął prawdziwe bombardowanie. Już w 50. minucie prowadzenie dał GieKSie Grzegorz Fonfara pewnym strzałem po ziemi. Znakomicie spisali się zmiennicy. Prowadzenie podwyższył trafieniem z główki wprowadzony Michał Zieliński, a egzekucji dokonał wchodzący z ławki Tomasz Wróbel, który w doliczonym czasie gry dołoży dwa trafienia po identycznych akcjach z prawej strony. ROW także miał dogodne sytuacje, ale na drodze do bramki albo stawała poprzeczka, a w 74. minucie Kamil Kostecki uderzył szczupakiem obok słupka. GKS był dzisiaj zdecydowanie skuteczniejszy i zasłużył na komplet punktów.
Dzięki zwycięstwu katowiczanie przesunęli się na szóste miejsce w tabeli (37 pkt.). Liderem jest Górnik Łęczna (47), przed GKS-em Bełchatów (44), ale oba zespoły mają jeszcze do rozegrania jedno zaległe spotkanie.
sport.fakt.pl: Gieksa gromi ROW
Przed derbowym meczem z ROW-em w katowickim klubie było nerwowo. Piłkarze wiosną grają fatalnie, więc sprawy w swoje ręce wzięli kibice. Na jednym z płotów stadionu na Bukowej wywiesili transparent o treści: „Czas rozliczeń przyjdzie wreszcie, walcie w ch… w innym mieście”.
Zawodnicy Gieksy chyba wzięli sobie to ostrzeżenie do serca, bo w Rybniku grali zupełnie inaczej niż w poprzednich spotkaniach w rundzie rewanżowej. Od pierwszej minuty grali agresywnie i starali się atakować. W końcu do siatki na początku drugiej części udało się trafić Grzegorzowi Fonfarze (31 l.). Doświadczony pomocnik świetnie wykończył akcję po dobrym zagraniu widocznego Janusza Gancarczyka (30 l.). Rezultat ustalili w końcówce rezerwowi Michał Zieliński (30 l.) oraz Tomasz Wróbel (32 l.). Ten drugi dwa razy trafił do bramki rybniczan.
sportowefakty.pl: Grzegorz Fonfara po wysokim zwycięstwie nad Energetykiem ROW: Wolałbym wygrać 1:0
GKS Katowice w Rybniku zwyciężył po raz pierwszy od siedmiu spotkań i zapisał na swoje konto premierowe trzy punkty na wiosnę. – Nasze wyniki dotychczas były bardzo słabe. W tej kolejce trafił się taki mecz, że objęliśmy prowadzenie i potem troszkę łatwiej nam się grało. Mocniej uwierzyliśmy w swoje umiejętności. Gospodarze bardziej się otworzyli, czego konsekwencją były kolejne bramki. Nie ukrywam, że bardzo cieszymy się z tej wygranej, która była nam bardzo potrzebna – tłumaczy Grzegorz Fonfara.
energetykrow.rybnik.pl: KS Energetyk ROW Rybnik – GKS Katowice 0:4 (0:0)
Druga część spotkania nie rozpoczęła się dobrze dla drużyny ROWu Rybnik. W 50 minucie spotkania Grzegorz Fonfara bez zastanowienia oddał strzał na bramkę, który zamienił na pierwszego gola dla GKSu. Parę chwil później mogło być 1:1, tyle że silny strzał Mariusza Muszalika odbił się od poprzeczki. Chwilę później przed kolejną okazją stanęli goście, tyle, że trzeźwo w bramce zachował się Antonin Buček i to dwukrotnie, po strzale Chwalibogowskiego oraz Pitrego. Kwadrans przed końcem spotkania Marek Krotofil dośrodkował piłkę wprost na głowę Kamila Kosteckiego po strzale, którego piłka minimalnie minęła słupek bramki gości. Końcówka meczu przy Gliwickiej 72 w Rybniku to istny koszmar dla naszej drużyny. W 86 minucie Zieliński bez problemów umieścił piłkę głową w siatce ROWu pokonując Bučka. 2 minuty później po groźnym faulu na Przemysławie Pitrym z czerwoną kartką opuścił boisko Maxim Potirniche. Potem było jeszcze gorzej. W 4 minutach doliczonych przez sędziego Pawła Gila egzekutorem ROWu okazała się Tomasz Wróbel, który dwukrotnie w 91 i 93 minucie pokonał bramkarza rybnickiej drużyny pieczętując zwycięstwo GieKSy. Warto podkreślić wspaniałą publiczność cały mecz dopingującą piłkarzy! Na meczu obecni byli licznie przybyli kibice GKSu Katowice. Obie drużyny natomiast wsparli kibice Górnika Zabrze. Łącznie mecz w Rybniku zobaczyło 4321 kibiców! Bardzo dziękujemy kibicom za obecność i doping!
