Dołącz do nas

Felietony Klub Piłka nożna

Dwa lata trenera Góraka

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dokładnie 21 czerwca miną dwa lata, odkąd szkoleniowcem GieKSy jest Rafał Górak. Tym samym jest on jednym z najdłużej pracujących trenerów w historii GKS-u.

Na to, iż szkoleniowiec ma szansę na ciągłość pracy w GieKSie wpływ miało i ma kilka czynników. Przede wszystkim był człowiekiem, który przychodził do klubu ponoć poukładanego organizacyjnie, jednak jak pokazała przyszłość, to organizacyjne eldorado zaczęło się i skończyło na węgierskim obozie. Rzeczywistość jest taka, że trener Górak był z nami w momentach bardzo trudnych wręcz dramatycznych, bo przecież niewiele brakowało, aby klub upadł i podnosił się od B klasy. Trener zmagał się, więc z masą przeciwności losu z brakiem pieniędzy, z zakazem transferowym z odwołanymi z przyczyn finansowych treningami. Wszyscy doskonale to pamiętamy, bo to przecież czasy wcale nie tak odległe. Pamiętamy też, że to kibice GieKSy w heroicznej walce zapobiegli sytuacji, w jakiej znalazł się teraz Groclin zwany Polonią. Pamiętamy też, że w tych trudnych chwilach trener Górak wciąż starał się pracować jak najlepiej na chwałę GKS-u. Oczywiście pojawiały się głosy prześmiewcze, że nikt inny by do nas nie przyszedł, a Górak jest tak beznadziejny, że zostaje, bo niby, kto by go zechciał? Jednak między innymi na naszych łamach, a raczej przede wszystkim tu, mogliśmy wyczytać opinie i nawoływanie do dania szansy szkoleniowcowi popracowania w normalnych warunkach. Pisaliśmy o tym rok temu, pisaliśmy zimą.  A mowa o trenerze, który pracując za darmo z grającymi za darmo i ciągle zwodzonymi piłkarzami, potrafił uratować 1 ligę dla Katowic, a na pewno zadanie do łatwych nie należało.

Dobiegająca właśnie końca runda wiosenna tego sezonu, miała dać odpowiedź. Czy Górak, to materiał na dobrego, cenionego fachowca? Przed rundą GieKSie zniesiono zakaz dokonywania transferów, a jeszcze wcześniej na konta piłkarzy i sztabu szkoleniowego zaczęły spływać pieniądze za zaległe wynagrodzenia. Miasto Katowice zaczęło przejmować coraz większą kontrolę w klubie, a potem i marketing podniósł się z kolan. Krótko mówiąc zapachniało normalnością i ta normalność miała zweryfikować szkoleniowca. Zweryfikowała moim zdaniem na plus. Do ideału oczywiście droga daleka i mglista, nie zmienia to jednak faktu, że była to najlepsza runda GieKSy od lat, a konkretnie od jesieni sezonu 2009. Wkrótce kontrakt trenera wygaśnie, mamy jednak niemalże pewność, że umowa zostanie przedłużona, podobnie jak przed rokiem. Wtedy wielu mówiło: „zostaje, bo kto niby przyjdzie do tego bajzlu”, teraz zostanie, bo na to zasłużył. Wiosną GieKSa zdobyła, jak dotąd 26 punktów, co daje 6 miejsce, a warto zauważyć, że 16 punktów zdobyliśmy na wyjeździe oraz to, że mniej straconych bramek ma tylko Nieciecza. Pamiętajmy, że pokonując w sobotę Dolcan cały czas mamy szanse na 4 miejsce, w każdym razie wiosenna dyspozycja predysponuje nas do walki o awans. Co najmniej taka jesień przyszłego sezonu spowoduje właśnie walkę o upragnioną promocję do ekstraklasy. Wiosną w trójkolorowych barwach zobaczyliśmy również naprawdę udane transfery, bo takimi są z całą pewnością Budziłek, Sadzawicki, Gancarczyk, a przede wszystkim Duda. W tej rundzie objawił się w pełnej okazałości talent Rakelsa, którego przez to „objawienie” już w Katowicach nie zobaczymy, trafna była też decyzja o przesunięciu na lewą obronę Chwalibogowskiego. Podsumowując decyzje trenera Góraka bronią się na boisku, a wcześniej niekoniecznie tak było. Jest, więc powód do tego, aby ufać, że przed następnym sezonem uda się znaleźć napastnika, który godnie zastąpi Rakelsa plus jeszcze jakieś perełki z niższych lig.

Po rundzie jesiennej pisaliśmy, że taryfa ulgowa się skończyła i liczymy na dobre wyniki dające prognostyk na silny GKS. Ten egzamin został zdany na mocną czwórkę, jednak w myśl zasady „Tu jest GieKSa, tu jest presja”, teraz musimy poprzeczkę podnieść. Od końca lipca walczymy o powrót do elity, walczymy o powrót do ekstraklasy, gdzie w tabeli wszech czasów nasza GieKSa zajmuje 10 miejsce i wyprzedza Zagłębie Lubin, Polonię Warszawa, Lechię Gdańsk, GKS Bełchatów, Koronę Kielce, Jagiellonię Białystok, Piasta Gliwice i Podbeskidzie Bielsko-Biała. Wyprzedza, więc połowę uczestników minionego sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, a do 9 Śląska traci 47 punktów. Zaplecze ekstraklasy jest słabą ligą, widzimy po wyczynach zespołów walczących o awans w tym sezonie. Mamy dobry, zgrany zespół, który jeszcze nieco wzmocniony może ten upragniony awans osiągnąć. Walka, determinacja, koncentracja, chęci to naprawdę w tej lidze może wystarczyć do sukcesu. Trener Górak musi sobie zdawać sprawę, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a my po latach głodu, chcemy się najeść do syta. Rafał Górak, jako trener zdobył już mistrzostwo IV, III i II ligi, trzy razy awansował też w górę, wszystkie te sukcesy święcił z Ruchem Radzionków. Trener powtarzał, że jego oczywistym marzeniem jest poprowadzenie zespołu w ekstraklasie. Nowy sezon jest, więc doskonałą okazją do spełnienia marzeń wielu ludzi! Czego sobie i trenerowi z całego serca życzymy.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    magnatwafel

    5 czerwca 2013 at 20:14

    POWODZENIA TRENERZE!!!

  2. Avatar photo

    antek1964

    5 czerwca 2013 at 21:01

    Panie CYGAN kaj jest licencja na 1 ligę

  3. Avatar photo

    antek1964

    5 czerwca 2013 at 21:04

    kurwa klub podobno na prostą wychodzi a tu zaległości w urzedzię skarbowym i ZUS

  4. Avatar photo

    antek1964

    5 czerwca 2013 at 21:14

    Panie cygan proponuje załatwic sobie staż w piaście Gliwice Tam klub nie ma problemów z licencją stadion wybudowali oraz zakwalifikowali się do pucharów europejskich ( eliminacji ligi europy) o długach też nie słychac oraz miasto byle komu klubu nie oddaje tak jak urząd miasta oddał wcześniej klub GRUBASOWI i cza po nim długi spłacac

  5. Avatar photo

    Grzegorz

    6 czerwca 2013 at 07:30

    Cygan jak to cygan.Kożdego cygani.

  6. Avatar photo

    łykomska pyżalska

    6 czerwca 2013 at 17:27

    ostatnie 4 komentarze to jest kjurwa dno dna, po co wogole takie osoby tutaj zaglądaja? Ciekawe co z waszą licencją niebieskie cioty

  7. Avatar photo

    antek1964

    6 czerwca 2013 at 18:13

    do łykomska jesteś tępak bo jeżeli ktoś pisze brutalną prawdę to musi byc śmierdziel KURWA nie obrażaj bo na GieKSe pewnie chodzę dłużej niż ty masz lat ciulu

  8. Avatar photo

    antek1964

    6 czerwca 2013 at 18:22

    Jak ja kurwa 20 parę lat temu zaczynałem na szpile chodzic na GKS to Katowice niestety wtedy były niebieskie ciekawe czy miał byś jaja szalem GKSu po kato chodzic

  9. Avatar photo

    antek1964

    6 czerwca 2013 at 18:26

    WIĘC KURWA TROCHĘ SZACUNKU małolacie

  10. Avatar photo

    antek1964

    6 czerwca 2013 at 18:37

    A co do naszego wiceprezesa cygana to w sporcie wydanie wtorkowe twierdził ze o licencje nie powinno byc problemu a teraz podobno nam grozi nawet B KLASA bo będzie trudno dogadac się do 11 czerwca z urzędem skarbowym i ZUSem

  11. Avatar photo

    łykomska pyżalska

    7 czerwca 2013 at 14:04

    antek zamknij juz tą niebieską mordę i wyjazd na cichą6 patałachu.

  12. Avatar photo

    antek1964

    7 czerwca 2013 at 14:58

    Frajerze ty zamknij ryj twoj nic swiadczy o tym jaka z ciebie jest ciota i pedal

  13. Avatar photo

    antek1964

    7 czerwca 2013 at 15:01

    Moze kurwo wymienimy poglady na blaszaku sektor A zobaczymy jakis kozak

  14. Avatar photo

    antek1964

    7 czerwca 2013 at 16:30

    CHWDP dla scierwa za zamkniecie Blaszoka Do frajera co mie obraza coz kurwo nie spotkamy sie

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga