Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Do Bielska po wygraną, a nie remis!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przenieśmy się w czasie do 28 września 2014 roku. Krym od mniej więcej pół roku znajduje się pod kontrolą Rosji. Polska reprezentacja dopiero rozpoczęła eliminacje do mistrzostw Europy we Francji wygrywając na wyjeździe 7:0 z Gibraltarem. Nie wiemy jeszcze, że niedługo ogramy Niemców, a następnie dojdziemy aż do ćwierćfinału Euro 2016. W Ekstraklasie Lech balansuje między grupą mistrzowską i spadkową. Nic nie wskazuje na to, że za kilka miesięcy będą w Poznaniu świętować mistrzostwo Polski. W GieKSie mamy Pitrego, Bucka i Nawrota, a trenerem jest Kazimierz Moskal. Nikt wtedy nawet nie słyszał o Arturze Skowronku i nie myślał, że trener Piotr Piekarczyk zostanie ponownie szkoleniowcem trójkolorowych. Jerzy Brzęczek cały czas znajdował się w Częstochowie – Lechia Gdańsk miała poczekać na niego jeszcze kilka miesięcy. Fani GieKSy mieli wtedy na swoim koncie dwa rozczarowania mniej niż obecnie (te w czerwcu 2015 i ostatnie z czerwca 2016).

28 września 2014 roku został rozegrany mecz 10. kolejki pierwszej ligi pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice. Niedzielne spotkanie rozgrywane wieczorową porą (19:46) transmitowane było w stacji Orange Sport. Nasza drużyna zajmowała po dziewiątej kolejce trzecie miejsce mając na koncie 16 punktów i bilans 5-1-3. Zagłębie miało punkt mniej, co przekładało się na szóstą pozycje i bilans 4-3-2. Przypomnijmy, że Zagłębie Lubin było świeżo upieczonym spadkowiczem z najwyższej klasy rozgrywkowej. My w ten sezon weszliśmy dość szczęśliwie – wygrywając 2:1 z Widzewem Łódź po golu Grzegorza Goncerza z rzutu karnego w końcówce spotkania na Bukowej. Następnie przyszła seria porażek – najpierw 2:4 w szalonym meczu w Legnicy, wreszcie dwie porażki w stosunku 1:2 na Bukowej – z Chrobrym Głogów w I rundzie Pucharu Polski oraz z Termalicą Nieciecza w lidze. Po tym ostatnim spotkaniu doszło do wizyty kibiców GieKSy pod szatnią piłkarzy. I gdy wydawało się, że trener Kazimierz Moskal znajduje się na wylocie z klubu – GieKSa wygrała 1:0 w Świnoujściu z Flotą. A później mieliśmy typową przeplatankę – remis 1:1 z Chojniczanką na Bukowej, wygrana 2:0 w Płocku z silną Wisłą, porażka 0:1 z Wigrami Suwałki u siebie, wygrana w Bytowie 4:1 i wreszcie na osiem dni przed meczem w Lubinie wygrana u siebie 3:2 z Pogonią Siedlce. Zagłębie również grało w kratkę, ale do spotkania z nami przystępowało z ładnie wyglądającą serią sześciu spotkań bez porażki. Swoją karierę zaczynał tam Piotr Stokowiec i chyba nikt się wtedy nie spodziewał, że ten trener dalej będzie prowadził klub z Lubina.

Tak na łamach GieKSa.pl ten mecz zapowiadał Shellu: „Już jutro czeka nas chyba najbardziej elektryzująco zapowiadające się z dotychczasowych spotkanie. GieKSa jedzie do „jaskini lwa”, do głównego niekwestionowanego faworyta pierwszej ligi w tym sezonie – Zagłębia Lubin. Mecz zapowiada się arcyciekawie – GieKSa po dwóch zwycięstwach z rzędu i siedmiu strzelonych bramkach wydaje się być na fali”. Budujący był także ostatni akapit tradycyjnego wstępniaka: „Dla ekipy z Lubina nie ma innej opcji jak walka o szybki powrót do ekstraklasy. GieKSa ma być jednym z etapów odbudowy lekko nadszarpniętego przez wyniki morale zespołu. Podopieczni Kazimierza Moskala mają jednak wszelkie atuty, aby zgarnąć komplet punktów. Zarówno nastawienie powinno być w porządku po ostatnich wygranych, no i mamy skutecznego Grzegorza Goncerza. Do Lubina wybiera się Żółta Armia, więc wsparcie z trybun zespół będzie miał zapewnione nie mniejsze niż gospodarze. Do tego mecz przy sztucznym oświetleniu, wspaniała piłkarska atmosfera zapowiada, że może to być mecz, który będziemy wspominać przez lata”.

Skrót z tego spotkania możecie zobaczyć poniżej:

Tak w relacji pomeczowej pisał Shellu: „Gdy spotkanie zbliżało się do końca, nastąpiła seria i splot niekorzystnych zdarzeń, które doprowadziły do utraty bramki. Najpierw sędzia podyktował rzut wolny przed polem karnym, co spowodowało lawinę protestów naszych piłkarzy, którzy uważali, że faulu nie było – takie samo zdanie na konferencji prasowej miał Kazimierz Moskal. Po chwili rywal przed gwizdkiem uderzał z rzutu wolnego i Dobroliński świetnie obronił, ale sędzia nakazał powtórzyć stały fragment gry. Po nim piłka trafiła w rękę jednego z zawodników i sędzia podyktował rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Michal Papadoupulos. Katowiczanie stracili więc gola w 88. minucie i mieli bardzo mało czasu na odrobienie strat, co też się nie stało”. Na sam koniec podkreślił jednak: „GKS zagrał dobre zawody w pierwszej połowie i słabsze w drugiej, ale remis był na wyciągnięcie ręki. Zadecydowała spora przewaga Zagłębia i błąd (?) sędziego w końcówce. Jedno jest pewne – na dłuższą metę nie da się z taką przewagą rywala utrzymywać czystego konta. Trener i drużyna powinni popracować nad środkiem pola, bo w tym miejscu mieliśmy zbyt dużo strat, które narażały zespół na kontry. [pogrubienie – kosa] Teraz nie pozostaje nic innego, jak w przyszły weekend wygrać z Chrobrym Głogów”.

W Lubinie fantastycznie zaprezentowali się kibice GieKSy. Katowickich fanów wspieranych przez swoje zgody pojawiło się w dolnośląskim mieście dokładnie 1002. Galerię z tego spotkania możecie zobaczyć tutaj, a poniżej zamieszczamy film wideo prezentujące doping i oprawę.

Czemu wspominam akurat mecz z Zagłębiem w Lubinie, który odbył się dwa lata temu? Robię to z tego powodu, iż dostrzegam wiele analogi łączących tamte spotkanie ze zbliżającym się piątkowym w Bielsku. Po pierwsze znowu zagramy ze spadkowiczem z Ekstraklasy, gdzie otwarcie mówi się o powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po drugie będzie to spotkanie na nowym obiekcie, których w pierwszej lidze nie ma zbyt wielu. Po trzecie na wyjazd mobilizują się fani GieKSy. Do Lubina jechaliśmy transportem kołowym – autokarami, busami i autami. Razem ze zgodami było nas wtedy dokładnie 1002 osoby. Teraz będzie to zapewne niższa liczba, ale i tak możemy się spodziewać najazdu trójkolorowych fanatyków. Do Bielska podróżować będziemy pociągiem specjalnym, a tu są szczegóły dotyczące tego wyjazdu (kliknij tutaj). Po czwarte te spotkanie ma dać nam choć wstępną odpowiedź na co stać GieKSę w tym sezonie. Tak samo było dwa lata temu kiedy weryfikacją miał być mecz z Zagłębiem.

Dziś uważam, że mamy dużo lepszą jedenastkę, a i Podbeskidzie jest słabsze niż Zagłębie. Spójrzmy na skład jaki wystąpił dwa lata temu: Dobroliński – Pielorz, Kamiński (73. Ceglarz), Jurkowski, Pietrzak – Czerwiński, Cholerzyński, Bodziony (77. Nawrot), Pitry, Wołkowicz – Goncerz (77. Kujawa). Mamy obecnie lepszego (Sebastian Nowak), a nawet dwóch (bo jest jeszcze i Mateusz Abramowicz) lepszych bramkarzy niż Rafał Dobroliński. Na prawej obronie występuje grający na ekstraklasowym poziomie Alan Czerwiński, a nie grający tam z konieczności Łukasz Pielorz. W środku występuje dużo pewniejszy Mateusz Kamiński niż „Kamyk” sprzed dwóch lat oraz Oliver Praznovsky, który nawet z 10 kiksami na jedno spotkanie jest dalej kilka klas lepszy od Adriana Jurkowskiego. Na lewej obronie chyba lepszy był Rafał Pietrzak niż obecnie Dawid Abramowicz, choć z Rafała więcej korzyści było z przodu niż w defensywie. Z tyłu bardzo często popełniał błędu, ale i nasz obecny zawodnik często puszcza rywali swoją stroną. Pomoc to prawdziwa odmiana od tego co mieliśmy wtedy. Kamil Cholerzyński i Krzysztof Bodziony nie dorównywali nawet Łukaszowi Pielorzowi i Sławkowi Dudzie, a co dopiero świetnie spisującemu się ostatnio duetowi Łukasz ZejdlerBartłomiej Kalinkowski. Tomasz Foszmańczyk daje drużynie także dużo więcej niż kiedyś Przemysław Pitry – co do tego chyba nikt z Was nie ma wątpliwości. Na skrzydłach mieliśmy w tamtym spotkaniu Alana Czerwińskiego i Krzysztofa Wołkowicza. Teraz – szczególnie na lewej stronie – mamy dużo większy wybór. Sam fakt, że Wołkowicz nie łapie się często do meczowej osiemnastki mówi sam za siebie. Mamy Pawła Mandrysza, Andreja Prokicia czy nawet Macieja Bębenka. Z przodu graliśmy osamotnionym Grzegorzem Goncerzem, a obecnie może mu partnerować Eryk Sobków. Nasz kapitan nie jest w najwyższej formie, ale co bardzo ważne – wreszcie strzelił swoją pięćdziesiątą bramkę i powinno mu już być teraz łatwiej o kolejne trafienia. Nieszczęsnego Michała Nawrota nawet nie ma co wspominać. Na korzyść przemawia za nami także fakt, że jakby na to nie patrzeć to jesteśmy niepokonani od pięciu spotkań. Podbeskidzie jest w dołku, bo dwa ostatnie mecze przegrało i daleko im do formy Zagłębia sprzed dwóch lat, które było niepokonane od sześciu spotkań.