sportowefakty.pl: Bramkarz ROW-u Rybnik: Chylę czoła przed kibicami
Przy straconych golach nie pomogli mu koledzy z obrony, którzy w kilku sytuacjach zachowali się źle. Defensorzy tydzień wcześniej zebrali pochwały za wygraną w ostatniej kolejce nad Piwoszami 3:0. – Nie wiem, czemu tak się to potoczyło. Może myśleliśmy, że to już samo pójdzie. Wszyscy widzieli, że graliśmy źle – dodaje były zawodnik Banika Ostrawa.
Antonin Bucek aż cztery razy wyjmował piłkę z bramki.
Derbowa potyczka sprawiła, że wielkoczwartkowy pojedynek oglądała rekordowa liczba widzów w tym sezonie. Oba kluby głośno dopingowali kibice zaprzyjaźnionych ekip. – Kibice byli super. Grałem w Czechach w podobnym spotkaniu i na trybuny przyszło wtedy dwa tysiące ludzi – wspomina golkiper.
sportowasilesia.com: Energetyk ROW Rybnik – GKS Katowice 0:4
Po przerwie było znacznie ciekawiej. Gancarczyk w 50 minucie gry dośrodkował z prawej strony boiska w pole karne, gdzie Fonfara przyjął piłkę i strzelając z 10 metra zdobył gola.
Rybniczanie po stracie gola ruszyli do ataku. W 60 minucie bliski szczęścia był Muszalik, ale po jego woleju z 10 metra piłka trafiła w poprzeczkę bramki GKS. W odpowiedzi Goncerz główkował i Buczek efektowną paradą z pomocą słupka obronił rybniczan przed stratą drugiej bramki. W 71 minucie Pitry z ostrego kąta strzelał w sytuacji sam na sam i bramkarz obronił na róg. W 73 minucie akcja przeniosła się na drugą stronę boiska gdzie szczupakiem z 6 metra strzelał Kostecki, ale piłka minimalnie minęła cel. W 86 minucie po wrzutce Wróbla Zieliński główkując „na krótkim słupku” z 6 metra posłał piłkę do siatki i przesądził, że katowiczanie wygrali spotkanie. Tym bardziej, że w 88 minucie Poterniche za faul na Pitrym został ukarany czerwoną kartką i rybniczanie kończyli mecz w dziesiątkę. Wykorzystali to goście i po zagraniu Zielińskiego Wróbel w sytuacji sam na sam z 12 metrów podwyższył wynik, a 2 minuty później, po zagraniu Chwalibogowskiego w takiej samej sytuacji postawił pieczęć na zwycięstwie GKS.
sportowefakty.pl: Tomasz Wróbel: Niedosyt zwycięstw był niesamowity
Przyjezdni obronną ręką wyszli także z ataków rybniczan, którzy dążyli do wyrównania. – To był dla nas ciężki moment, gdy ROW zaczął grać zdecydowanie bardziej ofensywnie i stwarzał sobie okazje. Dzięki naszej grze obronnej nie daliśmy strzelić rywalowi bramki i udało się utrzymać piłkę z przodu, czego efektem były kolejne gole. Niedosyt zwycięstw był niesamowity.
Chcieliśmy udowodnić sobie, że potrafimy grać w piłkę. Cieszę się z moich dwóch bramek i trzech punktów, które są najważniejsze – wyjaśnia gracz GieKSy.
Przed derbową potyczką w katowickim obozie nie było najweselej. – Szkoda, że ostatnie dni były nerwowe. Dla nas najważniejsze jest to, że wreszcie udało się nam wygrać. Chcieliśmy to zrobić przede wszystkim dla siebie i kibiców. To zwycięstwo będzie miało większe znaczenie, jeżeli z następnego meczu znowu przywieziemy punkty. Przyda nam się spokój nie tylko przed starciem z Dolcanem, ale w ogóle – kończy zadowolony Wróbel.
slask.sport.pl: Efektowną wygraną GKS Katowice nawiązał do czasów Jana Furtoka
GieKSa wygrała w Rybniku różnicą aż czterech goli. Kiedy ostatni raz udała jej się taka sztuka na wyjeździe? Teoretycznie miało to miejsce w 2007 r. w meczu Pucharu Polski przeciwko Podlesiance Katowice (5:0), ale tamto spotkanie miało odbyło się na neutralnym boisku (Rapid).
W meczu ligowym GKS wygrał ostatnio taką różnicą goli w 1996 r. W Zabrzu pokonał wtedy Górnika także 4:0. Jedną z bramek strzelił Jan Furtok, czyli legenda klubu z Bukowej.
Najwyższe zwycięstwo wyjazdowe GieKSy miało miejsce w jej… pierwszym meczu. W 1964 r. katowiczanie pokonali w Pucharze Polski ekipę Wyzwolenia Chorzów.
sportowefakty.pl: Kazimierz Moskal: Zwycięstwo było nam bardzo potrzebne
Recepta na triumf nie była skomplikowana, bowiem goście czterokrotnie użądlili siedemnastą w tabeli ekipę Jana Furlepy. –
Myślę, że trochę za wysokie to zwycięstwo, ale tak to właśnie bywa, kiedy strzela się jedną bramkę na wyjeździe. Później obraz gry ulega zmianie – dodaje trener GieKSy, który w wygranej nad rybniczanami upatruje pewną prawidłowość.
– Rozmawialiśmy w szatni o tym, że na jesieni pojechaliśmy do Łęcznej i przegraliśmy 0:3. Później graliśmy z Energetykiem ROW u siebie, bo mecz z Arką był przełożony i wygraliśmy. Potem rzeczywiście ruszyliśmy do przodu i wygraliśmy kilka spotkań pod rząd. To zwycięstwo będzie miało większą wartość, jeśli w środę w Ząbkach też powalczymy o punkty i coś stamtąd przywieziemy – optymistycznie kończy Moskal.
slask.sport.pl: Zwycięstwo GKS-u Katowice zacznie smakować tylko pod jednym warunkiem
GKS zagrał w Rybniku wyjątkowo skutecznie i zdobył aż cztery gole. – Zwycięstwo cieszy, ale mecz nie był łatwy. Graliśmy lepiej niż wcześniej, ale wciąż dużo było chaosu i braku konsekwencji. Na pewno ktoś powie, że lepiej było wygrać cztery mecze po 1:0 niż raz aż tak wysoko. Do przeszłości jednak nie wracamy – mówi bramkarz Łukasz Budziłek.
Jednym z bohaterów meczu był Grzegorz Fonfara, który strzelił pierwszego gola. – To był dopiero drugi mecz na wiosnę, w którym to my objęliśmy prowadzenie i nie musieliśmy gonić wyniku. Wiosna nam nie wychodzi, wyniki są fatalne. Dlatego ucieszyliśmy się z mojej bramki, bo pozwoliła nam swobodniej grać. Kamień z serca spadł nam dopiero po końcowym gwizdku. To zwycięstwo zacznie smakować, jeśli równie dobrze zagramy w kolejnym meczu – z Dolcanem Ząbki – podkreślał Fonfara.
sportowefakty.pl: Premierowe zwycięstwo GieKSy na wiosnę – relacja z meczu Energetyk ROW Rybnik – GKS Katowice
Wielkoczwartkowe derby Śląska w I lidze były pojedynkiem dwóch ekip, które w rundzie wiosennej zawodzą. Energetyk ROW Rybnik wygrał w tym roku zaledwie raz, zaś GKS Katowice pozostawał jedyną drużyną zaplecza T-Mobile Ekstraklasy, która nie zasmakowała jeszcze trzech punktów.
