Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Dawid Szwarga: Z trenerem szybko nawiązaliśmy nić porozumienia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dawid Szwarga dołączył do sztabu szkoleniowego GieKSy w czerwcu 2018 roku. Swoją osobą oraz pracą wspierał sztab szkoleniowy trenera Jacka Paszulewicza, Dariusza Dudka, a obecnie Rafała Góraka. Poznajcie bliżej naszego trenera oraz jego rolę w sztabie szkoleniowym.

GieKSa.pl: Jesteś w klubie od dwóch lat. Jaką rolę pełniłeś i nadal pełnisz w tym okresie?

Dawid Szwarga: Uściślając, za trenera Dudka przede wszystkim odpowiadałem za analizę rywala, analizę gry naszego zespołu i przygotowywanie odpraw. Boisko to był jednak obszar, gdzie główną funkcję pełnił trener Dudek. U trenera Góraka, co mnie niezmiernie cieszy, mam więcej obowiązków na boisku. Oprócz analizy przeciwnika i własnych meczów, które przygotowujemy wspólnie z trenerem Okoniem i Górakiem – odpowiadam za pewne części treningu, które służą nabywaniu naszego sposobu gry. Również w każdym tygodniu przygotowujemy środki treningowe, które mają pomóc zawodnikom wykorzystać mankamenty naszego rywala.

Przed trenerem Górakiem byłeś z trenerem Dudkiem. Rzadko spotykane wśród asystentów, bo zwykle idą oni do tego z kim zaczynali, kto dał im szansę. Co sprawiło, że zostałeś w GieKSie?

Najpierw była współpraca z trenerem Paszulewiczem. Do GKS-u ściągnął mnie trener Dziółka. Znaliśmy się ze współpracy w Skrze Częstochowa i Szczakowiance Jaworzno. Byłem bardziej zatrudniony przez klub niż przez pierwszego trenera, dlatego mimo odejść z klubu pierwszych trenerów moja osoba pozostawała w GKS-ie.

Czy możesz potwierdzić, że była propozycja z Sosnowca po powrocie Dariusza Dudka i pojawiła się twoja odmowa. Czym się kierowałeś, jeśli taka propozycja padła?

Trener Dudek na pewno był osobą, która mi zaufała i stopniowo zwiększała moje obowiązki w pierwszej drużynie. Jestem przekonany, że w Sosnowcu wykona dobrą robotę. Zostałem w Katowicach tylko i wyłącznie ze względu na dyrektora i pierwszego trenera. Bardzo szybko nawiązaliśmy nić porozumienia i gdyby nie oni pewnie dzisiaj w Katowicach by mnie już nie było.

Skąd pomysł na wejście w projekt do analizy gry zawodników i praca z nimi. Stało się to twoim życiowym projektem?

Najczęstszą przyczyną porażki w mediach był brak zapier***, walki, zaangażowania lub problemy motoryczne. To oczywiście jest ważne, ale statystyki wskazują, że biegowo nie różnimy się od topowych drużyn. Gdzie więc tkwi różnica? Uznaliśmy, obserwując najlepszych na świecie, że polski zawodnik jest wyposażony w małą ilość narzędzi taktycznych, które pozwolą mu lepiej rozumieć grę. To jest główna idea DEDUCTORA, aby gracz po współpracy z nami potrafił po przegranym lub wygranym meczu wskazać swoje dobre i złe zachowania bez piłki w ataku i w obronie, a nie mówić tylko o bieganiu i walce.

Wasz projekt Deductor miał być osobnym projektem, a prace w sztabach przyszły później, czy nastawialiście się na równoległe tworzenie materiałów i ewentualną pracę w klubie?

Naszym celem zawsze była praca na poziomie centralnym. Kiedy 5 lat temu powstawał projekt DEDUCTOR jego celem było uświadamianie piłkarzy i trenerów pod kątem ROZUMIENIA GRY i promowanie naszego sposobu patrzenia na piłkę. Chcieliśmy znaleźć platformę, gdzie będziemy mogli komunikować się z innymi trenerami na temat naszych zagranicznych staży, gdzie zaczęliśmy na piłkę patrzeć zupełnie inaczej. Brakowało nam w Polsce inicjatywy, która patrzy na futbol przez pryzmat detali. Niejako rykoszetem nasze nazwiska stały się bardziej popularne w półświatku piłkarskim i dzisiaj 75 proc. Deductora pracuje na szczeblu centralnym.

Jakie macie plany na rozwijanie tego projektu? Czy planujecie wyjść z czymś do kibiców by poznali szerzej takie aspekty?

Dzisiaj jesteśmy po PZPN największą platformą szkoleniową. W ostatnim miesiącu z naszych usług skorzystało niemal 500 trenerów, a nasza wewnętrzna grupa, na której robimy darmowe szkolenia, liczy ponad 1700 osób. Wszystkich kibiców zapraszamy na nasze stacjonarne szkolenia z ROZUMIENIA GRY lub szkolenia online, które można znaleźć na stronie DEDUCTOR. Gwarantujemy, że po takim szkoleniu z DEDUCTOREM kibic zacznie patrzeć na piłkę zupełnie inaczej. 

Z jednej strony współpracujecie przy projekcie, a z drugiej często rywalizujecie przy spotkaniach. Nie macie problemu przy takich rywalizacjach? Czy nikt wam nigdy nie powiedział „Chłopaki trochę to dziwna sytuacja?” Czy raczej ze zrozumieniem każdy do tego podchodzi?

Co więcej, w I lidze, graliśmy zawsze po Termalice, gdzie pracował Tomek Włodarek. Obecnie bierzemy rywala zawsze po Widzewie, więc mamy przynajmniej informację z pierwszej ręki o przeciwniku (śmiech). Mówiąc serio, w środowisku piłkarskim każdy trener ma znajomych, do których dzwoni, żeby dopytać o jakiegoś piłkarza lub przeciwnika. To nie jest żadna nowość. Cieszę się, że mogę zawsze zadzwonić do Tomka i ewentualnie coś skonsultować, to może tylko pomóc w analizie rywala. Kiedy jednak nadchodzi mecz Widzew – GKS to obowiązuję nas tygodniowa cisza.

Wróćmy trochę do GieKSy. Jak to było z tym rożnym? Trener Górak opowiedział, że oglądał Borussię Dortmund. Jak wygląda u was ścieżka od pomysłu do jego realizacji? Czy np. siedzicie i oglądacie to sami czy z piłkarzami?

Ostatnio przygotowując się pod nowe szkolenie, odkryliśmy ciekawą statystykę: 30 proc. wszystkich bramek w Premier League pada po stałych fragmentach gry, 15 proc. po rzutach rożnych, a tylko 5 proc. wszystkich bramek w danym sezonie jest skutkiem ataku szybkiego. To pokazuje, jak ważna jest rola stałych fragmentów. Mamy ogromną bazę stałych, która w okresie kwarantanny jeszcze się powiększyła. Kluczowe jest, aby wybrać rożny lub wolny, który wykorzysta mankamenty przeciwnika i uwypukli twoje atuty. Ścieżka to zawsze najpierw analiza przeciwnika, naszego przewidywalnego składu i od wtorku/środy rozpoczyna się już planowanie, który stały fragment zrobi różnicę.

Czy piłkarze mają w „zadaniach domowych” sami wymyślić stałe fragmenty ? Trener kadry Niemiec kiedyś przyznał, że podzielił zawodników na grupy i każda grupa miała przygotować swój stały fragment, wybierano najlepsze i grano to w spotkaniach.

To ciekawe urozmaicenie, aby angażować w ten sposób piłkarzy, jak zrobił to Loew. Natomiast w kadrze brakuje czasu na wiele rzeczy, stąd pewnie idea angażowania piłkarzy w ten proces. My również wychodzimy z założenia, że piłkarze muszą brać czynny udział w procesie szkolenia, dzieląc się swoimi odczuciami, ale akurat SFG to działka sztabu.

Czy mógłbyś rozprawić się z paroma mitami , które od lat pojawiają się na forum kibiców GieKSy i wytłumaczyć pewne kwestie kibicom, np. czemu jak jesteśmy faworytami, to gramy tylko jednym napastnikiem, a nie dwójką?

GKS gra trójką napastników w fazie ataku, zmiana ustawienia na dwóch napastników nie jest rozwiązaniem. Najważniejsze i tak są zadania poszczególnych zawodników w danej sytuacji. Ustawienie to tylko cyferki, najważniejsze są zadania w poszczególnej fazie.

Po co napastnik grający tyłem do bramki, zamiast takiego co po prostu strzela gole?

Też bym chciał napastnika, który strzela gole. Takich napastników szuka cały świat. „Dziewiątka” i lewy obrońca to najbardziej deficytowy towar na świecie. Także, jak kibice znajdą takiego piłkarza, niech nam dadzą znać (śmiech).

Dlaczego, jeśli akcja toczy się np. lewym skrzydłem, to w defensywie obrońca po przeciwnej stronie tak mocno schodzi do środka i często zostawia odkrytą przestrzeń?

Bo w obronie najważniejsza jest przestrzeń. Krycie indywidualne poza polem karnym nie istnieje. Najważniejsza jest piłka i odpowiednie zabezpieczenie przestrzeni w obrębie piłki.

Czemu nie próbują strzelać z dystansu, tylko wjechać z piłką do bramki?

Ponieważ skuteczność strzałów z dystansu jest tak niska, że wielu trenerów na wysokim poziomie zakazuje strzałów z konkretnej strefy, uznając takie działanie za stratę piłki.

W wywiadzie dla oficjalnej powiedziałeś, że prowadzisz między innymi analizy dla zawodników, którzy chcą się rozwijać. Jak z to jest z tą świadomością do rozwijania wśród piłkarzy? Czy w którymś momencie w GieKSie wykonaliście coś z piłkarzem i potem to zadziałało na tyle, że mogliście powiedzieć: „widzisz to działa!”.

Co najmniej raz w tygodniu mamy przygotowany panel, gdzie prowadzimy odprawy indywidualne lub formacyjne, pokazując zawodnikom konkretne zachowania bez piłki, następnie starając się wyegzekwować teorię w praktyce na boisku. Piłkarze podchodzą do tego w bardzo otwarty sposób, a wiem, że część z nich wykupuje szkolenia DEDUCTORA, aby móc jeszcze lepiej rozumieć grę. Natomiast najlepiej o nas samych będą świadczyć sytuacje, gdzie sami kibice wyłapią pewne automatyzmy podczas meczu, a nie my będziemy się nimi chwalić.

W którym aspekcie młodzi zawodnicy wchodzący do seniorskiej piłki w Polsce mają największe braki?

Znamy każdego gracza, który prezentuje solidny poziom. Piłkarze Akademii zostali też przebadani taką samą metodą testów jak zawodnicy pierwszej drużyny. Niestety ich deficyty dotyczą każdego obszaru. Zarówno pod kątem technicznym, taktycznym i motorycznym odstają od zawodników pierwszej drużyny. Co więcej, ich potencjał jest oceniany właściwie, o czym świadczy fakt ich późniejszych losów i gry w niższych ligach. Sam w jednej drużynie grałem z Arkiem Kowalczykiem, który był zdecydowanie wyróżniającym się piłkarzem Akademii, jednak nigdy nie stał się na tyle dobry, by regularnie funkcjonować w GieKSie. Dzisiaj taką nadzieją jest Patryk Szwedzik, który ma potencjał, ale jeszcze ciągle długa droga przed nim. Innym wyróżniającym się zawodnikom też staramy się dawać szanse, choćby przez trenowanie z pierwszą drużyną, wierząc w ich stopniowy postęp.

Jakie twoim zdaniem są największe błędy w myśleniu kibiców o piłce i piłkarzach?

Sam lubię mieć przekonanie, że jak się zaczyna mecz, to jako sztab zrobiliśmy wszystko, aby przygotować zespół do spotkania. Natomiast w futbolu ciągle ogromną rolę odgrywa losowość. Z wszystkich sportów to w piłce nożnej najrzadziej wygrywa faworyt. Jedna sytuacja może zdecydować o losie meczu, a często nawet całego sezonu. Wydaje mi się, że często wpadamy w pułapkę wyniku i oceniamy mecz przez pryzmat tylko i wyłącznie rezultatu. Wiadomo, że wynik w seniorach jest najważniejszy, ale jeżeli popatrzymy przez pryzmat przyczyn na mecz, dostrzeżemy więcej.

Czy jest jakiś typ piłkarza, który kiedyś był ceniony, a dzisiaj kompletnie byłby nie potrzebny bądź też jego gra byłaby ograniczona?

Żaden piłkarz w dzisiejszym futbolu nie może sobie pozwolić na granie tylko na jednej pozycji. Na przykładzie GKS-u wielu mogło zauważyć jaką funkcję pełnią w ataku boczni obrońcy. Często stają się skrzydłowymi, więc oprócz umiejętności w obronie powinni potrafić grać 1 na 1 w ataku. Podobnie jest ze skrzydłowymi, którzy w ataku schodząc do środka, grają na pozycjach rozgrywającego. Dzisiaj dobry piłkarz to zawodnik mogący przebywać na wielu pozycjach w trakcie jednego meczu. Jednowymiarowość na zachodzie już umarła, w Polsce powoli umiera. Na topie będą piłkarze radzący sobie dobrze zarówno w środku boiska, jak i na boku, gdzie specyfika jest zupełnie inna, podczas jednej akcji.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga