Felietony
Co to było na stadionie Polonii Bytom?
Tak jak pisaliśmy, wygrać w Bytomiu to był obowiązek. To się nie udało, choć było tak samo blisko tego zwycięstwa, jak daleko.
Od początku rundy GKS nam się podobał, bo przede wszystkim punktował i czynił to w miarę pewnie. Nie traciliśmy bramek. Mieliśmy mecze pod umiarkowaną kontrolą. A nawet jak przydarzyła się porażka z Cracovią, to wszyscy uznali – i słusznie – że była niesprawiedliwa. Nawet po słabszym meczu tydzień temu w Niecieczy, GKS zatarł złe wrażenie w spotkaniu z Flotą.
I tu nagle dup! Nikt nie spodziewał się tak tragicznego meczu w Bytomiu. Wpadka – to pewnie najczęściej powtarzane słowo wśród piłkarzy i trenerów. No właśnie, ale co to jest wpadka? Bo mnie się kojarzy to z tym, że dobra drużyna jedzie do słabszej no i gra nieco słabiej niż zazwyczaj, ma kilka sytuacji, ale brakuje szczęścia, nie sprzyja sędzia, a rywale wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności i zdobywają korzystny wynik. Tak – wtedy można mówić o wpadce i że po prostu „zawiedliśmy”.
Ta definicja „wpadki” nijak nie pasuje do dzisiejszego spotkania. Bo po pierwsze – Polonia była tak beznadziejnie słaba piłkarsko, popełniała tak niezliczoną ilość głupich błędów i strat, tak kopała się po czołach, że nie wygrać z taką zbieraniną ludzi to jest wstyd. Powtórzmy, mówimy tu o kwestiach czysto piłkarskich, bo jeśli chodzi o zaangażowanie i serce do gry, to naprawdę szacunek dla tej drużyny. Ale piłkarsko byli klasycznie do ogolenia…
Na tym tle piłkarze GKS… dostosowali się. Masa strat i niecelnych podań – czasem nawet do najbliższego na dwa metry nasi zawodnicy posyłali piłkę wprost do przeciwnika. Nie przykładali się, podania były iście niechlujne, nieprzemyślane, niedopracowane i na pamięć (oczywiście bez skutku). Strzałów nie oddawaliśmy, sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. A jak już była, to delikwent w polu karnym nie trafiał w piłkę albo pół godziny składał się do strzału.
Co jednak było jeszcze większym grzechem. Bo atakować z animuszem i klasycznie partaczyć – no dobra to się zdarza. Ale w tym meczu nie było w naszych zawodnikach agresji, nie ruszali z szybkimi kontrami, jak ruszali to czasem liczbą trzech zawodników, a reszta stała w tyle. Akcje były ociężałe, tak jakby się nie chciało biegać. Zamiast siąść na słabej Polonii i ją zdominować na swojej trzydziestce czy chociażby połowie, to GKS czasem dawał się zepchnąć do defensywy. Zero było w tym energii totalne zero, tak jakby naszym zawodnikom ktoś obwiązał nogi workami z ciężkimi kamieniami! Gdyby GKS wyprowadzał takie kontry jak na Cracovii, to by pewnie ze cztery piłki wcisnął do bramki Mateusza Miki. A mógł spokojnie te kontry wyprowadzać, bo Polonia w żadnym wypadku nie zaparkowała autobusu na swoim polu karnym, atakowała na tyle na ile umiała, ale czyniła to sporą liczbą zawodników. Ale nasi zawodnicy wyglądali tak, jakby nie chciało im się zaatakować z większym animuszem. Nic do gry nie wnosili nasi doświadczeni piłkarze Przemysław Pitry czy Grzegorz Fonfara. To od nich wymaga się najwięcej. Ale młodzi też mogli się pokazać, a totalnie zawiedli na skrzydłach – Wołkowicz i Czerwiński. Na bokach obrony masa strat, to nie był ten Sadzawicki z meczu z Flotą, Bartkowi Chwalibogowskiemu też zdarzało kilka totalnie złych przyjęć piłki, ale przynajmniej zaliczył asystę. Rakels również kompletnie nic nie wnosił do gry. Jedynie Napierałę można pochwalić, bo swoje w obronie zrobił i jeszcze strzelił gola.
Osobna pochwała należy się Grzegorzowi Goncerzowi. Da się? Da. Wszedł na końcówkę spotkania i zrobił więcej niż wszyscy piłkarze ofensywni razem wzięci. Brawo Grzesiu i ten zawodnik powinien od początku znaleźć się w zespole w kolejnym meczu, skoro inni nie mają na tyle energii, żeby zapieprzać tak jak on.
Ten remis był do tego jeszcze mega frajerski. Bo piłkarze GKS mogli się uratować dociągając wynik 1:0 do końca. Wtedy mogliby powiedzieć – „czego wy chcecie, przecież wygraliśmy” albo „owszem odstawiliśmy żenadę, ale mamy trzy punkty”. Nic z tego. Nawet tego nie potrafili zrobić. A mieli ku temu po prostu najlepszą z możliwych okazji – rzut karny. Tym golem zamknęliby mecz. A tak – karny niewykorzystany – dali sobie wbić gola grającej w dziesiątkę słabiutkiej Polonii Bytom, która w ostatnich 11 meczach przegrała aż 10, w tym z przedostatnim Okocimskim u siebie 0:3, za chwilę zniknie z piłkarskiej mapy Polski, a jej zawodnicy potrafiają do zespołów w najlepszym przypadku drugoligowych, a niektórzy to i może pokończą kariery. Nawet jeśli GKS zagrał słabo, to mógł ten wynik utrzymać, bo sprzyjało im w końcówce wszystko, w trakcie meczu również, bo sędzia spokojnie mógł wcześniej podyktować karnego dla Polonii. Dodatkowo na ironię zakrawa fakt, że gola zdobył niechciany zimą w GieKSie zawodnik… A GieKSa mogła „ukarać” kibiców Polonii za ich żenujące i wsiowe zachowanie podczas całego meczu zamykając im usta drugim golem… Aż dziw bierze, że te wszystkie okrzyki i notoryczne obrażanie nie wyzwoliło u naszych piłkarzy sportowej agresji…
To nie była wpadka, ani wypadek przy pracy. To był występ poniżej krytyki, który nie miał prawa się nigdy zdarzyć. Nie będziemy wdawać się w kwestie czy to obniżka formy. Nie. Bo z formą to nie ma nic wspólnego. Katowiczanie przegrali ten mecz w głowach, w swojej własnej motywacji i podejściu do zawodu. Pewnie tak beznadziejny mecz się już nie powtórzy, módlmy się o to.
Ten mecz znacząco zaburza obraz całej dobrej rundy wiosennej. Szkoda, bo kibice stali i stoją pewnie dalej murem za piłkarzami, ale pojawiła się pewna skaza. Ten mecz sam w sobie był tragedią, ale ogólnie… tragedii nie ma. GieKSa spokojnie jest w stanie wygrać kolejne mecze, bo ma na to umiejętności, ale jeśli taka postawa jak dzisiaj powtórzy się w przyszłości, to strach się bać, jak będą reagować kibice…
Piłkarze, za ten mecz należy wam się (poza wyjątkami: Napierała, Budziłek, Goncerz) solidna zjebka, bo to był jeden wielki wstyd. Ale chcemy być sprawiedliwi, więc jeśli na Kolejarzu zagracie fajny mecz, to będziemy pierwszymi, którzy was pochwalą. Więc weźcie sobie do głowy wszystkie słowa, które usłyszycie i postarajcie się to przekuć na coś pozytywnego. Tak, żebyśmy o meczu z Polonią nie musieli długo pamiętać…
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

dd
28 kwietnia 2013 at 19:57
ale nie rozumiesz jednego teraz kazda gra jest o tzw złote gacie .Awnansu nie bedzie to juz było pewne po meczu ze słoniami ze wsi , spadek tez nam nie grozi bo tam jest aż kolejka cieniasów i to było widać ,ze powietrze sportowej walki całkowicie zeszło
mózG
28 kwietnia 2013 at 20:21
Moze jednak chlapneli se jakies piwko czy cos mocniejszego jak ostatnio byly podwojne urodziny pilkarzy.
Nie da sie ubrac w slowa tej niemocy jaka dzis przedstawili nasi zawodnicy. Trener im tez nie pomagal.
„Ale walczymy o inne sprawy. Choćby o kibiców i ich zaufanie – chcemy, żeby licznie przychodzili na nasze mecze. Zresztą, budujemy nowy GKS. Taki, który dla rywali będzie groźny, który będzie grał fajną i ofensywną piłkę. Kosztuje to dużo zdrowia, ale wiem, że nikt nie zrezygnuje.”
Zaba-Bogucice
29 kwietnia 2013 at 06:36
mi sie wydaje ze chłopaki byli zjebani podroza na ten mecz wyjazdowy…jesli obronca musi wyreczac napad,a karnych sie nie strzela,do tego koles ktory nie był widziany w GieKSie strzela nom bramke,no to jak mieli MY to wygrac?Nastepnym razem,na taki wyjazd proponuje udac sie kopaczom dwa dni wczesniej.Aby doszli do siebie po trudach podróży 😀
22
29 kwietnia 2013 at 14:10
tak zjebani podróżą trzeba pamietać ,ze jest to już inna strefa klimatyczna