(…)
Pierwsze celne uderzenie GKS-u za to zakończyło się otwarciem wyniku. Janusz Gancarczyk świetnym zagraniem obsłużył
Grzegorza Fonfarę, a ten dziubnął piłkę w polu karnym gości, po czym futbolówka wtoczyła się do rybnickiej bramki.
Natychmiast na wydarzenia na boisku zareagował trener Jan Furlepa, który wysłał na plac gry Idrissę Cisse. Senegalczyk krótko po wejściu na boisko uruchomił Szymona Sobczaka, ale napastnika Energetyka uprzedził Budziłek. Chwilę przed zmianą świetną okazję na wyrównanie miał Mariusz Muszalik, ale piłka po strzale wychowanka GieKSy zatrzymała się na poprzeczce.
W odpowiedzi dobre okazje pod bramką gospodarzy mieli Grzegorz Goncerz, który trafił w słupek i Przemysław Pitry, którego uderzenie powstrzymał jednak Bucek. Chwilę później minimalnie niecelnie uderzał Kostecki, po którego strzale „szczupakiem” piłka nieznacznie minęła słupek.
Końcówka meczu należała już niepodważalnie do GieKSy, a znać o sobie dał trenerski nos Moskala. Do siatki trafili bowiem gracze, których szkoleniowiec katowiczan chwilę wcześniej wpuścił na plac gry. Wcześniej jednak z boiska wyleciał Maxim Potirniche, który wyciął równo z trawą Pitrego.
Grę w przewadze GKS zamienił ostatecznie na trzy gole. Najpierw po dograniu Tomasza Wróbla głową drugą bramkę dla katowiczan zdobył Michał Zieliński. Chwilę później „Zielu” odwdzięczył się za asystę obsłużył świetnym zagraniem Wróbla, a tuż przed końcowym gwizdkiem strzelec trzeciej bramki trafił raz jeszcze – wykorzystując dogranie Bartłomieja Chwalibogowskiego.
slask.sport.pl: Pierwsze zwycięstwo GKS-u Katowice od listopada. I to efektowne!
GieKSa przerwała wreszcie serię meczów bez zwycięstwa. Od 16 listopada nie potrafiła wygrać i w ten sposób zmarnowała szansę włączenia się do walki o awans do ekstraklasy. Po niedawnej porażce 0:3 z Arką Gdynia jasne się stało, że katowiczanie muszą teraz częściej spoglądać za siebie, bo przewaga punktowa nad grupą drużyn broniących się przed spadkiem niebezpiecznie się zmniejsza. Dlatego tak ważne jest zwycięstwo w Rybniku z Energetykiem ROW-em, który od dawna znajduje się w strefie spadkowej.
gliwicka72.pl: Derby Śląska nie dla Rybnika. ROW 0:4 GieKSa
Piłkarze ROW-u Rybnik w pojedynku derbowym z katowicką GieKSą przegrali aż 0:4. Wszystkie bramki padły w drugiej połowie meczu, a końcówka w wykonaniu rybniczan pozostawia wiele do życzenia. Co raz mniej spotkań pozostało do rozegrania a nasza sytuacja w tabeli jest fatalna.
rybnik.com.pl: Klęska w derbach Śląska! Energetyk ROW rozbity przez GKS
Kibice ROW-u liczyli na to, że w drugiej połowie podopieczni trenera Jana Furlepy zaatakują śmielej, tak jak to miało miejsce w poprzednim spotkaniu z Okocimskim. Tak się jednak nie stało, a na domiar złego już w 50. minucie gola zdobyli katowiczanie. W polu karnym piłkę dobrze przyjął Grzegorz Fonfara i precyzyjnym strzałem nie dał szans bramkarzowi ROW-u.
Chwilę później na boisku pojawił się Idrissa Cisse, który w ostatnim meczu strzelił dwie bramki. Tym razem jednak to nie był jego dzień. Bohaterem rybniczan mógł zostać Mariusz Muszalik. W 60. minucie piłka po jego strzale trafiła w poprzeczkę.
W końcówce spotkania rybniczanie odkryli się, co bezlitośnie wykorzystali katowiczanie. Katami ROW-u okazali się wprowadzeni w drugiej połowie Michał Zieliński i Tomasz Wróbel. Pierwszy z nich podwyższył prowadzenie na 2:0, a drugi dobił rybniczan w doliczonym czasie gry strzelając dwie bramki i ustalając wynik spotkania na 4:0. Tym samym po siedmiu meczach bez zwycięstwa GKS zanotował pierwszą wygraną tej wiosny. Rybniczanie natomiast przegrali ósme spotkanie w tym sezonie i nadal zajmują przedostatnie miejsce w tabeli I ligi.
(…)
Warto dodać, że na trybunach zasiadło blisko 4 i pół tysiąca kibiców. Wśród nich spora grupa fanów GKS-u i zaprzyjaźnionego Górnika Zabrze.
– Popsuliśmy dziś piłkarskie święto w Rybniku. Kibice zaprezentowali wysoki poziom dopingowania, my niestety od tego odstawaliśmy – mówił wyraźnie przybity trener ROW-u, Jan Furlepa. – Przy stanie 0:1 mocno zaryzykowaliśmy i niestety to się na nas zemściło. GKS był lepszym zespołem i wykorzystał swoje okazje. Spodziewałem się większej determinacji w grze mojego zespołu. Musimy się szybko ogarnąć, bo w środę kolejny ważny mecz – dodał.
katowice.naszemiasto.pl: Energetyk ROW Rybnik przegrał w derbach Śląska z GKS Katowice 0:4
Aż cztery bramki wbili zawodnikom z Rybnika w derbowym spotkaniu zawodnicy GKS Katowice. Wszystkie bramki padły po przerwie. Kolejno trafiali: Grzegorz Fonfara w 50 minucie i Michał Zieliński w 86 minucie. Dwa kolejne trafienia w doliczonym czasie gry zdobył dla katowiczan Tomasz Wróbel.
Schodząc do szatni rybniczanie nie kryli rozczarowania. – W dzisiejszym meczu zabrakło nam wszystkie, gry w piłkę nam zabrakło. Rywalem pokazali nam, jak w I lidze nie należy grać w piłkę – mówił po zejściu z boiska Mariusz Muszalik, zawodnik ROW-u.
– Musimy usiąść teraz w szatni i sobie pewne rzeczy we własnym gronie wyjaśnić. Kibice stworzyli dziś coś wspaniałego na trybunach, a nam jest wstyd, że tak się przed nimi zaprezentowaliśmy – podkreślał zawodnik.
I rzeczywiście. Do Rybniak przyjechała dziś nie tylko spora grupka kibiców z Katowic, ale także zaprzyjaźnieni z kibicami obu zespołów fani Górnika Zabrze, a nawet Banika Ostrawa. Kibice stworzyli na trybunach znakomitą atmosferę, godną derbowego spotkania.
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.
-
Piłka nożna 23 godziny temuTygodniowy przegląd mediów: Tajemniczy sparing GKS Katowice z Rakowem
-
Hokej 1 tydzień temuTygodniowy przegląd mediów: Prezentacja GieKSy w Parku Zadole
-
Galeria 2 tygodnie temuTurniej w obiektywie
-
Piłka nożna 23 godziny temuPotencjalni rywale GieKSy w III rundzie Ligi Konferencji

marianoITALIANO
20 kwietnia 2014 at 12:18
Witam a kiedy ma zamiar zagrać Elvist ciku ?