Wtedy jechaliśmy do Lubina z nastawieniem, by nie przegrać. Dziś niektórzy też przebąkują, że ważne jest, by w Bielsku chociaż zremisować. Ba, wydaje mi się, że niektórzy wzięliby remis w ciemno. Jest to bardzo złe podejście, bo zazwyczaj takie nasze niższe wymagania kończą się fatalnie. Ludzie! Jeśli chcemy awansować w tym sezonie do Ekstraklasy, to do Bielska powinniśmy pojechać po wygraną. Jesteśmy w gazie, gra wygląda więcej niż przyzwoicie, Podbeskidzie jest w dołku (dwie porażki w ostatnich spotkaniach). Wykorzystajmy to! Zróbmy wreszcie jeden z pierwszych większych kroków do awansu, a nie stawiajmy się ciągle w defensywie. Nie liczmy ile nam brakuje do czołówki z nadzieją, że kiedyś to będzie można odrobić, a po prostu niech inni zaczną się o to martwić. Niech inne drużyny zaczną gonić GieKSę i liczyć na naszą stratę punktową, a nie na odwrót. Piłkarsko i kadrowo jesteśmy lepsi, organizacyjnie dorośliśmy, a i pod względem kibicowskim wynieśliśmy naukę z tych wszystkich lat. Dwa lata temu w trzeciej (!) kolejce miał miejsce wjazd pod szatnię, a teraz idziemy ramię w ramię z piłkarzami wykazując się dużą cierpliwością. Co mecz piłkarze są zapewniani o naszym wsparciu, co na pewno pomaga im w spokojnym przygotowywaniu się do swojej pracy. Naprawdę – mamy wszystkie argumenty, by wygrać w Bielsku z Podbeskidziem, ale najbardziej szwankuje nam głowa. I to chyba nie piłkarzom (albo nie tylko), ale dużej części kibiców. Podnieśmy ją wreszcie do góry, spójrzmy wyzwaniu w oczy, zagrajmy swoje i wygrajmy. Za dużo czasu pochylaliśmy głowę przez te dziesięć lat pobytu w pierwszej lidze. Zdaję sobie sprawę, że taki felieton jest dość odważny, bo w razie niepowodzenia w Bielsku każdy mi go będzie wypominał dodając tradycyjne: „a nie mówiłem”. Ale mam to w… dupie. Wolę mierzyć wysoko, setki razy spaść na ziemię i dalej celować w niebo, niż tylko siedzieć i czerpać satysfakcję z rycia w ziemi. Najazd! Wojna! GKS! Na trybunach i boisku!

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    n.k.w.d.

    30 sierpnia 2016 at 15:19

    Fajnie się to czyta.

  2. Avatar photo

    kosa

    30 sierpnia 2016 at 16:29

    dzięki

  3. Avatar photo

    Irishman

    30 sierpnia 2016 at 16:52

    Kto wie czy za dwa lata ktoś nie napisze o tym piątkowym meczu:
    „Swoją karierę zaczynał tam ….. i chyba nikt się wtedy nie spodziewał, że ten trener dalej będzie prowadził klub z …..” – oby w miejsce kropek pisano wtedy Brzęczek i Katowice.

    W piątek okaże się co lepsze – Goncerz w formie tak jak wtedy, czy drużyna (w większości) w formie tak jak teraz.

    Jasne, że jedźmy do Bielska po zwycięstwo, bo tylko z takim nastawieniem można CO NAJMNIEJ zremisować na tak trudnym terenie. No tym bardziej jeśli uwierzyć Grześkowi Goncerzowi, ze jego forma idzie w górę.

    POWODZENIA!

  4. Avatar photo

    Irishman

    30 sierpnia 2016 at 16:53

    ps.
    Faktycznie fajnie się czyta 🙂

  5. Avatar photo

    marian

    30 sierpnia 2016 at 18:10

    Auuu jedziemy po 3 pkt!!!

  6. Avatar photo

    Fjodor

    31 sierpnia 2016 at 00:18

    AAAAUUUU!!!

  7. Avatar photo

    KruchY

    31 sierpnia 2016 at 08:10

    Pitry trochę bramek nam nastrzelał a Fosą jak na razie tylko jedna.Oby przekonał nas dobrym występem już w Bielsku.

    P.s. Od kołyski aż po grób tylko GieKSa Je*ać ruch !

  8. Avatar photo

    piotr

    31 sierpnia 2016 at 09:30

    Kruchy fosa juz 2bramki strzelil????

  9. Avatar photo

    Xena_GKS

    4 września 2016 at 12:00

    Świetny felieton!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga